środa, 11 stycznia 2012

"Mity greckie" -- Robert Graves. Część III: Pallas Athena -- Wojownicza bogini-dziewica


"Jasmine -- Mystic and Rider" -- Donato Giancola

Muszę się z wami czymś podzielić, zanim przejdę do sedna dzisiejszego postu. Ledwo wróciłam z zagranicy, odezwały się we mnie sprzeczne uczucia. To w tym sensie -- i żadnym innym -- potrzebowałam odrobinę czasu, aby się zaaklimatyzować. Jako że moim światem jest ten wewnętrzny (umysł), inaczej zapewne niż większość z was układam w sobie emocje (a przynajmniej próbuję, jeśli w ogóle możliwa jest pełna nad nimi kontrola), w każdym razie -- co mnie samą niezmiernie zdziwiło -- poza naturalnym uczuciem spełnienia, iż ziściło się jedno z moich wielkich marzeń, naszła mnie również chandra, którą niczym nie potrafiłam sobie wytłumaczyć. Tak jakby część mnie, stojąc tam, na krawędzi kanionu poczuła najczystszą z radości, dziecięcą euforię, lecz po chwili do głosu doszła znacznie starsza część mnie i na radości tej położył się cień. Cień snów, które nawiedziły mnie właśnie tam, pod rozgwieżdżonym niebem Kolorado. Nie były to miłe sny, lecz nachalne, złowieszcze, i tak realne, jak realnym jest dla was każdy dzień. Miałam cichą nadzieję, że przynajmniej tam -- będę od nich wolna. Ale niestety.

Ostatni raz lunatykowałam mając "naście" lat. Pamiętam, że odwiedziłam wówczas nieżyjącą już babcię. To ona streściła mi rano, co się ze mną działo w nocy, jak bardzo ją przeraziłam, bo o ile słyszała już o lunatykowaniu, pierwszy raz w życiu miała do czynienia z osobą, która przy otwartych oczach, mówiąc na głos dość wyraźnie, żywo reagowała. Bała się mnie budzić, ale jednocześnie nie odmówiła sobie nawoływać mnie z cicha, licząc na to, że sama nagle się zbudzę.
Piszę wam o tym z tego względu, iż jednej nocy opodal kanionu, przytrafiło mi się coś równie dziwnego. Jako że spaliśmy w camperze stłoczeni jak wiewiórki ziemne, nie trudno było, aby ktoś kogoś zbudził, niemniej mnie udało się ominąć dosłownie wszystkich i śpiąc otworzyć drzwi na zewnątrz. A że od wyjścia do ziemi dzieliło mnie co najmniej 30-40 cm... No cóż... Nie trudno się domyślić reszty. Jednak zdziwię was, gdyż nawet wtedy się nie zbudziłam. Raban jaki powstał -- bo wychodząc, zahaczyłam o coś -- zbudził jednak Emanuela. To właśnie ta łajza przywlokła mnie z powrotem na legowisko i dla pewności pozamykała wszystkie wyjścia na klucz. Kto wie, gdzie bym zaszła, gdyby nie on... na bosaka... O_O Rankiem odkryłam: guza na głowie i czerwoną krechę na czole, musiałam w coś wyrżnąć po drodze.  :?

