sobota, 17 grudnia 2011

"Zagadka Aleksandryjska" -- Steve Berry. Głupota jest zawsze wystarczająca, mądrość nigdy.



Do napisania tej notki zabierałam się kilka razy, niepewna czy w ogóle powinnam ją pisać. Z założenia mój blog miał być miejscem, w którym gromadziłabym przemyślenia około wartościowej literatury, przynajmniej w moim odczuciu. Kilka notek z przeszłości, które odbiegały od tej normy, bez ceregieli kasowałam, bo nie widzę powodu, aby tandetna literatura zaśmiecała tę stronę. Skąd zatem wzięły się we mnie obiekcje przed napisaniem paru słów na temat książki, pana Berry'ego? I dlaczego w końcu zdecydowałam się poświęcić mu parę zdań? Ano z prostego, choć bardzo subiektywnego powodu: Już dawno nikt mnie tak nie wkurzył

Zanim jednak wyjaśnię, co mam na myśli, pozwólcie, że wyłożę w zarysie, dlaczego zainteresowałam się tą pozycją. Po pierwsze i najważniejsze, zaczarował mnie tytuł owej książki. Jako pasjonatce Starożytności, zwłaszcza tej związanej z nauką, Biblioteka Aleksandryjska zawsze była bliska mojemu sercu. To jej poszukuję w każdej odwiedzanej bibliotece, w każdym antykwariacie, na każdym strychu czy w opuszczonym magazynie z książkami, na pchlim targu oraz w internecie. Kolekcjonuję wzmianki na jej temat z niemal każdej dostępnej mi literatury, tak iżby wyrobić sobie własne zdanie na temat jej powstania, rozkwitu oraz jej upadku. Nie jest bowiem tak, że przyjmuję za własne zdanie opinię jednego z komentatorów, ignorując inne; nie mogę również nazwać siebie ignorantką jeśli chodzi o samo założenie, że korzystanie z cudzej pracy jest jałowe. Niestety często, kiedy już natykam się na ludzi, rzekomo obeznanych w jakimś temacie, zwykle okazują się oni mało groźnymi szaleńcami, tak przeraźliwie przekonanymi o tym, że mają rację, iż nie sposób przekonać ich, że się mylą. Ja też mogę się mylić w tym, czy  w owym, ale przynajmniej mam odwagę to powiedzieć. Pytaniem więc zasadniczym nie jest to, w co którykolwiek z historyków wierzy lub co zakłada, ale to, iż brakuje między wieloma głosami na jeden temat jakiegoś pomostu, po którym można by się poruszać w miarę bezpiecznie, tzn. bez ryzyka, że w pewnym momencie most się zawali, a wspomniani wyżej twórcy różnych koncepcji, okażą się zaślepionymi przez jedną, jedyną prawdę -- bałwanami śródziemnomorskimi.

Steve Berry
Oto powód mojego zdenerwowania (zdj. obok) a właściwie jego "radosna twórczość". Drugim powodem, dla którego pożyczyłam tę książkę, były te oto słowa na okładce: "Fascynująca historia poszukiwań zaginionych zbiorów Biblioteki Aleksandryjskiej, które mogą wstrząsnąć posadami wielkich religii świata". Chyba już troszeczkę mnie znacie, więc wiecie, jak działa na mnie taka przynęta. Tak się akurat złożyło, że czytałam tę książkę równolegle z pracą Richarda Dawkinsa "Bóg Urojony", o której napiszę innym razem, a przy tym, było to już po mojej re-konwersji. Nie mogę zatem powiedzieć, aby jedna lub druga książka w jakikolwiek sposób na mnie wpłynęła. O ile jednak przy jednej świetnie się bawiłam, lubię się pośmiać przez łzy, o tyle książka Berry'ego okazała się totalnym nieporozumieniem. 

Modne są dzisiaj książki luźno nawiązujące do prac Dana Browna. Więc gdyby trzymać się tego porównania, musiałabym przyznać, że jeśli lubicie takie klimaty, książka Steve'a może się wam spodobać. Oznaczyłam ją jako kryminał tylko dlatego, że autor zawarł w niej pewną intrygę, ale niestety bliżej tej książce do sensacji, w dodatku z w.w. recenzją na okładce, ma ona niewiele wspólnego. Po czym najłatwiej poznać, że intryga się sypie? Ano po tym, że od pierwszych stron można przewidzieć jej zakończenie. Mea Culpa zatem, gdyż od pierwszego rozdziału przeczuwałam w co brnę, ale oszukiwałam siebie -- tak do 100 strony, bo zwykle tyle daje każdej książce -- że może jednak autor czymś mnie zaskoczy. Niestety ani mnie nie zaskoczył, ani nie powstrzymał ziewania, za to -- co zdarza się pisarzom dosyć rzadko -- tak mnie wkurzył, iż cisnęłam książką przez cały pokój, plując sobie w brodę, że w ogóle wzięłam taki chłam do ręki. Po co, do jasnej cholery ścinać te biedne drzewa w Amazonii, skoro powstają potem z nich takie badziewia?? 

