<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593</id><updated>2012-01-31T12:32:05.261+01:00</updated><category term='Literatura polska'/><category term='Literatura niemiecka'/><category term='Literatura hiszpańska'/><category term='Happy Go Lucky - Na poprawę humoru'/><category term='Literatura japońska'/><category term='Efemerydy i  Metamorfozy'/><category term='Literatura angielska'/><category term='Literatura norweska'/><category term='Literatura rosyjska'/><category term='Literatura szwedzka'/><category term='Powieść historyczna'/><category term='Literatura iberoamerykańska'/><category term='Literatura fińska'/><category term='Literatura klasyczna (Grecja-Rzym)'/><category term='Literatura rumuńska'/><category term='Literatura malezyjska'/><category term='USA'/><category term='Kryminał'/><category term='ebook'/><category term='Ulubione filmy'/><category term='Na marginesie'/><category term='Ulubieni reżyserzy'/><category term='Literatura żydowska'/><category term='Poezja'/><category term='Literatura faktu'/><category term='Literatura amerykańska'/><category term='Fantastyka'/><category term='Literatura włoska'/><category term='Literatura węgierska'/><category term='Literatura irlandzka'/><category term='Literatura turecka'/><category term='Powieść awanturnicza'/><category term='Literatura duńska'/><category term='Literatura australijska'/><category term='Literatura portugalska'/><category term='Muzyczne szlaki'/><category term='Kinoteka Anhellego'/><category term='Literatura francuska'/><category term='Malarze-Obrazy'/><category term='Literatura kanadyjska'/><category term='Literatura indyjska'/><title type='text'>Tam, gdzie mieszkają Wookies!</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><link rel='next' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default?start-index=101&amp;max-results=100'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>233</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-6491697055819073294</id><published>2012-01-24T14:07:00.000+01:00</published><updated>2012-01-24T14:07:54.135+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kinoteka Anhellego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>"The City of Ember" (Miasto Cienia) -- Jeanne DuPrau.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-3Zz-wD9l-Xk/Tx57RFDMVrI/AAAAAAAAOkA/sy9FIF_f-II/s1600/Stargirl.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" src="http://2.bp.blogspot.com/-3Zz-wD9l-Xk/Tx57RFDMVrI/AAAAAAAAOkA/sy9FIF_f-II/s320/Stargirl.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przeczytałam kiedyś bardzo mądre słowa, które na zawsze odmieniły moje życie. Nie przytoczę ich tu kropka w kropkę, ale postaram się wyrazić je najlepiej jak potrafię. Gotowi?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Nie ma takiej czarnej nocy, aby nie przebiła się przez nią odrobina światła.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Myślicie zapewne... &lt;b&gt;&lt;i&gt;Phi, też mi odkrycie&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, ale jest tak wyłącznie dlatego, że nie znacie dalszego ciągu mej myśli. Wątpienie bierze się bowiem z tego, że &lt;u&gt;od-uczono&lt;/u&gt; was wiary w moc sprawczą tego światła. Nazwijcie je jak chcecie. Jedni ubiorą je w szaty metafizyki, inni optymizmu, silnej woli skupionej na jakimś obiekcie, tak czy owak, światło zasadza się na waszej wierze weń, bo to umysł nadaje mu kształt. Zastanówcie się zatem przez chwilę, o ile częściej w waszym życiu pewność, że wszystko idzie lub pójdzie nie tak, jak trzeba jest silniejsza niż owe światło.... Uważacie, że zawodzi was umysł? Ha, właśnie w tym tkwi szkopuł. To wy oszukujecie samych siebie, czyż zatem nie dowodzi to, jak wielką moc ma wasz mózg? Pomyślcie nad tym, a gdy to już zrobicie, wsłuchajcie się w ciąg dalszy.....&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: #38761d;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Każda dobra myśl, pragnienie, nadzieja, ma tysiąckrotną przewagę nad mrokiem, w który sami się wpędzacie.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem doskonale, że tak jest, bo sama przez całe życie skupiałam się wyłącznie na tym, co we mnie i naokoło mnie.... było złe. W głębi serca pragnęłam odmiany, żeby moje życie było udane, ale jak na złość, stale przytrafiały mi się tylko te złe, smutne rzeczy. Uwierzyłam bowiem, tak samą siebie zaprogramowałam, aby widzieć świat wyłącznie w czarnych barwach, że jestem nic niewarta, że niczego w życiu nie osiągnę, że z jakiegoś powodu wszyscy mnie nie znoszą, etc. Czy może zatem dziwić, że stale się potykałam, zderzałam z ludźmi, że spadałam z deszczu pod rynnę, i że w końcu, przez swój wewnętrzny, utajony lęk, doprowadziłam swój organizm na skraj przepaści? Nie, bo wiara mojego umysłu w to, co przesłonięte cieniem była silniejsza niż w to, czego pragnęło moje serce. I tylko dlatego, światełko w tunelu stale było poza moim zasięgiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pamiętacie ten żart? &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Panie Boże, spraw, żebym wygrał na loterii, proszę, proszę, proszę"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Na co ów Pan odpowiedział w końcu podirytowany temuż człowieczkowi:&lt;i&gt; &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Dobrze, dam ci fortunę.... Ale najpierw, do jasnej ciasnej, kup ten cholerny los"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. W tym tkwi cała magia, moi drodzy. Jeśli chcecie ujrzeć światło, ażeby szczęście do was przylgnęło, wpierw sami musicie uwierzyć, że jesteście szczęśliwi, że wszystko czego wam trzeba już jest wasze, a gdy mocno w to uwierzycie, pokochacie, przytulicie do swych serc, ciesząc się jak dziecko.... że "to" już gdzieś tam jest i czeka na was, choć jeszcze nie wie o tym, że jest wasze (tak zaklinam los od dawna i zawsze się sprawdza), zanim się obejrzycie, wasze życie zacznie się zmieniać, bo nieważne jak czarna jest noc, światło zawsze się przez nią przebije; jeśli tylko w nie uwierzycie, jeśli tylko to ono wypełni wasze życie po brzegi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/a2hD0d7yQSY?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/a2hD0d7yQSY?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zrozumienie podstawowej rzeczy, że to nie pech się za nami ciągnie, lecz my sami generujemy w swym życiu nieszczęścia stale o nich myśląc, obawiając się jutra, mając o sobie zaniżone mniemanie, nie jest prostą sprawą. Jako iż przez kilkanaście lat cierpiałam na depresję, na ów Syndrom Smutnej Pani, wiem jakie uroki rozpaczy mogą popieścić drutem kolczastym ludzki umysł i ciało, wiem jak można nisko upaść wyłącznie na własne życzenie, wiem czym jest samotność, w którą sami się wpędzamy, alienując się od innych za "jej" sprawą i czym jest paranoja, która czyni ze świata (w naszych oczach) tak przeraźliwe miejsce do mieszkania, iż najlepiej nie wstawać rano z łóżka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale znam też, bo tego doświadczyłam, czegoś przeciwnego, co pozwoliło mi po raz pierwszy w życiu spojrzeć na całą swą przeszłość z nowej, jaśniejszej perspektywy. Przeznaczenie? A cóż to takiego? Gdy dzisiaj o tym myślę, widzę jakim koszmarem jest dla ludzi przekonanie, wpajane im z pokolenia na pokolenie, w różnej tradycji, że gdzieś tam wysoko (albo nisko, jakkolwiek by na to patrzeć) istnieje jakaś św. księga czy zwój magiczny, na którym wiecznym piórem spisane są nasze dzieje od poczęcia, aż po zgon. Wiara w to, choć może się niektórym wydawać piękna (zwłaszcza gdy ich życie raczej obfituje w pomyślność) dla większości ludzi jest klinem, który nie pozwala im w żaden sposób ruszyć się z miejsca, aby coś zmienić. Jeśli są biedni, schorowani, nikt ich nie kocha, powtarzają sobie jak mantrę, aż w końcu zaczynają w to wierzyć (bo właśnie taką moc mają nasze myśli), że najwidoczniej taki ich los i na nic więcej nie zasługują. A to błąd, to nie tak, nigdy tak nie było i nie będzie. Nie ma żadnego zwoju losu, ani nici, która miałaby zostać o danej porze i miejscu przecięta, jesteście tylko Wy i wasze nieskończone możliwości, wasze dobre i złe uczucia oraz decyzje. To Wy kształtujecie swoje życie, na własne podobieństwo, to od was -- i od nikogo innego zależy -- czy życie to będzie się wiodło dobrze, czy źle. Pamiętajcie, że choć Rockefeller zaczynał od czyścibuta, już wtedy "wiedział" kim się stanie i trzymał się tej myśli jak liny; jeśli i wy się jej złapiecie, ujrzycie w swoim życiu cuda, dziwne zbiegi okoliczności, inspirujące myśli, miejcie tylko odwagę uwierzyć w siebie i gdy nadejdzie odpowiedni moment, skorzystajcie z okazji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-xXUsjMKxHBs/Tx6Fb5DANzI/AAAAAAAAOkM/L2hdBXAHMdY/s1600/9780375922749.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-xXUsjMKxHBs/Tx6Fb5DANzI/AAAAAAAAOkM/L2hdBXAHMdY/s320/9780375922749.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka pani &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.jeanneduprau.com/index.shtml" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Jeanne DuPrau&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, natchnęła mnie swego czasu do głębokich przemyśleń. To jedna z tych powieści, które choć tworzone z myślą o młodych ludziach, działają na każdego, bez względu na wiek i płeć, jeśli tylko pozwoli się ponieść jej czarowi. Samo wyobrażenie, że gdzieś głęboko pod ziemią, od nie wiadomo jak dawna, istnieje ukryte miasto, w którym, stłoczeni jak śliwki w kompocie, żyją ludzie pozbawieni światła słonecznego, przekonani niezbicie, że poza ich kurczącą się cywilizacją nie ma już nic więcej, że zostali sami a wszędzie tylko mrok, jako żywo przypomina mi nasz obecny świat.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ludzie, których nazywacie "władnymi", politycy i inni przywódcy, podsycają w was wizje rodem z koszmarów; jeszcze inni zasypują stertą śmieci, z których jedyny pożytek jest taki, że wierząc w nie, tracicie bezpieczny grunt pod stopami. Jedyne o czym wówczas myślicie to, o: nieszczęściach, spiskach, nikczemnościach, bólu; całe wasze życie zaczyna wytyczać jeden, przeraźliwy kalendarz strachu. Tego nigdy nie potrafiłam pojąć. Rzecz zdumiewająca, że choć sama na ten czas mogę powiedzieć, że zarzuciłam wiarę w dawne dogmaty, to jednak moje życie, nagle, stało się piękniejsze, pełne spokoju i nadziei. Nie twierdzę, że jest idealne, jeszcze troszkę mi brakuje, ale.... Widzę jak na dłoni ten "strach", w którym Oni - Was trzymają, w którym, jak w kokonie, sama żyłam przez dekady i jest mi tak przeraźliwie żal, że nie mogę was pociągnąć ku sobie, abyście i wy stanęli na szczycie świata patrząc prosto w słońce, abyście i wy ujrzeli spadające gwiazdy z nieba, tę czarowną melodię wszechświata, którą wysyła ku mnie, bo nauczyłam się "słyszeć" jego wołanie. Nauczyłam się "widzieć" i uczę się "czuć", przez co widzę jak piękni, pełni mocy i miłości jesteśmy, jak niewiele nam brakuje do wyzwolenia, doskonałości, jak wielki potencjał nosimy w sobie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tymczasem żyjecie jak ci ludzie z miasta Ember, głęboko zakopani w swoim smutku, strachu, negacji, paranoi, żyjecie namiastką życia, odmawiając samym sobie szczęścia, wierzycie bowiem złudnie, że wasze szczęście zależy od kogoś innego; od zarobionych pieniędzy, od szczytów kariery, od tego wszystkiego, co samo przyjdzie do was jak przyciągnięte magnesem, jeśli tylko uwierzycie, że możecie i tego właśnie pragniecie, bo nie ma rzeczy niemożliwych.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Chcecie przykładów? Dam wam bardzo prozaiczny, bo zapewne wielu z was myśli sobie w tej chwili, że szczęście wewnętrzne to i owszem, ale nie żeby nagle manna zaczęła z nieba spadać. Mój pape ponad czterdzieści lat temu, przez własną głupotę, stracił prawo jazdy. Pędził wówczas szalone życie, w głowie mu były wyłącznie kobiety, imprezki i przede wszystkim jego.... motocykl. Któregoś dnia jadąc z takowej imprezki nadział się na patrol. Dojrzał go wcześnie, więc zszedł przed zakrętem z motoru i udawał, że go prowadzi. Mieszkał w małej mieścinie, znał tego milicjanta a on jego, ale idąc doń przeczuwał, że chyba tym razem "wpadł po uszy". I co się stało? Milicjant rzeczywiście był miły, ale rzekomy kolega, który jechał z pape na tym motorze, zaczął pleść jak najęty trzy po trzy i wydało się, że jadą z imprezy, pan-władza poczuł alkohol, potem okazało się, że pape nie wziął ze sobą prawa jazdy, wiecie jak to jest...&amp;nbsp; Z deszczu, pod rynnę.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-u0kAYKYtt5U/Tx6JrQTYTZI/AAAAAAAAOkY/tG0OZ7G56nY/s1600/aquarium_by_mezamero.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-u0kAYKYtt5U/Tx6JrQTYTZI/AAAAAAAAOkY/tG0OZ7G56nY/s400/aquarium_by_mezamero.jpg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Milicjant miał jednak serce i gdy następnego dnia pape stawił się na posterunku z dowodem, władza zabrała mu go zaledwie na kilka miesięcy, tylko po to, aby nie musiał zdawać kolejny raz egzaminu. Takie przepisy, ale i dobra wola człowieka. Niestety mój pape był wówczas strasznym lekkoduchem. W międzyczasie przeprowadził się na południe kraju i jak powiedział mi przed rokiem, nie chciało mu się wracać do rodzinnego miasteczka. Macie pojęcie? Olał (brzydko mówiąc) prawo jazdy, a miał zarówno na samochód jak i na motor. Dla porównania chyba każdy z was słyszał jak dzisiaj trudno je zdobyć...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Minęło &lt;u&gt;czterdzieści lat&lt;/u&gt;. W międzyczasie doznał rozległego udaru. Już kiedyś pisałam wam o tym, że skazywano go na wózek, lecz zawziął się i wnet zaczął biegać; inni nie mieli tyle szczęścia, choć mieli górę pieniędzy, skończyli jak warzywa (były lata 80'). Czym różnił się od nich mój pape? Wredna mamuśka przylazła doń do szpitala i z jadem powiedziała mu: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Ha, widzisz? Już nigdy nie wstaniesz z tego łóżka&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Nie mówiła tego przekornie, był czas że wręcz kłóciła się z personelem szpitala, aby nie wypuszczali go do domu. Koffana żonka, czyż nie? Wtedy to pomyślał sobie: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Zobaczysz, wstanę i się z tobą rozwiodę&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Po paru miesiącach zaczął biegać po parku i wyrzucił laskę do śmietnika. Już wtedy przeczuwał, że nie był to zwykły "zbieg okoliczności". Tak zaczęła się cała seria dziwnych "trafów" w jego i moim życiu. Ale wracając do sedna....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dokładnie rok temu, zaczął nagle, z dnia na dzień, mówić że jaka szkoda, że nie ma prawa jazdy, że tak bardzo chciałby choćby z rok pojeździć sobie samochodem. I nagle coś go tknęło. Wbrew wszelkiej logice, napisał do urzędu miejskiego w dawnym miasteczku z zapytaniem: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Czy mają tam jeszcze jego prawo jazdy? &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;Dosłownie na drugi dzień przyszła odpowiedź, że tak, mają. Ale wiecie co jest w tym zaskakujące? To, że chociaż o nic w pierwszym mailu (słownie) nie poprosił, obiecali mu przysłać je do urzędu miasta na południe, gdzie akurat mieszkaliśmy, tak iżby tylko sobie po nie poszedł i odebrał. Pape zbaraniał z zaskoczenia. Po czterdziestu latach.... Nie obchodziło ich w ogóle, czy jest zdrowy, w jaki sposób je stracił, nie było mowy o żadnym egzaminie, nic.... Dwa tyg. później udał się do UM po odbiór. Ale to jeszcze nic.... Okazało się, że chciano mu wręczyć tylko prawo jazdy na samochód, a on przecież miał także i na motor. Logika nakazywałaby nie przeginać i cieszyć się tym, co ma, no bo i tak nie wsiądzie już na motor. Ale nie... Pape poszedł w zaparte. Przepraszając go najmocniej przysłali mu potem kompletne prawo jazdy do domu. Cóż jednak z tego, że je otrzymał, skoro nie mieliśmy kasy na kupno samochodu. Tuż po otrzymaniu prawka, pape natknął się przez przypadek na wymarzonego Forda na placu przed sklepem i bach, kupił go za niecałe&amp;nbsp; 2000 zł. Resztę latem zeszłego roku, opisywałam na blogu. Nadal myślicie, że jedyne co jest w waszym zasięgu to tylko szczęście duchowe? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/xrbDS1UX8p4?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/xrbDS1UX8p4?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli przyjrzycie się w spokoju temu, co obecnie zaprząta uwagę wszystkich -- trudno nie nadziać się na wieści ze świata, jak i z naszego własnego podwórka -- być może dostrzeżecie, że żyjecie pod wielkim szklanym kloszem. To, co wartościowe, zostało tak skutecznie przed wami zamaskowane, iż żeby do tego dotrzeć, myślicie sobie, wpierw musielibyście rozbić głową ów niewidzialny mur. Pod kopułą tego dziwnego świata pewni ludzie, maluczcy w sumie, gdyż esencją ich życia jest wszystko to, co negatywne (tak mocno wierzą w opary absurdu, iż narzucają go bezimiennym masom), tkwią wygodnie umoszczeni w samym sercu, jak tłusty pająk w sieci, pławiąc się w pozorach kontroli. Myślą, że jak zamkną ludziom plac zabaw, to ludzie przestaną się bawić. Jak zniszczą im zabawki, to ludzie utracą pamięć dziecięcych lat a gdy uwierzą, że wszędzie poza szklanym kloszem tylko pomór i zagłada, z pewnością będą drżeli nawet w snach. Wiecie co? Ja już się nie lękam snów, bo nauczyłam się w nich budować mosty ponad rzeką paradoksów, nauczyłam się latać, choć na co dzień wszyscy mi mówią, że "świata zmienić się nie da". &lt;b&gt;;)&lt;/b&gt; Może i nie da się zmienić w pojedynkę.... Ale to, że światem targają wojny, nieszczęścia, ból i cierpienie, jest tworem nas samych, bo tak się bojąc, iż to się stanie, sami to do siebie ściągamy. Wszechświatem rządzą naprawdę proste prawa, choć niewzruszone, jeśli stale się o czymś myśli, bez znaczenia jest czy tego pragniecie czy wręcz przeciwnie. Strach lgnie do strachu, złość do złości, itd. Czy naprawdę muszę tłumaczyć, o czym trzeba myśleć, żeby nastały lepsze dni?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-QrPpWjeNMm4/Tx6ZiUe6pgI/AAAAAAAAOkk/RlvK4ClsnPU/s1600/cityofember4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://4.bp.blogspot.com/-QrPpWjeNMm4/Tx6ZiUe6pgI/AAAAAAAAOkk/RlvK4ClsnPU/s400/cityofember4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdzieś ponad tym wszystkim, w każdym z nas, tak jak w głównych bohaterach filmu &lt;b&gt;&lt;a href="http://nathan.filmaster.pl/artykul/swiatelko-w-tunelu-czyli-city-of-ember/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"The City of Ember"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, płonie iskierka nadziei, że nie musi tak być, że nie zawsze tak było, że gdzieś, dawno temu, zgubiliśmy po drodze prawdziwe rozumienie naszego istnienia, i choć przez tysiąclecia, pojawiali się w naszym świecie ludzie, którzy znali na to odpowiedź, my -- nie mogliśmy lub nie chcieliśmy ich słuchać. &lt;u&gt;Nauczono nas bać się&lt;/u&gt;. Każdego oddechu, każdego słowa, każdej myśli niezgodnej z odgórnie przyjętym kanonem. To właśnie po to dano nam święte zwoje, ale ci, którzy je dla nas tłumaczyli, to właśnie ci sami, którzy karmią się naszym strachem. Gdybym miała ich do czegoś przyrównać, pierwsze moje skojarzenie zawiodłoby mnie do świata przyrody.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mrówki są bardzo pracowitymi stworzeniami, ich światem rządzi lojalność względem wspólnoty, ale w chęci swej dominacji są tak przebiegłe, iż wykorzystują gatunki innych owadów, aby ich karmiły. Bywa tak, że gdy już podtuczą swoją trzódkę, składają w jej ciele jajeczka, tak by ich młode, mogły się żywić nieszczęsnym, nie mogącym nic na to poradzić, stworzeniem. My, ludzie, podobnie czynimy z trzodą chlewną. Zaś nas -- ogół -- pasą "Pasterze". Ludzie rzekomo światli i wszechpotężni, w istocie przykurcze ewolucji, którzy choć posiadają miliony, do dzisiaj nie znajdują szczęścia albo pojmują je na opak. Są ślepi i głusi, ale jedna cecha ich charakteru dominuje, pozwala im się panoszyć. Wyczuwają -- gdyż sami go produkują -- Wasz strach. Sycą się nim, dzięki niemu podtrzymują w sobie przekonanie, że są od Was lepsi, mądrzejsi, potężniejsi. W przyrodzie, moi drodzy Pasterze, czy tego chcecie czy nie, panuje odwieczna równowaga. Ani wy, ani nawet miliony innych bytów, nie są w stanie naruszyć tego Prawa. Skoro żywicie się strachem i negacją, tylko to i nic innego do was powróci. My zaś, ci którzy uczą się otwartości, miłości, współczucia i szczęścia, zawsze będziemy od was potężniejsi. Bo nie ma takiej czarnej nocy, aby nie przebiła się przez nią odrobina światła. &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VgzmZNMhStg/Tx6joDi94dI/AAAAAAAAOkw/xszU7YYUk4I/s1600/zdjecie.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-VgzmZNMhStg/Tx6joDi94dI/AAAAAAAAOkw/xszU7YYUk4I/s400/zdjecie.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;Wierzę gorąco, gdyż każda komórka  mnie powtarza mi to dzień w dzień, że pomiędzy tym jacy jesteśmy a  tym jakimi pragniemy być jest jedynie odległość między jednym punktem św&lt;span class="text_exposed_show"&gt;iatła  a drugim. Światłem jest nasza wolna jak ptak, myśl. Wiem jak trudno jest uwierzyć, gdy  nasze życie nie jest idealne, że może być lepiej, o wiele lepiej, ale  problem nie tkwi w "możliwości, potencjalności" tego aktu, ale w potędze  naszej myśli. Dlaczego niby część ludzi na świecie, która naprawdę w  coś wierzy, tak często doświadcza stanów uniesienia potwierdzających  (według nich) słuszność ich wiary? Ponieważ mocno w to wierzą i podobnie  jak z placebo to coś im się objawia. Co nie znaczy, że niewierzący tego  nie doświadczają....&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;Czy  marzyliście kiedykolwiek o czymś? Np. w dzieciństwie o jakiejś zabawce  albo wycieczce? Jeśli mocno wierzy się w siebie i w to czego pragniemy,  nie ma bata, żeby nasze życie nie zaczęło się w końcu układać. I w tym  tkwi owa "odległość / dy&lt;span class="text_exposed_show"&gt;stans" między  jednym punktem światła (myśli) a drugim. Pomiędzy tym wszystkim jest  tylko.... &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Wszechświat&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;; ale nie jako ogranicznik, ocean nie do  przebycia.... O nie. Czy słyszeliście kiedyś poszum radiowy? Chyba nie  sądziliście, że w kosmosie panuje cisza? A skoro my słyszymy  Wszechświat..? Resztę, dopiszcie sobie sami.... Pamiętajcie tylko, że Pasterze bywają źli i dobrzy. Ale bez względu na to ile latarni na drodze waszego życia rozbiją Ci pierwsi, drudzy -- zawsze w miejsce jednej, wzniosą tysiąc. Świat nie jest bowiem taki, jak wam go prezentują, ludzie nie są ani dobrzy, ani źli z natury, są po prostu.... wystraszeni i samotni. Z tych dwóch rzeczy rodzi się jeszcze większe cierpienie i tak bez końca, chyba że.... Ktoś wreszcie -- i oby były nas miliardy -- zacznie tworzyć świat od nowa, ubierając go w dawno zapomniane szaty miłości i pokoju, bo nie ma takiej ciemności, aby nie przebiła się przez nią odrobina światła. &lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4f1ea4cd78e810283314744"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4f1ea4cd78e810283314744"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/VJTAjonuAiU?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/VJTAjonuAiU?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;span class="commentBody" data-jsid="text"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="text_exposed_root text_exposed" id="id_4f1ea4cd78e810283314744"&gt;&lt;span class="text_exposed_show"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-6491697055819073294?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/6491697055819073294/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=6491697055819073294&amp;isPopup=true' title='Komentarze (12)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6491697055819073294'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6491697055819073294'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/city-of-ember-miasto-cienia-jeanne.html' title='&quot;The City of Ember&quot; (Miasto Cienia) -- Jeanne DuPrau.