"Ashlingb" -- Donato Giancola
Teraz jednak muszę wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Otóż... Miałam tamtej nocy bardzo dziwny sen; dziwny w tym sensie, iż sny które miewam w niemal 100% składają się ze znanych mi symboli, tymczasem ten właśnie nie miał żadnych, a jednak zwykłym snem, głupawym zlepkiem sytuacji z jawy, nie był. Czułam za to bardzo wyraźnie każde towarzyszące mi w nim uczucie. Np:
"Strach" -- kiedy jakaś grupa ludzi (nie widziałam kim byli) porwała mnie z ulicy i przytrzymując na siłę w jakimś pomieszczeniu czy zaułku za ręce, pochyloną, tak iż dostrzec mogłam tylko własne odbicie w kałuży u mych stóp, zdawała się kroić mnie na żywca. Czułam ból w okolicy karku, ale nie mogłam nic zrobić... 
Kiedy jednak skończyli, nagle wspomnienie bólu rozmyło się w niebycie, ja zaś, znalazłam się na powrót wśród ludzi. Szłam wolnym krokiem wraz z dwoma innymi osobami (kobietą i mężczyzną) po jakimś placu targowym. Zewsząd otaczały nas bogato zastawione stragany z owocami, warzywami i czym tylko dusza zapragnie. W powietrzu unosił się kuszący aromat przypraw i dźwięk wielu, różnych języków, doprawdy poza wrażeniami zmysłowymi, nie byłam w stanie dostrzec w tym gąszczu ani jednej, tak charakterystycznej dla mych snów, rzeczy (przeważnie są to symbole: kanciaste, geometryczne albo mitologiczne). Odczuwałam jednak całą sobą, że jest mi dobrze, że jestem wśród swoich, i że nie muszę się niczego obawiać, pomimo iż byłam całkowicie "obca". I w tym tkwi cały szkopuł. 
Po pierwsze: Nie znałam ludzi, z którymi zwiedzałam ów targ jak podczas urlopu a jednak byliśmy sobie bliscy. Po drugie: Ciężko mi powiedzieć w jakim byli wieku, gdyż raz miałam wrażenie, że byliśmy dziećmi (rówieśnikami), później z kolei, że byliśmy dorośli. Kiedy zaczęłam to sobie uświadamiać, nagle stanęliśmy naprzeciw pięknego straganu, pełnego towaru. I znowuż nie mam pojęcia, co nań sprzedawano. Ważne jednak jest coś innego. Każde z nas miało w dłoni jakiś przedmiot, połyskujący w słońcu, dzięki któremu mogliśmy kupić co tylko chcieliśmy. Tyle że owe "rzeczy" dali nam... Oni, ci którzy wcześniej zadali mi ból. Teraz jednak nie miało to dla mnie znaczenia. Podczas gdy owa dwójka próbowała mnie ostrzegać, abym nie korzystała z tego "daru" (kurczę... jak tak teraz myślę, kojarzy mi się on z jakąś "złotą kartą bankową"), ja czułam głęboko w sobie pewność, że mogę korzystać do woli, bez ograniczeń. 
"Obernewtyn " -- Donato Giancola
Powiem wam jedno, musiało mi być naprawdę dobrze w tym śnie, skoro zaczęłam lunatykować, aż w końcu spadłam na zamroczony pysk. Drugi sen, nie był jednak tak miły...

Przydarzył mi się dosłownie dzień później. Wyobraźcie sobie wielkie zgromadzenie ludzi, przeważnie młodych, na wzgórzu, ciemną, gwieździstą nocą. Siedząc na trawie i rozmawiając w podekscytowaniu, czekaliśmy jak gdyby na jakieś przedstawienie. A przed nami, poniżej, wyrastał od ziemi ku niebu wielki budynek, prawie jak drapacz chmur, tyle że z kamienia; dziwne w tym było to, iż zbudowano go pośrodku głuszy. Wokół tylko wzgórki i rozległe błonie. 

Budynek ów dzielił się na dwie części, do której prowadziły dwa różne wejścia. Gdzieś z lewej strony kręcili się jacyś starzy, posępni ludzie, byli wśród nich także kapłani (takich jakich znamy na co dzień). Coś miało zaraz się wydarzyć, coś wspaniałego... Ale wtedy, przed czasem, niezgodnie z planem, otworzyły się inne drzwi. W przeciwieństwie do tych pierwszych, panował wokół nich mrok... Zaczęliśmy więc szybko uciekać ku drugim drzwiom, ku światłu, do środka budynku, widząc jak z mroku wybiegali ku nam jacyś dziwni ludzie w białych okryciach głowy (kapeluszach, czapkach; znak rozpoznawczy?). A kiedy zajmowaliśmy już większą powierzchnię dolnego piętra budynku, czując, że jesteśmy osaczeni, zaczęłam nagle krzyczeć do tłumu, czy ktoś ma jakiś nóż albo cokolwiek czym moglibyśmy się bronić? I o dziwo, znalazł się taki. Chwyciłam go i kiedy te dziwne postacie w białych kapturach, czapkach lub maskach wpadły za nami do środka.... raz-ciach-ciach... i resztę domyślcie się sami. Jedno było dla mnie tylko klarowne z tego snu, dźwięczało mi w głowie jeszcze na długo po przebudzeniu... To mianowicie, że: "Muszę ich bronić". Ale kogo? Dlaczego? Przed kim??

