"Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza" — Rabindranath Tagore.
Ktoś, kto zna mnie wyłącznie z blogosfery, dzięki strzępom słów, którymi bawię się od lat, ubierając wspomnienia w obraz, dźwięk a nawet smak, jestem tego pewna, że postrzega moją osobę jako stały punkt na mapie świata, pomimo iż zmienne stany ducha, co rusz miotają mną na wszystkie strony (istny paradoks, czyż nie?). Zapewniam was jednak, że mam za sobą zarówno bardzo spokojne okresy życia, jak i o stokroć bardziej zwichrowane niż teraz, kiedy to nawet czas i przestrzeń nie potrafiły nade mną zapanować, nie mówiąc o papie. Pomyśleć, że jeszcze jedenaście lat temu, byłam kimś zupełnie innym; w tym sensie, że potrafiłam zdobyć się na prawdziwe szaleństwo, takie którego wspomnienie zostaje w nas na całe życie, ale im dłużej żyjemy, coraz mniej mamy wyrzutów sumienia, wobec siebie i bliskich.
Pozwoliłam sobie zacząć ów post od chyba najbardziej znanego na świecie zdjęcia Taj Mahal, gdyż zawiera w sobie całą, romantyczną otoczkę tego cudownego kraju, jakim są Indie. Naprawdę zazdroszczę każdemu, komu dane było wyemigrować w tamte strony, tym bardziej, że raz jeden, przed laty, byłam w Indiach i na własnej skórze poznałam, czym jest wolność. Trwała ona krótko, to fakt, zaangażowanych było w to przedsięwzięcie wiele osób, w tym moja szalona ciotka ze Stanów, ale to, co zostało we mnie po tej zwariowanej eskapadzie, jest bezcenne, jak głosi pewien slogan reklamowy. Moja przygoda z Indiami zakończyła się na Bombaju i okolicach, jednej, krótkiej wycieczce nieoficjalnym szlakiem, po którym został mi w głowie obraz przewodnika ze strzelbą bez naboi na sznurku i ruszającym się w półmroku wychodku; w tym czasie mój pape był święcie przekonany, że spędzam wakacje w Detroit u cioteczki a ona też kryła mnie jak długo mogła, podczas gdy niepełnoletni smród razem z bandą studentów, głównie lądem i statkiem, dotarł do jednego z największych portów Indii. Chociaż wydarzyło się to zaledwie naście lat temu, mam wrażenie, jakby dotyczyło kogoś zupełnie innego, jakbym w ciągu jednego życia przeżyła dwa wcielenia (posiłkując się orientalną przenośnią). A jednak także i to jest częścią mojego życiorysu, który pozostanie we mnie bez względu na to, czy kiedykolwiek jeszcze -- mam nadzieję, że jednak spełnię swoje marzenie o Kanionie Kolorado czy Australii -- będzie mi dane "zaszaleć". Wodnik we mnie (piszę to w przenośni, spokojna głowa) dosłownie rozrywa mnie na strzępy, tak bardzo chciałabym być tam, a nie tutaj.....
![]() |
| Rabindranath Tagore |
Zwlekałam z napisaniem tej notki bardzo długo, niepewna czy będę w stanie wyrazić, jak wielki szacunek mam dla kultury indyjskiej i jej zacnych przedstawicieli. Ale to dobrze, gdyż jeszcze do niedawna egzystowały w mojej głowie, niczym jakieś implanty kosmitów, fałszywe mniemania, które niepotrzebnie rzutowałyby na moją ocenę geniuszy, wywodzących się z tego kraju. Co ja mówię, z tego Imperium, bo tym dla mnie właśnie są Indie. To, coś więcej niż punkt na mapie, co prawda rozległy, goniący w zaludnieniu nawet Kraj Środka, ale właśnie przez wzgląd na swą bogatą przeszłość, Indie są pulsującym życiem, świadectwem, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. To nie to samo, co martwe relikty starożytnych kultur, coś więcej niż puste piramidy, obeliski, grobowce, to wciąż żywa opowieść, która rozgrywa się na naszych oczach. Począwszy od czasów najdawniejszych, kiedy to powstały Wedy, wiedza o świecie wciąż zahacza o Indie, dzisiaj wiemy już, że nie byłoby także naszego, słowiańskiego języka, gdyby nie powstał sanskryt. Stamtąd w końcu wychodzili przez millenia wielcy ludzie, mędrcy, i gdybyśmy my sami, nie podzielili się na różne języki, państwa i obrządki, z pewnością cały świat wyglądałby tak jak Indie.