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-3Zz-wD9l-Xk/Tx57RFDMVrI/AAAAAAAAOkA/sy9FIF_f-II/s72-c/Stargirl.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>12</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-3494397824010782583</id><published>2012-01-19T12:55:00.000+01:00</published><updated>2012-01-19T12:55:07.593+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura polska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Poezja'/><title type='text'>"Morze u poetów" -- Zbigniew Jankowski. ....Duc in Altum.....</title><content type='html'>&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-X1nS7B3kGu0/TxbmfY9i3dI/AAAAAAAAOgM/h1EdIOjb17o/s1600/eb1l5v.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-X1nS7B3kGu0/TxbmfY9i3dI/AAAAAAAAOgM/h1EdIOjb17o/s400/eb1l5v.jpg" width="318" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sen sprzed dwóch dni nie daje mi spokoju. Wyzwolił we mnie niepokój i zaskoczenie, jak zawsze zresztą, kiedy zderzę się z symbolicznym aspektem mojej nieświadomości. Zupełnie jak gdyby wewnątrz mnie, gdzieś głęboko, za żelaznymi prętami odwiecznej klatki, spoczywała inna &lt;b&gt;&lt;i&gt;ja&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, jakby wiedziała więcej i chciała mnie przestrzec. Tylko przed czym? Przed kim? Nie wierzę, że sny przychodzą z zewnątrz. Sny są częścią nas samych, tyle że wypływają z krainy na wyższym poziomie naszej percepcji. Być może są fizycznym dowodem ukrytego wymiaru, uśpionymi genami, kodem zapisanym w nas przed nastaniem opowieści pt. Homo sapiens; być może kiedyś uda się nam aktywować tę część nas samych albo... ktoś nam w tym pomoże. (?)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie mogę pozbyć się uczucia, które towarzyszy mi od dzieciństwa, odkąd zaczęłam świadomie myśleć. A mianowicie, że powinnam się zbierać.... Coś każe mi &lt;u&gt;uciekać&lt;/u&gt;, stale mnie ostrzega, wskazuje w snach drogę, każe biec, skryć się, jakbym była pod czyimś bacznym okiem albo, jakby ktoś mnie szukał. Jakie to szczęście, że w snach, ten ktoś mnie nie dostrzega. Im częściej dopadają mnie takie przeczucia, tym częściej widzę oczami wyobraźni -- morze. Kiedyś się go lękałam, dzisiaj, ledwo o nim pomyślę, przychodzi uspokojenie. Zamykam więc oczy i słyszę, jak jego fale szepczą do mnie inwokację w prastarym języku, którego nikt już nie pamięta. Podobnie odczuwam, kiedy latem przechadzam się po lesie. Poszum wiatru kołysze mnie łagodnie, a gdy się skupię, słyszę swoje imię, to, którego nikt nie zna, to najdroższe, utajone, którym mnie przyzywa.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Czy wiatr może być przekaźnikiem dla naszego - Ja - tkwiącego głęboko? Czy głębia morska może dać schronienie, kiedy przymus bycia częścią materii, świata ludzi, przytłacza?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Nie macie pojęcia, jak duszę się żyjąc tu i teraz, jak mnie męczy udawanie, że bycie jednym z was mnie zadowala, jak niepojętym jest dla mnie to, co dla was tak zwyczajne. Zakładanie rodziny, budowanie domu, szukanie stabilizacji, dóbr i przyjemności; dla mnie największą przyjemnością byłoby, gdybym mogła zrzucić tę skórę i zamienić się w kroplę oceanu; albo przynajmniej być podmuchem wiatru, który raz łagodny, innym razem zdmuchnąłby z was całą tę wrodzoną pogardę dla tej ziemi. Czy naprawdę tego nie widzicie, że nie jesteście jej częścią i to stąd tak silna w was chęć dewastacji, karczowania i naginania do swojej woli? Czy tak trudno pojąć, że nie jesteście częścią odwiecznej "równowagi"?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-EZTtBBVNFBM/Txfu_-BSEJI/AAAAAAAAOhI/2mWT2BvBC9o/s1600/astral_cutout.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="171" src="http://2.bp.blogspot.com/-EZTtBBVNFBM/Txfu_-BSEJI/AAAAAAAAOhI/2mWT2BvBC9o/s400/astral_cutout.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedyś nie rozumiałam dlaczego mi się "to" przytrafia... Sny na jawie i nocą, odnoszące się do morza oraz związany z nim wysiłek, aby przetrwać, trud włożony w każde pociągnięcie za linę, pot z czoła i krew na dłoniach, kiedy twarda, szorstka, wrzynała się w skórę, a potem nagłe ukojenie, kiedy morze wyrzucało mnie na brzeg, całą i zdrową. Później jednak woda wkomponowała się w moją codzienność, pisałam kiedyś o tym (&lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/07/studnia-ponownych-narodzin.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;), nauczyłam się ją szanować i podziwiać. Dzisiaj traktuję ją jako ostatni bastion na tej planecie, której cywilizacji homo sapiens nie udało się jeszcze zbadać, tym bardziej, okiełznać. Chociaż wiemy tak wiele o swoim organizmie, morza i oceany zdają się dla nas zbyt rozległym terenem do badania, do szukania w nich odpowiedzi, ale czyż trudno się dziwić tej godnej pogardy bezmyślności, lenistwu, skoro mózg, który każdy nosi pod czerepem (choć w różnym stadium rozwoju) stanowi dla nas jeszcze większą &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;terra incognita&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;? Przykre, prawda? Do czego zmierzam?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trudno mi to ująć w słowa, ale przypomina mi się ów seans hipnozy, której poddałam się wiele lat temu na wycieczce z ciotką do Norwegii, niestety nie pamiętam już, w którym poście pisałam o tym. O ile nie ufam szarlatanom bawiącym się ludzką psychiką, o tyle rezultat tamtej sesji do dzisiaj mnie zastanawia. Ja i morze, daleka wyprawa morska sprzed wielu wieków... Czy to dlatego ilekroć przejeżdżam koło jakiegoś portu przechodzą mnie dreszcze? Ciągnie mnie zwłaszcza do doków, gdzie pracują wyłącznie marynarze, gdzie trwa załadunek. Słowo "spedycja" ciśnie mi się na usta ilekroć pomyślę o takiej pracy, widzę też oczami wyobraźni rosłych mężczyzn z papierosem w ustach i siłujących się w asyście przekleństw z jakimiś linami. Mam wrażenie, że kiedyś byłam jednym z nich... Widzę sceny, których w realu nigdy nie doświadczyłam. Nie potrafię tego wyjaśnić, ale morze wydaje mi się bliższe niż mój własny dom z dzieciństwa, niż las, który koffam, niż pape, niż ja sama... Strach bierze się tylko stąd, iż morze nieomal stało się moim grobem, ale czy może być, abym kiedyś, dawno temu, naprawdę w nim umarła? &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dEA0kibZ7Ns/Txb0Rd1hOZI/AAAAAAAAOgk/hdboZzwic5Y/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-dEA0kibZ7Ns/Txb0Rd1hOZI/AAAAAAAAOgk/hdboZzwic5Y/s320/3.jpg" width="207" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;No cóż... gdybanie... Książka, którą mam wam dzisiaj do zaprezentowania, została ubrana w szatę graficzną aż w 1977r. i od tego czasu "leżakowała" w miejskiej bibliotece. Od ponad trzydziestu lat nikt się nią nie zainteresował. Szok, ale... Pomyślałam sobie, być może morska tematyka wierszy nie jest niczyją ulubioną. Jak się domyślacie, biorąc ją do ręki aż zapiszczałam z ekscytacji. Był bodajże czerwiec (ub.r.). Czułam ów wewnętrzny przymus zanurzenia się w morzu. Patrząc na wstrętne gęby ludzi wokoło, szukałam ratunku w ciszy i odosobnieniu. Szukałam ucieczki, choć wtedy jeszcze byłam pewna, że jedyna ucieczka jaka mnie spotka, to ta na drugą stronę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Morze u poetów"&lt;/b&gt; jest wspaniałym zbiorem wierszy -- różnych twórców -- na temat morza i około morza. Znajdziecie w tej zgrabnej antologii (o ile w ogóle uda się wam dostać tę książkę w bibliotece) wybrane wiersze takich autorów jak: Jarosław Iwaszkiewicz, Antoni Słonimski, Julian Przyboś, Mieczysław Jastrun, Adam Ważyk, Anna Świrszczyńska, Leon Szwed, Anna Kamieńska, Tadeusz Różewicz, Tadeusz Kubiak czy Wisława Szymborska; itd. Sednem całości jest zaś to, że autor -- pan &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.pisarze.pl/poezja/728-jankowski-zbigniew.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Zbigniew Jankowski&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; -- również poeta i eks-marynarz, starał się wyciągnąć od każdego z tychże i wielu innych, których nie wymieniłam poetów parę słów wyjaśnienia, co też każdy skwapliwie uczynił. [Dla ciekawych tego poety: &lt;b&gt;&lt;a href="http://gosc.pl/doc/808289.Milosc-nie-mija" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;link1&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;&lt;a href="http://polnord-oskar.tgw.com.pl/przyplyw.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;link2&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;]. Przed każdym zbiorem kilku wybranych wierszy o morzu, znajdziemy słowa wyjaśnienia, czy też wspomnień związanych z morzem tychże wybitnych literatów. Czytając je, z radością wprost odkrywałam, że w wielu aspektach nie różnią się one od moich własnych uczuć na temat morza, albo ujawniły mi coś czego nie potrafiłam dotąd wyartykułować. Niesamowite doświadczenie. Wspaniała antologia. Dlaczego czekałam tyle czasu, aby podzielić się z wami tą książką? Znowuż kłania się samo... morze, i jego zmienność.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Morze z wyspami się przemienia&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;W świat wysp przetkanych morzami, bo&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Już nie wiadomo, czego więcej,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Czy skał, czy fal, czy drzew, czy mew ---&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Każde się z nich rozrasta w stado.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Świat nasycony równowagą:&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Ostrowy z bujną wegetacją&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Obok bez jednej trawki są,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Morze grzywiaste w czas mistralu,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;W czas martwy jest zastygłą rtęcią"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; &lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;-- &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Jerzy_Zag%C3%B3rski" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Jerzy Zagórski&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (fragment wiersza "Królestwo ryb").&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-YfVQ7LpDw1A/Txb43R15qEI/AAAAAAAAOgw/xJzVMb5WFok/s1600/diver2-1920x1200.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="233" src="http://1.bp.blogspot.com/-YfVQ7LpDw1A/Txb43R15qEI/AAAAAAAAOgw/xJzVMb5WFok/s400/diver2-1920x1200.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i style="color: #3d85c6;"&gt;&lt;b&gt;"Morze jest zawsze pierwszym stopniem do transcendencji"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie na tym zasadza się cały sens jego istnienia. Jest przestrzenią rozległą i łagodną, to znowuż spienioną, drapieżną, ale jednakowo osobową, którą przez tysiąclecia ludzie personifikowali z bóstwem. Jest tajemnicą niezgłębioną, bo choć ufni w swoje nowoczesne sonary, pływamy po nim z buńczuczną miną, jakże często &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=vjubFHWu6U4&amp;amp;feature=g-all-u&amp;amp;context=G2b9122dFAAAAAAAAAAA" style="color: red;" target="_blank"&gt;zderzamy się ze skałami&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; lub osiadamy na mieliźnie, tak jakby morze chciało nas ukarać, za pychę. Z jednej  strony przyciąga do siebie, ale  przecież -- jakby się nad tym zastanowić -- nie jest stałe. To przecież nie woda jest owym magnesem, który porządkuje nasze dni. Pomimo że woda jest wszędzie, nawet w kosmosie, w odległych punktach  czaso-przestrzeni, to nie ona jest celem poszukiwań, co najwyżej jakąś bramą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy byłam mała, pape straszył mnie (oczywiście na swój sposób, w postaci żartu), że byłoby fajnie przepłynąć  wpław nad &lt;b&gt;&lt;a href="http://demotywatory.pl/1422992/Row-Marianski" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Rowem Marjańskim&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;  czy nad inną głębią, i o ile pamiętam, wtedy nie było dla mnie nic  gorszego do wyobrażenia. Dzisiaj czuję jak wyrywa się moje serce, aby  tam popłynąć, zanurkować, móc odkryć przyczynę mojego niepokoju i stawić  jej czoło, chociaż wiem, że to niemożliwe. Głębia działa na mnie tak samo jak Czarna Dziura w przestrzeni.... Jeden stopień dalej, na &lt;i&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=z-Puww1-SHA&amp;amp;feature=channel_video_title" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Zakazane Terytorium&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (&amp;lt;-- click)&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ebVJv3tZLuw/Txfyt-5jUqI/AAAAAAAAOhU/YgeyDuCWqAU/s1600/wieloryb.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-ebVJv3tZLuw/Txfyt-5jUqI/AAAAAAAAOhU/YgeyDuCWqAU/s400/wieloryb.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://milosc.info/wiersze/Mieczyslaw-Jastrun/Dom-nad-morzem.php" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; &lt;b&gt;&lt;a href="http://mapakultury.pl/art,pl,mapa-kultury,29937.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Jan Brzękowski&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, zdradził w w.w. antologii, że w młodości o mało a utonął by opodal wyspy Patmos, lecz z jakiegoś bliżej nieokreślonego powodu, nie czuł strachu. Być może po prostu nie miał świadomości, jak blisko był wówczas śmierci, tak jak ja, w dzieciństwie; ale gdy tak sobie nad tym myślę, dochodzę do wniosku, że pewniejszym powodem tego stanu jest to, że wszyscy nosimy w sobie wspomnienie życia płodowego, czyż nie unosiliśmy się wtedy w wielkim oceanie?? Teraz już nie dziwi mnie, że koffam ten prawdziwy a nawet, że mój wzrok tak łatwo kieruje się ku przestrzeni kosmicznej. &lt;b style="color: #3d85c6;"&gt;&lt;i&gt;Skoro wszystko płynie.... &lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Wielkie religie, wielkie idee tylko nad żywiołem mórz i oceanów mogły się narodzić. Tylko oceany i morza kojarzyły się z oceanem powietrza i z oceanami czarnej przestrzeni, w której płynęły Księżyc i Mleczne Drogi gwiazd"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -- Adam Ważyk (cytat z książki)&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;We mnie zarówno "strach", jak i "uwielbienie", kiedy myślę o morzu, są jednym. Podobnież jak poeta, wierzę, że nie trzeba koniecznie wznosić się do nieba, aby je poczuć, gdyż wszyscy żyjemy w kosmosie i &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=afq29uIqiiA&amp;amp;feature=channel_video_title" style="color: red;" target="_blank"&gt;kosmos jest w nas&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (&amp;lt;-- click). Nasze wartości, przekonania czy zwyczaje zdają się kotwicą, ale bywa i tak, że nie pragniemy się zatrzymywać w wędrówce; tak jest ze mną. Jak bym sama była brzegiem siebie i obszaru, nad którym stoję, jakbym sama była własnym progiem, którego przekroczyć mi nie wolno, słowa te przytaczam za &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.agawa-wydawnictwo.pl/autorzy.php?id=82" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Zbigniewem Bieńkowskim&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, ale właśnie przez to, że nie wolno, tak bardzo pragnę zanurzyć się cała w odmętach morskich, stać się ich częścią. Uciec czy raczej &lt;u&gt;powrócić&lt;/u&gt; do stanu pierwotnego, tam, gdzie wszystko się zaczęło... O takim stanie ducha naprawdę trudno się pisze, podobnież jest ze snami. Kiedy zaczynamy ubierać je w słowa, przestają być snami, czyż nie? Człowiek, który rodzi się, spada w marzenie, jak wpada do morza.... Trzeba więc iść za marzeniem i znowu iść za marzeniem -- i tak &lt;i&gt;ewig -- usque ad finem&lt;/i&gt;, aby: &lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"(...) Przemierzyć wszystkie wody, aby odnaleźć moją kołyskę, w której mała muszla przemówi szumem wszystkich mórz i oceanów" &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;-- &lt;span style="color: black;"&gt;Leon Szwed (frag. wiersza "Morze czwarte").&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Ponieważ....&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-NRaeSuD4RdM/TxcBpCXtYUI/AAAAAAAAOg8/LwPS8WZEERI/s1600/aqworld.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="308" src="http://1.bp.blogspot.com/-NRaeSuD4RdM/TxcBpCXtYUI/AAAAAAAAOg8/LwPS8WZEERI/s400/aqworld.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Sól jest we krwi i w morzu, kość jest wapienną skałą,&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Więźniem mojego serca jest ręki mej gest.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Chcę gorzkiej, ale prawdziwej wiedzy o tym, co jest,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Gdy wiele z tego, czym byłem, nigdy nie istniało"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;-- Mieczysław Jastrun (fragm. wiersza "Rozmowa z morzem").&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&amp;nbsp;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/zBNCd8zWSKg?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/zBNCd8zWSKg?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Morze (lub ocean) stanowi większą część tej planety a mimo to ludziom wciąż się wydaje, że są jej panami. Toczą boje na słowa i pociski, knują i upadlają siebie nawzajem, podczas gdy jeden krok dalej, zaczyna się przestrzeń, którą najwięksi poeci i filozofowie określali &lt;u&gt;&lt;i&gt;przejściem do innego wymiaru&lt;/i&gt;&lt;/u&gt;. Na wykresach mądrzy naukowcy przedstawią dzisiaj przekrój przez cały glob, ale prawda jest taka, że wiedzą o -- rzekomo -- własnym domu mniej niż o brudzie za swoimi uszami. Więc żrą i wydalają, produkują swoje kopie w paroksyzmach stęków i jęków a czas płynie, jak rzeka, wprost do wielkiego oceanu, który każdego roku podnosi swój pułap. Co rusz zalewa ich domy, ale im wciąż się zdaje, że żyjąc na małym skrawku, wyplutej przez morze ziemi, są bezpieczni. Nie zawsze tak było....&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Dawno temu, o czym nie pamiętacie, niemal całą ziemię przykrywała woda. Jestem pewna, że któregoś dnia upomni się ona o swoją część, zabierze to, co się jej słusznie należy. W morzu tkwi bowiem pierwsza przyczyna i największa zagadka, także o nas samych, na razie czeka, w uśpieniu, jak w klatce, ale wierzcie mi lub nie, czuję każdym zmysłem, jak pręty tej klatki powoli się wyginają, słyszę ciche zawodzenie jej mieszkańców, dałabym wszystko, aby pomóc im się wydostać na zewnątrz. Wy też byście ich usłyszeli, ale większość z was patrzy w inną stronę i nie słyszy niczego, bo nie ma odwagi czy rozumu, aby zadać odpowiednie pytania. Tylko poeci, bajarze w szantach i filozofowie z czasów Talesa czy Pitagorasa, potrafili zanurzyć się w pra-oceanie i pojęli, że problem naszej egzystencji nie tkwi w tym, że "jesteśmy sami", wręcz przeciwnie... &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;Nigdy nie byliśmy sami&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, jesteśmy po prostu bardzo młodzi a żeby biec, wpierw trzeba nauczyć się chodzić.&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/D7nIn39MXgc?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/D7nIn39MXgc?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-3494397824010782583?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/3494397824010782583/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=3494397824010782583&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3494397824010782583'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3494397824010782583'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/morze-u-poetow-zbigniew-jankowski-duc.html' title='&quot;Morze u poetów&quot; -- Zbigniew Jankowski. ....Duc in Altum.....'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-X1nS7B3kGu0/TxbmfY9i3dI/AAAAAAAAOgM/h1EdIOjb17o/s72-c/eb1l5v.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-2063927715142478809</id><published>2012-01-14T23:42:00.001+01:00</published><updated>2012-01-14T23:43:48.943+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ulubione filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Happy Go Lucky - Na poprawę humoru'/><title type='text'>Sarah Silverman -- Aby jednym słowem podpalić cały świat.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-jq4GY1Uh4KY/TxHdGpTBR5I/AAAAAAAAOew/g6ACOxVLKUE/s1600/AVATAR_1.gif" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="312" src="http://3.bp.blogspot.com/-jq4GY1Uh4KY/TxHdGpTBR5I/AAAAAAAAOew/g6ACOxVLKUE/s320/AVATAR_1.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Obudziłam się dzisiaj w paskudnym nastroju. Nie żeby złapał mnie SSP*, po prostu miałam ochotę komuś nakopać. Nie wiem... Może znacie to uczucie, kiedy ani podwójna dawka magnezu, ani kubek gorącej czekolady, ani ulubiony kawałek w radio... nie działa. No po prostu nie działa, ma się ochotę cisnąć glanem przez okno, dyndając spokojnie na to, że okno zamknięte na cztery spusty. I ten śnieg... Czy prosił kto o niego? W końcu nie po to wyemigrowałam na północ kraju, ażeby za oknem, w mym cudownym, choć zdechłym różanym ogrodzie, piętrzyły się Himalaje. W dodatku im więcej myślę o mojej niedawnej wycieczce i im dłużej z tej perspektywy przyglądam się gnojowisku, w którym żyję, bo inaczej tego nazwać się nie da, tylko doły, wieczne gęganie i sranie wokół ogona głupiego ludu, zupełnie jak w cud-miód PRL-u, tym coraz bardziej się ze mnie kopci. Ano tak, bo coraz większa we mnie rośnie ochota aby się urżnąć najtańszego bimbru, popalając jointa. Aż mnie skręca żeby komuś dowalić, tyle że za zimno, aby dupę z chaty wychylić, jeszcze mi życie nie zbrzydło. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem wściekła tak bez powodu i z powodu tego, że tylko ja jedna zdaje się mieć ochotę coś rozp($%^&amp;amp;) ale jak na ironię nie mam do tego możliwości. Chcąc więc przetrwać jakoś tę moją przedmiesiączkową histerię, nie czyniąc przy tym w okolicy spustoszenia, wpadłam na pomysł aby w ramach &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"wentylu bezpieczeństwa"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; napisać parę słów o jednej z moich ulubionych amerykańskich komediantek, performerek występujących solo. Tak, tak, koffani.... W Stanach, bez względu na to czy wam się to uśmiecha czy nie, ludzie doświadczają prawdziwego kabaretu. W Polsce wystarczy pierdnąć a ludzie padają jak śledzie, nie mając nawet pojęcia, że śmieją się sami z siebie; śmiech ten jest podszyty żałością, rozpaczą, bo kiedy wracacie z kabaretów do domu, jedyne co możecie stwierdzić na marginesie, że kompletnie nic nie pamiętacie. Mózgi wyprane, dosłownie, jak i portfele, rundka z browarem zaliczona, poducha czy materac -- w zależności od przeżytych wspólnie lat -- wytarmoszony przy tanim pornosie ściągniętym z netu, i w s i o ... &lt;b style="color: red;"&gt;&lt;i&gt;Viva, la Pologne&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-H0uBpAOToTY/TxHhwVWQmFI/AAAAAAAAOe8/cZ20jJBMzYE/s1600/sarahsilvzm81.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-H0uBpAOToTY/TxHhwVWQmFI/AAAAAAAAOe8/cZ20jJBMzYE/s400/sarahsilvzm81.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Słowa &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ZpkT7zfgH24" style="color: #cc0000;" target="_blank"&gt;pewnej piosenki&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, tak przeraźliwie, so true...