Jakiś czas temu, miałam sposobność obejrzeć film "Immortals" ("Bogowie i herosi"), twórców świetnego -- nie da się ukryć -- filmu: "300". Widzieliście? Ale o ile w tamtym przypadku widowisko okazało się godne mej uwagi, oceniam je bardzo wysoko, zarówno jeśli chodzi o zdjęcia, sekwencje walki, wyraziste postacie, a nawet muzykę... O tyle "Immortals" głęboko mnie rozczarował. Praktycznie pod każdym względem, więc nie będę się rozwodzić, ale w sposób najboleśniejszy odczułam totalne przekręcenie historii, ba, takie ułożenie losów gł. bohaterów, iż w jednym czasie spotykają się herosi, bogowie etc, którzy zgodnie z wiedzą mitologiczną nie mieli prawa znajdować się w tej samej dekadzie/scenie. Ponadto przemieszano role, które są im od wieków przypisane, zafałszowując dosłownie wszystko, co można było zafałszować... Poza imionami, oczywiście. Żałość chwyta...

Gdyby nie chodziło o mitologię, może byłabym w stanie to przełknąć, ale kiedy wezmę pod uwagę, jak skutecznie w dzisiejszych czasach zmienia się historię w podręcznikach, tak iż np. wmawia się ludziom, że Aleksander Wielki nie był -- Grekiem, a od co najmniej 200 lat, tyle że obecnie mocniej niż w XIX w. wprowadza się w błąd miliony na świecie, ucząc ich bzdur o Ariach podbijających Indie, czy afrykańskim pochodzeniu zabytków grecko-semickich, sami przyznacie, można się deko zirytować. 
Weźmy przykładowo takiego Hyperiona (który w "Immortals" staje się nagle śmiertelnym królem... a nie tytanem czy też bogiem planetarnym = Słońce, którym ongiś w mitach był), tenże wściekły sadysta ma chrapkę -- nawet nie na rodzącą się powoli Helladę, ale na całą ludzkość... A jakże. Zabawne jest w jego postaci to -- mam na myśli ów film -- iż znając dzieje Odyseusza, można przypomnieć sobie, jak bohater Homera, brał tegoż Hyperiona za Heliosa. Mamy więc młodego boga słońca, po raz drugi. Tymczasem Hyperion wg. twórców "Immortals" jest jakby zaprzeczeniem owej mocy, ażeby ją pozyskać musi bowiem wpierw uwolnić spod góry Tartar uwięzionych tam przy ostatniej wojnie bogów, tytanów. Absurd, jednym słowem. 
"Protector" -- Donato Giancola
"Następnie bogini stworzyła siedem mocy planetarnych, nad każdą ustanawiając tytankę i tytana. Teja i Hyperion rządzili Słońcem, Fojbe i Atlas -- Księżycem; Diana i Krios -- Marsem, Metyda i Kojos -- Merkurym, Temida i Eurymedont -- Jowiszem, Tetyda i Okeanos -- planetą Wenus, Rea i Kronos -- Saturnem" -- Apoloniusz z Rodos, II 1232.