Niestety nawet Indie nie są pozbawione religijnych prześladowań, lecz jak udowadnia wielu słynnych myślicieli, tylko ludzka głupota i upór, stoją na drodze jedności, w której obok siebie mogą żyć ludzie wszystkich nacji, języków i wyznań. Tym właśnie są Indie; nie twierdzę, że wolne od naszych, zachodnich słabości, ale jeśli przyjrzycie się im dokładniej, dostrzeżecie z pewnością, jak wiele możemy się odeń nauczyć. Indie to tygiel, tak jak wszędzie żyją tam i dobrzy, i podli ludzie, Indie nie są utopią, lecz właśnie poprzez swoje zalety i wady dają nam możliwość przejścia na wyższy poziom; poziom wspólnej, pokojowej egzystencji, umiłowania życia, bez zawistnego oglądania się na to, w co wierzy lub nie wierzy sąsiad. Być może nie zgodzicie się z moim spojrzeniem na ten kraj, zdaję sobie sprawę z tego, że gdy coś kocham szanuję lub tylko podziwiam, moje osądy mogą być ciut przesadzone, wyidealizowane. Ale cóż, jestem zwichrowaną głową, która marzy o czymś więcej, co większość z was uważa za spełnienie. Mnie nie wystarczą cztery ściany, wypielęgnowany ogródek, samochód w garażu, plazma na ścianie czy dobrze płatna praca. Powiem wam szczerze, że moim wielkim marzeniem jest dzielić się z innymi swoją wiedzą wyłącznie w zamian za jedzenie, dach nad głową, choćby codziennie gdzie indziej, za ciepły uśmiech i samą świadomość, że komuś pomogłam. Jak cenne są te sprawy, wie tylko ten, kto nie był w stanie nikomu pomóc, zwłaszcza gdy patrzy się na niemoc lub cierpienie kogoś, kogo się kocha. Dlatego wierzcie mi, że za każdym razem, kiedy piszecie do mnie czułe, pełne życzliwości i atencji słowa, dajecie mi o jedną iskierkę życia więcej, jak świetliki pełne dobrych uczuć, emocji, podtrzymujecie we mnie wolę życia, która niekiedy jest tak słaba, iż każda "nicość" wydaje się wytchnieniem. Indie, kiedy tak o tym piszę, są dla mnie wszechświatem całym, podobnie jak Australia czy Kolorado, gdzie mogłabym odetchnąć pełną piersią; są jak morze/ocean, w którym kiedyś pragnę spocząć.
![]() |
| "Świątynia Bangalore" -- Thomas i William Daniell |
Tagore był pierwszym poetą/pisarzem z Azji, który otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie literatury (1913r). Był wnikliwym obserwatorem i komentatorem otaczającej go rzeczywistości, filozofem, który z rzadkim darem do pięknego a zarazem prostego wyrażania uczuć, tchnął w kulturę Zachodu, zafascynowanego ongiś Orientem, ducha transcendencji, ale nie wymyślną retoryką, czy abstrakcją, lecz obrazując codzienność ludzi, którzy w istocie niewiele różnią się od białych, rzadko też są tak dobrze wykształceni, lecz częściej, co zdumiewa nawet dzisiaj wielu badaczy, potrafią pojąć odwieczne prawa natury, dostosować się doń, opiewając każdego dnia, drobiazgami, złożoność życia i jego piękno. Powiem wam szczerze, że im dłużej przyglądam się ludziom Zachodu, tym bardziej zazdroszczę delfinom czy pingwinom, więcej w nich umiłowania życia i radości zeń, niż w tych wszystkich pnących się do nieba drapaczach chmur, które nie przetrwałyby jednej nawałnicy a które ludzie czczą nie mniej, niż święte posążki i pisma. Jest taka piosenka, Robbiego Williamsa, która zawsze kiedy jej słucham, przenika mnie do głębi, gdyż padają w niej takie oto słowa: I've got more than I need... No właśnie.
A skoro mamy z natury, więcej niż nam potrzeba, po co zamykamy się w pudełkach, szufladkach, po co trwonimy życie na ciułanie grosza za groszem, po co dajemy sobą rządzić i manipulować, po co spełniamy czyjeś oczekiwania, po co malujemy horyzont bzdurnymi tezami, że nad tym kawałkiem Ziemi można przelecieć samolotem, a nad drugim nie? Dlaczego tyjemy, gnuśniejemy, kiedy świat czeka aby zgłębiać jego tajemnice, zachłystując się dosłownie tajemnicami, które jeszcze skrywa? Dlaczego na klęczkach przepraszamy za to, że potrafimy myśleć, czuć, bojąc się, że nasza subiektywna ocena rzeczywistości, wtargnie w przestrzeń myślenia drugiej osoby, skoro po to właśnie mamy mózg (umysł), aby go rozwijać, i przede wszystkim.... by zadawać pytania. Kiedy poznaję Hindusów, takich jak: Tagore, Ghandi (którego jeszcze do niedawna, przez klapki na oczach postrzegałam inaczej, za co przepraszam) czy de Mello, a więc ludzi z gruntu odmiennych światopoglądowo, widzę niczym nieskrępowaną przestrzeń abstrakcji, w której o to właśnie chodzi, aby budzić w ludziach ów pierwiastek wolności, indywidualności, ażeby nie bali się głośno mówić co myślą i czują, bo jeśli naprawdę w to wierzą, jeśli ich wizja życia może przynieść drugiemu człowiekowi korzyść, to nie tyle głupotą, ale skrajnym egoizmem byłoby nie próbować go poderwać z tych klęczek, stagnacji, w którą od tysięcy lat wpychają nas na każdym kroku władni tego świata.
