Sen sprzed dwóch dni nie daje mi spokoju. Wyzwolił we mnie niepokój i zaskoczenie, jak zawsze zresztą, kiedy zderzę się z symbolicznym aspektem mojej nieświadomości. Zupełnie jak gdyby wewnątrz mnie, gdzieś głęboko, za żelaznymi prętami odwiecznej klatki, spoczywała inna ja, jakby wiedziała więcej i chciała mnie przestrzec. Tylko przed czym? Przed kim? Nie wierzę, że sny przychodzą z zewnątrz. Sny są częścią nas samych, tyle że wypływają z krainy na wyższym poziomie naszej percepcji. Być może są fizycznym dowodem ukrytego wymiaru, uśpionymi genami, kodem zapisanym w nas przed nastaniem opowieści pt. Homo sapiens; być może kiedyś uda się nam aktywować tę część nas samych albo... ktoś nam w tym pomoże. (?)
Nie mogę pozbyć się uczucia, które towarzyszy mi od dzieciństwa, odkąd zaczęłam świadomie myśleć. A mianowicie, że powinnam się zbierać.... Coś każe mi uciekać, stale mnie ostrzega, wskazuje w snach drogę, każe biec, skryć się, jakbym była pod czyimś bacznym okiem albo, jakby ktoś mnie szukał. Jakie to szczęście, że w snach, ten ktoś mnie nie dostrzega. Im częściej dopadają mnie takie przeczucia, tym częściej widzę oczami wyobraźni -- morze. Kiedyś się go lękałam, dzisiaj, ledwo o nim pomyślę, przychodzi uspokojenie. Zamykam więc oczy i słyszę, jak jego fale szepczą do mnie inwokację w prastarym języku, którego nikt już nie pamięta. Podobnie odczuwam, kiedy latem przechadzam się po lesie. Poszum wiatru kołysze mnie łagodnie, a gdy się skupię, słyszę swoje imię, to, którego nikt nie zna, to najdroższe, utajone, którym mnie przyzywa.
Nie macie pojęcia, jak duszę się żyjąc tu i teraz, jak mnie męczy udawanie, że bycie jednym z was mnie zadowala, jak niepojętym jest dla mnie to, co dla was tak zwyczajne. Zakładanie rodziny, budowanie domu, szukanie stabilizacji, dóbr i przyjemności; dla mnie największą przyjemnością byłoby, gdybym mogła zrzucić tę skórę i zamienić się w kroplę oceanu; albo przynajmniej być podmuchem wiatru, który raz łagodny, innym razem zdmuchnąłby z was całą tę wrodzoną pogardę dla tej ziemi. Czy naprawdę tego nie widzicie, że nie jesteście jej częścią i to stąd tak silna w was chęć dewastacji, karczowania i naginania do swojej woli? Czy tak trudno pojąć, że nie jesteście częścią odwiecznej "równowagi"?Czy wiatr może być przekaźnikiem dla naszego - Ja - tkwiącego głęboko? Czy głębia morska może dać schronienie, kiedy przymus bycia częścią materii, świata ludzi, przytłacza?
Kiedyś nie rozumiałam dlaczego mi się "to" przytrafia... Sny na jawie i nocą, odnoszące się do morza oraz związany z nim wysiłek, aby przetrwać, trud włożony w każde pociągnięcie za linę, pot z czoła i krew na dłoniach, kiedy twarda, szorstka, wrzynała się w skórę, a potem nagłe ukojenie, kiedy morze wyrzucało mnie na brzeg, całą i zdrową. Później jednak woda wkomponowała się w moją codzienność, pisałam kiedyś o tym (Tutaj), nauczyłam się ją szanować i podziwiać. Dzisiaj traktuję ją jako ostatni bastion na tej planecie, której cywilizacji homo sapiens nie udało się jeszcze zbadać, tym bardziej, okiełznać. Chociaż wiemy tak wiele o swoim organizmie, morza i oceany zdają się dla nas zbyt rozległym terenem do badania, do szukania w nich odpowiedzi, ale czyż trudno się dziwić tej godnej pogardy bezmyślności, lenistwu, skoro mózg, który każdy nosi pod czerepem (choć w różnym stadium rozwoju) stanowi dla nas jeszcze większą terra incognita? Przykre, prawda? Do czego zmierzam?
