niedziela, 11 grudnia 2011

"Księżyc: Biały wampir, który pożyczonym blaskiem wysysa ze świata wszystkie barwy" -- Erich Maria Remarque.


Ponoć każdy człowiek jest jak księżyc...

Jeszcze wczoraj rano, śmiałam się z sąsiadką przy kawie niemal do łez, dumając nad słowami pewnej nawiedzonej fanki astrologicznych portali, która miała Doni powiedzieć, że w godzinach popołudniowych, będzie miało miejsce tzw. "zaćmienie umysłów". A wszystko z powodu całkowitego zaćmienia księżyca, które było obserwowane nad wschodnią Polską; tam też było najlepiej widoczne. Ponoć kolejne takie będzie miało miejsce dopiero za trzy lata. Całkowite z. k. ma miejsce wówczas, kiedy w jednej linii ustawią się ze sobą: Słońce, Ziemia i Księżyc. Wtedy też księżyc jest w stanie skryć się za nami, a przez to nie odbija promieni słonecznych. I tyle. Cała magia tkwi w prostocie tego ustawienia. Jako zjawisko astronomiczne, zaćmienie to nie wywołuje we mnie żadnej anormalnej reakcji, jak przykładowy rechot podczas poranno-kawowych ploteczek, ale już sama jego interpretacja, przynajmniej w wykonaniu co poniektórych ludzi... A i owszem. 

Czyż nie śmieszy was, kiedy słyszycie z ust jakiejś nawiedzonej astrolożki, wróżki, etc, że wasze życie zależy od ruchów ciał niebieskich? Nie od ilości wypitej kofeiny, nie od stresu w pracy, nieudanego małżeństwa czy cholesterolu we krwi, ale od szaro-burego kamienia wiszącego nad łbem nas wszystkich jakieś 384403 km stąd? Hm... Mnie bardzo, gdyż słysząc, że może mi się przydarzyć, czy tego chcę, czy nie, jakoweś "zaćmienie umysłu", w pierwszej chwili pomyślałam, że dostanę "pomroczności", czy cuś... Ale na szczęście nie mam ani prawa jazdy, ani ferrari ;D Niemniej wielu ludzi w to wierzy, ba, i z jakichś względów tego dnia, stają się deczko... nerwowi lub podnieceni; bo widzicie, nie dość, że wczoraj miało miejsce chwilowe zaćmienie księżyca, to jednocześnie, tuż po nim rozgorzała nad nami pełnia jak w mordę strzelił. Parafrazując słowa Kasi Nosowskiej sprzed lat: Księżyc hak, gwoździe gwiazd przytrzymują niebo, co na głowę chce mi spaść. Szczerze... Z ręką na sercu, na mnie pełnia działała dotąd tylko w tym znaczeniu, że wiedząc o niej, zwykle snułam ze znajomkami dzikie fantazje na temat ewentualnego wyjścia z siebie w bardziej włochatej postaci, nie zaś żeby przez to choć odrobinę miało podskoczyć mi ciśnienie.


A jednak to, co wydarzyło się zeszłej nocy i trwało niemal do rana, przez co przypominam dzisiaj z wyglądu basseta, wstrzymując się od jakichkolwiek racjonalnych, logicznych analiz, nazwać można, najprościej, bo wierzcie mi, nie da się inaczej -- "Animal Planet, w wydaniu małomiasteczkowym". Przez co najmniej pięć godzin miałam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś masowej histerii, na wzór tych średniowiecznych pochodów obłąkanych apostołów. Spłoszona jak sarna na widok wygłodniałego stada wilków, chowałam się za firankami domu, mając tylko nadzieję, że ten szympansi szał pseudo-homo sapiens na drodze opodal, nie wtargnie z impetem na naszą posesję. Wyobraźcie sobie grupę młodych, przypuszczam że przed osiemnastką, wyrostków, plus dwie dziewczyny, jakże eufemistycznie przez resztę nazywane -- "kozaczkami", która w pijackim amoku doprawianym amfą, skacze sobie do gardła jak kotłująca się latem chmara bzyczących much nad krowim plackiem, a towarzyszą temu dzikie wrzaski i piski, przekleństwa oraz donośny plask za każdym razem, gdy któryś z owych smarkaczy dostanie w szczękę lub nochal. Tego nie da się opisać, więc daruje sobie szczegóły. Dość, że jak zaczęli o północy (tyle właśnie spałam: "do północy" i ani min. więcej), tak skończyli dopiero o piątej z hakiem. 