Każde z ponad dwudziestu opowiadań zamieszczonych w tym tomie (tytuł odnosi się do jednego z nich), w pewien sposób, poprzez morał, ukazuje nam na czym tak naprawdę zasadza się życie człowieka. Przywykliśmy, piszę to z całą odpowiedzialnością za swe słowa, do egzystowania w równo przyciętych ramach. Przy okazji tekstu o The Venus Project, pisałam o trzech monolitach, które spajają nasz świat. To właśnie one są prawdziwą świętą księgą, którą rodzaj ludzki czci od pokoleń. To bardzo ciasne myślenie, zwłaszcza gdy zważy się czym w istocie jesteśmy wobec bezmiaru Wszechświata. Chciałabym jednak, żebyście rozważyli jeszcze inną, o wiele głębszą zależność, które rodzaj ludzki podlega, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie twierdzę, że ja sama byłam od tego wolna. Wręcz przeciwnie, nadal z tym walczę.....
Otóż... Potrójny Monolit*, któremu oddajecie cześć, jest najbardziej powszechnym i widocznym. To on napędza nasz świat. Ci z was, którzy wierzą: politykom, przykładowo, dają sobą manipulować na poziomie najniższym. Tym ludziom, którzy wierzą, że na świecie istnieje demokracja (ta, którą wynaleźli Grecy), chodzą potulnie do wyborów i podniecają się przemówieniami polityków, elitarnej kasty kłamców, którzy pełnią tę samą funkcję, co aktorzy w Hollywood. Są przekaźnikiem, za pomocą którego pewne sprawy są wam przekazywane. Grają, bo taka jest ich funkcja. Opowiadanie "Noc ziszczenia" jest doskonałym przykładem na to, jak błądzimy wierząc w System, na nim opierając swoje życie. Marzenia nie spełniają się w ramach ustroju, społeczeństwa wszak są tak zaprojektowane, ażeby dostarczać środków do życia wąskiej grupie "przedstawicieli-mas", owych Władców Marionetek, a nie wam. Dopóki ludzie nie zdadzą sobie z tego sprawy, dopóty będą wierzyć, że ich marzenia mogą się spełnić, że ich głos się liczy, nie zaś jest obliczany w zaciszu gabinetów na miesiące przed rzekomo wolnymi wyborami.
Załóżmy jednak, że nie wierzycie politykom, ani wolnym wyborom, i sikiem po przekątnej olewacie wszystkie medialne bzdety. Nie stajecie się przez to wolni, gdyż waszym życiem, z całą pewnością, rządzi pieniądz. I znowuż gołym okiem widać, że poza garstką -- "kastą-biznesmenów-złodziei", to nie wy spijacie śmietankę, lecz przez połowę swego życia napierdzielacie jak dzikie świnie, ażeby zapełnić ich brzuchy, ażeby mogli spędzać każdy weekend na Karaibach powiedzmy, czy mogli co rusz kupować najdroższe marki samochodów. Czynicie tak, bo nie widzicie wyjścia z tego labiryntu. Wmówiono wam, że wasze życie ograniczone jest przez przestrzeń, język, przez zasobność portfela, tymczasem Wasza jest CAŁA ZIEMIA, a nie jałowy spłachetek słowiańskiej-Czarnej Dziury, która reszcie świata służy wyłącznie do zrzucania śmieci do lasów, zarabianiu na waszej ignorancji, czy radioaktywnych cząsteczek z nieba, które wdychacie pełną piersią, dziwiąc się później, że tak wielu z was umiera przed 40-ką, na: zawały, nadciśnienie, cukrzycę, nowotwory, etc. Wy jednak macie dom, garaż i musicie zarabiać, bo co będziecie jeść, czy tak? Tymczasem nie widzicie, że nie zarabiacie na jedzenie, że wszystko, czego wam trzeba jest tuż pod waszym nosem, że Natura tylko czeka, abyście zaczęli o nią dbać, a wtedy mogłaby wam ofiarować swoje plony, o nie... wy pracujecie wyłącznie po to, aby podtrzymać przy życiu System, który jest przeciwko Wam. Czyż to nie z tych pieniędzy, znienawidzeni przez was politycy-kłamcy i złodzieje, dorabiają się fortun, a kiedy wy konacie z głodu czy bólu, odmawiają wam nawet lekarstwa? Jeśli doczytacie "Kapłankę Wisznu", kolejne opowiadanie Tagore, być może odkryjecie w nim cząstkę samych siebie, jak ja znalazłam ją w piosence Robbiego.