Druga rzecz, że w.w. Helios również pojawia się w tym obrazie, lecz wnet uśmierca go -- Zeus. Ale znając przekazy starożytnych, to nie Heliosa Zeus uśmiercił (skądinąd piorunem, a nie ognistym biczem), lecz jego syna, Faetona i to bynajmniej nie w tej sprawie, gdyż cała ta żałosna wojenka króla Hyperiona (ojca Heliosa wg. mitologii) w ogóle nie powinna była mieć miejsca. Istna paranoja.
Jedyny plus tego krętactwa filmowego, jest taki, iż skojarzyło mi się ono z czymś, do czego być może pili twórcy tego obrazu (być może, to tylko moja spekulacja). A mianowicie do obalenia słynnego Kolosa Rodyjskiego, jednego z 7 cudów starożytnej Grecji, którym rzekomo miał być nie kto inny, jak: Helios (bóg słońce). Ach... 38,5 metra wysokości, świetlista korona z promieni słonecznych na głowie, móc ujrzeć na własne oczy to cudo i skonać. ;)
Kolejnym matactwem tego filmu jest sama postać Tezeusza (greckiego herosa, potomka śmiertelnego człowieka i Posejdona). A i owszem, jak najbardziej prawdziwa, jednakże w tak makabrycznie głupi i nie pasujący do opisów starożytnych sposób ukazana, iż samo patrzenie nań wzbudza odruch obronny. Już pominę szczegóły, którymi twórcy tegoż obrazu próbowali zracjonalizować mit, ubierając go w całkiem prawdopodobne szaty, nie daruję jednak tego, co zrobili z moją najukochańszą postacią -- Ateną, patronką najwspanialszego miejsca na świecie, jakim jest stolica Grecji. Czy można było jeszcze mocniej uczynić z niej symbol seksu, którym przecież nie była? Zamiast mieszaniny siły i mądrości, w filmie wydaje się jedynie nieposłusznym podlotkiem, z podkreślonym wysoko biustem, uszminkowanymi ustami i w asyście napalonych wierzchowców, tak iżby sugerować drzemiące w niej (czy też we wszystkich paniach) chucie. Zgroza. Dla wiadomości, Atena była jeszcze bardziej wyczulona na punkcie swego dziewictwa niż Artemida, choć nie przeczę, że antyczna literatura próbuje obarczać ją pomniejszymi grzeszkami. Ale zważywszy na to, jak skutecznie udało się mężczyznom tysiące lat temu, zatuszować każdy niemal kult odwołujący się do żeńskiej triady, nie brałabym takich interpretacji na poważnie.


Wg. jednego z najstarszych podań o narodzinach Ateny, pelazgijskiego bodajże, bogini miała przyjść na świat nad jeziorem Tritonis w dzisiejszej Libii. To właśnie tam została ponoć znaleziona i wychowana przez trzy-nimfy (kolejne odniesienie do triady Bogini Matki: Atena-Afrodyta-Demeter), chodzące w kozich skórach. Mit ten sięga 4000 lat p.n.e. tak dla ścisłości. Atena była pierwotnie libijską boginią Neith i miała swą świątynię w mieście Sais (tam później przyjęli Solona egipscy kapłani -- ciekawostka). Tritone (nazwa jeziora... a może i coś więcej? Kojarzycie Trytona?) -- oznaczać miało "trzecią królową" (czyli najstarszy człon boskiej triady). Kult ten dotarł do Grecji poprzez Kretę minojską. Czy to nie dziwne, że od pierwszego przydomku Ateny, stworzono później boga morza, syna Posejdona, Trytona? Wynika zatem z tego, że w pierwotnej formie, czcili ją nie tylko mieszkańcy Aten, ale i ludy nadmorskie. Łącznie z wyspą Rodos, gdzie bowiem oddawano cześć nie tylko Heliosowi, ale i morzu oraz księżycowi. Ma to sens, gdy weźmie się pod uwagę, iż głównymi symbolami Ateny, poza słynną sową, są także: delfin i księżyc.