Trudno mi to ująć w słowa, ale przypomina mi się ów seans hipnozy, której poddałam się wiele lat temu na wycieczce z ciotką do Norwegii, niestety nie pamiętam już, w którym poście pisałam o tym. O ile nie ufam szarlatanom bawiącym się ludzką psychiką, o tyle rezultat tamtej sesji do dzisiaj mnie zastanawia. Ja i morze, daleka wyprawa morska sprzed wielu wieków... Czy to dlatego ilekroć przejeżdżam koło jakiegoś portu przechodzą mnie dreszcze? Ciągnie mnie zwłaszcza do doków, gdzie pracują wyłącznie marynarze, gdzie trwa załadunek. Słowo "spedycja" ciśnie mi się na usta ilekroć pomyślę o takiej pracy, widzę też oczami wyobraźni rosłych mężczyzn z papierosem w ustach i siłujących się w asyście przekleństw z jakimiś linami. Mam wrażenie, że kiedyś byłam jednym z nich... Widzę sceny, których w realu nigdy nie doświadczyłam. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale morze wydaje mi się bliższe niż mój własny dom z dzieciństwa, niż las, który koffam, niż pape, niż ja sama... Strach bierze się tylko stąd, iż morze nieomal stało się moim grobem, ale czy może być, abym kiedyś, dawno temu, naprawdę w nim umarła?
No cóż... gdybanie... Książka, którą mam wam dzisiaj do zaprezentowania, została ubrana w szatę graficzną aż w 1977r. i od tego czasu "leżakowała" w miejskiej bibliotece. Od ponad trzydziestu lat nikt się nią nie zainteresował. Szok, ale... Pomyślałam sobie, być może morska tematyka wierszy nie jest niczyją ulubioną. Jak się domyślacie, biorąc ją do ręki aż zapiszczałam z ekscytacji. Był bodajże czerwiec (ub.r.). Czułam ów wewnętrzny przymus zanurzenia się w morzu. Patrząc na wstrętne gęby ludzi wokoło, szukałam ratunku w ciszy i odosobnieniu. Szukałam ucieczki, choć wtedy jeszcze byłam pewna, że jedyna ucieczka jaka mnie spotka, to ta na drugą stronę.
Książka "Morze u poetów" jest wspaniałym zbiorem wierszy -- różnych twórców -- na temat morza i około morza. Znajdziecie w tej zgrabnej antologii (o ile w ogóle uda się wam dostać tę książkę w bibliotece) wybrane wiersze takich autorów jak: Jarosław Iwaszkiewicz, Antoni Słonimski, Julian Przyboś, Mieczysław Jastrun, Adam Ważyk, Anna Świrszczyńska, Leon Szwed, Anna Kamieńska, Tadeusz Różewicz, Tadeusz Kubiak czy Wisława Szymborska; itd. Sednem całości jest zaś to, że autor -- pan Zbigniew Jankowski -- również poeta i eks-marynarz, starał się wyciągnąć od każdego z tychże i wielu innych, których nie wymieniłam poetów parę słów wyjaśnienia, co też każdy skwapliwie uczynił. [Dla ciekawych tego poety: link1 i link2]. Przed każdym zbiorem kilku wybranych wierszy o morzu, znajdziemy słowa wyjaśnienia, czy też wspomnień związanych z morzem tychże wybitnych literatów. Czytając je, z radością wprost odkrywałam, że w wielu aspektach nie różnią się one od moich własnych uczuć na temat morza, albo ujawniły mi coś czego nie potrafiłam dotąd wyartykułować. Niesamowite doświadczenie. Wspaniała antologia. Dlaczego czekałam tyle czasu, aby podzielić się z wami tą książką? Znowuż kłania się samo... morze, i jego zmienność.
"Morze z wyspami się przemieniaW świat wysp przetkanych morzami, boJuż nie wiadomo, czego więcej,Czy skał, czy fal, czy drzew, czy mew ---Każde się z nich rozrasta w stado.Świat nasycony równowagą:Ostrowy z bujną wegetacjąObok bez jednej trawki są,Morze grzywiaste w czas mistralu,W czas martwy jest zastygłą rtęcią"
-- Jerzy Zagórski (fragment wiersza "Królestwo ryb").
![]() |
| "Morze jest zawsze pierwszym stopniem do transcendencji" |
Właśnie na tym zasadza się cały sens jego istnienia. Jest przestrzenią rozległą i łagodną, to znowuż spienioną, drapieżną, ale jednakowo osobową, którą przez tysiąclecia ludzie personifikowali z bóstwem. Jest tajemnicą niezgłębioną, bo choć ufni w swoje nowoczesne sonary, pływamy po nim z buńczuczną miną, jakże często zderzamy się ze skałami lub osiadamy na mieliźnie, tak jakby morze chciało nas ukarać, za pychę. Z jednej strony przyciąga do siebie, ale przecież -- jakby się nad tym zastanowić -- nie jest stałe. To przecież nie woda jest owym magnesem, który porządkuje nasze dni. Pomimo że woda jest wszędzie, nawet w kosmosie, w odległych punktach czaso-przestrzeni, to nie ona jest celem poszukiwań, co najwyżej jakąś bramą.