![]() |
| Einstein i Tagore -- Zgłębiając Prawdę |
Ale co jeśli, ani jeden typ zapatrywań, ani drugi, nie jest dla was najważniejszy, gdyż wierzycie w życie po życiu, transcendencję, nieśmiertelną duszę, w Boga -- w jakiejkolwiek postaci? Kapłani wszelkiej maści, od dziecka wpajali wam, że należy oddzielić z całą surowością: sacrum od profanum, gdyż tak jak materia ma dla was znaczenie wyłącznie w tym życiu, o tyle duch -- jako luminescencja wszelkich życiowych wyborów, znaczyć winna dla was o wiele więcej, tak więc bez sensu jest zamartwianie się polityką, ekonomią, gdyż to, co liczy się najbardziej nie pochodzi z tego świata. Czy zatem jesteście bardziej wolni od zniewolonego materią świata? Na pewno wielu z was wierzy, że tak jest w istocie. Ba, ja sama wierzyłam, że istnieją dwa światy, jeden obok drugiego, że tutaj jestem z jakiegoś konkretnego powodu i przyświeca mi jakiś cel, bo inaczej po co bym się tu znalazła, ale jeśli przeczytacie opowiadanie "Głodne kamienie", zrozumiecie jak koszmarnym życiem jest egzystowanie w dwóch światach jednocześnie, że w końcu, to, co w nas żywe, obumiera, tracimy kontakt z rzeczywistością, niemal każde pierdnięcie komara tłumacząc wolą boską, jak miało to miejsce ostatnio, po wspaniałym lądowaniu awaryjnym Boeinga, przez kpt. Wronę.
Dosłownie dzień po, dał się słyszeć głos jakiegoś odurzonego czadem kadzidlanym kapłana, który wyskoczył z nonsensem, że lądowanie to było cudem, jako iż na pokładzie przewożono jakieś relikwie JPII.... => Nie, moi kochani, podążając tą drogą, nie stajecie się wolni, lecz wciąż żyjecie pod kloszem, który trzyma nad wami System.
Wszak kapłani od tysięcy lat trzymają z władcami a nie z wami. Kiedy to wreszcie pojmiecie? Poprzez pieniądz rosną w siłę, a gdy urastają ponad was, wystarczy jedno krytyczne słowo na temat rzekomej moralności pewnej św. księgi, a mają czelność obrażać was w majestacie prawa, przeklinać, przyszywać rogi, jak bydlęciu na łące, a przecież, jeśli to Wy macie rację, a Ja się mylę, czyż Bóg może mieć żal do mnie o to, że z rozwagą czytam każde zapisane tam słowo? Że nie uważam jakiejś świętej księgi za wyznacznik moralności, gdyż wówczas musiałabym uwierzyć w to, że pedofilia i kazirodztwo jest ok, podobnież jak masowe mordy na ludości cywilnej, bo on tak rzekomo każe? Sorry, Winnetou, ale tę czy inną księgę napisał człowiek i to w czasach, gdy to Słońce było Bogiem ;]-
![]() |
| "Jantar Mantar" (okolice Delhi) -- T. i W. Daniell |
Tagore powiedział kiedyś: "Nie przystawaj dla zbierania kwiatów, by je zachować, ale idź naprzód, a kwiaty będą ciągle kwitnąć na twojej drodze". Odbieram jego słowa w następujący sposób. Odrzucając każdy z w.w. monolitów, jestem na najlepszej drodze do kompletnego zrozumienia istoty swego istnienia. Pamiętajcie, że wszystko, czego nam trzeba jest w nas [o ile kształcicie się, połykacie nowe doświadczenia, bo po prawdzie, bez wiedzy, własnego wysiłku, macie tylko lub aż tyle, że żyjecie, ale czy jesteście w stanie sobie poradzić, nie potrafiąc rozpalić przykładowo ogniska? Wiedza to klucz, a więc nie: ideologia, pieniądz czy dogmat, kochani].