"Athena" -- Susan Seddon-Boulet
Co prawda była boginią wojny, ale w przeciwieństwie do Aresa czy Erydy, która pławiła się w kłótniach i spiskach, nie cieszyła ją ta funkcja. Lubiła za to rozstrzygać spory i chronić prawo, ale środkami pokojowymi. Stąd też takie przydomki, jak:
-- Łaskawa (na Aeropagu zwykle przychylała się na korzyść oskarżonego);
--Szczodra;
-- Miejską (gr. Polias);
-- oraz najsłynniejszy bodajże przydomek -- Pallas, który zawdzięczała przyrodniej-mlecznej siostrze. Na swoje i tamtej nieszczęście, uśmierciła ją podczas pojedynku, który nie wiedzieć dlaczego, stale kojarzy mi się z tą oto sceną:  Anck-Su v. Nefertiri. A skąd takie skojarzenie? Zaraz wyjaśnię....
Jak pisałam wcześniej, istnieją źródła z których wynika, że Atena wcale nie była taka wstrzemięźliwa seksualnie, jak się wydaje. Miała ponoć syna -- Erichtoniosa, który prowadził czterokonny rydwan bogini. Plotka ta -- po raz enty zrodzona przez walecznych Achajów, zacierających kult bogini -- odwoływała się do rzekomego "gwałtu", którego dopuścił się na niej Posejdon. Czy łapiecie do czego zmierzam? Jeszcze raz rozważcie moje słowa o jeziorze Tritonis w Libii, o morskim kulcie bogini Ateny. Cóż zatem z tego wynika?
 
Ano tyle, że kapłani mieli całkiem sporą wyobraźnię i wiedzieli do czego zmierzają. Czyż nie jest tak samo z chrześcijanami, podszywającymi się pod stare święta? Interesujące w założeniu o "gwałcie" jest jednak coś innego... Erichtonios miał być strzeżony przez swą matkę, Atenę w "świętym koszyku", który w razie zagrożenia, zostałby przez nią puszczony na wielką wodę. Coś wam to mówi? Zważywszy iż Atena wywodzi się od libijskiej (wówczas pod panowaniem Egipcjan) bogini Neith, budzi się uzasadnione skojarzenie, iż gdzieś już słyszeliśmy tę opowieść... Dawno, dawno temu, na egipskiej ziemi, pewna matka stroskana o los swego syna, puściła w trzcinowym koszyku małego chłopca z nurtem Nilu. Kim był ów chłopiec i ta, która go wyłowiła? ;]- Obecnie, "dziecię w świętym koszyku" ma własną konstelację gwiazd:  Auriga (Gwiazdozbiór Woźnicy). Ale jestem pewna, że mało kto z was pojmuje, kim był naprawdę, a nie według mitologii chrześcijańskiej, tzw. Mojżesz. Ale mniejsza o to....

Atena w Watykanie
Jako trój-bogini, Atena często wcielała się w rolę "staruchy" obdarzonej darem wyroczni. Tymczasem jej rzekomy syn, Erichtonios był w istocie wężem o głowie człowieka komunikującym życzenia "staruchy". Z chwilą zajęcia Hellady przez Achajów, rolę tę przejął Apollo, zaś wyrocznią stała się Pytia (wówczas też kobiety straciły wszelkie prawa w społeczeństwie). Polecam ciekawy dokument (ale tylko w wersji ang. niestety...). 

Erichtonios był zatem, wg. wierzeń Pelazgów, mitycznym wężem-Ofionem. Kiedy jednak nastali Achajowie, wprowadzono do Attyki monogamię, jak też podzielono ją na 12 gmin. Ponadto wzniesiono świątynię Apolla a krwawe ofiary (ze świętego króla-małżonka) zastąpiono plackami jęczmiennymi, które w połączeniu z odurzającymi właściwościami gazów wydobywających się spod ziemi, przydały Pytii otoczkę Wyroczni. Dlaczego tak nikczemnie postępowano z dawnym kultem, który dla każdego w miarę zainteresowanego tematem badacza był o niebo lepszy, niż jego następcy? Wszak jak długo światem starożytnym kierował kult bogini, tak długo panowała w nim harmonia i dostatek. Z chwilą całkowitej rewersji wierzeń, światem starożytnym zaczęły wstrząsać wojny i inne nieszczęścia. Czy ma to jakiś związek z morskim-księżycowym kultem Ateny? Ależ tak. Dawniej cenniejsze od złota, było srebro. Poświęcone księżycowi stało się główną walutą starożytnej Grecji, jako iż posiadała ona liczne kopalnie tego kruszcu. Pierwszą wspomnianą w źródłach jest -- Kreta. Dowodzi to zatem, że to Atena była pierwszą boginią w panteonie greckich bogów, nie zaś jej męscy odpowiednicy. 