Ale "Ok", co mnie się nie podoba, komuś innemu może, więc stonuję nieco jeśli idzie o warsztat pisarza. Nie twierdzę, że jest zły. Bynajmniej. Ale nie w tym rzecz.... To nie "elokwencja" czy też jej brak w danej książce, wyzwoliła moją wściekłość. Szczerze, z ręką na sercu mówię to wszem i wobec. W jednym punkcie na zawsze pozostanę straszliwą "rasistką i despotą". W swoim i świata podejściu do... Izraela. Nie jestem Syjonistką, choć gdyby tak było, pewnie innych musiano by zwolnić z pracy, sęk w tym, że bronić tego miejsca na tym zasranym świecie będę zawsze z jednego, żelaznego powodu. 
Już słyszę jęki i bluzgi na dźwięk tego, co zaraz powiem, ale tak zawsze myślałam a obecna sytuacja na świecie i chore, nienawistne umysły tylko mnie do tego przekonują, a mianowicie, że gdyby nie Izrael, moi drodzy, Wy -- pseudo homo sapiens, nadal siedzielibyście na drzewach i wpie...li banany, aż by się wam zapchlone uszy trzęsły.

Gdy łeb wam pęka, połykacie tabletki, które wyprodukowano gdzie? W Izraelu. Gdy was skóra na buźce czy dupie piecze, czym ją smarujecie? Kremem, np. Niveą, której recepturę sporządzono gdzie? W Izraelu. Gdy zasiadacie do komputera, na jakim systemie pracujecie? Na wynalezionym przez Żydów. Większość rzeczy, które jecie, w które się ubieracie, które ratują wam życie w szpitalach, są stworzone przez kogo? Przez Żydów. Nawet latacie w kosmos dzięki technologii, która nie powstałaby, gdyby nie geniusz... Żydów. A mimo to... Nienawidzicie: Żydów. A zwłaszcza Izraela. Bo jak ten kieł lwa wbity w dupę śmierdzącego bawołu, stoi wam na przeszkodzie, aby świat zamienił się w pustynię, na której tylko wasze zasrane wielbłądy będą w stanie się przemieszczać. 

Książka Berry'ego opiera się na prostym założeniu. Pewien agent CIA (Departament Sprawiedliwości USA) na emeryturze, nijaki -- Cotton Malone (co to za imię, do diaska? O_o -- "beeee"?) mieszka sobie w Kopenhadze i w spokoju prowadzi antykwariat. Hm... Tak na marginesie, czytam obecnie książkę, która również rozgrywa się w Danii i w antykwariacie, zbieg okoliczności?), lecz któregoś dnia wpada do niego znerwicowana eks z informacją, że jacyś tajemniczy ludzie porwali ich syna. Pan "bawełna" nie do końca wie jak się zachować, zwłaszcza, że kiedy widział swoją żonkę po raz ostatni, bezczelnie rzuciła mu w twarz, że ich syn, nie jest tak naprawdę jego synem. Ale jako że pan bawełna to ucieleśnienie spokoju, raz dwa kontaktuje się z dawną szefową. W tym samym momencie ujawniają się porywacze jego synusia, grożąc że go zabiją, jak w ciągu iluś tam godzin nie zdradzi im gdzie znajduje się "aleksandryjskie ogniwo". Czym jest owe ogniwo? Nie czym, ale kim? Człowiek ów, skądinąd egipski archeolog, z dość nieciekawą przeszłością, jest w posiadaniu super tajnej informacji, która może doprowadzić rządy wielu krajów na skraj załamania nerwowego. Mamy więc: Amerykanów, izraelski Mosad, mieszają się też w to Araby, pewnie kościół katolicki też, ale jak pisałam wcześniej doczytałam zaledwie do setnej strony... Who cares, motherfucker?