Powiedzmy zatem, że uwolniliście się od monolitów, musicie jednak wiedzieć, że świat nie pozostanie wobec tego bez echa. Dla skostniałej hierarchii, znaczycie więcej niż myślicie, bez was, nie może on istnieć, widać jej zakłamanie, słabości. Więc to, co wydaje się wam "wyzwoleniem", czyli mnożące się jak grzyby po deszczu "teorie spiskowe", różne alternatywne systemy duchowe, astrologia a nawet wiara w UFO, są wam podsuwane*, jako alternatywa dla.... monolitów. Nie może być tak, byście całkiem wolni, jak nowo-narodzone dziecko, delfin w oceanie czy atom, egzystowali na tym świecie bez najmniejszej nawet kontroli waszych umysłów. Nie dziwcie się zatem, gdy widzicie ludzi, rzekomo "przebudzonych", nastawionych anty- do: władzy, pieniądza i religii, a którzy przy tym wierzą w reinkarnację, gadzie-kosmiczne twory na Ziemi, buddyzm zen, czy choćby rozpaczliwie chwytających się mitologii masońskiej, bez względu na to, czy tacy masoni istnieją czy nie, jako substytutu tego, czego się wyrzekli. Oni po prostu nie potrafią lub nie chcą żyć bez czegoś, co kierowałoby nimi, napędzało, uzasadniało życie. A przecież System światowy także ma w interesie zachowanie waszego zniewolenia. To on tworzy konspiracje, jako alternatywę. Nie chcesz ufać politykom, nie zależy ci na kasie, nie wierzysz w Boga? Ok, tylko wierz w takim razie w kosmitów, wierz w dharmę, wierz w czary i znikanie, tylko nie waż się: Wierzyć w Siebie. Wiele jest mostów i schodów, po których każą się nam wspinać, rzekomo tam właśnie znajduje się cel. A wasze życie jest tak krótkie, że mylicie cel z szansą jedną na milion. Tracimy czas, kochani, wspinając się na góry, które oni przed nami piętrzą. To w ich imieniu nienawidzimy siebie nawzajem, a często też, przez nie, odbieramy sobie życie, nie potrafiąc sprostać czyimś oczekiwaniom. Tymczasem:
"Jeśli pokryjemy skrzydła ptaka złotem, już nigdy nie wzbije się w powietrze (Tagore); lecz pomimo, że rozpadające się iluzje boleśnie ranią (de Mello), bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie, choć najpierw będą cię ignorować, potem wyśmieją a na końcu będą z tobą walczyć (Ghandi), gdyż znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić (Einstein)".








14 komentarze:
Indie to kraj kontrastów - z jednej strony bardzo nowoczesne miasta, centra handlowe, promy kosmiczne i naukowcy, a z drugiej głodujące miliony...
Naprawdę dotarłaś sama z grupką kolegów do Bombaju? :)
Pozdrawiam :)
Gdybym miała napisać komentarz do Twojego dzisiejszego postu napisałabym tak:
"Jeśli pokryjemy skrzydła ptaka złotem, już nigdy nie wzbije się w powietrze (Tagore); lecz pomimo, że rozpadające się iluzje boleśnie ranią (de Mello), bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie, choć najpierw będą cię ignorować, potem wyśmieją a na końcu będą z tobą walczyć (Ghandi), gdyż znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić (Einstein)".
Mogłabym wiele dodać, ale to nie mój blog.
Pozdrawiam radośnie mój Ty filozofie drogi :)))
wow........fantastyczny post Barbaro........nie byłam w Indiach......wiem , ze pewnego dnia pojadę, a także na wyprawę do Amazonii...i tripa po pustkowiach Australii.....tak jak Ty wybieramy oboje z Kamilem doświadczanie a nie posiadanie.....Hiszpania była pierwszym krokiem........na dziko, bez planu.bo planem było "życie"...nie chcieliśmy umierać zabiegając o pieniądze na meble, spłatę kredytu pod hipotekę mieszkania czy domu......chcemy być razem i cieszyć się tym co wokoło nas jest najpiękniejsze sobą wzajemnie, przyrodom i spotykanymi po drodze ludźmi w których inności dostrzegamy ukryte dla większości zjadaczy chleba piękno............poza tym zafascynował mnie "venus project"...czy istnieje możliwość przyłączenia się do niego? i pozwól ze skradnę Ci cytaty......Barbaro dziękuję za każde słowo...........buziaki, Didi.
@ Zim ;)
Zarówno "wiara" jak i "wątpienie" jest wyborem. Co miałam do powiedzenia powiedziałam.
W Indiach rzeczywiście aż roi się od kontrastów. Obok siebie żyją miliarderzy i skrajni nędzarze, ale bywa też tak, że miliarder porzuca nagle pałac i zaczyna o chlebie i wodzie medytować na ulicy (czy znasz podobny przypadek z Zachodu?), a żebrak ze slamsów wygrywa milion w teleturnieju.