Druga istotna rzecz odwołująca się do księżycowego kultu bogini Ateny, mówi mianowicie o tzw. "rytualnej prostytucji", której oddawały się kapłanki tego kultu. Praktyki te miały miejsce:
-- na Krecie;
-- na Cyprze;
-- w Azji Mniejszej... oraz -- w Palestynie, gdyż właśnie tam w powiązaniu z kultem egipskiego boga Serapisa, mieściło się najwięcej ośrodków tego kultu. Pamiętajcie, że kult Ateny wyrósł na kanwie wierzeń libijskich i tą drogą, swobodnie wędrował po Bliskim Wschodzie.
To czego nie wiedzą miliony wyznawców trzech największych religii monoteistycznych na świecie -- gdyż ich patriarchowie od tysiącleci niszczą, ukrywają lub po prostu dyskredytują na wszelkie sposoby zapiski starożytnych, które de facto wciąż istnieją (chociażby w archiwach watykańskiej biblioteki), ale wystarczy też wziąć do ręki chociażby Józefa Flawiusza czy Herodota -- odnosi się do uwznioślania postaci boskiej matki, która przewija się w dużo starszych wierzeniach, ale każdorazowo -- począwszy od kapłanki-prostytutki, która powiła Tezeusza, poprzez Heraklesa spłodzonego przez gwałt, jak i mitycznej Heleny, która również miała bóstwo za rodzica, kończąc na Maryi (jednej z wielu żon Heroda, wchodzącej w skład haremu... Powtarzam: Tego nie dowiecie się z mainstreamowych źródeł, szukajcie w starożytnych), a co za tym idzie, tak czy owak odwołuje nas do głównej bohaterki tegoż postu: Ateny. 

"Minerwa wypędzająca Występki z Ogrodu Cnoty"
-- Andrea Mantegna (1500-1502)

Podczas każdej pełni księżyca, w czasie letniego przesilenia, dziewczęta w Atenach wybierały się na zbieranie rosy (tzw. Herseforie). Kapłanki Ateny wolały śmierć niż wprowadzenie przez Hellenów "celibatu", stąd też opowieść o "rzuceniu się" ze skał Akropolu tychże kapłanek. Związane to było z lunarnym aspektem kultu Bogini Matki. Od tamtego czasu wzgórze, na którym dzisiaj stoi Partenon, było poświęcone wyłącznie Atenie. Etruskim odpowiednikiem Ateny jest Minerwa, którą widzicie na obrazie powyżej. Pochłonięta bez reszty nauką i literaturą, Minerwa nie tolerowała jednak "wokół siebie" zepsucia i głupoty. Scena Mantegny kojarzy mi się co nieco z mitycznym wypędzeniem kupców ze świątyni, którego miał się dopuścić nie kto inny, jak Jeszua. Hm... W końcu, co wolno "wojewodzie, to nie tobie smrodzie", czy nie tak? W przeciwieństwie do kultu Artemidy, bogini łowów, wierne służebnice lunarnego kultu kapłanki, nie musiały zachowywać wstrzemięźliwości. Dziewictwo -- było bowiem wolnym wyborem samej bogini. Pamiętając z kolei o Neith, libijskiej odpowiedniczce Ateny, która w wierzeniach Egipcjan sprawowała pieczę nad "pogrzebem", pozwolę przytoczyć sobie taki cytat:
"Nie wzbronisz nikomu wody ni ognia. Nie będziesz wskazywał fałszywej drogi. Nie zostawisz niczyich zwłok bez pogrzebu. Nie zabijaj wołu ciągnącego pług" -- (prawa dane jej kapłankom; cytat za Parandowskim, dość znany).
Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o pewnym incydencie, że tak powiem, którego dopuściła się -- znowuż "rzekomo" -- grecka bogini mądrości. Otóż... Żyła sobie dawno temu pewna księżniczka z lidyjskiego Kolofonu, której na imię było -- Arachne. Bogowie czy też los, obdarzyły ją nie tylko pięknem, ale zwłaszcza wielkim talentem do tkania. Według późniejszych przekazów, Atena miała wpaść jakoby, ten jeden raz, w wielką złość podszytą zazdrością. Ach te baby, chciałoby się rzec, tyle że jeśli zaweźmie się na was bogini... No cóż. 