Zniszczona Biblioteka Aleksandryjska
Jak słusznie się domyślacie, rzecz dotyczy zaginionych skarbów Biblioteki Aleksandryjskiej, tej wspaniałej oazy starożytnej mądrości, którą utraciliśmy prawie 2 tyś. lat temu, przez bandę wściekłych konwertytów, dla których wszystko to, co nie "ich" było złe, gdyż pogańskie; którzy nie potrafiąc czytać, nagle stali się panami jedynej, słusznej, "objawionej" prawdy. Pisałam co nieco na ten temat -- Tutaj. Rzecz w tym, że nie o wiedzę samą w sobie chodzi bijącym się o ów sekret krajom i nacjom, lecz o prawne usankcjonowanie roszczeń do kawałka ziemi, który jedni poprzez święte teksty, inni z racji pochodzenia, śmią nazywać swoim. Gdzież zatem wspomniany na okładce element zaskoczenia? Pierwiastek niewiadomy, który w książkach Browna przynajmniej poruszał podstawami dogmatycznego myślenia? Gdzież ów św. Graal wszystkich mędrców i siewców teorii spiskowych? Przecież autorowi danej książki chodziło wyłącznie o to aby udowodnić, że ziemia, która na mapie świata widnieje jako "Izrael" w ogóle nie należy się Żydom. Ale czy ziemia na której leży (dzisiejszy) Teheran  "n a l e ż y" się Arabom? Ziemia, gdzie leży Polska należy się Polakom? Przecież każdy, nawet mało rozgarnięty historyk wie, że przed Polakami zamieszkiwali tę ziemię Celtowie, kraje arabskie należały do ludów wywodzących się z Indii... Więc o co tyle krzyku? O to, moi kochani, że nikt nie podważa prawa do mieszkania w Arabii -- Arabom, Polakom w Polsce, czy Francuzom we Francji. Historia to jedno, a wspólne egzystowanie to, co innego. Jedynym problemem jest dla świata, zwłaszcza muzułmańskiego, samo istnienie Żydów i tego, niestety, większość z lemingów nie dostrzega. Wmawia się im, że do zniszczenia świata zawsze i wszędzie prowadzili tylko Żydzi, a to zakrawa o ten sam język, którym posługiwał się Hitler czy Stalin. Nie tędy droga, tylko czy ktoś to jeszcze rozumie? 


Tu nie chodzi o bogów, o jakiekolwiek "prawdy objawione", lecz o samo prawo do istnienia. Żaden z narodów świata nie musiał nigdy z taką mocą, aż po dziś dzień, udowadniać, że ma prawo istnieć, mieszkać spokojnie, móc tworzyć własną kulturę, jak -- naród izraelski. Może się wam to nie podobać, ale taka jest prawda, jeśli tylko zdejmiecie klapki z oczu i spojrzycie na to, co się dzieje na świecie. Jeśli się komuś zdaje, że tzw. Wiosna Ludów Arabskich, to próba wprowadzenia demokracji, wolności, etc, jest tak samo rozgarnięty jak Steve Berry, który (pomimo iż tworzy wyłącznie fikcję literacką) twierdzi, że gdyby nie ukryte przez wieki, przez jakieś Tajne Bractwo, zasoby najwspanialszej z bibliotek starożytnego świata, współcześni Żydzi nie byliby w stanie stworzyć czegokolwiek. I to właśnie oni, jak sugeruje autor, są odpowiedzialni za największe przekłamania historii, tekstów religijnych etc, gdyż bronią w ten sposób dostępu do prawdy, iż ziemia, na której żyją, wcale im się nie należy. A czy ziemia Arabów należy się Arabom? Przecież gdy doń dotarli też wymordowali do nogi wszystkie lokalne plemiona. Tak samo czynili Europejczycy, Amerykanie, etc. Może więc zacznijmy pisać dzieje historii świata na nowo, zaczynając od masowego Exodusu wszystkich naszych nacji, uwzględniając to, co naprawdę "n a m" się należy. Co wy na to? Amerykę oddajmy Indianom, Amerykę Pd. plemionom wywodzącym się od Majów, Europę całą: Germanom i Celtom, zaś Bliski Wschód -- Hindusom, bo to właśnie stamtąd przywędrowały ludy semickie, o czym wielu z was, stojących twardo za tym, że całe zło świata wywodzi się od żydów-masonów, zapomina. No dalej, bądźmy konsekwentni, nie udawajmy Greków, podczas gdy nie mamy w sobie ani krzty czystej krwi.