&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z &lt;b style="color: red;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8dNT414b5GM&amp;amp;list=PLA8FCCD9B0D600104&amp;amp;index=35&amp;amp;feature=plpp_video" target="_blank"&gt;"twórczością"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; Sary zapoznałam się jakiś czas temu, jeszcze na studiach, ale apogeum przypadło dwa lata temu. Po raz nie wiem który muszę rzec, że ona i ja, mamy ze sobą parę wspólnych cech, czy też życiowych doświadczeń. Uprzedzając domysły, nie mam na myśli gry w kabarecie, jedynie pewne szczegóły z życiorysu (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=wgd6GHxRfNQ&amp;amp;list=PLA8FCCD9B0D600104&amp;amp;index=27&amp;amp;feature=plpp_video" style="color: #cc0000;" target="_blank"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; -- biografia w filmowym skrócie), które -- kiedy na nią patrzę -- zdają mi się podobne. Kluczem jednak do zrozumienia tej dziwnej relacji jest to, że jesteśmy w istocie całkowicie od siebie różne. Wiem, że to poplątane, ale podobnie jak z pewną znajomą ze studiów, która de facto również bawiła się w kabaret, przeszłyśmy swego czasu podobny rozgardiasz emocjonalny. Sarah miała o tyle szczęście, że otaczała ją koffająca rodzina, ja byłam sama. Nie próbuję się usprawiedliwiać, o co to, to nie. Kiedy kąsam, kąsam jak najbardziej świadomie. Wciąż jednak daleko mi do tej swobody,&amp;nbsp; którą ma Sarah. Ona jest lekiem na całe zło, jakie tzw. "poprawność polityczna" wyrządziła Ameryce i czyni także z naszym "poletkiem". Gdyby tylko społeczeństwo tego kraju otworzyło oczy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oskarża się ją o rasizm, okrucieństwo a równie często o małostkowość i naiwność. Tymczasem nie dostrzegłam u niej ani cienia tych cech. Po prostu Sarah przeciera swoim słowem-żartem zabrudzone do granic możliwości partie konwenansów, czyniąc rzeczywistość bardziej klarowną, bez udawania, markowania, małpowania i pieszczenia się; usiłuje to krzywe zwierciadło swojego kraju ustawić z powrotem pod właściwym kątem. A nie jest to łatwe... Ilekroć bowiem spróbuje się powiedzieć ludziom: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Hej, wasz system jest do bani, coś w nim kuleje, zgrywacie porządnych obywateli, ale jedyne co u was działa to: śmierć&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-utkniE32YE&amp;amp;list=PLA8FCCD9B0D600104&amp;amp;index=25&amp;amp;feature=plpp_video" style="color: red;" target="_blank"&gt;polecam filmik&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;) &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;i podatki&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt; -- tylekroć "kończy się wasza kariera".&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ILRkLzDYfUs/TxHpp22vfoI/AAAAAAAAOfI/oqcE3RMitCA/s1600/Sarah_Silverman_6.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ILRkLzDYfUs/TxHpp22vfoI/AAAAAAAAOfI/oqcE3RMitCA/s320/Sarah_Silverman_6.jpg" width="238" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejną ważną zaletą Sary jest to, że potrafi na głos mówić o rzeczach, które nam -- kobietom -- w dzisiejszym świecie, bez względu na tzw. "zakłamany stopień wyzwolenia" nie przystoi mówić. A więc... Nie wolno nam mówić, jak jest nam dobrze lub niedobrze i nie chodzi mi o seks oralny czy analny, ale o najprostsze rzeczy, jak np. że zbiera się nam na rzygi na widok buraczanych-rudych mord polityków, które szczerzą się jadem z zawidzianych w przelocie w supermarkecie ekranów plazmówek; albo że dynda nam co sobie pomyślą sąsiedzi na wieść że tuż przed lub po 30-ce jeszcze nie mamy chopa na stałe, albo że nie-święcimy jajek, bo wbrew obiegowej opinii, nie każdemu jajka kojarzą się z kurą, skoro nie jada drobiu a w domu trzyma jedynie psa o_O&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niektórych pewnie to zdziwi, ale jak dla mnie nie ma w tym żadnej pozy. Miałam pecha wychować się w domu, w którym nawet słowo "dupa" nie było mile widziane. Filmy o nieco pikantniejszym poczuciu humoru zawsze lądowały na cenzurowanym, znajomi o nieodpowiednim tonie czy wymowie, lądowali zwykle na śmietniku. Nauczyłam się pogardzać wszystkim co zdrożne, przez co do dzisiaj skręca mnie dosłownie, gdy biorę do ręki książkę, w której autor sobie używa. Nie twierdzę jednak, że w książkach winny być wulgaryzmy, chodzi mi o to, że mnie osobiście wychowano w bardzo, ale to bardzo sterylnym środowisku, przez co moje "moralne" oceny różnych dziedzin mogą być nie raz przesadzone, najczęściej zaś capią Domestosem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-BkubTYC8dRc/TxH0FA-eQgI/AAAAAAAAOfU/_t9I1To_HYQ/s1600/120.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-BkubTYC8dRc/TxH0FA-eQgI/AAAAAAAAOfU/_t9I1To_HYQ/s400/120.jpg" width="321" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od kilku lat, walcząc z tym purytanizmem w sobie, wyłącznie dla równowagi, zasłuchuje się w skeczach Sary, ale nie tylko, i wiecie co? Pomaga. W takich momentach jak ten dzisiaj, kiedy ledwo wstałam z łóżka miałam ochotę rozpierdolić pół świata na cztery, równe połówki a potem po kolei przemielić je w Czarnej Dziurze, chociaż na chwilę popuszczam pary. Krytycy Sary -- a ma ich wielu w Stanach -- mogą zarzucać jej co chcą, ale czynią tak wyłącznie dlatego, że zderzają się z jej argumentami, które nie są wyssane z palca. Nie są wszak aniołkami chociaż zgrywają coś przeciwnego; Sarah mówi im o ich chamstwie podszytym &lt;i&gt;&lt;b&gt;political correctness&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, mówi im o braku uczuć i przyzwoleniu na wchodzenie pewnych grup w dupę innym, bo tak akurat widzi się władzy; jest w stanie powiedzieć do słuchu zarówno tym, którzy negują Holocaust jak i samym Żydom, którzy pomimo iż pieją o odszkodowania za śmierć krewnych w IIWŚ, to jednak nie przeszkadza im, że jeżdżą Mercem czy BMV... Nie unika nawet tematów religijnych, ale nie po to, aby dokopać komukolwiek bo sama pochodzi z mieszanego związku: żydowsko-katolickiego X,D (skąd ja znam ten burdel?), ale właśnie po to, aby pod płaszczem moralności, odmienności, wzajemnego poszanowania, nie kopać poszanowania do wolności tych, którzy w tym cyrku brać udziału nie chcą.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/b-_gtgBPQGo?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/b-_gtgBPQGo?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świat, w którym żyjemy jest porąbanym miejscem, czasami tak go nienawidzę, że aż przykro. Ale im większy jest nasz stopień zdenerwowania, tym większa wina tych, którzy ów stan sztucznie podkręcają. Nie dajcie się zatem zwieść, ani pustym głowom po drugiej stronie ekranu, ani tym na ambonach, nie wierzcie w teorie spiskowe ani w UFO, które ma baze w księżycu i wkrótce nas wysadzi w powietrze jak w Star Wars -- chyba że wszyscy wokół was zaczną zdychać jak muchy, wtedy będziecie mieli potwierdzenie -- &lt;b style="color: purple;"&gt;Yes, indeed, this fucking World Ends&lt;/b&gt;; nie wierzcie strachom, kryzysom i inszym pitu-pitu, które tworzą jajogłowi wyłącznie po to, abyście rano bali się wyjść z domu; nie bójcie się w końcu mówić na głos, że coś jest do bani, że macie ich gdzieś, że rozpierdzielicie ten kram, zamiast przepraszać ze wstydem, że unieśliście się gniewem ("za przeproszeniem"). Nie bójcie się krzyczeć i wychodzić na ulice, nie bójcie się mówić chamskim ludziom prosto w twarz, że nimi gardzicie; nie zasłaniajcie oczu kiedy dzieje się źle, ale zakasujcie rękawy, bo wierzcie mi, tam gdzie żyjecie może być już tylko gorzej. Chyba że sami coś zmienicie... Nie bójcie się mówić że kochacie, nawet jeśli koffacie na opak; nie bójcie się domagać kary, chociaż zaklejają wam usta i każą iść w marszach milczenia. Kiedy rano wstaniecie z totalnym kurwiszonem na łbie i w środku, nie bójcie się coś zniszczyć, choćby to był ulubiony kubek po kawie albo proteza babci, bo jak długo żyjecie w tym popieprzonym świecie, gdzie każe się wam "łagodnieć" podczas gdy władni dymają wszystko co się rusza, ledwo się coś schyli; tak długo w tym bagnie nigdy się nic nie zmieni. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-mv7YBbW0tS0/TxH1x0C4_2I/AAAAAAAAOfg/ynuYiXIrAh8/s1600/sarahsilverman.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-mv7YBbW0tS0/TxH1x0C4_2I/AAAAAAAAOfg/ynuYiXIrAh8/s320/sarahsilverman.jpg" width="201" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Chciałabym powiedzieć, że po napisaniu tego postu choć trochę mi ulżyło, ale nie zamierzam nikogo &lt;u&gt;zwodzić&lt;/u&gt;. Połykajcie więcej pigułek, które wam polecają w reklamach a zobaczymy czyja potencja padnie na ryj do następnych świąt. Jestem tak samo wściekła jak byłam rano, ale wiem już, że problem tkwi we mnie a nie w tym, że żyję na buraczanym polu. Może jak zacznę na stałe pisać od prawej do lewej, jeśli przestanę być tak przeraźliwie wstrzemięźliwa, jeśli nauczę się mówić głośno i wyraźnie, zamiast co rusz kasować własne, pod wpływem emocji wyrzucone słowa, nie będę budzić się rano ze zgrzytem emocjonalnym na końcu języka? Wierzcie mi, gdyby wściekłość mogła wyzwolić orgazm z pewnością osiągnęłabym go w jednej minucie pięć razy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że gdy próbuję ukoić swój wewn. gniew poczuciem humoru Sary -- &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=WeaPKuiyPK0&amp;amp;list=PLA8FCCD9B0D600104&amp;amp;index=34&amp;amp;feature=plpp_video" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;TUTAJ&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; macie próbkę -- niemal non stop widzę przed oczami pewien film z dziecięcych lat, nazywał się: &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Moja+dziewczyna-1991-7801" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"My Girl"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; ("Moja dziewczyna", 1991r.). Pamięta go ktoś? Z cudowną &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Anna+Chlumsky-44971" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Anną Chlumsky&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Macaulay+Culkin-41470" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Macaulay'em Culkinem&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (słynny Kevin Sam w domu)... No więc ilekroć dopada mnie taki stan, jak obecnie, i ratuję się czy to skeczami Sary czy Billa Hicksa sprzed lat, tylekroć widzę ten film. Widzę małą Vadę, która odreagowując to, że nikt jej nie dostrzega, swój smutek, samotność, energię która ją rozsadzała, co rusz próbowała wprawić dorosłych (zwłaszcza ojca) w zapaść ze wstydu, konfabulując różne choroby... jak np. raka prostaty.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;U Sary mamy do czynienia ze świadomym igraniem z ogniem za pomocą słów, który z kolei ja -- noszę w sobie a jak na razie nie ma on ujścia. Czasami się boję, że w przeciwieństwie do Sary, zamienię się w potwora, który wyszarpie komuś serce. Nie żebym tego chciała, nie żebym czerpała z tego przyjemność... no, może tak troszeczkę, ale po to wyłącznie żeby choć raz ktoś zauważył, że można chcieć więcej: Że ja -- do zdechłej szczoty -- chcę więcej. Bo wiem -- że mogę. Wkurwia mnie tylko fakt, że ilekroć przecieram tą szczotą zakurzoną przez lata szybę percepcji, od razu wyskakuje jak Filip z konopii jakiś cieć jeden z drugim, co by urobić mnie na swoją modłę; podobnież też wkurza mnie, że wciąż słyszę z ust bliskiej osoby, że coś jest poza moim zasięgiem -- chociaż kanion też miał być poza zasięgiem, a okazał się jedynie przecinkiem pośrodku dupy, którą mam ochotę powtarzać w kółko ledwo wróciłam do domu. Czy uwierzyłby mi gdybym powiedziała mu, że za rok niespełna już mnie tu nie będzie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;Nie wiem jak wy, ale ja mam ochotę krzyczeć a rozwalanie pustych butelek o przejeżdżający skład pociągu już mnie nie bawi....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Inne ciekawe filmy na moim profilu you tube&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/playlist?list=PLA8FCCD9B0D600104&amp;amp;feature=view_all" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/whixWpH9MVQ?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/whixWpH9MVQ?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-2063927715142478809?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/2063927715142478809/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=2063927715142478809&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/2063927715142478809'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/2063927715142478809'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/sarah-silverman-aby-jednym-sowem.html' title='Sarah Silverman -- Aby jednym słowem podpalić cały świat.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-jq4GY1Uh4KY/TxHdGpTBR5I/AAAAAAAAOew/g6ACOxVLKUE/s72-c/AVATAR_1.gif' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-8985113621308827179</id><published>2012-01-11T18:34:00.000+01:00</published><updated>2012-01-11T18:34:16.955+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malarze-Obrazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura klasyczna (Grecja-Rzym)'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kinoteka Anhellego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura irlandzka'/><title type='text'>"Mity greckie" -- Robert Graves. Część III:  Pallas Athena -- Wojownicza bogini-dziewica</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-blBiUqMZnI4/Tw1mRBEBdnI/AAAAAAAAOcg/p-TYY6rAKQY/s1600/Jasmine+-+Mystic+and+Rider.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-blBiUqMZnI4/Tw1mRBEBdnI/AAAAAAAAOcg/p-TYY6rAKQY/s400/Jasmine+-+Mystic+and+Rider.jpg" width="303" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Jasmine -- Mystic and Rider" -- &lt;/span&gt;&lt;a href="http://www.donatoart.com/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Donato Giancola&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muszę się z wami czymś podzielić, zanim przejdę do sedna dzisiejszego postu. Ledwo wróciłam z zagranicy, odezwały się we mnie sprzeczne uczucia. To w tym sensie -- i żadnym innym -- potrzebowałam odrobinę czasu, aby się zaaklimatyzować. Jako że moim światem jest ten wewnętrzny (umysł), inaczej zapewne niż większość z was układam w sobie emocje (a przynajmniej próbuję, jeśli w ogóle możliwa jest pełna nad nimi kontrola), w każdym razie -- co mnie samą niezmiernie zdziwiło -- poza naturalnym uczuciem spełnienia, iż ziściło się jedno z moich wielkich marzeń, naszła mnie również chandra, którą niczym nie potrafiłam sobie wytłumaczyć. Tak jakby część mnie, stojąc tam, na krawędzi kanionu poczuła najczystszą z radości, dziecięcą euforię, lecz po chwili do głosu doszła znacznie starsza część mnie i na radości tej położył się cień. Cień snów, które nawiedziły mnie właśnie tam, pod rozgwieżdżonym niebem Kolorado. Nie były to miłe sny, lecz nachalne, złowieszcze, i tak realne, jak realnym jest dla was każdy dzień. Miałam cichą nadzieję, że przynajmniej tam -- będę od nich wolna. Ale niestety. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ostatni raz lunatykowałam mając "naście" lat. Pamiętam, że odwiedziłam wówczas nieżyjącą już babcię. To ona streściła mi rano, co się ze mną działo w nocy, jak bardzo ją przeraziłam, bo o ile słyszała już o lunatykowaniu, pierwszy raz w życiu miała do czynienia z osobą, która przy otwartych oczach, mówiąc na głos dość wyraźnie, żywo reagowała. Bała się mnie budzić, ale jednocześnie nie odmówiła sobie nawoływać mnie z cicha, licząc na to, że sama nagle się zbudzę.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Piszę wam o tym z tego względu, iż jednej nocy opodal kanionu, przytrafiło mi się coś równie dziwnego. Jako że spaliśmy w camperze stłoczeni jak wiewiórki ziemne, nie trudno było, aby ktoś kogoś zbudził, niemniej mnie udało się ominąć dosłownie wszystkich i śpiąc otworzyć drzwi na zewnątrz. A że od wyjścia do ziemi dzieliło mnie co najmniej 30-40 cm... No cóż... Nie trudno się domyślić reszty. Jednak zdziwię was, gdyż nawet wtedy się nie zbudziłam. Raban jaki powstał -- bo wychodząc, zahaczyłam o coś -- zbudził jednak Emanuela. To właśnie ta łajza przywlokła mnie z powrotem na legowisko i dla pewności pozamykała wszystkie wyjścia na klucz. Kto wie, gdzie bym zaszła, gdyby nie on... na bosaka... O_O Rankiem odkryłam: guza na głowie i czerwoną krechę na czole, musiałam w coś wyrżnąć po drodze.&lt;b&gt;&amp;nbsp; :?&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-a7e373rT5X8/Tw1p-WUmySI/AAAAAAAAOc0/lvIvPb9eZSU/s1600/ashlingb.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-a7e373rT5X8/Tw1p-WUmySI/AAAAAAAAOc0/lvIvPb9eZSU/s400/ashlingb.jpg" width="220" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Ashlingb" -- Donato Giancola&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;Teraz jednak muszę wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Otóż... Miałam tamtej nocy bardzo dziwny sen; dziwny w tym sensie, iż sny które miewam w niemal 100% składają się ze znanych mi symboli, tymczasem ten właśnie nie miał żadnych, a jednak zwykłym snem, głupawym zlepkiem sytuacji z jawy, nie był. Czułam za to bardzo wyraźnie każde towarzyszące mi w nim uczucie. Np:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Strach&lt;/b&gt;" -- kiedy jakaś grupa ludzi (nie widziałam kim byli) porwała mnie z ulicy i przytrzymując na siłę w jakimś pomieszczeniu czy zaułku za ręce, pochyloną, tak iż dostrzec mogłam tylko własne odbicie w kałuży u mych stóp, zdawała się kroić mnie na żywca. Czułam ból w okolicy karku, ale nie mogłam nic zrobić...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy jednak skończyli, nagle wspomnienie bólu rozmyło się w niebycie, ja zaś, znalazłam się na powrót wśród ludzi. Szłam wolnym krokiem wraz z dwoma innymi osobami (kobietą i mężczyzną) po jakimś placu targowym. Zewsząd otaczały nas bogato zastawione stragany z owocami, warzywami i czym tylko dusza zapragnie. W powietrzu unosił się kuszący aromat przypraw i dźwięk wielu, różnych języków, doprawdy poza wrażeniami zmysłowymi, nie byłam w stanie dostrzec w tym gąszczu ani jednej, tak charakterystycznej dla mych snów, rzeczy (przeważnie są to symbole: kanciaste, geometryczne albo mitologiczne). Odczuwałam jednak całą sobą, że jest mi dobrze, że jestem wśród swoich, i że nie muszę się niczego obawiać, pomimo iż byłam całkowicie "obca". I w tym tkwi cały szkopuł.&amp;nbsp; &lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;Po pierwsze:&lt;/b&gt; Nie znałam ludzi, z którymi zwiedzałam ów targ jak podczas urlopu a jednak byliśmy sobie bliscy. &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Po drugie:&lt;/b&gt; Ciężko mi powiedzieć w jakim byli wieku, gdyż raz miałam wrażenie, że byliśmy dziećmi (rówieśnikami), później z kolei, że byliśmy dorośli. Kiedy zaczęłam to sobie uświadamiać, nagle stanęliśmy naprzeciw pięknego straganu, pełnego towaru. I znowuż nie mam pojęcia, co nań sprzedawano. Ważne jednak jest coś innego. Każde z nas miało w dłoni jakiś przedmiot, połyskujący w słońcu, dzięki któremu mogliśmy kupić co tylko chcieliśmy. Tyle że owe "rzeczy" dali nam... Oni, ci którzy wcześniej zadali mi ból. Teraz jednak nie miało to dla mnie znaczenia. Podczas gdy owa dwójka próbowała mnie ostrzegać, abym nie korzystała z tego "daru" (kurczę... jak tak teraz myślę, kojarzy mi się on z jakąś "złotą kartą bankową"), ja czułam głęboko w sobie pewność, że mogę korzystać do woli, bez ograniczeń.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nSRqGNn1QjU/Tw1s0S8866I/AAAAAAAAOdE/wB9oMSVo48w/s1600/obernewtynb.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-nSRqGNn1QjU/Tw1s0S8866I/AAAAAAAAOdE/wB9oMSVo48w/s400/obernewtynb.jpg" width="258" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-family: times; font-size: x-small;"&gt;&lt;b style="color: #741b47;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Obernewtyn  " -- Donato Giancola&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powiem wam jedno, musiało mi być naprawdę dobrze w tym śnie, skoro zaczęłam lunatykować, aż w końcu spadłam na zamroczony pysk. Drugi sen, nie był jednak tak miły...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Przydarzył mi się dosłownie dzień później. Wyobraźcie sobie wielkie zgromadzenie ludzi, przeważnie młodych, na wzgórzu, ciemną, gwieździstą nocą. Siedząc na trawie i rozmawiając w podekscytowaniu, czekaliśmy jak gdyby na jakieś przedstawienie. A przed nami, poniżej, wyrastał od ziemi ku niebu wielki budynek, prawie jak drapacz chmur, tyle że z kamienia; dziwne w tym było to, iż zbudowano go pośrodku głuszy. Wokół tylko wzgórki i rozległe błonie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Budynek ów dzielił się na dwie części, do której prowadziły dwa różne wejścia. Gdzieś z lewej strony kręcili się jacyś starzy, posępni ludzie, byli wśród nich także kapłani (takich jakich znamy na co dzień). Coś miało zaraz się wydarzyć, coś wspaniałego... Ale wtedy, przed czasem, niezgodnie z planem, otworzyły się inne drzwi. W przeciwieństwie do tych pierwszych, panował wokół nich mrok... Zaczęliśmy więc szybko uciekać ku drugim drzwiom, ku światłu, do środka budynku, widząc jak z mroku wybiegali ku nam jacyś dziwni ludzie w białych okryciach głowy (kapeluszach, czapkach; znak rozpoznawczy?). A kiedy zajmowaliśmy już większą powierzchnię dolnego piętra budynku, czując, że jesteśmy osaczeni, zaczęłam nagle krzyczeć do tłumu, czy ktoś ma jakiś nóż albo cokolwiek czym moglibyśmy się bronić? I o dziwo, znalazł się taki. Chwyciłam go i kiedy te dziwne postacie w białych kapturach, czapkach lub maskach wpadły za nami do środka.... raz-ciach-ciach... i resztę domyślcie się sami. Jedno było dla mnie tylko klarowne z tego snu, dźwięczało mi w głowie jeszcze na długo po przebudzeniu... To mianowicie, że: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;"Muszę ich bronić"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Ale kogo? Dlaczego? Przed kim??&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-UMzs9MAK67U/Twx1ibzpHCI/AAAAAAAAOcI/PuVHC3rCcR4/s1600/Crying+Athena.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-UMzs9MAK67U/Twx1ibzpHCI/AAAAAAAAOcI/PuVHC3rCcR4/s320/Crying+Athena.JPG" width="242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakiś czas temu, miałam sposobność obejrzeć film &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Immortals.+Bogowie+i+herosi+3D-2011-485474" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Immortals"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; ("Bogowie i herosi"), twórców świetnego -- nie da się ukryć -- filmu: &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/300" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"300"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Widzieliście? Ale o ile w tamtym przypadku widowisko okazało się godne mej uwagi, oceniam je bardzo wysoko, zarówno jeśli chodzi o zdjęcia, sekwencje walki, wyraziste postacie, a nawet muzykę... O tyle "Immortals" głęboko mnie rozczarował. Praktycznie pod każdym względem, więc nie będę się rozwodzić, ale w sposób najboleśniejszy odczułam totalne przekręcenie historii, ba, takie ułożenie losów gł. bohaterów, iż w jednym czasie spotykają się herosi, bogowie etc, którzy zgodnie z wiedzą mitologiczną nie mieli prawa znajdować się w tej samej dekadzie/scenie. Ponadto przemieszano role, które są im od wieków przypisane, zafałszowując dosłownie wszystko, co można było zafałszować... Poza imionami, oczywiście. Żałość chwyta...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby nie chodziło o mitologię, może byłabym w stanie to przełknąć, ale kiedy wezmę pod uwagę, jak skutecznie w dzisiejszych czasach zmienia się historię w podręcznikach, tak iż np. wmawia się ludziom, że Aleksander Wielki nie był -- Grekiem, a od co najmniej 200 lat, tyle że obecnie mocniej niż w XIX w. wprowadza się w błąd miliony na świecie, ucząc ich bzdur o Ariach podbijających Indie, czy afrykańskim pochodzeniu zabytków grecko-semickich, sami przyznacie, można się deko zirytować.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Weźmy przykładowo takiego Hyperiona (który w "Immortals" staje się nagle śmiertelnym królem... a nie tytanem czy też bogiem planetarnym = Słońce, którym ongiś w mitach był), tenże wściekły sadysta ma chrapkę -- nawet nie na rodzącą się powoli Helladę, ale na całą ludzkość... A jakże. Zabawne jest w jego postaci to -- mam na myśli ów film -- iż znając dzieje Odyseusza, można przypomnieć sobie, jak bohater Homera, brał tegoż Hyperiona za Heliosa. Mamy więc młodego boga słońca, po raz drugi. Tymczasem Hyperion wg. twórców "Immortals" jest jakby zaprzeczeniem owej mocy, ażeby ją pozyskać musi bowiem wpierw uwolnić spod góry Tartar uwięzionych tam przy ostatniej wojnie bogów, tytanów. Absurd, jednym słowem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Huh8szX_uIk/Tw1vVrsxMXI/AAAAAAAAOdU/eiflpIm5thY/s1600/Protector.