Policję wezwał pape. No cóż, nie można powiedzieć, że nie przyjechała, ale zaraz też zniknęła. Nie mam pojęcia, dokąd ta banda prze-teleportowała się w ten czas, ale dosłownie po pięciu minutach, znów zmaterializowała się dosłownie w tym samym miejscu, rozbijając ogrodzenia, łamiąc młode drzewka, ciskając kamienie gdzie popadnie a przy tym wyjąc tak opętańczo, jakby rój os wleciał im przez odbyt do brzucha i miotał nimi jak szmacianymi kukiełkami. No więc za drugim razem, przyjechał większy radiowóz. Wysocy panowie ubrani na czarno ogarnęli na sobie policyjne wdzianka, po czym z zaciętymi mordkami ruszyli wyłapywać z ulicy te białe śmiecie. Oj działo się, działo... Także razem z Donią, w zarzuconych na pidżamy płaszczach, rozgrzewając się czekoladą z termosu, kiwając głowami jak dwie kokoszki, mruczałyśmy do siebie popijając słodki nektar te oto słowa: Jak stado szympansów... No dosłownie, jak stado szympansów.

Jedyne co mogę na dzień dzisiejszy powiedzieć o zajściach z zeszłej nocy, to iż księżyc śmiał się do nas z wysokości jak zadowolony z siebie mąciwoda, opodal najjaśniejsze z konstelacji Oriona gwiazdy mrugały do nas porozumiewawczo, także o dziwo, nikomu nic się nie stało. Ponoć jeden z wyrostków zaprosił do siebie koleżków na imprezkę, jego matka w ciąży znajdowała się w szpitalu. Podczas nocnej libacji pokłócił się z innym wyrostkiem, skądinąd łysą pałą, tak iż księżyc odbijał się na jego pustym czerepie jak w tafli wody, no i skoczyli sobie do gardeł. Ażeby nie demolować domu, imprezka przeniosła się na głuche i puste uliczki miasteczka, a że u nas większość mieszkańców to starsi ludzie, nie dziwota, że dopiero gdy banda dotarła na obrzeża, czyli pod nasze dwa domostwa, ktoś (= pape) odważył się zadzwonić po Smurfy. Ja wciąż mam przed oczami tą groteskową kotłowaninę, z której ciężko mi wyłowić ludzkie kształty. Wyobraźcie sobie ok. dziesięć osób bijących się ze wszystkimi jednocześnie, niczym piorun-kula, przetacza się coś takiego w jednej chwili, siejąc zamęt i zniszczenie. No Animal Planet na żywo, słowo daję ;D To tyle. Jeśli ma ktoś jeszcze wątpliwości, że jednak pochodzimy od małp, zaręczam, że po wczorajszym, ja osobiście nie mam już żadnych. W życiu czegoś takiego nie widziałam. O_o

Z poważaniem. Idę "TO" odespać....


10 komentarze:

Zim pisze...

A ja zaćmienia księżyca nie widziałam, bo u mnie padał najpierw deszcz, a potem śnieg :P I spałam bardzo, ale to bardzo dobrze ;) Pozdrawiam :)

Didi pisze...

te dzikie ssaki zamieszkują każdy obszar naszej planety bez wyjątku.......Kamil ww wpływy księżyca na człowieka nie wierzy lecz odkąd jesteśmy razem czyli lat kilka zaczął się zastanawiać nad tym jaki jest związek księżyca z moim mózgiem....zresztą ja też się zastanawiam i analizuje......lunatykuje niebezpiecznie, ba nawet gotuje w środku nocy bezwiednie.....a za dnia w pełnie mam stany histeryczno nieznoŚne.Najbardziej jednak umĘczona jestem tym stanem ja sama....NASZCZĘśCIE DO NASTęPNEJ PEŁNI CAŁY MIESIĄC.Buziaki Basiu

Wilk Stepowy pisze...

Księżyc działa, a jakże - większe zbiorniki wodne maja dzięki niemu zaćmienia zwane popularnie pływami tudzież przypływami i odpływami.

Teoretycznie wykluczyć nie można, że na niektóre słabsze umysły też toto działa i takim osóbkom ("kozaczkom") mózg chlupocze przelewając się raz w jedną raz w drugą stronę. A że uciska przy takim przelewaniu się to i zachowanie niecodzienne: )

Zdarzenie ciekawe, ale dobrze, że o nim czytam, a nie je obserwuję : )

przyjemnostki pisze...

Nie słyszałam o tym "zaćmieniu" ;) Może dlatego, że nie oglądam telewizji, ani za prasą codzienną też nie przepadam. Jednak wczoraj w nocy pełnia była piękna. Piliśmy sobie z moim mężczyzną ciepłą herbatkę na balkonie i podziwialiśmy. Nawet gwiazdy było trochę widać, co w mieście zwanym Warszawą zakrawa o cud. Strasznie tęsknię za prawdziwym nocnym niebem z gwiazdami, dlatego mój przyszły dom na pewno będzie w mniejszym mieście. Bez bliskości natury ciężko mi żyć ;)

Jeśli chodzi o akcję szympansową to też takie widziałam. No cóż... człowiek też jest zwierzęciem, a zachowanie takiej hołoty to skutek kierowania się tym zwierzęcym pierwiastkiem bez myślenia.
Ostatnio z moją przyjaciółką miałyśmy nawet rozmowę na temat "kozaczków" i "łysych pał", że żyje im się łatwiej. Oni nie myślą za dużo, nie dociekają prawdy, nie przepadają za nauką, tylko sobie żyją i robią jak te mróweczki, co im system nakaże. Jedyną rozrywką jest alkohol, ciąganie się po kątach, rozmnażanie i czasem jakaś bójka.