W naszym świecie nie zdarzają się cuda, poza tymi, które opierają się na ludzkiej pracy i wyrzeczeniu. ;] Pozdrawiam serdecznie :)
@ Ewo ;)
Skończona filozofia jeszcze nie daje mi praw do nazywania siebie "filozofem", wszystko o czym piszę to moje luźne skojarzenia, myśli, które wierz mi, u większości wywołują skurcze żołądkowe. Bodajże wczoraj usłyszałam przykładowo, że jestem za smarkata aby zabierać głos na temat pewnych spraw i że za dużo myślę i kojarzę. No cóż... Biorę pod uwagę, że może to wszystko jest wyłącznie moją fantazją i za parę lat sama padnę trupem ze śmiechu lub wstydu, że (dzisiaj) myślałam tak, a nie inaczej. Ale jak śpiewał Robbie: Nie potrafię zmienić tego, co czuję... w danej chwili. Druga rzecz, że gdyby wszyscy ograniczali swoją ekspresję do oczekiwań innych, o wiele starszych i mądrzejszych (?), to czy Mozart kiedykolwiek by zaistniał a Einstein opuścił swój urząd patentowy?? Czas rozliczy każdego z nas, może kiedyś naprawdę zasłużę na miano "filozofa", ale na dziś dzień wiem, że nie pretenduję do tej roli. To raczej ja spijam mądrość z ust mędrców, jak motyl nektar kwiatowy. Życie jest takie krótkie :)
Pozdrawiam serdecznie :) :*
@ Didi :)
Dziękuję. Co do takiego stylu życia jaki obraliście, ty z Kamilem, mogę wyłącznie przyklasnąć. To esencja, którą więcej ludzi winno mieć przed oczami a wówczas, tak mało było by smutków, niedomówień i rodzinnych dramatów. Tymczasem wszystkie wymienione przeze mnie "monolity" wbijają się klinem pomiędzy dwoje ludzi, rozbijając to, co sklecone wyłącznie na jakiejś "projekcji", nie kryje w sobie zbyt wiele treści. Jeśli wchodzi się w związek z gotowym planem, no cóż... to jak z loterią, jednemu na milion się poszczęści, a co z resztą? Życzę wam wielu, wspaniałych lat ze sobą, w miłości, szacunku, przyjaźni i wszystkim, co sobie sami wyczarujecie, bo to wasze życie.
Jeśli zaś chodzi o TVP* (ciekawy skrót, tak swoją drogą... :D), to na początek polecam mój profil na you tubie, gdzie w folderze o tej nazwie, znajdziesz zgromadzone przeze mnie filmy Jacque'a.
Tutaj masz jeszcze stronkę: http://www.thevenusproject.com/
Przetłumaczony tekst manifestu znajdziesz po kliknięciu obrazka z literką V w kółeczku, z prawej strony tego bloga. Teraz, będąc na moim profilu you tube (adres w kategorii: "Publikuję w:") znajdziesz sekcję: "My Favorite Channels": TVP i Future By Design Co do bezpośredniego kontaktu, to adresy mailowe, z tego co pamiętam, wiszą na stronie internetowej. Najistotniejsze jeśli chodzi o ten projekt, to promować go wśród znajomych, pisać o nim, jeśli się da, no bo w sumie, jako zwykli zjadacze chleba, jedyne co możemy, to tyle. Mnie TVP pomógł zrozumieć parę kwestii, ale jest on zaledwie jedną z cegiełek, które popieram. Najistotniejsze jest to, że gro przedsiębiorców, producentów nowych technologii popiera i finansuje Jacque, sam fakt, że przez całe swoje życie był w stanie podtrzymać swój zamysł przy życiu, budzi respekt. Niestety świat jaki znamy, jest zbyt skorumpowany, ażeby tak łatwo można było przestawić się na ten rodzaj myślenia. Trzeba jakiegoś impulsu. Czy kiedyś się pojawi? Trudne pytanie... Na pewno, kiedy ludzie nie będą mieli już innego wyjścia, ale wtedy, może być za późno. Cieszę się, że nie tylko mnie ten projekt odpowiada. Jak na razie nie widzę, żadnej innej alternatywy. Pozdrawiam serdecznie :)
Nie będę oryginalny, patrząc na moje poprzedniczki. Twoje spojrzenie na świat zapiera dech w piersi. Jedno tylko, co przychodzi na myśl, to dlaczego takich ludzi jest tak niewiele?
pozdrawiam znad kubka gorącej, parzonej i porannej prasy :)
Witaj Basiu,
Jak zawsze pięknie, jak zawsze mądrze, jak zawsze oczarowująco:) Oczywiście nie chcę Ci słodzić, chce po prostu napisać, co czuję po przeczytaniu Twojego tekstu, ale tak jakoś wychodzi:)
Tagore zafascynował mnie jak miałam 16 lat i pewnego dnia trafiłam w miejskiej bibliotece na jego teksty, to były krótkie myśli, ale zapadły mi w pamięć na całe życie. A przede wszystkim był to moment w którym zrozumiałam, że w moim życiu już zawsze ważne będzie stykanie się ciągle z nowymi kulturami i innym sposobem myślenia.