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-Huh8szX_uIk/Tw1vVrsxMXI/AAAAAAAAOdU/eiflpIm5thY/s400/Protector.jpg" width="236" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #b45f06;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Protector" -- Donato Giancola&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Następnie bogini stworzyła siedem mocy planetarnych, nad każdą ustanawiając tytankę i tytana. Teja i Hyperion rządzili Słońcem, Fojbe i Atlas -- Księżycem; Diana i Krios -- Marsem, Metyda i Kojos -- Merkurym, Temida i Eurymedont -- Jowiszem, Tetyda i Okeanos -- planetą Wenus, Rea i Kronos -- Saturnem"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -- Apoloniusz z Rodos, II 1232.&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Druga rzecz, że w.w. Helios również pojawia się w tym obrazie, lecz wnet  uśmierca go -- Zeus. Ale znając przekazy starożytnych, to nie Heliosa Zeus uśmiercił (skądinąd piorunem, a nie ognistym biczem), lecz jego syna, Faetona i to bynajmniej nie w tej sprawie, gdyż cała ta żałosna wojenka króla Hyperiona (ojca Heliosa wg. mitologii) w ogóle nie powinna była mieć miejsca. Istna paranoja.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Jedyny plus tego krętactwa filmowego, jest taki, iż skojarzyło mi się ono z czymś, do czego być może pili twórcy tego obrazu (być może, to tylko moja spekulacja). A mianowicie do  obalenia słynnego &lt;b&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/5/5f/Colosse_de_Rhodes_%28Barclay%29.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Kolosa Rodyjskiego&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, jednego z &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;a href="http://siedem.ms-net.info/index.php?str=6" target="_blank"&gt;7 cudów starożytnej Grecji&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, którym rzekomo miał być nie kto inny, jak: Helios (bóg słońce). Ach... 38,5 metra wysokości, świetlista korona z promieni słonecznych na głowie, móc ujrzeć na własne oczy to cudo i skonać. ;)&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;Kolejnym matactwem tego filmu jest sama postać Tezeusza (greckiego herosa, potomka śmiertelnego człowieka i Posejdona). A i owszem, jak najbardziej prawdziwa, jednakże w tak makabrycznie głupi i nie pasujący do opisów starożytnych sposób ukazana, iż samo patrzenie nań wzbudza odruch obronny. Już pominę szczegóły, którymi twórcy tegoż obrazu próbowali zracjonalizować mit, ubierając go w całkiem prawdopodobne szaty, nie daruję jednak tego, co zrobili z moją najukochańszą postacią -- &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Ateną&lt;/b&gt;, patronką najwspanialszego miejsca na świecie, jakim jest stolica Grecji. Czy można było jeszcze mocniej uczynić z niej symbol seksu, którym przecież nie była? Zamiast mieszaniny siły i mądrości, w filmie wydaje się jedynie nieposłusznym podlotkiem, z podkreślonym wysoko biustem, uszminkowanymi ustami i w asyście napalonych wierzchowców, tak iżby sugerować drzemiące w niej (czy też we wszystkich paniach) chucie. Zgroza. Dla wiadomości, Atena była jeszcze bardziej wyczulona na punkcie swego dziewictwa niż Artemida, choć nie przeczę, że antyczna literatura próbuje obarczać ją pomniejszymi grzeszkami. Ale zważywszy na to, jak skutecznie udało się mężczyznom tysiące lat temu, zatuszować każdy niemal kult odwołujący się do żeńskiej triady, nie brałabym takich interpretacji na poważnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-A4mrMdncnsw/Tw10mQdhVnI/AAAAAAAAOdg/Mt8RIcq29kk/s1600/character_db15fcc7.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-A4mrMdncnsw/Tw10mQdhVnI/AAAAAAAAOdg/Mt8RIcq29kk/s400/character_db15fcc7.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wg. jednego z najstarszych podań o narodzinach Ateny, pelazgijskiego bodajże, bogini miała przyjść na świat nad jeziorem Tritonis w dzisiejszej Libii. To właśnie tam została ponoć znaleziona i wychowana przez trzy-nimfy (kolejne odniesienie do triady Bogini Matki: Atena-Afrodyta-Demeter), chodzące w &lt;u&gt;kozich &lt;/u&gt;skórach. Mit ten sięga 4000 lat p.n.e. tak dla ścisłości. Atena była pierwotnie libijską &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.egyptianmyths.net/neith.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;boginią Neith&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i miała swą świątynię w mieście &lt;b&gt;&lt;a href="http://atlantis-today.com/Atlantis_Atlantis_Code.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Sais&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (tam później przyjęli Solona egipscy kapłani -- ciekawostka). Tritone (nazwa jeziora... a może i coś więcej? Kojarzycie Trytona?) -- oznaczać miało "trzecią królową" (czyli najstarszy człon boskiej triady). Kult ten dotarł do Grecji poprzez Kretę minojską. Czy to nie dziwne, że od pierwszego przydomku Ateny, stworzono później boga morza, syna Posejdona, &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Triton_%28mythology%29" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Trytona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;? Wynika zatem z tego, że w pierwotnej formie, czcili ją nie tylko mieszkańcy Aten, ale i ludy nadmorskie. Łącznie z wyspą Rodos, gdzie bowiem oddawano cześć nie tylko Heliosowi, ale i morzu oraz księżycowi. Ma to sens, gdy weźmie się pod uwagę, iż głównymi symbolami Ateny, poza słynną sową, są także: delfin i księżyc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/--NjSArzfAzw/Tw17ERtPX6I/AAAAAAAAOds/9K8RqzeOYO8/s1600/Athena.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/--NjSArzfAzw/Tw17ERtPX6I/AAAAAAAAOds/9K8RqzeOYO8/s400/Athena.jpg" width="241" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;"Athena"&lt;/b&gt; --&lt;/span&gt; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.turningpointgallery.com/prints.asp" style="color: purple;" target="_blank"&gt;&lt;big&gt;Susan Seddon-Boulet&lt;/big&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-family: inherit; font-size: small;"&gt;Co prawda była boginią wojny, ale w przeciwieństwie do Aresa czy Erydy, która pławiła się w kłótniach i spiskach, nie cieszyła ją ta funkcja. Lubiła za to rozstrzygać spory i chronić prawo, ale środkami pokojowymi. &lt;/span&gt;Stąd też takie przydomki, jak:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;-- &lt;u&gt;&lt;b&gt;Łaskawa&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; (na Aeropagu zwykle przychylała się na korzyść oskarżonego); &lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;--&lt;u&gt;&lt;b&gt;Szczodra&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;--&lt;b&gt; Miejską (gr. Polias);&lt;/b&gt; &lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;-- oraz najsłynniejszy bodajże przydomek -- &lt;u&gt;&lt;b&gt;Pallas&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;, który zawdzięczała przyrodniej-mlecznej siostrze. Na swoje i tamtej nieszczęście, uśmierciła ją podczas pojedynku, który nie wiedzieć dlaczego, stale kojarzy mi się z tą oto sceną:&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=y8svNN8saeU" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Anck-Su v. Nefertiri&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. A skąd takie skojarzenie? Zaraz wyjaśnię....&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak pisałam wcześniej, istnieją źródła z których wynika, że Atena wcale nie była taka wstrzemięźliwa seksualnie, jak się wydaje. Miała ponoć syna -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.perseus.tufts.edu/hopper/text?doc=Perseus%3Atext%3A1999.04.0104%3Aalphabetic+letter%3DE%3Aentry+group%3D6%3Aentry%3Derichthonius-bio-1" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Erichtoniosa&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, który prowadził czterokonny rydwan bogini. Plotka ta -- po raz enty zrodzona przez walecznych Achajów, zacierających kult bogini -- odwoływała się do rzekomego "gwałtu", którego dopuścił się na niej Posejdon. Czy łapiecie do czego zmierzam? Jeszcze raz rozważcie moje słowa o jeziorze Tritonis w Libii, o morskim kulcie bogini Ateny. Cóż zatem z tego wynika?&lt;br /&gt;&amp;nbsp; &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ano tyle, że kapłani mieli całkiem sporą wyobraźnię i wiedzieli do czego zmierzają. Czyż nie jest tak samo z chrześcijanami, podszywającymi się pod stare święta? Interesujące w założeniu o "gwałcie" jest jednak coś innego... Erichtonios miał być strzeżony przez swą matkę, Atenę w "świętym koszyku", który w razie zagrożenia, zostałby przez nią puszczony na wielką wodę. Coś wam to mówi? Zważywszy iż Atena wywodzi się od libijskiej (wówczas pod panowaniem Egipcjan) &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=ydoz92dG9h0" style="color: red;" target="_blank"&gt;bogini Neith&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, budzi się uzasadnione skojarzenie, iż gdzieś już słyszeliśmy tę opowieść... Dawno, dawno temu, na egipskiej ziemi, pewna matka stroskana o los swego syna, puściła w trzcinowym koszyku małego chłopca z nurtem Nilu. Kim był ów chłopiec i ta, która go wyłowiła? ;]- Obecnie, "dziecię w świętym koszyku" ma własną konstelację gwiazd:&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/cc/Auriga_constelation_PP3_map_PL.jpg" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Auriga&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (Gwiazdozbiór Woźnicy). Ale jestem pewna, że mało kto z was pojmuje, kim był naprawdę, a nie według mitologii chrześcijańskiej, tzw. Mojżesz. Ale mniejsza o to....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-RUzxy_Rg1mU/Tw2CQe9ekJI/AAAAAAAAOd4/Zb4dbk1CI_g/s1600/Athena_in_Vatican.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-RUzxy_Rg1mU/Tw2CQe9ekJI/AAAAAAAAOd4/Zb4dbk1CI_g/s400/Athena_in_Vatican.jpg" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://fr.wikipedia.org/wiki/Sage" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Atena w Watykanie&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jako trój-bogini, Atena często wcielała się w rolę "staruchy" obdarzonej darem wyroczni. Tymczasem jej rzekomy syn, Erichtonios był w istocie wężem o głowie człowieka komunikującym życzenia "staruchy". Z chwilą zajęcia Hellady przez Achajów, rolę tę przejął Apollo, zaś wyrocznią stała się Pytia (wówczas też kobiety straciły wszelkie prawa w społeczeństwie). Polecam &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/user/83Dell?feature=mhee#p/c/54A37ED47B1FD3D5/18/I_US9tSBJFE" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;ciekawy dokument&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (ale tylko w wersji ang. niestety...).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Erichtonios był zatem, wg. wierzeń Pelazgów, mitycznym wężem-Ofionem. Kiedy jednak nastali Achajowie, wprowadzono do Attyki monogamię, jak też podzielono ją na 12 gmin. Ponadto wzniesiono świątynię Apolla a krwawe ofiary (ze świętego króla-małżonka) zastąpiono plackami jęczmiennymi, które w połączeniu z odurzającymi właściwościami gazów wydobywających się spod ziemi, przydały Pytii otoczkę Wyroczni. Dlaczego tak nikczemnie postępowano z dawnym kultem, który dla każdego w miarę zainteresowanego tematem badacza był o niebo lepszy, niż jego następcy? Wszak jak długo światem starożytnym kierował kult bogini, tak długo panowała w nim harmonia i dostatek. Z chwilą całkowitej rewersji wierzeń, światem starożytnym zaczęły wstrząsać wojny i inne nieszczęścia. Czy ma to jakiś związek z morskim-księżycowym kultem Ateny? Ależ tak. Dawniej cenniejsze od złota, było srebro. Poświęcone księżycowi stało się główną walutą starożytnej Grecji, jako iż posiadała ona liczne kopalnie tego kruszcu. Pierwszą wspomnianą w źródłach jest -- Kreta. Dowodzi to zatem, że to Atena była pierwszą boginią w panteonie greckich bogów, nie zaś jej męscy odpowiednicy.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Druga istotna rzecz odwołująca się do księżycowego kultu bogini Ateny, mówi mianowicie o tzw. "rytualnej prostytucji", której oddawały się kapłanki tego kultu. Praktyki te miały miejsce:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-- na Krecie;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-- na Cyprze;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;-- w Azji Mniejszej... oraz -- &lt;u&gt;w Palestynie&lt;/u&gt;, gdyż właśnie tam w powiązaniu z kultem egipskiego boga Serapisa, mieściło się najwięcej ośrodków tego kultu. Pamiętajcie, że kult Ateny wyrósł na kanwie wierzeń libijskich i tą drogą, swobodnie wędrował po Bliskim Wschodzie. &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To czego nie wiedzą miliony wyznawców trzech największych religii monoteistycznych na świecie -- gdyż ich patriarchowie od tysiącleci niszczą, ukrywają lub po prostu dyskredytują na wszelkie sposoby zapiski starożytnych, które de facto wciąż istnieją (chociażby w archiwach watykańskiej biblioteki), ale wystarczy też wziąć do ręki chociażby &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.romanum.historicus.pl/art/Jozef%20Flawiusz-Dawne%20Dzieje%20Izraela.pdf" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Józefa Flawiusza&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; czy &lt;b&gt;&lt;a href="http://herodot.glossa.dk/hdt4.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Herodota&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; -- odnosi się do &lt;b&gt;&lt;u&gt;uwznioślania postaci boskiej matki&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;, która przewija się w dużo starszych wierzeniach, ale każdorazowo -- począwszy &lt;u&gt;&lt;b&gt;od kapłanki-prostytutki&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;, która powiła Tezeusza, poprzez Heraklesa spłodzonego przez gwałt, jak i mitycznej Heleny, która również miała bóstwo za rodzica, kończąc &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/user/rationalatheist100#p/a/u/1/hpfTNDSnTjU" style="color: #cc0000;" target="_blank"&gt;na Maryi&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (jednej z wielu żon Heroda, wchodzącej w skład haremu... &lt;b style="color: #990000;"&gt;Powtarzam&lt;/b&gt;: Tego nie dowiecie się z mainstreamowych źródeł, szukajcie w starożytnych), a co za tym idzie, tak czy owak odwołuje nas do głównej bohaterki tegoż postu: &lt;b style="color: #b45f06;"&gt;Ateny.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-sLi6d7NTaU8/Tw2JSSzqpZI/AAAAAAAAOeE/-ofoNDHGV0Q/s1600/Andrea+Mantegna%252C+Minerwa+wyp%25C4%2599dzaj%25C4%2585ca+Wyst%25C4%2599pki+z+Ogrodu+Cnoty%252C+1500-1502..jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="331" src="http://4.bp.blogspot.com/-sLi6d7NTaU8/Tw2JSSzqpZI/AAAAAAAAOeE/-ofoNDHGV0Q/s400/Andrea+Mantegna%252C+Minerwa+wyp%25C4%2599dzaj%25C4%2585ca+Wyst%25C4%2599pki+z+Ogrodu+Cnoty%252C+1500-1502..jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Minerwa wypędzająca Występki z Ogrodu Cnoty" &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;-- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.abcgallery.com/M/mantegna/mantegna.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Andrea Mantegna&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (1500-1502)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas każdej pełni księżyca, w czasie letniego przesilenia, dziewczęta w Atenach wybierały się na zbieranie rosy (tzw. Herseforie). Kapłanki Ateny wolały śmierć niż wprowadzenie przez Hellenów "celibatu", stąd też opowieść o "rzuceniu się" ze skał Akropolu tychże kapłanek. Związane to było z lunarnym aspektem kultu Bogini Matki. Od tamtego czasu wzgórze, na którym dzisiaj stoi &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=j2yufbTT48Q&amp;amp;feature=channel_video_title" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Partenon&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, było poświęcone wyłącznie Atenie. Etruskim odpowiednikiem Ateny jest Minerwa, którą widzicie na obrazie powyżej. Pochłonięta bez reszty nauką i literaturą, Minerwa nie tolerowała jednak "wokół siebie" zepsucia i głupoty. Scena Mantegny kojarzy mi się co nieco z mitycznym wypędzeniem kupców ze świątyni, którego miał się dopuścić nie kto inny, jak Jeszua. Hm... W końcu, co wolno "wojewodzie, to nie tobie smrodzie", czy nie tak? W przeciwieństwie do kultu Artemidy, bogini łowów, wierne służebnice lunarnego kultu kapłanki, nie musiały zachowywać wstrzemięźliwości. &lt;b&gt;Dziewictwo&lt;/b&gt; -- było bowiem wolnym wyborem samej bogini. Pamiętając z kolei o Neith, libijskiej odpowiedniczce Ateny, która w wierzeniach Egipcjan sprawowała pieczę nad "pogrzebem", pozwolę przytoczyć sobie taki cytat:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Nie wzbronisz nikomu wody ni ognia. Nie będziesz wskazywał fałszywej drogi. Nie zostawisz niczyich zwłok bez pogrzebu. Nie zabijaj wołu ciągnącego pług"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -- (prawa dane jej kapłankom; cytat za Parandowskim, dość znany).&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-wNUzVGY2GAQ/Tw22CMPwIdI/AAAAAAAAOeQ/fb_Kgc2N_oI/s1600/AthenaStanton.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-wNUzVGY2GAQ/Tw22CMPwIdI/AAAAAAAAOeQ/fb_Kgc2N_oI/s320/AthenaStanton.jpg" width="182" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na koniec chciałabym jeszcze wspomnieć o pewnym incydencie, że tak powiem, którego dopuściła się -- znowuż "rzekomo" -- grecka bogini mądrości. Otóż... Żyła sobie dawno temu pewna księżniczka z lidyjskiego Kolofonu, której na imię było -- Arachne. Bogowie czy też los, obdarzyły ją nie tylko pięknem, ale zwłaszcza wielkim talentem do tkania. Według późniejszych przekazów, Atena miała wpaść jakoby, ten jeden raz, w wielką złość podszytą zazdrością. &lt;i&gt;Ach te baby&lt;/i&gt;, chciałoby się rzec, tyle że jeśli zaweźmie się na was bogini... No cóż.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z tejże zazdrości, Atena miała zamienić piękną Arachne w obrzydliwego pająka, który jednak -- słynie z tego, że tka najpiękniejsze i najwymyślniejsze sieci w świecie przyrody. Tyle mit... Podobnież jak wielu współczesnych komentatorów pism antycznych, takich chociażby jak znane nam mitologie, a nawet zaliczające się doń pisma święte, uważam że począwszy od tych starożytnych, kończąc na Biblii czy nawet Koranie, w dużej mierze zawierają one... prawdę. Tyle że, są ubrane w niezwykłą szatę; taką szatę, która zwykłym ludziom czy inszym postaciom, przydaje walorów boskich.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dopiero co wczoraj dowiedziałam się o odkryciu Izraelczyków, które jakoby zamyka usta sceptykom powątpiewającym w przynależność danej ziemi do tegoż narodu. Polecam zatem ów &lt;b&gt;&lt;a href="http://unitedwithisrael.org/amazing-discovery/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;artykuł&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (ang).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak więc nawiązując do powyższego pragnę nadmienić, że większość opisywanych w danych tekstach spraw* jest prawdziwa, bez względu na to czy w coś wierzycie lub nie, fałszywym jednak okazuje się w miarę przeprowadzanych wykopalisk i analiz tekstów, "koloryzowanie" tychże faktów, opisami magicznymi i boskimi, które nigdy nie miały miejsca. Jeśli chodzi o w.w. Arachne... Mit ów odnosi się bezpośrednio do rywalizacji, w danym przedziale czasu (II tyś. p.n.e.) rodzących się Aten z Kretą (Milet), która -- pomimo iż powoli podupadała -- wciąż była jeszcze największym eksporterem materiałów farbowanych, wełnianych, etc, w starożytnym świecie. Co ma zatem z tym wspólnego "pająk"? Kreteńczycy używali go jako emblematu podczas handlu tymi materiałami. Kreta była taką Łodzią (miasto) starożytności w produkcji tekstyliów.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sami więc widzicie, że pod pozorami "mitologii" kryje się wiele faktów historycznych. Tylko ignorancja współczesnych wpływa na złe pojmowanie zamierzchłych czasów, jak i np. rozumienia własnych dogmatów religijnych. Stąd prosta droga do: wojen religijnych, niezrozumienia, braku tolerancji, etc. A tymczasem, wbrew pozorom, pisma antyczne i współczesne, święte lub nie, to pisma bardzo dokładne, chcąc w pełni rozumieć ich przekaz, trzeba zanurzyć się w każdym słowie... Dopiero wtedy człowiek zaczyna rozumieć, że nie stworzono je po to, aby -- wierzyć w boga lub bogów, ale po to, aby obalić każdy zabobon, kierując się wprost ku rozwiązaniu największych z zagadek: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;Kim właściwie jesteśmy?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I tym -- długaśnym, ale -- optymistycznym akcentem zakończę ów post. Mam nadzieję, że przynajmniej części z was pozwoli on spojrzeć na poruszone w nim zagadnienia, w nowy, świeży sposób. A jako bonus, piosenka, która stale rozbrzmiewała mi w uszach, podczas jego pisania. Pozdrawiam :)&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/K2Ck38Cl474?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/K2Ck38Cl474?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-8985113621308827179?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/8985113621308827179/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=8985113621308827179&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/8985113621308827179'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/8985113621308827179'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/mity-greckie-robert-graves-czesc-iii.html' title='&quot;Mity greckie&quot; -- Robert Graves. Część III:  Pallas Athena -- Wojownicza bogini-dziewica'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-blBiUqMZnI4/Tw1mRBEBdnI/AAAAAAAAOcg/p-TYY6rAKQY/s72-c/Jasmine+-+Mystic+and+Rider.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-5064100951142400085</id><published>2012-01-05T16:19:00.000+01:00</published><updated>2012-01-05T16:19:00.289+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura duńska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ulubione filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>"Biblioteka cieni" -- Mikkel Birkegaard. Bierne czytanie to nie żarty.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-fjsuP8Vsj_8/TwR8tEv6cII/AAAAAAAAOV4/gWtTWFEG1ss/s1600/Fairy_tales.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="640" src="http://2.bp.blogspot.com/-fjsuP8Vsj_8/TwR8tEv6cII/AAAAAAAAOV4/gWtTWFEG1ss/s640/Fairy_tales.jpg" width="408" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Czytanie może bardzo przeszkadzać, ba, może nawet być niebezpieczne. I to nie tylko dla tego, kto czyta, ale też dla wszystkich w pobliżu. (...) Wyobraź pan sobie, że wszyscy dookoła czytają bez ograniczeń. (...) Słowa i zdania fruwałyby w powietrzu jak płatki śniegu w zadymce. (...) Zmieszałyby się ze sobą, posklejały w niezrozumiałe frazy, podzieliłyby się, żeby potem znów połączyć w całkiem nowe akapity i nowe rozdziały. Oszalałbyś pan, próbując znaleźć sens w czymś, co żadnego sensu nie ma. (...) Teksty bez czytelników niczego nie mówią. Potrzebni są czytelnicy, a wtedy książki mówią, oj, mówią. Ba, one wręcz śpiewają, szepczą, krzyczą... (...) Może powstać z tego cały chór wyjców. Okropieństwo"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Słowa te -- wbrew pozorom -- nie należą do pozbawionego uczuć wyższych urzędnika w magistraturze, której chorym celem byłoby zwalczanie słowa pisanego wszelkimi możliwymi środkami, tak iżby kolejne pokolenia rosły na idealnych wyjadaczy kaszy dla niewolnika. Nie doszukujmy się zatem na siłę porównań z naszym własnym podwórkiem, gdyż niestety, byłyby aż nadto widoczne, a przecież nie jest moją intencją wprowadzać zamieszanie, co najwyżej podsunąć delikatnie, że takiż cel, co poniektórym środowiskom, przyświeca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cytat ów pochodzi z książki duńskiego pisarza, &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Mikkela B&lt;/b&gt;. Słowa te zostały wypowiedziane już na samym wstępie do głównego jej bohatera, bynajmniej nie po to, aby do czegokolwiek go zniechęcać. Jak się później okaże, jegomość, który je wypowiedział, miał szczere intencje, wiedział bowiem to samo, co wiem ja, a także czego dowiedział się później nasz bohater, że jak długo nie znamy całej prawdy o przedmiocie, który nas zajmuje, tak długo pełny wachlarz jego możliwości jest przed nami skryty. Czytamy zatem jakąś książkę, ale czy naprawdę rozumiemy słowa, które do nas przemawiają? Wydaje się nam, że przebywając w świecie fantazji, jesteśmy sam na sam z własnymi myślami. Nic bardziej mylnego...