Wiem jedno... Istnieją ludzie, dla których prawdziwa mądrość nie ma żadnego znaczenia, i tacy "nawiedzeńcy", którzy twierdzą, że studiując uważnie teksty starożytności można odnaleźć ów tajemniczy kamień filozoficzny, ba, sięgając nieba odkryć sposób na nieśmiertelność. Niestety ani jedni, ani drudzy nie szukają ze sobą wspólnego języka, lecz za pomocą gróźb, kłamstw i wszelkich innych knowań, prowadzą miliony ludzi na świecie ku wojnie totalnej wszystkich ze wszystkimi. Nie wiem w imieniu czego to robią, ani jaki los dla samych siebie szykują, kiedy nas już nie będzie, ale pewnym jest, że udaje im się ta "sztuczka" tylko dlatego, że większość ludzkiej populacji tonie w ignorancji, nie zadając sobie żadnych pytań, niczego nie oczekując, co najwyżej manny z nieba. Łatwiej bowiem "oskarżyć" jakichś wyimaginowanych masonów o wszelkie życiowe niepowodzenia, aniżeli spojrzeć w lustro i stwierdzić szczerze, że sami tworzymy wroga na własne podobieństwo.

Nie wiem jak Wy, moi kochani, ale ja stoję tam, gdzie odchodzą pingwiny, na Ziemi, która nie należy tak naprawdę do nikogo i interesuje mnie tylko "czysta wiedza" [Weda].




Kolejne części filmu powyżej:  


6 komentarze:

Zim pisze...

Odniosę się co do tych dziwacznych, ale popularnych poglądów na temat Żydów i ich rzekomych przekłamań (nie twierdzę, że Żydzi to same aniołki, ale po prostu chcę trzymać się faktów) - to najczęściej powtarzają je ludzie naiwni albo zmanipulowani proislamską i/lub lewicową propagandą. Tacy ludzie obwiniają Żydów o całe zło tego świata, ale nie przeszkadza im to, że oszołomy z Hamasu wysadzają się w powietrze w autobusach pełnych dzieci.
Pozdrawiam :)
PS: Teheran jako taki nie jest arabski, tylko perski ;)

Barbara Silver pisze...

@ Zim ;)

I właśnie o to chodzi, Zim. Wszyscy się wszystkich czepiają o pochodzenie i rację bytu, tymczasem nikt nie jest tym, za kogo się podaje wszem i wobec. Świat jest przemieszany, żadne terytorium nie należy do tego, kto na nim mieszka, żaden język nie wziął się sam z siebie, tylko pochodzi z innego. Więc kiedy biorę do ręki książkę, co z tego, że to czysta beletrystyka, pomimo to każdy twórca winien być odpowiedzialny za każde słowo które wypowiada czy przelewa na papier, a w, w.w. książce widzę kompletne nonsense, które rzekomo mają coś ludziom sugerować, to nóż mi się w kieszeni otwiera. No bo pomyśl, większość ludzi czytających na świecie, to ludzie zaczytani wyłącznie w beletrystyce. To ona kształtuje ich światopogląd, Oni nie sięgają po swoje pisma św., po traktaty hist. czy filozoficzne, o nauce i odkryciach wiedzą jeszcze mniej. Gro ludzi na świecie czytając bzdety Browna czy Berry'ego uzna właśnie je za prawdę a w oparciu o wszystkie kłamliwe teorie spiskowe, jak choćby obalone jakiś czas temu Protokoły Mędrców Syjonu, z których nawet Eco się śmieje w najnowszej książce, wyzwalają w ludziach podobne, jeśli nie takie same, reakcje na Żydów na całym świecie. Przyczynia się do tego, np. you tube, opanowany obecnie przez islamofili oraz kłamliwe publikacje, filmy, etc. Potem wystarczy włączyć to:

http://www.youtube.com/watch?v=-iy5vHV09UU

i w człowieku budzą się uzasadnione obawy, zwłaszcza gdy wie co się dzieje na Bliskim Wschodzie od jakiegoś czasu. Stąd cała moja irytacja, cieszę się, że choć jedna osoba podeszła do tego racjonalnie.

Pozdrawiam serdecznie :))

Eloe pisze...