Nie tak dawno wcale, bo chyba niecały rok temu poczułam się przytłoczona strasznie swoim życiem. Nagle dotarło do mnie, że mam za wiele, więcej niż potrzebuję, dotarło do mnie że już nie chcę gromadzić więcej rzeczy wokół siebie. Że chcę robić to, co dla mnie ważne, co mnie rozwija, co sprawia mi radość. Bez względu na to czy innym wydaje się to sensowne, czy nie. Ważne jest to co tworzymy i co po nas zostaje, a nie to co gromadzimy za zarobione pieniądze. I tak,na przykład, kiedy chcę ruszyć w podróż nie zastanawiam się nad tym, czy po powrocie będę miała co włożyć do garnka, po prostu ruszam, jeśli tylko czas mi na to pozwala, bo wiem, że to, co uda mi się zdobyć w czasie tej wędrówki będzie warte każdych pieniędzy. To co się wydarzy i co ze sobą przywiozę jest dla mnie zawsze niespodzianką. Nigdy nie wiem, jakim człowiekiem będę po powrocie. Ale, jak to powiedział kiedyś Marcel Proust - "prawdziwa podróż odkrywcza nie polega na szukaniu nowych lądów, lecz na nowym spojrzeniu", a ja wiem, że po każdej podróży coś się we mnie zmienia. Moje spojrzenie na świat staje się inne, chociaż te zmiany nie zawsze są spektakularne.
Dzięki ciągłemu szukaniu i podróżowaniu, nie tylko w przestrzeni, ale także po Twoim blogu na przykład, stałam się wolnym człowiekiem. Czuje w sobie swobodę, jakiej jeszcze kilka lat temu nie czułam. I to jest dobre. Nawet jeśli moje nastroje bywają gorsze, a dni trudne. Bo jest gdzieś we mnie ta wolność zasiana i tkwi tam sobie, dając mi siłę wtedy, kiedy jej naprawdę potrzebuję.
Wiele rzeczy nie ma już dla mnie takiego znaczenia, jak kiedyś. Mojej priorytety poprzesuwały się nieźle w ciągu ostatnich lat, a nawet miesięcy. I stała się ze mną rzecz przedziwna, której się nie spodziewałam - zaakceptowałam siebie jako całość, to znaczy z całą moją przeszłością, bez względu na to, czy były w niej momenty, które mi się podobały, czy nie. Bo to jestem ja. Ja całkowita.
I dziękuję Ci Basiu za słowa, które w dużym stopniu przyczyniły się do moich przemian, a na pewno pomogły mi wielokrotnie.
Dobrze, że jesteś, dobrze, że jesteś taka, jaka jesteś, z całą swoją szczerością, takim czy innym szaleństwem, rozchwianiem nastrojów, ciepłem i światłem, które chcąc nie chcąc jakoś ze sobą niesiesz:-)
Ściskam Cię mocno
Iwona
Basiu, nikt za Ciebie Twojego życia nie przeżyje... Nie zmieniaj więc tego co czujesz...w danej chwili i nie ograniczaj swojej ekspresji do oczekiwań innych, o wiele starszych, bo nie wszyscy mądrość posiedli... Jest wielu takich, którzy czas swój zmarnotrawili i nie mogąc go wskrzesić na nowo siedzą i biadolą, że to już za późno... Każdy geniusz to indywidualista nie pasujący do współczesnej mu społeczności... Chodzi o indywidualizm, a nie zaszufladkowane myślenie. Osobiście to cenię najbardziej w drugim człowieku, dlatego z wielką przyjemnością czytam to co masz do powiedzenia. Czujesz - żyjesz, nie czujesz - nie żyjesz!!!
Kiedyś powiedziałam mojej znajomej: "Nie sadź drzew tak blisko domu, bo bardzo szybko korzenie zaczną wrastać w fundament, zabierać światło itp..."
A ona na to: "Mój dom, mój ogródek, pozwól mi popełniać moje błędy". Miała rację!!! Chociaż drzewa po jakimś czasie usunęła...
Buziaki :))))
@ Eloe ;)
Ja zaczynam dzień także od kawy, ale zamiast prasy wybieram książkę z nocnej szafki. Nie ma to jak szczypta mądrości na kolejny, nie-długi dzień ;)
Dziękuję za odrobinę lukru, jest mi bardzo miło. Pozdrawiam ciepło i dziękuję za odwiedziny :)
@ Iwona :)
Wiesz... Ja z natury jestem łasuchem, więc raczej nie umrę od nadmiaru lukru. Przyjmuję jednak z pokorą i wdzięcznością. Świadomość, że mam stałych czytelników, w dodatku tak miłych i cierpliwych, pomimo moich zmiennych kap, jest budująca, daje mi wiele siły. Muszę ci jednak wyznać, że czytając przed opublikowaniem takie komentarze, poprzez ścianę łez w oczach zawsze mam dylemat. Czy upubliczniając je, jeszcze jestem fair, czy może już naruszam pewną sferę prywatności. Nie ukrywam, że nie potrafię przyjmować komplementów. Wrodzona nieufność często brzęczy mi w uszach na alarm, ale tym bardziej jest wdzięczna, bo jak długo zasługuję na taką pochwałę, znaczy to, że warto pisać dalej. Ja w zasadzie niczego więcej nie pragnę, pisać, dzielić się myślami, wierz mi lub nie, ale zakładając tego bloga, szukałam po prostu schronienia. Chciałam się zaszyć, wcześniej byłam na tym paskudnym Onecie i nie raz miałam do czynienia z buractwem najgorszego pokroju. Tutaj też od czasu do czasu przyfruwają ćmy, ale po tych dwóch latach i tak ciepłym przyjęciu, chyba się nań uodporniłam. To głównie dzięki takim ludziom jak ty, czyli stałym czytelnikom. Dzięki temu wiem, że nie jestem zupełnie sama we wszechświecie.