Z tejże zazdrości, Atena miała zamienić piękną Arachne w obrzydliwego pająka, który jednak -- słynie z tego, że tka najpiękniejsze i najwymyślniejsze sieci w świecie przyrody. Tyle mit... Podobnież jak wielu współczesnych komentatorów pism antycznych, takich chociażby jak znane nam mitologie, a nawet zaliczające się doń pisma święte, uważam że począwszy od tych starożytnych, kończąc na Biblii czy nawet Koranie, w dużej mierze zawierają one... prawdę. Tyle że, są ubrane w niezwykłą szatę; taką szatę, która zwykłym ludziom czy inszym postaciom, przydaje walorów boskich. 
Dopiero co wczoraj dowiedziałam się o odkryciu Izraelczyków, które jakoby zamyka usta sceptykom powątpiewającym w przynależność danej ziemi do tegoż narodu. Polecam zatem ów artykuł (ang). 
Tak więc nawiązując do powyższego pragnę nadmienić, że większość opisywanych w danych tekstach spraw* jest prawdziwa, bez względu na to czy w coś wierzycie lub nie, fałszywym jednak okazuje się w miarę przeprowadzanych wykopalisk i analiz tekstów, "koloryzowanie" tychże faktów, opisami magicznymi i boskimi, które nigdy nie miały miejsca. Jeśli chodzi o w.w. Arachne... Mit ów odnosi się bezpośrednio do rywalizacji, w danym przedziale czasu (II tyś. p.n.e.) rodzących się Aten z Kretą (Milet), która -- pomimo iż powoli podupadała -- wciąż była jeszcze największym eksporterem materiałów farbowanych, wełnianych, etc, w starożytnym świecie. Co ma zatem z tym wspólnego "pająk"? Kreteńczycy używali go jako emblematu podczas handlu tymi materiałami. Kreta była taką Łodzią (miasto) starożytności w produkcji tekstyliów. 

Sami więc widzicie, że pod pozorami "mitologii" kryje się wiele faktów historycznych. Tylko ignorancja współczesnych wpływa na złe pojmowanie zamierzchłych czasów, jak i np. rozumienia własnych dogmatów religijnych. Stąd prosta droga do: wojen religijnych, niezrozumienia, braku tolerancji, etc. A tymczasem, wbrew pozorom, pisma antyczne i współczesne, święte lub nie, to pisma bardzo dokładne, chcąc w pełni rozumieć ich przekaz, trzeba zanurzyć się w każdym słowie... Dopiero wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że nie stworzono je po to, aby -- wierzyć w boga lub bogów, ale po to, aby obalić każdy zabobon, kierując się wprost ku rozwiązaniu największych z zagadek: Kim właściwie jesteśmy?

I tym -- długaśnym, ale -- optymistycznym akcentem zakończę ów post. Mam nadzieję, że przynajmniej części z was pozwoli on spojrzeć na poruszone w nim zagadnienia, w nowy, świeży sposób. A jako bonus, piosenka, która stale rozbrzmiewała mi w uszach, podczas jego pisania. Pozdrawiam :)



4 komentarze:

Ewa pisze...

Sen urwał się nagle, ale dalsza wypowiedź znakomicie uzupełnia ten "niedokończony film".

Piosenka ładuje się i ładuje. Innym razem jej posłucham :(
Buziaki :)

Eloe pisze...

Witaj,
Napisałaś bardzo intrygujący tekst, tekst, z którym bardzo wielu ludzi może się nie zgodzić... zwłaszcza w ustępie dotyczącym matki Jeszuy. Przyznaję, nie ze wszystkim mogę się zgodzić, ale to są tylko szczegóły. Ogół poruszanych przez ciebie tez, jak mniemam poznanych dzięki Gravesowi, albo jest mi w zarysie znana albo jestem na tyle laikiem, że nie wypada mi komentować. Interesuje mnie jednak twoja wzmianka o miejscach kultu boga Serapisa w Palestynie. Byłbym wdzięczny za rozwinięcie tego wątku, gdyż do tej pory sądziłem, że świątynie takowe istniały wyłącznie w Egipcie. No i którego Heroda miałaś na myśli (chodzi mi o dokładne,w miarę możliwości, umiejscowienie w czasie).
Niemniej całość, zwłaszcza dotycząca greckich implikacji, fascynująca, jak zawsze. Czas spędzony na czytaniu twoich postów, nie jest straconym. Pozdrawiam :)

Barbara Silver pisze...