Chwala ci za to co napisalas :) Niewielu ma odwage w tych dniach glosno mowic -nie- przeciw agendzie medialnej, zwlaszcza w europie. Przez dlugi czas mieszkalem w obrebie spornego kawalka ziemi, pomiedzy Izraelczykami a Palestynczykami, wiec w przeciwienstwie do panny C. wiem co nieco o naturze sporu i choc nie twierdze, ze wszyscy muzulmanie to skonczone dranie, niemniej budzenie się dzien w dzien w leku czy na twa glowe nie spadnie jakas domowej roboty rakietka nie nalezy do komfortowych odczuc. Obecnie mieszkam zupelnie gdzie indziej, nad morzem. Nareszcie mam spokoj, ja i moja rodzina. Podobnie jak ty, z tego co zmiarkowalem ze wczesniejszych postow, nie jestem wierzacym, ale mimo to nie twierdze ze zydzi nie mieli prawa tutaj się osiedlic. Skoro byli tutaj przez wiele pokolen w przeszlosci, mieli prawo wrocic i mieszanie w to Tory to nieporozumienie. Arabowie tez mają prawo tu byc, niestety zle pojmowane przez ich przywodcow prawo posiadania, z gruntu opierajace sie na zadzy odwetu, niweczy raz po raz rozmowy pokojowe. Ten spor skonczy sie chyba dopiero wtedy gdy znikna albo oni, albo my. Ja jestem spokojny. Dzihadzisci sa jak mucha wobec nosorozca, moga co najwyzej poskakac i pobzyczec.
Raz jeszcze gratuluje odwagi, szczerosci, a pro-islamskimi fankami radze sie nie przejmowac. Niektorzy po prostu nie rozumieja, ze takze w ich interesie lezy, aby islam przestal istniec.

sorrki za zla pisownie, na klawiat. na ktorej pisze nie ma pl. znakow. Pozdrowienia goroce :P

nutta pisze...

O słabych książkach też powinno się pisać, by przestrzec, wskazać bzdury sięgające daleko poza logiczną fikcję. Ostatnio też miałam wątpliwą przyjemność kontaktu z taką książką. "Kod Atlantydy" omijaj szerokim łukiem. Nie pastwiłam się nad nią, by nie zdradzać fabuły. A tam można znaleźć informacje o odkryciu istnienia pierwszego Syna Bożego,który został przez ludzi... utopiony.
Pozdrawiam serdecznie:)

Barbara Silver pisze...

@ Eloe :)

A tam zaraz "chwała" ;] Po prostu nie znoszę kłamstw, obłudy, hipokryzji i niczym nieuzasadnionej nagonki. A jako że swoje poglądy wyrażam tylko na swoich stronach, mam do tego prawo.
Przykro mi słyszeć, że to, co dzieje się na co dzień w Izraelu, zmusiło ciebie i twych bliskich do wycofania. Tak nie powinno być. Ale jak już, dobrze że teraz jesteście bezpieczni. Sama chyba podjęłabym taką samą decyzję, życie w strachu to nie życie, ale "wegetacja". Świat oszalał, patrz co dzisiaj przeczytałam na necie:

http://www.rp.pl/artykul/774306.html

Na szczęście pl nie dołączyła do tego szaleństwa. Najgorsze jest jednak to, że po stronie arabów, za pieniądze, władzę etc, stają ludzie z poch. żydowskim. To przez takich gnoi jak oni, świat obarcza winą wszystkich żydów. No cóż...

Ja o Izrael też jestem spokojna, w tym sensie, że sobie zawsze poradzą. Jestem pewna, że gdyby im miał ktoś/coś zagrozić, najpierw spłonąłby cały świat.

Pozdrawiam serdecznie, dzięki że wpadłeś z wizytą :))

Barbara Silver pisze...

@ Nutta :)

Jak miło, że wpadłaś, bardzo mnie to cieszy, bo ja również regularnie cię odwiedzam. Niestety z prywatnych powodów, musiałam pozamykać konta na blox.pl a jako że maskuje swoje IP, nie mogę zamieścić nawet anonimowego komentarza. Never mind...
Dzięki za ostrzeżenie. Będę omijać tę książkę szerokim łukiem, aby nie zahaczyć. Niemniej sam szczegół który poruszyłaś od razu skojarzył mi się z setką podobnych historii, które naprawdę istnieją w mitologiach świata. Czego to dowodzi? Chyba tego, że ani jeden z tych rzekomych synalków bożych nie był prawdziwy. Ale to tak na marginesie ;D Taka literatura już mnie nie bawi, bo to strata czasu, no chyba że chce się wyrazić, tak jak ja, sprzeciw przeciwko bzdurnym teoriom.

Pozdrawiam serdecznie, dzięki za odwiedziny i komentarz :))