Ludzie, którzy myślą i zadają pytania, prędzej czy później dochodzą do wniosku, że świat nie jest sprawiedliwym i dobrym miejscem, podobnie jak ludzkość jest zarazą trawiącą tę naszą piękną planetę. Wtedy żyć jest ciężej, trudniej znaleźć szczęście i swoją drogę.

Pozdrawiam :)

przyjemnostki pisze...

P.S. Aha i piosenka, którą uwielbiam :) Cała nowa płyta Florence jest piękna. Mogę jej słuchać i słuchać bez końca :)

Barbara Silver pisze...

@ Zim ;)

Bo widzisz... Księżyc działa tylko na szympansy ;D Ja też, jeśli tylko nikt mi nie zakłóca, śpię jak niemowlę do rana.

@ Didi ;)

Twoje lunatykowanie nie ma nic wspólnego z księżycem, co też może ci potwierdzić każdy lekarz. Po prostu twój mózg nie wydziela tyle melatoniny ile trzeba, jakiegoś innego enzymu wydziela w nadmiarze i stąd przemieszczasz się, nie wiedząc że śpisz. I cała filozofia, z moońkiem na niebie nie ma to nic wspólnego.

Pozdrowionka, dziewczyny :)

Barbara Silver pisze...

@ Steppenwolf* ;D

Prawdę zacną wyłożyłeś. Księżyc oddziałuje na: pływy na naszej planecie, wchodzi także w relacje z przyciąganiem ziemskim, to fakt. Z kolei jeśli chodzi o ludzi i ich zachowania. Zawsze byłam zdania a współczesna nauka i własne obserwacje tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że jeśli ktoś działa pod wpływem księżyca to tylko dlatego, że stoi na bardzo niskim poziomie ewolucji. Oczywiście pewna część ludzi, z gruntu tych wierzących w szamanizm zaraz powie, że uogólniam, że to nie tak, ale trzeba wyraźnie odróżnić szympansy ("kozaczki"), które nie mają wpływu na swą zwierzęcość, od tych, którzy pomimo że nieco mądrzejsi umniejszają sobie wierząc w astrologię itp bzdety. Taka jest nie tylko moja opinia.

Pozdrawiam i dzięki za odwiedziny, Wilku Stepowy. Ps: Fajna książka, czytałam parę lat temu, do dzisiaj zdumiewa mnie jej aktualność oraz to, jak głupio ludzie zachowują się pod jej wpływem. :)

Barbara Silver pisze...

@ Judyta :)

Ja też nie oglądam TV, pani Donia jest lepsza niż najlepsza kablówka ;D Internet tylko dopełnia obraz masowej głupoty na naszej planecie. I że ja wciąż muszę brać udział w tym cyrku : /

Kozaczkom wcale nie żyje się tak łatwo, pomyśl ile godzin muszą spędzać rano zanim nałożą na buźki tapetę szpachlami, o tych pęcherzach na nogach od przyciasnych szpileczek, o chronicznym przeziębieniu dróg rodnych, jako że stale noszą przykrótkie kurteczki, nawet przy mrozie, no i wiecznym musie czatowania na serwisach randkowych a potem pilnowania aby ich łyse menele nie zarwały jakiejś innej laseczki na blokowisku. Kobieto, ty nie masz pojęcia jakie kozaczki mają arcy-ciężkie życie. To nie to co my, tylko lektura 24/h, muzyka klasyczna sączona do ucha czy wkuwanie słówek hobbystycznie. Na samą myśl, że musiałabym decydować codziennie rano jaki odcień różu ubrać, dostaję gęsiej skórki O_o
Także respect.

Pozdrawiam serdecznie :D

Wilk Stepowy pisze...

Mnie udało się wiele lat temu "ciekawie" zachowywać przed jej lekturą - dlatego przyklejono mi tą wilczą łątkę : )

Olga83 pisze...

Cześć Basiu :)
Gdyby to mnie przytrafiła się taka heca chyba bym zadzwoniła po antyterrorystów, nie mówac już o tym, że musiano by mnie reanimować. Nie cierpię żuli, pijaństwa, przemocy, a gdy jeszcze te trzy cechy łączą się z bardzo młodym wiekiem, szkoda mówić. Gdzie są rodzice? Wiem że to banalne, ale przecież taka jest prawda, gdyby ci gówniarze mieli normalnych rodziców, może sami nie robiliby takich rzeczy. Niedaleko wszak spada jabłko od jabłoni.
Podziwiam twój spokój i to że potrafisz tak lekko podejść do takich zdarzeń, że naprawdę nic się nie stało. Na mnie księżyc nie działa, przynajmniej nic mi o tym nie wiadomo, ale jak się dowiem to dam znać :)

Pozdrowienia z Berlina, fajnie że jedziesz do Ameryki. Miło spędzonego czasu, ciepła i mnóstwa pozytywnych wrażeń. Wróć do nas jeszcze piękniejsza i cudowniejsza :) :*