Kiedy byłam mała, pape straszył mnie (oczywiście na swój sposób, w postaci żartu), że byłoby fajnie przepłynąć wpław nad Rowem Marjańskim czy nad inną głębią, i o ile pamiętam, wtedy nie było dla mnie nic gorszego do wyobrażenia. Dzisiaj czuję jak wyrywa się moje serce, aby tam popłynąć, zanurkować, móc odkryć przyczynę mojego niepokoju i stawić jej czoło, chociaż wiem, że to niemożliwe. Głębia działa na mnie tak samo jak Czarna Dziura w przestrzeni.... Jeden stopień dalej, na Zakazane Terytorium (<-- click)
Jan Brzękowski, zdradził w w.w. antologii, że w młodości o mało a utonął by opodal wyspy Patmos, lecz z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, nie czuł strachu. Być może po prostu nie miał świadomości, jak blisko był wówczas śmierci, tak jak ja, w dzieciństwie; ale gdy tak sobie nad tym myślę, dochodzę do wniosku, że pewniejszym powodem tego stanu jest to, że wszyscy nosimy w sobie wspomnienie życia płodowego, czyż nie unosiliśmy się wtedy w wielkim oceanie?? Teraz już nie dziwi mnie, że koffam ten prawdziwy a nawet, że mój wzrok tak łatwo kieruje się ku przestrzeni kosmicznej. Skoro wszystko płynie....
"Wielkie religie, wielkie idee tylko nad żywiołem mórz i oceanów mogły się narodzić. Tylko oceany i morza kojarzyły się z oceanem powietrza i z oceanami czarnej przestrzeni, w której płynęły Księżyc i Mleczne Drogi gwiazd" -- Adam Ważyk (cytat z książki)
We mnie zarówno "strach", jak i "uwielbienie", kiedy myślę o morzu, są jednym. Podobnież jak poeta, wierzę, że nie trzeba koniecznie wznosić się do nieba, aby je poczuć, gdyż wszyscy żyjemy w kosmosie i kosmos jest w nas (<-- click). Nasze wartości, przekonania czy zwyczaje zdają się kotwicą, ale bywa i tak, że nie pragniemy się zatrzymywać w wędrówce; tak jest ze mną. Jak bym sama była brzegiem siebie i obszaru, nad którym stoję, jakbym sama była własnym progiem, którego przekroczyć mi nie wolno, słowa te przytaczam za Zbigniewem Bieńkowskim, ale właśnie przez to, że nie wolno, tak bardzo pragnę zanurzyć się cała w odmętach morskich, stać się ich częścią. Uciec czy raczej powrócić do stanu pierwotnego, tam, gdzie wszystko się zaczęło... O takim stanie ducha naprawdę trudno się pisze, podobnież jest ze snami. Kiedy zaczynamy ubierać je w słowa, przestają być snami, czyż nie? Człowiek, który rodzi się, spada w marzenie, jak wpada do morza.... Trzeba więc iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem -- i tak ewig -- usque ad finem, aby:
"(...) Przemierzyć wszystkie wody, aby odnaleźć moją kołyskę, w której mała muszla przemówi szumem wszystkich mórz i oceanów" -- Leon Szwed (frag. wiersza "Morze czwarte"). Ponieważ....
"Sól jest we krwi i w morzu, kość jest wapienną skałą,
Więźniem mojego serca jest ręki mej gest.
Chcę gorzkiej, ale prawdziwej wiedzy o tym, co jest,
Gdy wiele z tego, czym byłem, nigdy nie istniało"
-- Mieczysław Jastrun (fragm. wiersza "Rozmowa z morzem").
Morze (lub ocean) stanowi większą część tej planety a mimo to ludziom wciąż się wydaje, że są jej panami. Toczą boje na słowa i pociski, knują i upadlają siebie nawzajem, podczas gdy jeden krok dalej, zaczyna się przestrzeń, którą najwięksi poeci i filozofowie określali przejściem do innego wymiaru. Na wykresach mądrzy naukowcy przedstawią dzisiaj przekrój przez cały glob, ale prawda jest taka, że wiedzą o -- rzekomo -- własnym domu mniej niż o brudzie za swoimi uszami. Więc żrą i wydalają, produkują swoje kopie w paroksyzmach stęków i jęków a czas płynie, jak rzeka, wprost do wielkiego oceanu, który każdego roku podnosi swój pułap. Co rusz zalewa ich domy, ale im wciąż się zdaje, że żyjąc na małym skrawku, wyplutej przez morze ziemi, są bezpieczni. Nie zawsze tak było....