Jestem także dumna sama z siebie, że nawet w taki znikomy sposób, wirtualny, jestem w stanie komuś pomóc, choćby pocieszyć. Jeśli rzeczywiście tak jest w twoim wypadku a nie mam powodu w to wątpić, to sama ta świadomość znaczy dla mnie więcej niż wszystkie nagrody świata. To ja ci dziękuję, że mogłam ci pomóc :) :*
Najważniejsze to kochać siebie i wierzyć w siebie, jesteśmy wszak wyjątkowi, jedyni w swoim rodzaju :)
Pozdrawiam ciepło, jak zawsze bardzo serdecznie :)
@ Ewo :)
Mnie chodziło tylko o to, że wielu różnych ludzi, odbiera mnie na wiele różnych sposobów. Gdybym tak popadała w deprechę za każdym razem, gdy ktoś różni się ze mną zdaniem, no cóż.... długo bym nie wytrzymała. Wbrew wszystkiemu wiem, że zawsze może być tak, że ja się w czymś mylę a inni mają rację, sęk w tym, że kiedy nad czymś się dyskutuje, w ruch idą argumenty. To po nich poznaje się zwycięzce. Jednego czego nie znoszę to zasłaniania własnych braków w argumentacji chwytami poniżej pasa. Wielu ludzi, gdy nie potrafi przekonać do swego, po prostu atakuje młotem z gruchy, pietruchy. Co nie znaczy, że to ja miałam w danym wypadku rację, Wyrocznią Delficką nie jestem, ale czy argument iluś napisanych książek czy nawet wykładania na uniwersytecie zawsze i wszędzie musi być miernikiem "prawdy"?
Co do twojego przykładu z "drzewem" ;] Możesz być pewna, że żadnego ogródka nie zamierzam sadzić, tak więc nigdy owe drzewo nie będzie mi potrzebne. Ja wybrałam schludną, ascetyczną przestrzeń, w której nie ma już miejsca na zbędne bibeloty :D
Pozdrawiam serdecznie :) :*
Ach Basiu...
Wiem o co Ci chodziło.
Myślę, że mnie nie zrozumiałaś...
Twoja odpowiedź ni jak nie pasuje do mojego komentarza, dlatego, że ja niczego Ci nie zarzucam, a nawet napisałam, że cenię Twój indywidualizm i tylko dlatego tu zaglądam. Jeżeli chodzi o przyrodę, to już po raz drugi zrozumiałaś moją wstawkę dosłownie. Drzewo, drzewem, a życie życiem. Ten przykład służył tylko po to, żeby utwierdzić Cię w przekonaniu, że nie da się uniknąć błędów i każdy chce je popełniać, a nawet sam skutków swoich błędnych decyzji chce doświadczyć. I nie myśl, że znowu kieruję do Ciebie słowa o błędnych decyzjach! Mówię ogólnie. Myślę, że pobieżnie przeczytałaś to co napisałam, a może po prostu się nie rozumiemy. Jedno jest pewne, staram się bardzo nikogo nie pouczać i nie oceniać. Jeżeli zabieram głos w jakiejś sprawie, to mówię tylko o sobie i o swoich odczuciach.
Pozdrawiam z całą atencją :)))
@ Ewuniu :)
Ależ ja nie miałam zamiaru podkopywać twoich dobrych, szczerych intencji, ja po prostu mam taką naturę, że od dziecka tupię nóżką, dla podkreślenia swojego zdania. To nic prywatnego, nie ma to nic wspólnego ze złym, czy dobrym rozumieniem, ot, przekorna natura ze mnie wyłazi, więc nie dziw się, że wbijam klin tak dla zasady. Bo ze mną, trzeba konkretnie, niestety cierpię na syndrom rozbijania każdego zdania na czynniki pierwsze, na tysiące możliwych ewentualności. :D To dla mnie jak tlen, więc im więcej jasności, tym będę spokojniejsza. Pozdrawiam cieplutko :) :*
Prześlij komentarz