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-6pS8_idh_D8/TwSEuBC32OI/AAAAAAAAOWM/6QLh8AF3eew/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-6pS8_idh_D8/TwSEuBC32OI/AAAAAAAAOWM/6QLh8AF3eew/s320/3.jpg" width="240" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Podczas lektury książki &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Biblioteka cieni"&lt;/b&gt;,  zastanawiałam się sporo, jak wiele ja sama byłabym w stanie poświęcić,  aby dowiedzieć się jeszcze więcej, ażeby znaleźć się u wylotu  życiodajnego źródła mądrości, móc zaczerpnąć zeń ile się da, tak żeby  słodki posmak wiedzy na mych spragnionych ustach, mógł przez wieczność  gasić me pragnienie? Czy nie chcielibyście wiedzieć o czymś, o czym inni nie  mają zielonego pojęcia? Albo posiadać klucz do uchylania wrót w  nieznane, w dowolnie wybranej przez was chwili?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Któż by tego nie chciał?  Na pewno są tacy, którzy zaprą się tego w żywe oczy, ale bądźmy ze sobą  szczerzy -- przynajmniej w myślach -- czy gdyby &lt;b style="color: purple;"&gt;"wiedza, sama w sobie"&lt;/b&gt;  nie była tak szalenie ważna, to czyż wszelkie realne siły tego świata  stawałyby na drodze jej akolitom? Czyż przez wieki ginęłyby na szafotach  nieprzebrane rzesze mądrych? Czyż władza pod wszelkim  mianem i kolorem, zamykałaby usta swym przeciwnikom, mordując co  najwytrwalszych? Czyż sekty wszelakie, noszące nazwę: &lt;b&gt;religii&lt;/b&gt;,  śmiałyby ludziom narzucać zastój umysłowy, podsuwając gotowe wyjaśnienia  a pod groźbą wiecznego potępienia, zabraniały szukać innych? Sami  odpowiedzcie sobie na te pytania, jeśli macie odwagę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-rrHeme1oSB8/TwWNS5speEI/AAAAAAAAOYY/fdJ8hYIsW4c/s1600/1161000779_0305c.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-rrHeme1oSB8/TwWNS5speEI/AAAAAAAAOYY/fdJ8hYIsW4c/s400/1161000779_0305c.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Doprawdy nie pojmuję, dlaczego raz po raz spotykam się z dosyć niską oceną książek, które coś dla mnie znaczą, i pomimo iż wiem, że mam do czynienia z raczej niskim poziomem owych recenzentów, to jednak wciąż mnie to wkurza. Czy naprawdę we wszystkim muszę stale iść pod prąd? Czasami mam wrażenie, że mam przeciwko sobie -- wszystkich. Dziwne to uczucie, nie twierdzę, że czuję z tego powodu jakiś dyskomfort, lata praktyki uczyniły ze mnie mistrza w godzeniu się z faktem, że w większości otaczają mnie debile. Ale cóż... Jak zwykle wypada rzucić oklepane przez dekady powiedzonko: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;że o gustach się nie dyskutuje&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Tak?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A dlaczego by nie? Najprościej zasznurować usta i przełknąć, że enty nieudacznik życiowy został nazwany pisarzem-poetą-aktorem-piosenkarzem roku. Gódźmy się na to, że otacza nas miałkość, stańmy się częścią folwarku zwierzęcego, w którym ten tylko pan, kto potrafi unikać gnojówki. Ach, nie macie pojęcia, jak niekiedy świerzbią mnie paluszki, aby strącić niektórym panom te złote korony z ich głów, gdyż najdroższe nawet perfumy, stroje i oklaski, nie są w stanie ukryć, ciągnącego się za nimi fetoru. Tylko, po co? Na pewno są tacy, którzy by tego chcieli. W takich chwilach -- nie macie pojęcia jak bardzo tego pragnę -- przydaliby się ludzie z tym szczególnym darem, jaki opisał pan Mikkel. Wystarczyłoby odwiedzić tego, czy owego ministra i grzecznie się doń uśmiechając, przeczytać zgrabnie uszykowany w tym celu tekst. Oj, działoby się... ;D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Asc0dYKe0sw/TwSKbFf_goI/AAAAAAAAOWg/PVkS65XRenQ/s1600/17.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-Asc0dYKe0sw/TwSKbFf_goI/AAAAAAAAOWg/PVkS65XRenQ/s320/17.jpg" width="199" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jon Campelli, główny bohater danej książki, jest synem starego, szanowanego w Kopenhadze antykwariusza/bibliofila. Jednak życie nie rozpieszczało Jona, osiągnął wprawdzie satysfakcjonujące stanowisko w pewnej renomowanej firmie adwokackiej, ale kosztem wspomnień. W bardzo młodym wieku, stracił obydwoje rodziców. Matkę -- która popełniła samobójstwo; Ojca -- który postanowił odciąć się od syna, wysyłając go do szkół. Mając więc ok. 30 lat na karku, Jon żył sobie spokojnie, lecz samotnie, osiągając wyżyny w swoim fachu. Stale jednak towarzyszyło mu to nieznośne poczucie odrzucenia, przez co nie potrafił ułożyć sobie życia prywatnego. Praca stała się dlań jedynym domem i pasją.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Właściwie owe pesymistyczne słowa, które zacytowałam na początku, doskonale oddają ducha Jona, który, jakby na przekór sobie, postanowił nigdy więcej nie wziąć książki do ręki. Przed tragiczną śmiercią matki, stale przebywał w antykwariacie swego ojca: &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Libri di Luca"&lt;/b&gt; i książki wzbudzały w nim żywe emocje. Ale nie dziwię się mu, zważywszy na odepchnięcie, którego doświadczył. To tak, jak z dziećmi z pijackich rodzin... Czy może dziwić, że nawet najmniejszy zapach alkoholu wzbudza w nich awersję?&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niespodziewana i zgoła tajemnicza śmierć ojca Jona, jest dla niego okazją, aby spotkać się ze starym przyjacielem rodziny, skądinąd pracownikiem w.w. antykwariatu, niejakim Iversenem, by w spokoju zastanowić się nad dalszym losem tego miejsca, a jako że właśnie otrzymał propozycję prowadzenia ważnej sprawy sądowej, odnajdujemy go na rozstaju dróg. Jon nie jest zainteresowany tym, aby tracić czas na książki, z drugiej jednak strony, samo to miejsce budzi w nim silną potrzebę odnowienia starych znajomości. Nie wie jednak, że przywiodło go tutaj przeznaczenie, że pod pozornie błahym powodem śmieci Luki (zawał), kryje się prastara tajemnica i jeszcze większy wyścig po władzę nad całym światem. Tak, tak... Zawsze jak nie wiadomo o co chodzi, to na pewno chodzi o: władzę i pieniądze. O ileż cenniejsza jest mądrość, ach...&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lg9MvuvwGn8/TwWP0Tz0mKI/AAAAAAAAOYw/zwO_nUZlcWc/s1600/Knowledge.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-lg9MvuvwGn8/TwWP0Tz0mKI/AAAAAAAAOYw/zwO_nUZlcWc/s400/Knowledge.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spróbujcie wyobrazić sobie ludzi, których los obdarzył wyjątkowym darem; darem, który przejawia się tym, iż za pomocą wypowiadanych na głos słów są w stanie wpływać na nieświadomych niczego słuchaczy. Zapewne zdarzyło się wam chociaż raz w życiu wysłuchać słuchowiska czy audiobooka, na pewno też zauważyliście, że najlepszymi spośród lektorów bywają aktorzy, gdyż z racji wykonywanego zawodu, przez lata praktyki, nabyli unikalną zdolność &lt;u&gt;&lt;b&gt;intonowania&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Teraz pomyślcie, że taki &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;u&gt;Lektor&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;  byłby w stanie rozpalić w was pragnienie do dalszego czytania,  odkrywania, zdobywania, a nawet -- byłby w stanie was  zaprogramować w taki sposób byście nawet o tym nie wiedząc, uczynili  dokładnie to, czego od was oczekuje. Trochę to przerażające, czyż nie?  Pachnie na odległość praniem mózgu, czystą hipnozą. Zapewne żaden z was  nie chciałby byś poddany takiemu zabiegowi. Ale co jeśli wam powiem, że w  świecie pana Jona Campelli istnieją także tzw. &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;u&gt;Odbiorcy&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;,  którzy potrafią podłączyć się pod umysł czytającego, uwalniając w nim  nieznane dla niego samego emocje, pragnienia, tak iż czytana książka  zdaje się być najwspanialszą w jego życiu przygodą i gdy się budzi jest  pewien, że to jego własna idea? Wówczas, przy wspólnym wysiłku, mogą Oni  np. zasugerować komuś, że zamykanie małej biblioteki na prowincji, to  niekoniecznie dobry pomysł... &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-ObN0g15EmrY/TwWQ57LSkWI/AAAAAAAAOZI/OwMwepX5ZMs/s1600/discovery2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="233" src="http://1.bp.blogspot.com/-ObN0g15EmrY/TwWQ57LSkWI/AAAAAAAAOZI/OwMwepX5ZMs/s400/discovery2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;Nie ulega jednak wątpliwości, że większość ludzi raczej nie grzeszy  uczciwością, a dobre maniery już dawno wyszły z mody, tak więc poza  dobrymi bohaterami, do których należą Jon, Iversen oraz pewna rudowłosa  Odbiorczyni, Katherina,  znajdą się i tacy, którzy &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;dar przekazywania,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; postanowią użyć w złym, destruktywnym celu. Chociaż książka &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Biblioteka cieni"&lt;/b&gt;  nie jest kryminałem, niemal z biegu zostaje wypowiedziane podejrzenie,  iż Luca Campelli nie odszedł w naturalny sposób z tego świata. Oczywiście dla policji  wszystko jest jasne, ale znając obyczaje czy też możliwości Lektorów i  Odbiorców, nie trudno się domyślić, że Luca poniósł śmierć za sprawą  któregoś z nich. Sam był jednym z najlepszych Lektorów, miał końskie zdrowie, nie był przesadnie stary, a przy tym,  zawsze trzymał neutralną stronę pomiędzy jedną i drugą "frakcją", które z  różnych względów podzieliły się przed laty. Komu zatem mogło zależeć na  śmierci tego wspaniałego człowieka, którego jedynym pragnieniem było,  ażeby książki nigdy nie odeszły w zapomnienie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-DYrPvfVT5AY/TwS1rjijB8I/AAAAAAAAOXI/_x_M9oRCryg/s1600/cold-dark-matter.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="253" src="http://2.bp.blogspot.com/-DYrPvfVT5AY/TwS1rjijB8I/AAAAAAAAOXI/_x_M9oRCryg/s320/cold-dark-matter.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;...Don't underestimate the dark matter of the unconscious...&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie przez wzgląd na te specyficzne zdolności głównych bohaterów, chcąc nie chcąc, myślałam w czasie lektury o pewnym filmie. Mam na myśli &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Incepcja" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"Incepcję"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, Ch. Nolana. Wprawdzie tam mamy do czynienia ze spekulacją nad naturą snu, jednakże główne założenie -- manipulacja -- wydaje się być równie ważne.&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Zdarzyło mi się wiele razy "&lt;u&gt;obudzić we śnie&lt;/u&gt;". Może i wy doświadczyliście tego surrealistycznego stanu, kiedy budząc się w środku nocy, w pierwszej chwili nie wiecie gdzie, ani kim lub czym jesteście. Ale po chwili wasza tożsamość staje się dla was jasna, jesteście już prawie pewni i spokojni, że to był tylko zły sen, gdy nagle, coś zaczyna się ruszać pod waszą kołdrą... Albo -- jak było w moim przypadku -- sięgacie ręką do zasłony okna, by za nią ujrzeć wlepione w was czerwone ślepia. Budzicie się wtedy z krzykiem, gdyż dopiero wówczas, sen po raz ostatni miał nad wami władzę.&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czy zatem nie jest -- teoretycznie -- możliwe, że ktoś świadomie mógłby przenikać do waszych snów po to, aby kreatywnie je zmieniać, tak byście po przebudzeniu działali niczym nakręcone zabaweczki? Pomyślcie tylko, za darmo, bez stresu, bez obawy wykrycia i konsekwencji. Każdą, dosłownie każdą myśl można by zaprojektować w zaciszu własnego domu, by później zwyczajnie zaszczepić ją w czyimś umyśle. Wówczas nie dziwią zachowania polityków, którzy jednego dnia są biali, a drugiego czarni. Nie dziwi też stale rosnąca liczba samobójców. Bo czym właściwie jest "depresja", jeśli nie upartą, natrętną jak mucha myślą obcego pochodzenia, która drąży w umyśle kanaliki tak długo, aż dopnie swego? A kiedy tak się stanie, no cóż... &lt;i&gt;&lt;b&gt;Sayonara&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-NaB71AFF2SE/TwS-2caanFI/AAAAAAAAOXc/vTotHGoiwD0/s1600/2010_inception_3.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-NaB71AFF2SE/TwS-2caanFI/AAAAAAAAOXc/vTotHGoiwD0/s400/2010_inception_3.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Świat, w którym wszystko wydaje się być na opak, nie jest tym, o którym byśmy marzyli, przydarza się co najwyżej po zamknięciu oczu, ale przecież już trzynaście lat temu, w pewnym kultowym* filmie zza oceanu stwierdzono, że najgorsza w tym wszystkim jest &lt;u&gt;niewiedza&lt;/u&gt; czy już się obudziliśmy, czy może wciąż śnimy. Witajcie zatem w moim świecie. Ludzie, żyjąc i polegając na innych mają stworzony przez siebie obraz w głowie i przeważnie trzymają się go kurczowo. Boicie się wszak stracić grunt pod stopami, boicie się pójść o jeden krok dalej, dotrzeć poza wszelkie granice, tam, gdzie nie sięgają mapy. To zrozumiałe, jak każde zwierzę, człowiek boi się tego, czego nie pojmuje. Rzeczywistość powinna być zrozumiała, przystępna i taka większości z nas się wydaje. Wszystko ulega zmianie, kiedy przyłapiemy kogoś na manipulowaniu nami. Dochodzi do czegoś w rodzaju sprzężenia zwrotnego. Nagle sami dla siebie stajemy się lustrem, na którego tafli, niczym odciski palców, zaczynają pojawiać się rysy. Jeśli przyjrzycie się im z bliska, czy lepiej -- wsłuchacie w samych siebie, z pewnością dowiecie się kto wami manipulował i dlaczego a wówczas, podobnie jak ja, spojrzycie na cały otaczający świat, to, co wam się przytrafiało, niczym bohaterowie książki Birkegaarda. Prawdziwy problem nie tkwi bowiem w woli działania, błądzeniu, ale w bierności, która zmusza nas abyśmy spoglądali na życie, samych siebie, na innych, bez najmniejszej atencji. Patrzymy, ale nie widzimy. Słuchamy, ale nie słyszymy. Jesteśmy tak dobrze zaprogramowani, że nie wyczuwamy już, kiedy ktoś dodatkowo dokłada nam zmartwień. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-O6PdV2wHAfc/TwTEfZdbMfI/AAAAAAAAOXw/rc2QjNpA_ac/s1600/birkegaard.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-O6PdV2wHAfc/TwTEfZdbMfI/AAAAAAAAOXw/rc2QjNpA_ac/s320/birkegaard.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #38761d;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://authorsplace.co.uk/mikkel-birkegaard/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mikkel Birkegaard&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muszę zatem rozczarować tych, którzy być może naczytali się lub przeczytają o książce Birkegaarda kiepskie opinie. W nosie mam, że w swej totalnej głupocie nie byli w stanie docenić jej walorów, zwłaszcza że napisana jest naprawdę przyjemnym językiem, czyta się ją szybko, ale bynajmniej nie sposób szybko o niej zapomnieć, chyba że wasz mózg przypomina mózg kolibra, wówczas macie przechlapane.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Miałam ostatnio nieprzyjemność czytać książkę &lt;b&gt;&lt;a href="http://merlin.pl/Antykwariusz_Julian-Sanchez/browse/product/1,819642.html?gclid=COv9pc3UuK0CFSEhtAodAlFenQ" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"Antykwariusz"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, Juliana Sancheza, baskijskiego idioty, który raczej powinien dalej kopać piłkę na murawie, w czym na pewno jest lepszy niż w pisaniu zajmujących powieści, ale jak znam życie, 3/4 wszystkich jego czytelników w tym zapłakanym kramiku skoczy mi wnet do gardła, bo przecież nie zgadzać się ze zdaniem i wolą większości, to jak z własnej woli zjechać gołą dupą po zardzewiałej tarce.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Biblioteka cieni"&lt;/b&gt; ma w sobie to wszystko, co pasuje pod określenie "przytulnego miejsca". A więc: wysokie i głębokie fotele ustawione blisko rozpalonego kominka; potężne regały z oprawionymi w pachnącą skórę księgami z różnych epok; posępne zamczyska i ukryte pod ziemią miejsca, w których przeprowadza się eksperymenty. Znajdziecie w niej miłość, ale i wyrafinowane złośliwości, przemoc i delikatność; spiski sięgające Starożytności, które zdradzą wam pochodzenie Lektorów i Odbiorców, o czym poniekąd wspominałam przed wyjazdem. Jeśli widzieliście wyżej wymienioną &lt;b style="color: purple;"&gt;"Incepcję"&lt;/b&gt;, być może i wam przyjdzie na myśl, jak wiele można by zmienić w tym okropnym świecie, który sami sobie gotujemy, pozwalając tyranom i debilom rządzić jeszcze głupszym stadem. &lt;u&gt;Ludzki mózg&lt;/u&gt; jest bowiem niezbadany, to wciąż terra incognita, która kusi i zniewala, przynosi odpowiedzi na pytania, które rzadko mamy odwagę sobie zadać i to przeważnie, we śnie. Chociaż osobiście nie wnikam czy takowe przenikanie jest możliwe, sądzę jednak, że to, co dzisiaj wydaje się niemożliwe, za sto lub pięćset lat może być znacznie prostsze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;u style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Pytanie zatem:&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; Czy nie warto byłoby zacząć szkolić już dziś ów organ, rozwijać go, uczyć się i szukać coraz to nowych białych plam na mapie rzeczywistości, aby je zapełnić, zamiast stojąc w miejscu, biernie przyglądać się jak głupie cepy w krawatach piszą historię świata za was? Rzeczywistość bowiem nie jest taka, jak się wam wydaje.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/RxabLA7UQ9k?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/RxabLA7UQ9k?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-5064100951142400085?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/5064100951142400085/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=5064100951142400085&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5064100951142400085'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5064100951142400085'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/biblioteka-cieni-mikkel-birkegaard.html' title='&quot;Biblioteka cieni&quot; -- Mikkel Birkegaard. Bierne czytanie to nie żarty.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-fjsuP8Vsj_8/TwR8tEv6cII/AAAAAAAAOV4/gWtTWFEG1ss/s72-c/Fairy_tales.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-9195698668533515316</id><published>2012-01-02T18:53:00.001+01:00</published><updated>2012-01-14T17:02:40.537+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><title type='text'>Gwiezdny pył nad Wielkim Kanionem -- 2012</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-ihWGv0BSijs/TwGBTEI2FJI/AAAAAAAAOPs/8KTyjYXCAnA/s1600/20110916060748.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-ihWGv0BSijs/TwGBTEI2FJI/AAAAAAAAOPs/8KTyjYXCAnA/s400/20110916060748.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nowy rok -- szacowny pan &lt;u&gt;2012&lt;/u&gt;, którego już uwielbiam za mnogość dwójek -- zastał mnie, po pierwsze: daleko od domu; po drugie: na krawędzi kanionu; po trzecie i najważniejsze: z niebem tak czystym nade mną, iż nawet bez lunety mogłam dojrzeć dokładną mapę gwiazd, zamykając w dłoni ich aurę. A było na co patrzeć, moi kochani. Nie wiem jak u was, ale tam, gdzie ja byłam, niebo wydawało się znacznie bliższe i spokojniejsze niż w zatłoczonym mieście. Czy w ogóle zwróciliście uwagę na gwiazdy, które w tę szczególną noc (w Sylwestra) ustawiły się nad wami, spragnione waszej akceptacji? Z tego, co wiem, powinna być nad wami widoczna -- o ile pogoda dopisała -- cała &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Orion_%28constellation%29" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Galaktyka Oriona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (począwszy od Syriusza, kończąc na &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Pleiades_%28star_cluster%29" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Plejadach&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, moich ulubionych, zaraz po Mgławicy Oriona, &lt;u&gt;tzn. 7 Siostrach&lt;/u&gt;; podziwiam je każdego roku). Nad nami, a zatrzymaliśmy się w południowo-zachodniej części parku, tak iżby bez problemu móc dojść nad krawędź, widoczna była z kolei &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Ursa_Major" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Wielka Niedźwiedzica&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Ale jako że mnie najbardziej interesował inny gwiazdozbiór, musiałam nieco wytężyć oko. Kiedy więc wszyscy grzali zadki przed ogniskiem (w istocie sztucznie sporządzonym przez nas, przenośnym paleniskiem), śpiewając sobie sprośne piosneczki, obżerając się fast-foodem, który w zamrażarce wędruje z nami od Colorado Springs ;D, ja odszukałam siódmą czy szóstą -- nie pamiętam -- gwiazdkę &lt;b&gt;--&amp;gt; &lt;/b&gt;&lt;u&gt;Merak&lt;/u&gt;, którą otacza gazowy woal i lecąc dalej najpierw znalazłam Lwa a potem.... tadaammm...&amp;nbsp; &lt;a href="http://neave.com/planetarium/" target="_blank"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;u&gt;Raka&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; (zdjęcie &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.noao.edu/image_gallery/images/d6/m44.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"żłóbka"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, jak nazywali ten gw. Starożytni Grecy). Bez lunetki nie byłoby łatwo, jako że gwiazdozbiór ten znajduje się blisko księżyca na nocnym niebie, a do tego jeszcze Wenus świeciła wyjątkowo jasno tej nocy. Jeśli nie wiecie, która to, radzę odszukać bardzo jasny punkt obok księżyca, który niczym cień wędruje w ślad za nim, to właśnie Wenus. Byłam w siódmym niebie. Kiedy widzę tyle gwiazd nad sobą, nieświadomie ronię łzy, śmiejąc się co rusz do samej siebie, to znowuż wzdychając głęboko albo powtarzając w kółko: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Jakie to piękne&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Nie dziwcie się temu, wszak wszyscy zbudowani jesteśmy z tych samych elementów, które tworzą owe gwiazdy. Czyż nie zdarza się wam, że patrząc na nie, odczuwacie jak gdyby głęboki żal, nostalgię, za dalekim domem? Przynajmniej ja tak mam, tylko w ich obecności, nie czuję się taka obca. Tak bardzo chciałabym być tam, a nie tutaj... Móc oglądać w pełnej gamie gwiezdne fajerwerki, rodzenie się i śmierć kolosów, przemierzając nieskończony dystans kosmicznego oceanu, móc oderwać się od ziemi, od tego kruchego ciała, które nie jest w stanie przeżywać chwili tak, jak one -- nasze gwiezdne siostry.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-L4Z6DSW40AI/TwGQ7Yf859I/AAAAAAAAOP4/4lG85_Xa0T8/s1600/M%25C3%25B3j+kanionik.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="267" src="http://1.bp.blogspot.com/-L4Z6DSW40AI/TwGQ7Yf859I/AAAAAAAAOP4/4lG85_Xa0T8/s400/M%25C3%25B3j+kanionik.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-t065KQmRwH4/TwGVecTA15I/AAAAAAAAOQE/uJpbjRffz6I/s1600/view.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="296" src="http://2.bp.blogspot.com/-t065KQmRwH4/TwGVecTA15I/AAAAAAAAOQE/uJpbjRffz6I/s400/view.JPG" width="400" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-CYrRDkvMMoU/TwGV1MXP1qI/AAAAAAAAOQQ/EsKr4pbvgD4/s1600/widoczek3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="255" src="http://3.bp.blogspot.com/-CYrRDkvMMoU/TwGV1MXP1qI/AAAAAAAAOQQ/EsKr4pbvgD4/s400/widoczek3.