Dawno temu, o czym nie pamiętacie, niemal całą ziemię przykrywała woda. Jestem pewna, że któregoś dnia upomni się ona o swoją część, zabierze to, co się jej słusznie należy. W morzu tkwi bowiem pierwsza przyczyna i największa zagadka, także o nas samych, na razie czeka, w uśpieniu, jak w klatce, ale wierzcie mi lub nie, czuję każdym zmysłem, jak pręty tej klatki powoli się wyginają, słyszę ciche zawodzenie jej mieszkańców, dałabym wszystko, aby pomóc im się wydostać na zewnątrz. Wy też byście ich usłyszeli, ale większość z was patrzy w inną stronę i nie słyszy niczego, bo nie ma odwagi czy rozumu, aby zadać odpowiednie pytania. Tylko poeci, bajarze w szantach i filozofowie z czasów Talesa czy Pitagorasa, potrafili zanurzyć się w pra-oceanie i pojęli, że problem naszej egzystencji nie tkwi w tym, że "jesteśmy sami", wręcz przeciwnie... Nigdy nie byliśmy sami, jesteśmy po prostu bardzo młodzi a żeby biec, wpierw trzeba nauczyć się chodzić.








4 komentarze:
Basiu,
Piękny post:) Chętnie sama przeczytałabym tę książkę z poezją związaną z morzem. Mam nadzieję, że może uda mi się ja znaleźć w mojej bibliotece. Kocham morze, chociaż woda wzbudza we mnie lęk. Ale zawsze czułam coś co chyba można poniekąd nazwać "zew morza". Gdy tylko słyszę wyraz "morze" budzi się we mnie jakaś nieokreślona tęsknota i czuję, że coś ciągnie mnie w jego kierunku. Nie chcę powtarzać tego, co już napisałaś, powiem więc tylko, że zgadzam się z Twoimi wypowiedziami i często czuję się podobnie. Zawsze ciągnęło mnie w kierunku tego żywiołu niepoznanego jakim jest woda - morza i oceany jawią mi się jako świat obok naszego, takie właśnie "inny wymiar" o którym niemal nic nie wiemy. Trochę jak kosmos, tylko na naszej własnej planecie. I bojąc się tych przestrzeni równocześnie nie mogę bez nich żyć, tak wydają mi się cudowne:)
Jak zawsze dziękuję za tyle prawdziwych słów i snów trochę, bo czytając to, co piszesz, często oscyluję na granicy jawy i snu.
Pozdrawiam cię ciepło tej zimowej nocy:)
@ Iwona :)
Witaj. Zważywszy na to jak mały był nakład tej książeczki i jak dawno temu, nie mogę zapewnić, że uda ci się ją znaleźć, ale będę trzymać kciuki. A nóż-widelec :D
Morze jest jak pieśń w pradawnym języku, którym zapomnieliśmy się posługiwać. Skrywa przed nami tak wiele tajemnic, tak wiele oferuje, ale ludziom wciąż się wydaje, właściwie z roku na rok coraz bardziej, że skoro pływają po nim, żyją na jego powierzchni, to znaczy, że panują nad tą planetą. Otóż nie i jak już widać w naszym klimacie, morze zaczyna się upominać o swoje.
Ale mnie fascynuje morze* jeszcze z innego powodu. Ukrytego, nienazwanego, sama nie wiem co to jest, ale słyszę to i odczuwam każdego dnia swego życia. To jak szósty zmysł.
Pozdrawiam serdecznie i dziękuję za sympatyczny komentarz :))
Basiu,
Książeczkę udało mi się znaleźć:) Jeszcze nie mam jej w domu, ale już do mnie jedzie - w bibliotece jej nie było, ale okazało się, że jest w biblioteczce mojej ciotki:) Cóż za szczęśliwy przypadek! Z tym morzem, to chyba trochę tak jak ze wszystkim, ludzie zaledwie ślizgają się po powierzchni, a wydaje im się, że posiedli już cała wiedzę - i dotyczy to chyba wielu dziedzin nauki, a często i zwyczajnych ludzkich spraw. Przy okazji, bo poprzednim razem zapomniałam wspomnieć - obejrzałam "Incepcję". Oczywiście bardzo mi się podobała i zmusiła do kilku przemyśleń na temat snów, które fascynują mnie również. Obecnie zaś czytam "Wymyślanie wrogów" Umberto Eco i ta książka też daje mi do myslenia.
Pozdrawiam Cię serdecznie.
Witaj, Iwonko :)
To naprawdę wspaniałe, kto by pomyślał, że tak łatwo i szybko znajdziesz ten tomik. Gratuluję i życzę miłego, obfitującego w przemyślenia czytania. :)
Pozdrawiam cieplutko :) :*
Prześlij komentarz