@ Ewa :)

"Urwał się nagle"? Koffana, szczęście, że w ogóle coś zapamiętałam po przebudzeniu, przeceniasz moje możliwości. Sen jak sen, głupi i tyle, ale jako że niektóre pamiętam dłużej i lepiej od innych, zdarza mi się przytoczyć. To wszystko. Za ładowanie piosenki już nie odpowiadam, ale na profilach fb zamieściłam krótsze odpowiedniki tego samego utworu, więc tam pewnie nie będzie kłopotu.
Wiesz... Ja naprawdę muszę wziąć się w karby i wreszcie zacząć skracać swoje wypowiedzi. Mnie samą już zaczyna męczyć taka rozwiązłość słowna. Postaram się pisać krótko, zwięźle i na temat.

Pozdrawiam serdecznie :)) :*

Barbara Silver pisze...

@ Eloe :)

Witaj. Jeśli chodzi o Heroda, na pewno nie miałam na myśli Heroda Wielkiego, gdyż ten zmarł kilka lat przed narodzinami mitycznego Jeszuy.
Ale chcę zaznaczyć, że pisząc mitycznego*, mam na myśli wyłącznie to, że sama już nie wiem, czy jakikolwiek Jezus istniał. Jest to dla mnie niewiadomym, bo nie ma tak de facto żadnych rzeczowych dowodów poza słowami na to, że żył i działał. Stąd określenie "mityczny", żeby było jasne.
Co do Heroda, miałam na myśli Agryppę (Link:

http://www.livius.org/he-hg/herodians/herod_agrippa_i.html)

Książkę Gravesa nie traktuję jako wiedzę naukową, jednakowoż służy mi ona w prywatnych poszukiwaniach. Powiedzmy jako ściąga. Dzięki niemu zainteresowałam się różnymi ciekawymi aspektami mitologicznymi i odnalazłam je w innych, tym razem bardziej historycznych tekstach. To wszystko. Graves był prozaikiem i poetą, jego wiedza o starożytności jednak była ogromna. Uważam że pomimo iż nie był historykiem czy mitologiem z wykształcenia to jednak jego wiedzy nie można ignorować. Zajmował się tłumaczeniem, poznał wiele antycznych pism. Ja sama, choć jestem filozofem nie miałam okazji przeczytać tylu klasyków, co on. Jedyne co można zarzucić Robertowi, to jego wnioski. Są one prywatne, poza tym miał on małą fiksację na punkcie roli kobiet w społeczeństwie, praktycznie wszystko próbował przyporządkować pod zniesiony przez mężczyzn kult bogini matki. Ja jednak szukam w jego pracy czegoś innego.
O związku Żydów z kultem Serapisa możesz co nieco przeczytać tutaj:

http://www.jesusneverexisted.com/syncretism-polish.html

Źródła nie podają dokładnych lokalizacji świątyń, poza ośrodkami kultu, takimi jak Aleksandria, Palestyna a nawet Rzym. W tej materii będziesz musiał sam poszukiwać, gdyż także ja sama wciąż dowiaduję się czegoś nowego. Mogę ci co najwyżej obiecać, że jak znajdę takowe informacje, na pewno je podam w tekście. Tymczasem polecam prace:
J. Flawiusza, Herodota, Plutarcha czy Apollodorosa.

Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo udało mi się odpowiedzieć na twoje wątpliwości. Za pochwałę w innych punktach dziękuję i zachęcam do czytania klasyków, nie wyłączając samej biblii zresztą a zwłaszcza apokryfów żydowskich, gdzie znajduje się szereg wzmianek.

Pozdrawiam serdecznie :))