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z drugiej strony On -- &lt;u&gt;Kanion Kolorado&lt;/u&gt;. Jest zarazem całkowicie przeciwny naturze kosmosu, w której wszystko zdaje się takie iluzoryczne, jakby ze snu, i bliższy mu niż sądzimy. Miliony lat zamkniętych w kamieniu, namacalny dowód na to, jak niezliczoną ilość epok zajęło życiu uformowanie się na tej planecie. Czas uwięziony w pigułce i podany jak na dłoni, ale w jaki sposób, moi drodzy. Nie jestem w stanie na dzień dzisiejszy wyrazić swoich odczuć, gdy nań patrzę. Z zapartym tchem chłonę widoki wokół jak gąbka, mając tylko nadzieję, że przez wiele kolejnych dni, tygodni, miesięcy a może i lat, będzie mi się śnić to miejsce, wyławiając z pamięci wszystko to, o czym dzisiaj z nadmiaru wrażeń mówić nie potrafię. Powiem wam tylko jedno, że im dłużej nad tym wszystkim myślę, im więcej dowiaduję się nowych rzeczy, czy też słucham starych opowieści, tylko mocniej wzrastam w siłę, poczucie wyjątkowości, i wiem już, że to wszystko, co przytrafiało mi się dotychczas było mi potrzebne, naprawdę... Gdyby nie wewnętrzna walka, choroba, nie ten strach i poniżenie, które nosiłam w sobie od zawsze, nie potrafiąc doszukać się przyczyny, a przy tym, gdyby nie ów nadludzki wysiłek, aby wszystko, co stare -- zresetować, nie byłoby mnie dzisiaj tutaj. Teraz już wiem, że można w życiu popełniać błędy, ponosić porażki, w samym błądzeniu nie ma nic złego. Jedno tylko jest ważne, abyśmy nigdy, bez względu na to, jak słuszna nam się wydaje ścieżka po której idziemy, nie wciągali za sobą innych do naszej subiektywnej odysei, bo i tak nikt nigdy nie pojmie jej natury. Jesteśmy różni jak woda i ogień, ziemia i powietrze. Każdy z nas idzie własną ścieżką... Każdy jest jedyny w swoim rodzaju i do wszystkiego powinien dojść o własnych siłach. Łączy nas tylko jedno: Wszyscy składamy się z tego samego gwiezdnego pyłu, który uformował cały Wszechświat. A więc to nie prawda, że to tutaj musi być koniecznie naszym domem. Ja się nie czuję jak u siebie, nie zamierzam ukrywać, że patrząc w gwiazdy tęsknię choć nie znam do końca natury tego smutku. Miejsca takie jak Kanion Kolorado są jednak dla mnie pocieszeniem. Z dala od tłumów (choć i tutaj kręcą się ludzie), sam na sam z przeszłością, śmiało patrząc w przyszłość, stoję dokładnie pośrodku czasu, z tymże po raz pierwszy w życiu, nie walczę z tym, co było, lecz to zgłębiam jak wygłodniały wiedzy akolita. Jestem o krok od czegoś ważnego, ale już się nie boję. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-OlwiBzXAaWY/TwGWhdB7oDI/AAAAAAAAOQc/DQQjbh-fchI/s1600/Denver+Museum.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://4.bp.blogspot.com/-OlwiBzXAaWY/TwGWhdB7oDI/AAAAAAAAOQc/DQQjbh-fchI/s400/Denver+Museum.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale cofnijmy się troszkę w czasie... Do -- &lt;u&gt;&lt;b style="color: black;"&gt;24.12.&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&amp;nbsp; Postanowiłam, że to będzie ostatni wpis z cyklu "Denver w stanie Kolorado". Kolejne fragmenty podróży wplotę od czasu, do czasu na blogu, ale to już po powrocie. Wybaczcie mi, ale jakoś nie przywykłam do pisania z dala od domu, tak więc nawet nie będę próbować. Jako że w Ameryce święta tak naprawdę rozpoczynają się dopiero 25.12, po całodziennym szwendaniu się po mieście, mogliśmy odłożyć wizytę na dzień kolejny. Nie chciałam wyjeżdżać z Denver bez zobaczenia dwóch konkretnych miejsc. Jedno znałam z internetu, drugie z opowieści. Pierwsze, odnosi się do początków naszego rodzaju, jak i do szeroko pojętej "przeszłości"; drugie -- to miejsce wyższej kultury, które przetrwa wszystko, nawet takie twory-potwory jak: Lady Gaga czy Justin Bieber ;D&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-GhgDDFzSI_w/TwHRpdn-NvI/AAAAAAAAOQo/EvIRiHU_xNY/s1600/czas+zastyg%25C5%2582y+w+kamieniu.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="275" src="http://2.bp.blogspot.com/-GhgDDFzSI_w/TwHRpdn-NvI/AAAAAAAAOQo/EvIRiHU_xNY/s400/czas+zastyg%25C5%2582y+w+kamieniu.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #b45f06;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Praocean -- miejsce narodzin życia?&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-Qt__B1ZpRe8/TwHSKMm1cDI/AAAAAAAAOQ0/we2OcWBDFZk/s1600/dino3.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="282" src="http://3.bp.blogspot.com/-Qt__B1ZpRe8/TwHSKMm1cDI/AAAAAAAAOQ0/we2OcWBDFZk/s400/dino3.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ciekawe czy żyły "przed" czy "w"... Raju ;D&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MDnuY6Zuo1s/TwHSsJbiH-I/AAAAAAAAORA/wf4qWmhxchU/s1600/dino4.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="278" src="http://1.bp.blogspot.com/-MDnuY6Zuo1s/TwHSsJbiH-I/AAAAAAAAORA/wf4qWmhxchU/s400/dino4.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Mamma mia... Tak skończą wszystkie modelki&amp;nbsp; O_o&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-9ziTRWl1hkQ/TwHTEqUaPAI/AAAAAAAAORM/lvaQHO6f5Jc/s1600/dino2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="280" src="http://2.bp.blogspot.com/-9ziTRWl1hkQ/TwHTEqUaPAI/AAAAAAAAORM/lvaQHO6f5Jc/s400/dino2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #134f5c;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;I dlatego jestem "jaroszem"&amp;nbsp; X,D&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Muzeum Nauki i Przyrody w Denver jest centrum edukacyjnym całego regionu Gór Skalistych, ale jak okazało się w środku (czego też spodziewałam się od początku, zapoznana przez E. o rodzaju znajdujących się w nim ekspozycji), muzeum to posiada szeroką ofertę zarówno w zakresie historii naturalnej Kolorado, ale również całego świata, jak i dział pt: Kosmos. Jest to zarazem niezależny ośrodek badawczy i rozrywkowy dla wszystkich pokoleń, w którym naprawdę można się pogubić, jeśli nie ma się wytyczonego z góry szlaku. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;object width="320" height="266" class="BLOG_video_class" id="BLOG_video-d7b803530e700af3" classid="clsid:D27CDB6E-AE6D-11cf-96B8-444553540000" codebase="http://download.macromedia.com/pub/shockwave/cabs/flash/swflash.cab#version=6,0,40,0"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/get_player"&gt;&lt;param name="bgcolor" value="#FFFFFF"&gt;&lt;param name="allowfullscreen" value="true"&gt;&lt;param name="flashvars" value="flvurl=http://v15.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dd7b803530e700af3%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330174179%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1C31030F60812F251AAEFEDCEB5E409FEA7E3936.567E8BA8219981AB503F44C52BEFF26FC87E56E9%26key%3Dck1&amp;amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dd7b803530e700af3%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DheHlrkjLnrrXODPgnyvxcvCJ9cY&amp;amp;autoplay=0&amp;amp;ps=blogger"&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/get_player" type="application/x-shockwave-flash"width="320" height="266" bgcolor="#FFFFFF"flashvars="flvurl=http://v15.nonxt2.googlevideo.com/videoplayback?id%3Dd7b803530e700af3%26itag%3D5%26app%3Dblogger%26ip%3D0.0.0.0%26ipbits%3D0%26expire%3D1330174179%26sparams%3Did,itag,ip,ipbits,expire%26signature%3D1C31030F60812F251AAEFEDCEB5E409FEA7E3936.567E8BA8219981AB503F44C52BEFF26FC87E56E9%26key%3Dck1&amp;iurl=http://video.google.com/ThumbnailServer2?app%3Dblogger%26contentid%3Dd7b803530e700af3%26offsetms%3D5000%26itag%3Dw160%26sigh%3DheHlrkjLnrrXODPgnyvxcvCJ9cY&amp;autoplay=0&amp;ps=blogger"allowFullScreen="true" /&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od działu z egipskimi mumiami, poprzez dział, w którym można było  podejrzeć przy pracy naukowców i dowiedzieć się o tym, jak nasze własne  ciało adaptowało się przez tysiące lat i nadal tak czyni, do zmiennych  warunków na świecie; potem do paleontologicznego v. geologicznego  (podróż poprzez prehistorię, we wszystkich jej wspaniałych odsłonach,  czyli minerały, różnego rodzaju skamieliny, aż do... słynnego T-Rexa. A  na samym końcu to, co Szmimi koffa najbardziej, czyli "Kosmiczna  Odyseja", należące do muzeum planetarium. Jak się pewnie domyślacie, to właśnie te działy interesowały mnie najbardziej. Od razu więc spieszę wytłumaczyć, co poniektórym, że kiedy już raz człowiek otworzy się na wiedzę, zacznie czytać, a potem na własne oczy odkrywać relikty przeszłości, wówczas z każdym kolejnym zbiorem wiedza ta nabiera jeszcze większego znaczenia. Zarówno w Polsce, jak i w każdym muzeum historii naturalnej na świecie, nie tylko tym tutaj, można na własne oczy zobaczyć a niekiedy i dotknąć setek, tysięcy eksponatów, które zebrane w różnych miejscach naszego globu, są prawdziwym świadectwem tego, o czym jeszcze wielu ludzi nie wie. Więc jeśli ktoś zadaje pytania tego pokroju: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;A gdzie są dowody na tę całą "ewolucję"?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; powiem mu lub jej, no cóż... Widać, że nie był dotąd w żadnym muzeum historii naturalnej czy laboratorium, ani też nie szukał na własną rękę odpowiedzi. Jestem o tym przekonana, bo ze wstydem, uczę się jak małe dziecko wszystkiego od podstaw i jest mi nie raz głupio, że kiedyś z tego się śmiałam. Tak wiele znalezisk... Kurczątko, one mogą nam powiedzieć bardzo wiele o losie naszej planety i nas samych, odpowiedzi istnieją, ale cóż poradzić, kiedy z przyzwyczajenia, tresury etc. odwracamy głowę w inną stronę?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2Pl4vOzSmd8/TwHdFs1CFvI/AAAAAAAAORY/BZK6yPgNstU/s1600/Odkrywanie+przodk%25C3%25B3w.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-2Pl4vOzSmd8/TwHdFs1CFvI/AAAAAAAAORY/BZK6yPgNstU/s400/Odkrywanie+przodk%25C3%25B3w.JPG" width="311" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-aZHyofPHH8A/TwHdtVTRnII/AAAAAAAAORk/PiAIdhOlWWY/s1600/Ewa.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="297" src="http://1.bp.blogspot.com/-aZHyofPHH8A/TwHdtVTRnII/AAAAAAAAORk/PiAIdhOlWWY/s400/Ewa.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Adam?&amp;nbsp; Ewa?? Cholewka wie... Ważne: Ile to to ma lat.&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-oy9hRmYWdOw/TwHgxmTQqLI/AAAAAAAAORw/46kT0XNCrgo/s1600/podgl%25C4%2585danie+naukowc%25C3%25B3w.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="282" src="http://2.bp.blogspot.com/-oy9hRmYWdOw/TwHgxmTQqLI/AAAAAAAAORw/46kT0XNCrgo/s400/podgl%25C4%2585danie+naukowc%25C3%25B3w.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: purple; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Można się było poczuć jak w Jurassic Park&amp;nbsp; O_O&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I na koniec pewne miejsce, które musiałam zobaczyć, choć przez chwilę, gdyż słyszałam o nim same achy i ochy, a mianowicie: &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.operacolorado.org/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Ellie Caulkins Opera House&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Pomimo, że otworzono ją dla melomanów dopiero w 2005 roku, szybko stała się częścią dużego kompleksu artystycznego w Kolorado. Jej nazwa pochodzi od nazwiska pewnego zamożnego rodu -- Caulkinsów, którzy -- jeśli wierzyć plotkom -- od tak sypnęli z kieszeni niemal 10 milionów na jej zbudowanie. Opera mieści się w masywnym budynku&lt;span class="st"&gt; à la&lt;/span&gt; dziewiętnastowieczne wille-rezydencje łódzkich potentatów włókienniczych (jeśli oglądaliście "Ziemię Obiecaną" z Sewerynem i Olbrychskim, na pewno będziecie wiedzieli o czym mowa) przy ulicy Champa. Jej piaskowy kolor oraz podpadające pod orient wykończenia, mogą budzić w gościach sentyment za stylem wiktoriańskim, ale ledwo się wejdzie do środka, uderzają nas w oczy nowoczesne, choć bardzo piękne przestrzenie, głównie w jasnych, tchnących świeżością i energią życiową, kolorach. Jednym słowem: ambrozja dla oczu. Jako że nie było czasu, musieliśmy się ograniczyć wyłącznie do zwiedzania &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=WxjkKH5ftt8" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;hallu&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Dlatego też zdjęcia poniżej pochodzą z sieci. Ponoć niedawno występował na tej scenie także znany amerykański komik, aktor i prowadzący tv-show, Jay Leno (którego oglądałam przez wiele lat na &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.nbc.com/the-tonight-show/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;NBC&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-VhcfQ5UIQJM/TwHmh6C9lxI/AAAAAAAAOR8/QwlJ7jGpU6s/s1600/Ellie+Caulkins+Opera+House2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="330" src="http://4.bp.blogspot.com/-VhcfQ5UIQJM/TwHmh6C9lxI/AAAAAAAAOR8/QwlJ7jGpU6s/s400/Ellie+Caulkins+Opera+House2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-7GDTAFtiABg/TwHmocexoRI/AAAAAAAAOSI/bS1qscu18Ew/s1600/Ellie+Caulkins+Opera+House.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/-7GDTAFtiABg/TwHmocexoRI/AAAAAAAAOSI/bS1qscu18Ew/s400/Ellie+Caulkins+Opera+House.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lRURuZ44IxA/TwHmu7TTEvI/AAAAAAAAOSU/yfx4uM5xR8M/s1600/Opera+House.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-lRURuZ44IxA/TwHmu7TTEvI/AAAAAAAAOSU/yfx4uM5xR8M/s400/Opera+House.jpg" width="302" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Prawda, że piękne? Połączenie klasyki z nowoczesnością :)&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I na tym w zasadzie zakończyła się moja wizyta w Denver. Żałuję, że nie było mi dane obejrzeć jakiejś opery, przykładowo: Jezioro Łabędzie, ale cóż, mieliśmy sztywny grafik. Przed kolejnym dniem, musieliśmy jeszcze zrobić spore zapasy jedzenia na trwającą tydzień podróż na południowy-zachód. Jako że w samym Denver ceny były wygórowane z myślą o świętach, postanowiliśmy zrobić zakupy w &lt;u&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;Colorado Springs&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; (poniżej), jakąś godzinkę drogi od Denver.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-o81E4ScDJmM/TwHogNOa4AI/AAAAAAAAOSg/BW7lYAHtt_g/s1600/Kolorado+Springs.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://1.bp.blogspot.com/-o81E4ScDJmM/TwHogNOa4AI/AAAAAAAAOSg/BW7lYAHtt_g/s400/Kolorado+Springs.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0dBQjVW8bww/TwHomoZDDrI/AAAAAAAAOSs/vauItQ1h8AI/s1600/Kolorado+Springs+2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://3.bp.blogspot.com/-0dBQjVW8bww/TwHomoZDDrI/AAAAAAAAOSs/vauItQ1h8AI/s400/Kolorado+Springs+2.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Za jakąś godzinkę, dwie, wybieramy się na &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.grandcanyonskywalk.com/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Skywalk&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i jestem cała w nerwach. Pomimo iż koffam otwarte przestrzenie, to jednak świadomość stania nad półtorakilometrową przepaścią, widząc jej dno pod swymi stopami, raczej średnio mi się uśmiecha. W dodatku E. ciągle się śmieje, że to dlatego nie pozwalają wnosić na platformę widokową aparatów i innych ciężkich sprzętów, co by szkiełko nie pękło, a nie iż boją się, że się szkiełko porysuje :C &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;I jak tu nie stchórzyć??&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Ale postaram się być dzielna, w końcu ile razy w życiu ma się okazję sterczeć "nad" a nie na dnie?, Kanionu Kolorado?? Później czeka nas dwu (plus/minus) godzinna podróż do Las Vegas (ale szczerze uprzedzam, nie jestem pewna, czy zdecyduję się na lot helikopterem). Wprawdzie to tylko godzinka lotu nad Kanionem, ale potrzebuję wypocząć przed powrotem do pl-świrlandii. Także jeszcze nie podjęłam ostatecznej decyzji. Zobaczy się w praniu. Na koniec podrzucam dwa filmiki z sieci, jeden opisuje zwięźle Muzeum (w.w), drugi to muzyczna retrospekcja wokół sceny opery z Denver. Next time odezwę się dopiero po powrocie. Miłego oglądania i słuchania :))&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/g3Q0FQjFT1s?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/g3Q0FQjFT1s?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-9195698668533515316?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/9195698668533515316/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=9195698668533515316&amp;isPopup=true' title='Komentarze (8)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/9195698668533515316'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/9195698668533515316'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2012/01/gwiezdny-py-nad-wielkim-kanionem-2012.html' title='Gwiezdny pył nad Wielkim Kanionem -- 2012'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-ihWGv0BSijs/TwGBTEI2FJI/AAAAAAAAOPs/8KTyjYXCAnA/s72-c/20110916060748.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>8</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-31827073255492715</id><published>2011-12-29T18:36:00.001+01:00</published><updated>2012-01-14T17:00:06.477+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><title type='text'>2 dni szwendania się, 20 kubków kawy i Big Blue Bear... Isn't  too much??</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-NrJGFGmnthg/TvxEDrWdu1I/AAAAAAAAOHM/lhbqZsn4qV4/s1600/Denver22.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-NrJGFGmnthg/TvxEDrWdu1I/AAAAAAAAOHM/lhbqZsn4qV4/s400/Denver22.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Widoczek na Denver, niestety nie mój... ja byłam &lt;i&gt;inside&lt;/i&gt; ;D&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie pamiętam już kto, ale prawdopodobnie miało to miejsce w śródmieściu (downtown), powiedział mi, że jeśli zdarzy się człowiekowi zgubić w tym mieście, o co zresztą nietrudno, najlepiej zatrzymać się w miejscu, odetchnąć, po czym na spokojnie odszukać jakiegoś prześwitu między budynkami, co by dojrzeć okolicę. Jeśli zahaczę wzrokiem o zarys gór -- (&lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/G%C3%B3ry_Skaliste" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Rocky Mountains&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, Góry Skaliste), lepiej niż za pomocą najlepszego GPSu trafię do hotelu czy jakiegokolwiek innego miejsca, w którym się zatrzymałam. Korciło mnie, aby rzucić temu szczerzującemu się gostkowi: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Hey, Dude... Przecież ja nawet nie pamiętam gdzie mój hotel jest, btw. poza jedną nocką, nie mieszkam w żadnym budynku, ino w przyczepie, która stoi na miejskim parkingu&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Ale mniejsza o detale, naprawdę nie ma czym się chwalić kiedy jest nas -- &lt;u style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;pięcioro&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-En-UHav1XtY/TvxH4VHKMGI/AAAAAAAAOHY/bGvN63M247k/s1600/domcio.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="107" src="http://2.bp.blogspot.com/-En-UHav1XtY/TvxH4VHKMGI/AAAAAAAAOHY/bGvN63M247k/s200/domcio.JPG" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak obiecałam, postaram się dzisiaj w zarysie opisać kolejną część moich zagranicznych, czysto subiektywnych przeżyć. Na razie nie liczcie na więcej niż na "chaos". Po grobowym śnie z czwartku na piątek (22/23 grudnia), padłam bowiem do wyra jak ścięta z nóg żyrafa, zapominając nawet o kąpieli, zębach etc, obudził mnie rozkoszny zapach kawusi z hotelowej kawiarni, którą podstawiła mi pod nos perfidnie, jak typowa nastoletnia żmija, kuzyneczka. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-MsDgMBH7Rjk/TvxLEQFfkoI/AAAAAAAAOHk/Ri0IKVrVTVg/s1600/6a00d.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-MsDgMBH7Rjk/TvxLEQFfkoI/AAAAAAAAOHk/Ri0IKVrVTVg/s320/6a00d.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Żeby nie było jej tak miło i różowo, zapytałam niewinnie: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Czy nie zapomniała o czymś?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Na co po raz drugi w swoim życiu (pierwszy raz spotkał mnie w PL, ale o tym innym razem) ujrzałam pustkę w ślepiach dziewczyny, zupełnie jak u lalki Barbie. Nie żebym perfidnie docinała tej przemiłej (nie da się ukryć) osóbce, jednak sam fakt, iż:&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;-- tuż po wstaniu z wyra, na bosaka w samym podkoszulku i stringach na gołej dupie (fakt -- szczuplejszej niż moja) poszła do hallu -- co z tego, że małego, swojskiego -- &lt;a href="http://www.hotels.com/ho199204/the-timbers-an-all-suite-hotel-denver-united-states/?gclid=CIrk3M6Zp60CFVBlfAod2F51lQ" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #38761d;"&gt;hotelu&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/a&gt;(leżącego ok. 10 minut od centrum miasta, tak nawiasem mówiąc), tylko po to, aby przynieść mamusi, kumpeli (tzn. Andrei) oraz mnie, kawusię&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;-- jest nie tyle dziwny, co rozbrajająco uroczy w swym wyuzdaniu. Słowo harcerza, którym nigdy nie byłam, choć niewiele brakowało, że sam widok jej zbaraniałej minki i tego małego pyszczka, który zmienia się w podkówkę, pytając: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;What's wrong?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, przebudził mnie dwa razy szybciej niż łyk siermiężnej kawy, którą serwowano w tym przytułku dla bezdomnych turystów. :D&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Między niebem a ziemią, wtedy jeszcze nie wiedziałam, ile zaliczę okazji tego dnia do wypicia kawy, co też utwierdziło mnie tylko w przekonaniu, że nie tylko w Polsce, ma miejsce masowa histeria na punkcie tego trunku. Jestem już niemal pewna, po rozmowie z miłym gostkiem pracującym w &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.mercurycafe.com/home.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;pewnej kawiarni&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, że producenci chyba dosypują do kawy jakichś narkotyków, bo jako nałogowy pijus kawy (od chwili poczęcia ;), wiem, że sama w sobie nie na każdego wpływa jednako, tymczasem to, co obecnie serwuje się ludziom na całym świecie, jest czymś dodatkowo wspomagane. Tyle wiedza ze źródła. No ale cóż... Interes przecież musi się kręcić, prawda?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-kXQhKnlk-CE/Tvx8u5PHnZI/AAAAAAAAOIk/CBi0IxexxCE/s1600/state+capitol.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="341" src="http://4.bp.blogspot.com/-kXQhKnlk-CE/Tvx8u5PHnZI/AAAAAAAAOIk/CBi0IxexxCE/s400/state+capitol.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Colorado State Capitol = Enter of Hell?? Neeeee...&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-o_Q2Fn5XraU/Tvx3F9G3HbI/AAAAAAAAOIM/kc8IP6Fhly8/s1600/w+hallu+Colorado+State+Capitol2.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://4.bp.blogspot.com/-o_Q2Fn5XraU/Tvx3F9G3HbI/AAAAAAAAOIM/kc8IP6Fhly8/s400/w+hallu+Colorado+State+Capitol2.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;.... Ciekawe ile czasu leciałoby się na dół? ... &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-sxA1KWa7yFo/TvxWaBQtdkI/AAAAAAAAOH8/VQKz15a2A8M/s1600/capitol22.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="252" src="http://2.bp.blogspot.com/-sxA1KWa7yFo/TvxWaBQtdkI/AAAAAAAAOH8/VQKz15a2A8M/s400/capitol22.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;... Eeee, za krótko ...&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Po śniadaniu zapakowaliśmy się do campera i po przejechaniu kilku ruchliwych skrzyżowań (czy jak kto woli: przecznic), nad którymi porozwieszano -- tak jak i u nas -- ozdoby świąteczne, tyle że w ilościach znacznie przekraczających normę (czułam się jak moja znajoma parę lat temu, podczas odwiedzin Tokio, wszędzie kable nad głową), cioteczka wysadziła nas pod &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.colorado.gov/dpa/doit/archives/cap/first.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Colorado State Capitol&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (coś jak nasz sejmik wojewódzki tyle że wizualnie przypomina budynek Kongresu), sama zaś zajęła się parkowaniem.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Pamiętacie, co pisałam jakiś czas temu? Mieliśmy nawet słowem nie wspominać o świętach, ale cóż, nie dało się zamknąć oczu na całą tę gorączkę, która w Stanach jest dużo gorsza niż u nas. A wiecie dlaczego? Ponieważ w PL ludzie ledwo wiążą koniec z końcem, wbrew wciskanym lemingom bzdur o kryzysie, który jakiś cudem dotyka tylko... Zachód. Tymczasem w Stanach wcale nie jest tak źle, jak piszą i prawią wam spece od socjotechniki. Nie dajcie się zatem zaczadzić dyrdymałami pt: &lt;u&gt;Kryzys&lt;/u&gt;. Jedyny, jaki istnieje, to ten w umysłach rządzących i chorych na kasiorę maklerach. Oczywiście --&amp;nbsp; z czym zgodziła się moja cioteczka -- bydełko należy trzymać w wiecznym napięciu, strasząc nędzą, chorobami, klimatem a nawet wojenką, ale co mądrzejszy, który obserwuje świat samodzielnie, nie zaś przez szklane "łoko", raz dwa pojmie, że i na polityków przyjdzie wnet czas. Mój ojczulek (który w tym roku wyjątkowo baluje sobie z sąsiadami), zwykł mawiać nie raz, że: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Zawsze się znajdzie większa ryba w stawie&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Podczas gdy świat zajęty pitu- pitu- na temat kryzysów, rewolucji, globalnego ocieplenia, po cichu układa się w całość odwieczna układanka. Nie wiem jak wy, ale ja zamierzam być jej częścią, na co bowiem stać z boku, skoro samemu można ugryźć troszkę szczęścia, co wy na to?&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-dWqWAddxxXY/Tvx7rXw6yeI/AAAAAAAAOIY/wobNyo5QPNs/s1600/misiak.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://2.bp.blogspot.com/-dWqWAddxxXY/Tvx7rXw6yeI/AAAAAAAAOIY/wobNyo5QPNs/s200/misiak.JPG" width="185" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, co zaskakuje w Denver to szprytny zabieg wizualny, który w przeciwieństwie do np. katowickiego czy warszawskiego misz-maszu, łączy ze sobą plastycznie zupełnie sobie obce style architektoniczne. Na jednej z pocztówek widziałam często zdjęcia zabudowy z XIX wieku, typowe secesyjne kompozycje, które do dziś dnia wyrastają przed oczami, niczym egzotyczne kwiaty, pośród wielkiej rafy nowoczesnych, szklanych biurowców. Misiok, którego widzicie z prawej strony to zaledwie jeden z przykładów specyficznego poczucia humoru mieszkańców Colorado. Pisząc ostatnio, że Amerykanie różnią się od Polaków większą swobodą, miałam na myśli to, że częściej się uśmiechają, mają też bardziej wyluzowany stosunek do samych siebie. Nie są złośliwi, nie gapią się na człowieka bez powodu, zawsze skłonni pomóc, nawet jeśli tylko zahaczysz o własne sznurowadła... &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Co to moja wina, że mam za długie a wyjątkowo ciepła Jesień tej Zimy??&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Od lat to powtarzam, że kiedy idzie się chodnikiem w Stanach, nie czuć presji unoszącej się nad głowami przechodniów, nikt też nie obserwuje drugiego z byka, tak jak w RP. Co nie znaczy, że nie uświadczy się przyjemniaczków... Jedno, czego nie zazdroszczę Amerykanom to tego, w jakim stopniu niektórzy z nich rozpaskudzają swoje dzieci. Ale o tym next time... &lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HWRKpM0FHpI/TvyAR-UbBzI/AAAAAAAAOIw/P3G99JGSxp0/s1600/Republic+Plaza.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-HWRKpM0FHpI/TvyAR-UbBzI/AAAAAAAAOIw/P3G99JGSxp0/s400/Republic+Plaza.JPG" width="307" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;Republic Plaza&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W pobliżu zarówno capitolu, jak i najsłynniejszego, i zarazem najstarszego hotelu w Denver, &lt;b&gt;&lt;a href="http://denver.about.com/od/education/ig/Historic-Photos-of-Denver/Historic-Denver--Brown-Palace.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Brown Palace Hotel&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, pnie się majestatycznie Republic Plaza, oddany do użytku stosunkowo niedawno, bo w latach 80' XXw. Z tego, co wiem, jest to typowy biurowiec, w którym ulokowane są różne firmy. Ma 56 pięter, na łączną wysokość prawie 220 m, przez co jest to najwyższy drapacz chmur w tym mieście a także w całym regionie. &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Niom... Z tego cuda konkretnie leciałoby się na dół&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&amp;nbsp; ;D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-VUp4TGF66P8/TvyEScK01fI/AAAAAAAAOI8/S9HXx3qJyUM/s1600/brown.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-VUp4TGF66P8/TvyEScK01fI/AAAAAAAAOI8/S9HXx3qJyUM/s400/brown.JPG" width="350" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;A tak wygląda&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;b style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt; Brown'ie ;P &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;Czysta secesja, jak w mordę strzelił...&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-DlEG_tyBehU/TvyE3yJXu2I/AAAAAAAAOJI/ntMfQKzmbDY/s1600/wyprzeda%25C5%25BCe.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="305" src="http://4.bp.blogspot.com/-DlEG_tyBehU/TvyE3yJXu2I/AAAAAAAAOJI/ntMfQKzmbDY/s400/wyprzeda%25C5%25BCe.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;....Wyprzedaże nie tylko PO ale i PRZED-świąteczne....&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I nim się spostrzegłam, minęło południe. W między czasie podzieliliśmy się na dwie grupy. Ciotka poszła z nami, tzn. mną i E. podczas gdy smarkule zniknęły gdzieś na horyzoncie, kierując się na plac Larimer (chyba...), gdzie mnogość sklepów. Jako że nas -- to znaczy &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;MNIE&lt;/b&gt; -- bardziej interesowały księgarnie, ruszyliśmy na żer. Szczerze? Nie oszukiwałam ani siebie ani innych, że nie chcę niczego kupować. Nie co dzień ma się okazję pobuszować w amerykańskich księgarniach, gdzie dużo więcej tytułów i wyboru, nie zaś wszystkich tych wampirokrzaczastych popłuczyn, którymi utlenia się mózgi i tak niedorozwiniętych z natury biało-czerwonych buraczków. Myślałam sobie, że skoro to jedyne większe miasto (nie licząc Las Vegas, skąd odlecimy z powrotem do pl-świrlandii) na całej trasie, warto spożytkować z rozsądkiem drobniaki w portmonetce.&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;I tak, podczas gdy razem z drugą buszowały po butikach, obżerając się zapewne wszystkim tylko nie tym, co naturalne i zdrowe, zakupiłam pięć tytułów, tyle że w dwóch różnych księgarniach. W drugiej z kolei, zdarzyło mi się zamienić parę słów z przemiłą ekspedientką, na oko żydówką (jak zawsze wyczułam bezbłędnie). Kasując moje zdobycze, którymi pochwalę się po powrocie, usłyszała nagle jak wymieniamy się w trójkę polskimi żarcikami i chociaż nie zrozumiała niczego, od razu podchwyciła. Szablonowa, jakby żywcem z taniego serialu wyjęta sytuacja, w której przyszło mi tłumaczyć, że przyjechałam z daleka, "niestety z PL", ale, co zabawne (a może nie? &lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;: /&lt;/span&gt; &lt;/b&gt;), kobitka ta okazała się mieć podobne do mojego* nazwisko. Od razu mówię (żadnego pokrewieństwa, ot łut szczęścia albo jakieś fatum). Niemniej pocieszne zdarzenie, które typowo po babsku skwitowałyśmy głębokim westchnieniem. Tak kobitce przypadłam do serca, że ochoczo zaczęła mnie zapraszać do siebie na wakacje. Chwilowo bowiem pracuje w tej księgarni, zastępując córkę, która za niedługo będzie rodzić. Tymczasem mieszka w &lt;u&gt;&lt;b&gt;Nowym Meksyku&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;. &lt;b style="color: purple;"&gt;Haba-Haba-Haba&lt;/b&gt; (domyślacie się zapewne, jak mnie ucieszył ten news? ;).&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-QFZ0iJdNmSQ/TvyLHOq3YHI/AAAAAAAAOJg/NUwfFVg1QXY/s1600/Starbucks+Coffee.JPG" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-QFZ0iJdNmSQ/TvyLHOq3YHI/AAAAAAAAOJg/NUwfFVg1QXY/s320/Starbucks+Coffee.JPG" width="242" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://janmi.com/wp-content/uploads/2010/11/Starbuck-en-Starbucks.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Just like Katee "Starbuck" (click)&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Plan na ten dzień był banalny:&amp;nbsp; Przejść się po centrum, coś zjeść, napić i obejrzeć ciekawe miejsca (w stopniu minimalnym, bo poza tą jedną nocą w hotelu, wszystkie kolejne czekały nas w camperze, co może się wydawać fascynujące latem, nie zaś zimą, ciepłolubny człek ma raczej mieszane uczucia na temat takiego konceptu), w tym, na czym zależało mi najbardziej, odwiedzić Muzeum Nauki i Natury(?) = (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dmns.org/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;The Museum of Science and Nature&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;), na przecięciu dwóch placów: Colorado i Montview. W praktyce okazało się jednak, że... czas jednak nie zwolnił specjalnie dla mnie, więc, dzień drugi w USA musiałam zakończyć na knajpce lub dwóch (z naciskiem na "trzech" --&amp;nbsp; a co się będę łograniczać?). Miałam jednak trudny orzech do zgryzienia:&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;a href="http://www.hardrock.com/locations/cafes3/cafe.aspx?LocationID=48&amp;amp;MIBEnumID=3" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Hard Rock Cafe&lt;/a&gt;&amp;nbsp; czy może&amp;nbsp; &lt;a href="http://www.starbucks.com/" style="color: #cc0000;" target="_blank"&gt;Starbucks Coffee&lt;/a&gt;?&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W końcu zdecydowaliśmy, że żarełko kupimy sobie w HRC a później kicniemy się do Starbucksa, do którego mam cholerny sentyment od czasu &lt;u&gt;Battlestar Galactica&lt;/u&gt; ;D Przyznaję ze wstydem... Obżarłam się jak świnka, ale na pocieszenie powiem, że "świni" nie tknęłam. Nie to, co C. która pierwsze co to zamówiła kanapkę z bekonem, czy cokolwiek tam w niej było. Jako że uwielbiam &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;musztardę i="" kurczęcia=""&gt;&lt;/musztardę&gt;&lt;/b&gt; (my favorite animal), pożarłam dwie duże kanapki z kurczakiem z grilla w sosie "miodowo-musztardowym", tyle że bez bekonu... -- ot obiado-kolacja. Wiem, wiem, jaki ze mnie jarosz, jak wtryndalam nabiał?, ale od czasu choroby, przestałam się zbytnio przejmować tym, co mi wolno a czego nie. Was jednak nie interesuje, co jedliśmy, of course, bo jak na razie w PL jeszcze nie wpieprza się trawy, nieprawdaż? Ale kto wie &lt;i&gt;&lt;b&gt;next year&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, w końcu wasi zakichani politycy wprost przebierają nogami aby puścić słowiańskie poletko z dymem. Czego nie skwasili Niemcy i Rosjanie, Polak jak nikt zramoli do końca. Ale dobrze wam tak, macie to, co "na-niby-wybraliście"*. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-fiEgcg7bBd4/TvySUMHfohI/AAAAAAAAOJs/QTMTjez_WPc/s1600/16th+Street.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://1.bp.blogspot.com/-fiEgcg7bBd4/TvySUMHfohI/AAAAAAAAOJs/QTMTjez_WPc/s400/16th+Street.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #38761d;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;16th Street -- gdzie fast-foodów i kawiarni mnogość&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie będę Was ani Siebie zamęczać. I tak pewnie jeszcze przez rok będę przy różnych okazjach wracać do tego, co, jak i gdzie widziałam. Tak na szybko nie potrafię i właściwie nie chcę przelewać. Pobyt w Denver przesunął się na kolejny dzień, czyli na wasz/nasz? 24.12 (sobota?) o czym w następnym wpisie. Na tę chwilę minęliśmy już &lt;a href="http://www.townofpagosasprings.com/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;Pagosa Springs&lt;/b&gt;&lt;/a&gt; (o rzut beretem od celu). Jestem pewna, że kiedy większość z was będzie świętować Nowy Rok, my w piątkę rozbijemy obóz w jakimś dogodnym punkcie widokowym Grand Canyon National Park, a z tego, co widziałam już teraz, nie mogę wprost się doczekać. Nie miałam pojęcia, że Colorado jest tak rozległe i piękne, a zważywszy, że od czasu Denver omijaliśmy miasta i miasteczka jak się dało, zatrzymując się co najwyżej na stacjach benzynowych, ładując zapasy, i w nogę, muszę stwierdzić, że dawno już nie oddychałam tak świeżym powietrzem. Nie wiem jak przestawię się na powrót do PL, chyba załaduję butlę z tlenem ze sobą, &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;just in case&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; ;D &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze tylko jeden wpis zadedykuję Denver (genialne miasto, by the way...), bo miałam okazję zawitać do muzeum i opery, co warte jest nadmienienia. Późniejsze atrakcje, w drodze do Kanionu bardziej nadają się do luźnych refleksji, aniżeli konkretów. Jako że posuwaliśmy się camperem co najmniej tak samo szybko jak zygzakiem, nasza trasa jak dotąd biegła przez typowo amerykańską prowincję.... Nareszcie miałam okazję zjeść "placek dyniowy" w przydrożnej knajpce i wyglądała jak żywcem wycięta z "filmów drogi"... Ach, nie macie pojęcia jak mnie cieszą takie drobnostki. Z tego, co pamiętam jechaliśmy przez dłuższy czas jakąś "25", później chyba "85"(-ką). Dzisiaj mieliśmy małe zamieszanie z wjazdem do parku, raz też zatrzymał nas patrol (ale spokojnie, nie złamaliśmy prawa). Pan-Władza był po prostu ciekaw "kto zacz", jako że cioteczka nie bawiła się w zmianę tablic od samego LA (hm... Cała ona). Emanuel wzbudził małe zamieszanie swoim wyglądem,&amp;nbsp; no cóż, kiedy wszyscy wokół śniadzi i kruczo-czarni, on jeden przypominał Szweda, przez swe platynowe włosy.&amp;nbsp; Nie udało mi się o wszystkim wspomnień, a bolą mnie już paluszki. Nie mam głowy do jakichś głębszych przemyśleń, na to przyjdzie pewnie czas po powrocie. Ale spokojnie, najlepsze, dopiero przede mną i tym razem, już się nie będziemy (s)pie(p)szyć ?? Oooppsss :DD&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: purple; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;I na koniec tego wpisu, Ta której dedykuję mój pobyt w Denver, swoje pijaństwo i obżarstwo w Starbucks Coffee. Jakie to szczęście, że to nie Ja prowadziłam tę łajbę... tzn. campera X,D&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: purple; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Yaaa, Frak Me! O_O&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: purple; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Z1bRQ8SRyZo?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Z1bRQ8SRyZo?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/ruqEax1k350?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/ruqEax1k350?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-31827073255492715?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/31827073255492715/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=31827073255492715&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/31827073255492715'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/31827073255492715'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/2-dni-szwendania-sie-20-kubkow-kawy-i.html' title='2 dni szwendania się, 20 kubków kawy i Big Blue Bear... Isn&apos;t  too much??'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-NrJGFGmnthg/TvxEDrWdu1I/AAAAAAAAOHM/lhbqZsn4qV4/s72-c/Denver22.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-6057878951350600574</id><published>2011-12-26T19:25:00.002+01:00</published><updated>2012-01-14T16:57:02.810+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='USA'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><title type='text'>Welcome at the Land of Denverites</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-b2NvB2FTTg0/TvicwfP8EsI/AAAAAAAAOEs/eHq9d-b2Qww/s1600/Port+Lotniczy+w+Denver.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="302" src="http://2.bp.blogspot.com/-b2NvB2FTTg0/TvicwfP8EsI/AAAAAAAAOEs/eHq9d-b2Qww/s400/Port+Lotniczy+w+Denver.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wprawdzie od dwóch dni mam już internet (z małymi przerwami, ale lepsze to niż nic), jednak dopiero dzisiaj mam czas i siłę, aby coś napisać, i nie chodzi nawet o to, że jestem zajechana fizycznie, bynajmniej, ale od nadmiaru wrażeń łatwo można głowę stracić. A ja... Nie wiem jak wy, jestem do swojej przywiązana ;D Kompletnie nie rozeznaje się w czasie... Umysł mówi jedno, ciało coś innego, dlatego w tej materii kieruje się zdrowym rozsądkiem cioteczki i całej reszty. Samo zaaklimatyzowanie się w Stanach zajęło mi... hm... dwa dzionki (?), nie przeczę że w bardzo miłej atmosferze, jednakowoż tak mnie to wszystko zakręciło, że ledwo potrafię myśli zebrać. Na szczęście jednak zaczynam nowy dzionek "w drodze" od pycha espresso, objadając się ciepłymi rogalami, które kuzynka prze-teleportowała nam z przydrożnej restauracji. Ale zacznijmy od początku....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-hdaDiEpWsrk/TvifKAp4soI/AAAAAAAAOE4/WcUSSdzN65c/s1600/land%252C+at+last%2521%2521%2521%2521.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-hdaDiEpWsrk/TvifKAp4soI/AAAAAAAAOE4/WcUSSdzN65c/s1600/land%252C+at+last%2521%2521%2521%2521.JPG" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #0b5394; font-size: small;"&gt;"Nareszcie na ziemi..."&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak rzadko latam samolotem, że kiedy w końcu zdecydowałam się na tę wyprawę, myślałam że skonam. Słowo daję, że przez ułamek sekundy, miałam ochotę zawrócić z Anglii na to polskie zadupie, bo w porównaniu z niecałymi 2 godzinkami lotu na Heathrow, niemal 5 x dłuższy dystans przez Ocean, jawił mi się jako przedwczesne wakacje na piekielnej farmie. Widzicie, loty na tej wysokości wywołują we mnie bardzo nieprzyjemne objawy, nie będę wyliczać, ale krew z uszu to norma. Dlatego pomimo iż podziwiam ptaki, sama myśl o przelocie nad nimi kluczem, była ciężką próbą mego charakteru. Jakież to szczęście, że istnieją proszki nasenne... Ech, nic dodać, nic ująć. Jedyne co mnie pocieszało, to fakt, iż w ostatniej chwili dołączył do mnie Emanuel, o czym nie wspominałam wcześniej, bo nie było pewne czy będzie mógł się wyrwać. Mógł, więc tak uczynił. Gdyby nie jego kojąca obecność w pobliżu, pewnie nawet proszki by mi nie pomogły. Była już prawie północ, z 21 na 22/12, kiedy wreszcie zabookowano* nas na pokładzie dziwnie wibrującego od podłogi monstra, co też skomentowałam wisielczym tonem, że przy odrobinie szczęścia, ptaszek padnie dopiero nad Oceanem. Co poniektórzy z was pamiętają pewnie, jak wspominałam nie raz, że śmierć w "wodzie" to coś dla mnie X,D &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-LvIX9qHLKAw/TvikCKc6BEI/AAAAAAAAOFE/UXQKqRpDbjU/s1600/Mapa+%25C5%259Bwiata.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="276" src="http://2.bp.blogspot.com/-LvIX9qHLKAw/TvikCKc6BEI/AAAAAAAAOFE/UXQKqRpDbjU/s400/Mapa+%25C5%259Bwiata.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;Mapka świata?? Cool, yo-yo ;D&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jakież jednak było moje zdziwienie, kiedy po szczęśliwym dotarciu do celu (nie czując wprawdzie pewnych partii mego kościstego ciała), okazało się, że... znowu mamy wieczór :C I właśnie w tym momencie Basiakowi poplątały się wskazóweczki i tak już pozostało. Muszę jednak przyznać, że pomimo ogromnego zmęczenia, sam hall (chyba wyszliśmy przez A) lotniska w Denver był ogromny. Może przesadzam, ale z łatwością w samym tylko tym jednym hallu można by zmieścić całe Pyrzowice. Jak powiada mój jasnowłosy kompan: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Klękajcie Narody&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Nie co dzień widuje się takie nowoczesne, industrialne cacka, po których można by się snuć godzinami, zapominając o całej reszcie. Już sam zjazd schodkami wprawił mnie w radosny pląs. Znowu czułam się jak dziecko... W dzieciństwie zawsze urywałam się ojczulkowi i znikałam jak kamień w wodę, zafascynowana ogromem, kolorami, zapachami i przede wszystkim tym, że nikt na mnie nie zwraca uwagi. No cóż... Czar prysł niemal natychmiast, przy podbijaniu dokumentów. Niewielka to jednak cena za te widoki i przeżycia.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jeszcze nigdy nie widziałam tak wymalowanego lotniska. Dzieło sztuki goni dzieło sztuki, a przy tym co rusz coś wisi nam nad głowami, wywołując ni to klaustrofobiczne, ni to surrealistyczne wrażenie. Chociaż port lotniczy w Denver jest bardzo przestronny, łatwo w nim, przy odpowiedniej wyobraźni, poczuć się jak ptaszek na uwięzi (&lt;b&gt;&lt;i&gt;if you know what i mean&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; ;D). Jestem nim oczarowana, razem z Emanuelem wypiłam wówczas w pierwszej lepszej kawiarence dwie kawcie, co by się przebudzić, podczas gdy tuż obok pewna rozgdakana para kłóciła się o drobne. &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Ależ z tych ludzi materialiści, czyż nie?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Zapytał mnie wzrokiem E. sięgając swoją wypielęgnowaną łapką, na której lśnił mu nowiuśki zegarek od jubilera. Haba-haba-haba... Wszędzie gdzie się nie obrócę, otaczają mnie hipokryci. Sama jednak nie jestem lepsza, na samym tylko lotnisku wydałam 50 dolców na zapachowy papier czerpany (papeteria), worek aromatycznej kawy, którą po raz enty planowałam przestać się upijać, ale znacie mnie, kiła mogiła w tej materii oraz oprawiony w skórkę albumik ze zdjęciami miasta. Zanim jednak tam przejdziemy, popatrzcie sobie proszę na cuda, które -- w szczególności -- trzeba obaczyć choć raz, jeśli zawitacie do Denver. Wszystkie są autorstwa:&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.leotanguma.com/dia.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Leo Tanguma&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (z pochodzenia Maj... Majan... choroba wie, jak się to wymawia). &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-7O_9eJUWFrM/Tvio8wn0PcI/AAAAAAAAOFQ/PEq1HJF69v8/s1600/harmony.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="257" src="http://1.bp.blogspot.com/-7O_9eJUWFrM/Tvio8wn0PcI/AAAAAAAAOFQ/PEq1HJF69v8/s400/harmony.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;a href="http://farm1.static.flickr.com/13/89884078_67590e949f.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Leo Tanguma&lt;/a&gt; &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-td-MYhk7Xs4/Tvir5iIanwI/AAAAAAAAOFc/g2hi-hOSB8s/s1600/In+Peace+and+Harmony+with+Nature.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://4.bp.blogspot.com/-td-MYhk7Xs4/Tvir5iIanwI/AAAAAAAAOFc/g2hi-hOSB8s/s400/In+Peace+and+Harmony+with+Nature.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #38761d; font-size: small;"&gt;"In Peace and Harmony with Nature"&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;... Niewinność dzieci w starciu ze zniszczeniem i wymierającymi gatunkami... coś wspaniałego.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Pardon za nie najlepsze zdjęcia, ale raz że robione w biegu; dwa -- że z komórki; trzy... -- Na najlepszych jestem ja i Emanuel, a tych, nie upubliczniam ;D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po opuszczeniu lotniska (tzn. kiedy wreszcie doszłam po siebie do stwierdzeniu, że znów jest ciemno : / kurza twarz), E. wyciągnął mnie wreszcie na zewnątrz, gdzie -- poza monstrualnym posągiem niebieskiego konia mogłam wreszcie, po wielu latach uściskać swoją cioteczkę i kuzynkę. Dobrze jest w takich okolicznościach mieć przy sobie faceta, gdyż sama za chiny nie wpakowałabym do środka w ówczesnym stanie wszystkich klamorów. Miałam wrażenie, że moje rzęsy są z ołowiu. Decyzja, która zapadła pięć minut później, ani trochę nie zrobiła na mnie wrażenia, marzyłam o kąpieli i cieplutkim wyrku. Tak więc, z ciotką za sterem, ruszyliśmy niewielkim w sumie, ale wygodnym, camperem do centrum. Wszyscy byliśmy ledwo żywi, więc wydało się to rozsądnym (jeździć po nocy bez snu, do bani) posunięciem. Więc kiedy opuszczaliśmy lotnisko, na wpół żywa, wyjrzałam za okienko, aby pomachać konikowi na pożegnanie. Nagle wydał mi się taki samotny, opuszczony... :C&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qJJtO_I3ygc/Tvi0VmhoqBI/AAAAAAAAOFo/0GudD6eK_5A/s1600/Horse+of+the+Apocalypse.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="327" src="http://2.bp.blogspot.com/-qJJtO_I3ygc/Tvi0VmhoqBI/AAAAAAAAOFo/0GudD6eK_5A/s400/Horse+of+the+Apocalypse.JPG" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;"&lt;/span&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;Horse of the Apocalypse"&lt;/span&gt;, by &lt;/b&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.artnet.com/artists/luis-jim%C3%A9nez/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Luis Jimenez&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Autor tego cacuszka zginął kilka lat temu podczas wykonywania tego dzieła... A szkoda, ileż jeszcze równie monumentalnych, tak charakterystycznych dla Colorado rzeźb mógłby wykonać..? Szkoda, wielka szkoda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;Celowo przerobiłam zdjęcie na pastelę (vintage), bo po ciemnu zdjęcia wychodzą z dupy, a chciałam żebyście ujrzeli pełen zarys tej wysokiej na niemal 10 metrów pracy. Efekt "apokaliptycznego" konia podkreślają żarzące się na czerwono ślepia. Jak dla mnie -- bomba! X,D Szkoda tylko, że pora nie ta, no i nie będę tędy wracać do polszczyzny.... :,C Już za nim tęsknię. Raz jeden z życiu siedziałam na koniu, i wiecie co? Stanął dęba a ja, jakimś zrządzeniem losu, nie skręciłam karku. No cóż...&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-2bPEH7unV4M/Tvi31oPHs0I/AAAAAAAAOF0/98FxgvSulWo/s1600/Denver+Pavilions.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="268" src="http://1.bp.blogspot.com/-2bPEH7unV4M/Tvi31oPHs0I/AAAAAAAAOF0/98FxgvSulWo/s400/Denver+Pavilions.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie będę się rozdrabniać, bo szczerze powiedziawszy nic więcej nie wydarzyło się znaczącego tego dnia. Ot, nawiedziłam Amerykę, czołgając się niemal do wyra. Sam fakt, że cioteczka miała na tyle dużo wolnego czasu, kasy i cierpliwości dla naszej paki, utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że jeszcze można liczyć na ludzi, z drugiej jednak strony, pomimo zmęczenia, nie raz zdarzyło mi się marzyć o ucieczce jak najdalej od cywilizacji, zwłaszcza gdy przedzieraliśmy się przez tłumy zalegające lotnisko. Powiem wam jedno, różnica między życiem w Ameryce a w Europie polega głównie na tym, że tutaj -- tam, yyy... wiecie co mam na myśli, ludzie nie są tak przeraźliwie spięci. Wystarczy przejść parę kroków ulicą a od razu widać w czym tkwi różnica. Oni naprawdę żyją, a nie "wegetują" tak jak polskie lemingi. Ech... Chętnie bym tu została i nie wracała. Kolejne dni, będę opisywać w kolejnych notkach. Pozdrawiam wszystkich i mam nadzieję, że jeszcze nie padliście na nos od tych całych świąt... ;D Ja, bawię się świetnie. W tej chwili (poniedziałek, 26.12.11; 11:22 rano) tankujemy benzynę i ruszamy w kolejny, bardzo, bardzo długi odcinek. Przed nami &lt;i&gt;&lt;b&gt;Rio Grande National Forest&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;... czy jakoś tak. Także, &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;See ya later, Aligatore&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; :D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #38761d; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;To znalazłam na necie... (Denver Airport; nagranie z 22 listopada tego roku)&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/P99p6l8v0FQ?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/P99p6l8v0FQ?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-6057878951350600574?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/6057878951350600574/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=6057878951350600574&amp;isPopup=true' title='Komentarze (3)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6057878951350600574'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6057878951350600574'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/welcome-at-land-of-denverites.html' title='Welcome at the Land of Denverites'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-b2NvB2FTTg0/TvicwfP8EsI/AAAAAAAAOEs/eHq9d-b2Qww/s72-c/Port+Lotniczy+w+Denver.JPG' height='72' width='72'/><thr:total>3</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-5799348660373602002</id><published>2011-12-21T11:27:00.000+01:00</published><updated>2011-12-21T11:27:17.372+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><title type='text'>"Everybody's lost but me?" -- Indiana Jones. Noooo.... I don't think so ;D</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-lve4G2lc6fs/TvGfrrkaNmI/AAAAAAAAOEQ/08rtUFyzhUw/s1600/images.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-lve4G2lc6fs/TvGfrrkaNmI/AAAAAAAAOEQ/08rtUFyzhUw/s320/images.jpg" width="244" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nadszedł wreszcie czas pożegnania. Dziś wieczorem wylatuję i wrócę dopiero w styczniu. &lt;u&gt;W sumie nie będzie mnie jakieś dwa tygodnie (plus parę dni)&lt;/u&gt;. Jak część z was już wie, kieruję się na Kolorado, choć zanim tam dotrę, czekają mnie dwie, męczące przesiadki. Warto jednak się pomęczyć, ażeby potem byczyć się na najlepszym w życiu biwaku. Camper, ognisko, gwiazdy na wyciągnięcie ręki i to, o czym marzyłam od dziecka: Kanion Kolorado (&lt;u&gt;Grand Canion&lt;/u&gt;). Jeśli was dziwi, dlaczego o tej porze roku?, spieszę z wyjaśnieniem. Pewna bardzo mądra osoba doradziła mi, żebym przecięła linię przeszłości, tę, która kosztowała mnie wiele sił, cierpienia, jednym, porządnym cięciem. Tak symbolicznie, nie da się bowiem, powie wam to każdy psycholog, przejść z buta od traumy, tego co złe w naszym życiu, do lepszego życia, jeśli się za sobą nie pozamiata. A między niebem a ziemią, jak mało kto mam wiele do pozamiatania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ludzie z mojego otoczenia, w większości nie mogą pojąć, jak mogłam tak z dnia na dzień odrzucić wszystko, w co wierzyłam od maleńkości. Nie jestem w stanie nikomu udowodnić, że to, czego doświadczyłam jest realne, że dla mnie, była to nie lada przeprawa, że kosztowała mnie więcej niż mogą sobie wyobrazić, ale gdybym tego nie uczyniła, zapewne dzisiaj już by mnie nie było z wami. Wyrwano mnie jednak z beznadziei, pokazano, jak bardzo błądziłam, zadręczałam się, nie znając przyczyny wewnętrznego rozdarcia. Radzono mi nawet założyć stronę, gdzie mogłabym wszystko to opisać, ale po namyśle skasowałam ją, bo nie ma potrzeby zasypywać obcych ludzi najintymniejszymi sprawami. Musi wam wystarczyć wyjaśnienie, że odrzucając dawny światopogląd, ten do którego z lepszym lub gorszym skutkiem wracałam przez prawie 30 lat (O rany, ależ ten czas leci), po raz pierwszy nabrałam dostatecznie dużo powietrza, aby żyć. Dawniej wystarczyło mi, że się buntowałam... Wówczas obracałam się przeciw dogmatom i to wystarczało, na krótko, ale jednak. Zawsze jednak wracałam do wiary przodków, podkulałam ogon, skomląc o wybaczenie. I dramat ciągnął się dalej, zaś mnie było coraz mniej. Paradoksalnie im głębiej zanurzałam się w to wszystko, tym bardziej przeginałam w stronę fanatyzmu.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Widzicie, ja nie potrafię -- dopiero się tego uczę -- być "poza". Całe życie byłam albo na: Nie (choć w duchu nadal wierzyłam*), albo na Tak (przez co napędzałam sobie wrogów), albo od biedy "pomiędzy". Przyjaciel, ale nie tylko on, uświadomił mi... nie, to niewłaściwe słowo... odsłonił mi rzeczywistość, pomógł uciszyć strach, podbudował mnie od środka i nauczył analizować każdy aspekt mojego ja, który uciszałam wyrzutami sumienia. Pokazał mi, &lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=pSXIAQ_3TSo&amp;amp;feature=channel_video_title" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;w jak chorym żyjemy świecie&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;,&lt;/a&gt; gdzie niemal 80% faktów, powielanych tez i dogmatów: to fikcja literacka, czysty fałsz, który stworzono wyłącznie po to, aby ukryć naszą odległą przeszłość przed miliardami. Niestety nie ma sposobu, aby nagle te miliardy zaczęły myśleć samodzielnie. Tę drogę musi przejść każdy sam, nie da się inaczej. I myli się ten, że nie ma takiej wiedzy, która mogłaby to podeprzeć. Wystarczy zanurzyć się w książkach z przeszłości, sięgnąć po klasyków, odwiedzić dowolne Muzeum Historii Naturalnej, moi drodzy. Mnie trzeba było choroby, która pojawiła się w chwili, kiedy byłam cała w skowronach, wierząc w coś/kogoś, to ona doprowadziła mnie niemal na skraj wyczerpania fizycznego i nie tylko... A ja głupia wierzyłam, że to w "nagrodę". Ale mówię to z całą stanowczością, bo zapewne znajdą się tacy, którzy zażądają "dowodów", no cóż... Oni też ich nie mają, a mimo to wolno im siać urojenia...&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/iDkPqMaPnWs?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/iDkPqMaPnWs?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W chwili, w której poddałam się pewnej alternatywnej kuracji, która w większości polegała na oczyszczeniu umysłu z wszystkiego niemal, co włożono tam w szkółkach niedzielnych, poprzez szkoły, media (nie chodzi mi o naukę, ale o "światopogląd", to "coś", co niektórzy z was nazywają "wiarą-nastawieniem-wychowaniem"), moja choroba zaczęła się cofać. Nie twierdzę, że leżałam na łożu śmierci, bo tak nie było, ale dziwnym trafem przed tym, żadne standardowe leczenie mi nie pomagało. Prawda jest taka, ale mogę mówić tylko za siebie, że do zmiany życiowego credo, definitywnego, nie tak jak w przeszłości tylko czasowo-emocjonalnego, skłoniła mnie jedna chwila. Tego nigdy nie będę w stanie udowodnić. &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;I just let go&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, jakby powiedzieli Amerykanie. W jednej chwili, z jednym wydechem, coś zniknęło, coś puściło, nie wiem, po prostu poczułam, że jestem wolna. Czy kiedyś to pojmę? Nie wiem, ale jedno jest dla mnie pewne, w przeciwieństwie do innych ludzi, bo doświadczenia bywają różne, &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;i let go, just like that&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (tak po prostu...). Cała reszta, którą dzisiaj znam, widziałam, to zasługa osób postronnych. Mądrzejszych ode mnie, którzy udostępnili mi klucz do wiedzy, dzięki któremu wiem, że się nie mylę. Po raz pierwszy w życiu wiem: kim jestem, skąd przychodzę i dokąd zmierzam. Już się nie boję kar i nie szukam nagród. Nie próbuję walczyć o innych, bo każdy idzie własną ścieżką. I po to właśnie, jadę zobaczyć &lt;b style="color: purple;"&gt;Kanion Kolorado&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/h3jY4wzQPGs?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/h3jY4wzQPGs?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pomiędzy mną z "przeszłości" a mną z "teraz", jest przepaść co najmniej tak szeroka jak z jednej krawędzi kanionu do drugiej. Chcę poczuć i doświadczyć ciszy totalnej, ujrzeć gwiazdy nad sobą, w całej swej krasie i poczuć miliardy lat istnienia pod swymi stopami. Nie uciekam już od tej pustki, wręcz przeciwnie... Daje mi ona spokój, szczęście, wiarę w siebie, w swoje możliwości, daje mi tak wiele, &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=BMRSCvx8ZeA" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;nie upokarzając mnie&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; czymś tak trywialnym jak: zady i walety. Miejsca takie jak ten kanion, są dowodem na to, jak nieprawdopodobne szczęście miało nasze "życie". Ponadto tam człowiek jest sam z dala od zakłamanego świata, od tej robaczywej ludzkości, która nie potrafi pojąć, że nie tutaj jest nasze miejsce. Kiedyś to rozumieliśmy, kiedyś, dawno temu, zanim poukładano świat jak puzzle i wmówiono nam, że jesteśmy najlepsi z najlepszych i że ten świat się nam należy. Tymczasem -- jeśli tylko będziecie mieli odwagę dokonać samokrytyki -- dostrzeżecie od razu, że człowiek, jako masa, to nic więcej jak szarańcza. Jesteśmy niszczycielami światów, tworem wypaczonym przez dogmaty, przez co pochłaniamy więcej, niż powinniśmy, nie licząc się z kosztami. Mówimy, że tutaj jest nasz dom, ale na każdym kroku go niszczymy. Jak mam wierzyć ludziom, skoro tak bardzo mnie i nie tylko, zawiedli? Próbowałam dać im szansę, wmawiałam sobie, że trzeba walczyć o każdego, ale walka rodzi negację. Jednych przygarniając, całą resztę się odpycha. A czas leci, moi kochani. Tracimy czas na bzdury, ja wiem to najlepiej. Niemal 30 lat... straconych. Nie wierzę, że można otworzyć oczy milionom... Za późno. Jedni w imię bredni będą mordować, inni będą ratować, jeszcze inni będą siać zamęt. Dlatego odcięłam się od tego. A kanion będzie punktem "0" z którego rozpocznę nowy rozdział swego życia.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Ps: Poza tym to właśnie tam Indy (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.indiana-jones.pl/" style="color: #990000;" target="_blank"&gt;Indiana Jones&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;) rozpoczął swą przygodę,&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;a ja Go tak bardzo koffam ;D &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-9IDIxUgx8RY/TvGn4wdSWuI/AAAAAAAAOEc/GaVJlaLiyR8/s1600/156.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://3.bp.blogspot.com/-9IDIxUgx8RY/TvGn4wdSWuI/AAAAAAAAOEc/GaVJlaLiyR8/s400/156.jpg" width="263" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #990000;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="color: purple; text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=-bTpp8PQSog&amp;amp;feature=fvsr" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kliknij&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-5799348660373602002?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/5799348660373602002/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=5799348660373602002&amp;isPopup=true' title='Komentarze (4)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5799348660373602002'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5799348660373602002'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/everybodys-lost-but-me-indiana-jones.html' title='&quot;Everybody&apos;s lost but me?&quot; -- Indiana Jones. Noooo.... I don&apos;t think so ;D'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-lve4G2lc6fs/TvGfrrkaNmI/AAAAAAAAOEQ/08rtUFyzhUw/s72-c/images.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>4</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-1380205674639896100</id><published>2011-12-17T13:45:00.001+01:00</published><updated>2011-12-17T13:49:25.459+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>"Zagadka Aleksandryjska" -- Steve Berry. Głupota jest zawsze wystarczająca, mądrość nigdy.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-joWQo5PVUzs/TuxqdcKJRGI/AAAAAAAAOCE/Sxxm9ZQ8Hp4/s1600/22.GIF" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-joWQo5PVUzs/TuxqdcKJRGI/AAAAAAAAOCE/Sxxm9ZQ8Hp4/s400/22.GIF" width="396" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do napisania tej notki zabierałam się kilka razy, niepewna czy w ogóle powinnam ją pisać. Z założenia mój blog miał być miejscem, w którym gromadziłabym przemyślenia około wartościowej literatury, przynajmniej w moim odczuciu. Kilka notek z przeszłości, które odbiegały od tej normy, bez ceregieli kasowałam, bo nie widzę powodu, aby tandetna literatura zaśmiecała tę stronę. Skąd zatem wzięły się we mnie obiekcje przed napisaniem paru słów na temat książki, pana Berry'ego? I dlaczego w końcu zdecydowałam się poświęcić mu parę zdań? Ano z prostego, choć bardzo subiektywnego powodu: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;u&gt;Już dawno nikt mnie tak nie wkurzył&lt;/u&gt;.&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zanim jednak wyjaśnię, co mam na myśli, pozwólcie, że wyłożę w zarysie, dlaczego zainteresowałam się tą pozycją. Po pierwsze i najważniejsze, zaczarował mnie tytuł owej książki. Jako pasjonatce Starożytności, zwłaszcza tej związanej z nauką, &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;&lt;a href="http://www.stanfordalumni.org/news/magazine/2004/novdec/features/google.html" target="_blank"&gt;Biblioteka Aleksandryjska&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; zawsze była bliska mojemu sercu. To jej poszukuję w każdej odwiedzanej bibliotece, w każdym antykwariacie, na każdym strychu czy w opuszczonym magazynie z książkami, na pchlim targu oraz w internecie. Kolekcjonuję wzmianki na jej temat z niemal każdej dostępnej mi literatury, tak iżby wyrobić sobie własne zdanie na temat jej powstania, rozkwitu oraz jej upadku. Nie jest bowiem tak, że przyjmuję za własne zdanie opinię jednego z komentatorów, ignorując inne; nie mogę również nazwać siebie ignorantką jeśli chodzi o samo założenie, że korzystanie z cudzej pracy jest jałowe. Niestety często, kiedy już natykam się na ludzi, rzekomo obeznanych w jakimś temacie, zwykle okazują się oni mało groźnymi szaleńcami, tak przeraźliwie przekonanymi o tym, że mają rację, iż nie sposób przekonać ich, że się mylą. Ja też mogę się mylić w tym, czy&amp;nbsp; w owym, ale przynajmniej mam odwagę to powiedzieć. Pytaniem więc zasadniczym nie jest to, w co którykolwiek z historyków wierzy lub co zakłada, ale to, iż brakuje między wieloma głosami na jeden temat jakiegoś pomostu, po którym można by się poruszać w miarę bezpiecznie, tzn. bez ryzyka, że w pewnym momencie most się zawali, a wspomniani wyżej twórcy różnych koncepcji, okażą się zaślepionymi przez jedną, jedyną prawdę -- bałwanami śródziemnomorskimi. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-HDnTI4FNuH0/Tuxu1oMNxVI/AAAAAAAAOCQ/hJm3lUmIscE/s1600/der.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="200" src="http://4.bp.blogspot.com/-HDnTI4FNuH0/Tuxu1oMNxVI/AAAAAAAAOCQ/hJm3lUmIscE/s200/der.jpg" width="180" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.bookreporter.com/authors/steve-berry" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Steve Berry&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Oto powód mojego zdenerwowania (zdj. obok) a właściwie jego "radosna twórczość". Drugim powodem, dla którego pożyczyłam tę książkę, były te oto słowa na okładce:&lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;b&gt;"Fascynująca historia poszukiwań zaginionych zbiorów Biblioteki Aleksandryjskiej, które mogą wstrząsnąć posadami wielkich religii świata".&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Chyba już troszeczkę mnie znacie, więc wiecie, jak działa na mnie taka przynęta. Tak się akurat złożyło, że czytałam tę książkę równolegle z pracą Richarda Dawkinsa "Bóg Urojony", o której napiszę innym razem, a przy tym, było to już po mojej re-konwersji. Nie mogę zatem powiedzieć, aby jedna lub druga książka w jakikolwiek sposób na mnie wpłynęła. O ile jednak przy jednej świetnie się bawiłam, lubię się pośmiać przez łzy, o tyle książka Berry'ego okazała się totalnym nieporozumieniem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Modne są dzisiaj książki luźno nawiązujące do prac Dana Browna. Więc gdyby trzymać się tego porównania, musiałabym przyznać, że jeśli lubicie takie klimaty, książka Steve'a może się wam spodobać. Oznaczyłam ją jako kryminał tylko dlatego, że autor zawarł w niej pewną intrygę, ale niestety bliżej tej książce do sensacji, w dodatku z w.w. recenzją na okładce, ma ona niewiele wspólnego. Po czym najłatwiej poznać, że intryga się sypie? Ano po tym, że od pierwszych stron można przewidzieć jej zakończenie. Mea Culpa zatem, gdyż od pierwszego rozdziału przeczuwałam w co brnę, ale oszukiwałam siebie -- tak do 100 strony, bo zwykle tyle daje każdej książce -- że może jednak autor czymś mnie zaskoczy. Niestety ani mnie nie zaskoczył, ani nie powstrzymał ziewania, za to -- co zdarza się pisarzom dosyć rzadko -- tak mnie wkurzył, iż cisnęłam książką przez cały pokój, plując sobie w brodę, że w ogóle wzięłam taki chłam do ręki. Po co, do jasnej cholery ścinać te biedne drzewa w Amazonii, skoro powstają potem z nich takie badziewia??&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-hkYc39c09ms/Tux068O4gmI/AAAAAAAAOCc/jtRK1LWlCZs/s1600/12.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-hkYc39c09ms/Tux068O4gmI/AAAAAAAAOCc/jtRK1LWlCZs/s320/12.jpg" width="221" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale "Ok", co mnie się &lt;u&gt;nie podoba&lt;/u&gt;, komuś innemu może, więc stonuję nieco jeśli idzie o warsztat pisarza. Nie twierdzę, że jest zły. Bynajmniej. Ale nie w tym rzecz.... To nie "elokwencja" czy też jej brak w danej książce, wyzwoliła moją wściekłość. Szczerze, z ręką na sercu mówię to wszem i wobec. W jednym punkcie na zawsze pozostanę straszliwą "rasistką i despotą". W swoim i świata podejściu do... Izraela. Nie jestem Syjonistką, choć gdyby tak było, pewnie innych musiano by zwolnić z pracy, sęk w tym, że bronić tego miejsca na tym zasranym świecie będę zawsze z jednego, żelaznego powodu.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Już słyszę jęki i bluzgi na dźwięk tego, co zaraz powiem, ale tak zawsze myślałam a obecna sytuacja na świecie i chore, nienawistne umysły tylko mnie do tego przekonują, a mianowicie, że gdyby nie Izrael, moi drodzy, Wy -- pseudo homo sapiens, nadal siedzielibyście na drzewach i wpie...li banany, aż by się wam zapchlone uszy trzęsły.&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy łeb wam pęka, połykacie tabletki, które wyprodukowano gdzie? W  Izraelu. Gdy was skóra na buźce czy dupie piecze, czym ją smarujecie? Kremem, np.  Niveą, której recepturę sporządzono gdzie? W Izraelu. Gdy zasiadacie do  komputera, na jakim systemie pracujecie? Na wynalezionym przez Żydów.  Większość rzeczy, które jecie, w które się ubieracie, które ratują wam  życie w szpitalach, są stworzone przez kogo? Przez Żydów. Nawet latacie w  kosmos dzięki technologii, która nie powstałaby, gdyby nie geniusz...  Żydów. A mimo to... Nienawidzicie: Żydów. A zwłaszcza Izraela. Bo jak ten  kieł lwa wbity w dupę śmierdzącego bawołu, stoi wam na przeszkodzie, aby  świat zamienił się w pustynię, na której tylko wasze zasrane wielbłądy  będą w stanie się przemieszczać.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książka Berry'ego opiera się na prostym założeniu. Pewien agent CIA (Departament Sprawiedliwości USA) na emeryturze, nijaki -- Cotton Malone (co to za imię, do diaska? O_o -- "beeee"?) mieszka sobie w Kopenhadze i w spokoju prowadzi antykwariat. Hm... Tak na marginesie, czytam obecnie książkę, która również rozgrywa się w Danii i w antykwariacie, zbieg okoliczności?), lecz któregoś dnia wpada do niego znerwicowana eks z informacją, że jacyś tajemniczy ludzie porwali ich syna. Pan "bawełna" nie do końca wie jak się zachować, zwłaszcza, że kiedy widział swoją żonkę po raz ostatni, bezczelnie rzuciła mu w twarz, że ich syn, nie jest tak naprawdę jego synem. Ale jako że pan bawełna to ucieleśnienie spokoju, raz dwa kontaktuje się z dawną szefową. W tym samym momencie ujawniają się porywacze jego synusia, grożąc że go zabiją, jak w ciągu iluś tam godzin nie zdradzi im gdzie znajduje się "aleksandryjskie ogniwo". Czym jest owe ogniwo? Nie czym, ale kim? Człowiek ów, skądinąd egipski archeolog, z dość nieciekawą przeszłością, jest w posiadaniu super tajnej informacji, która może doprowadzić rządy wielu krajów na skraj załamania nerwowego. Mamy więc: Amerykanów, izraelski Mosad, mieszają się też w to Araby, pewnie kościół katolicki też, ale jak pisałam wcześniej doczytałam zaledwie do setnej strony... &lt;b&gt;&lt;i style="color: purple;"&gt;Who cares,&lt;/i&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;i style="color: purple;"&gt;motherfucker?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rA5pWPLwSlk/Tux426-eXvI/AAAAAAAAOCo/kwe39js5NGs/s1600/140634-image_2_original.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-rA5pWPLwSlk/Tux426-eXvI/AAAAAAAAOCo/kwe39js5NGs/s400/140634-image_2_original.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.crystalinks.com/libraryofalexandria.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Zniszczona Biblioteka Aleksandryjska&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak słusznie się domyślacie, rzecz dotyczy zaginionych skarbów Biblioteki Aleksandryjskiej, tej wspaniałej oazy starożytnej mądrości, którą utraciliśmy prawie 2 tyś. lat temu, przez bandę wściekłych konwertytów, dla których wszystko to, co nie "ich" było złe, gdyż pogańskie; którzy nie potrafiąc czytać, nagle stali się panami jedynej, słusznej, "objawionej" prawdy. Pisałam co nieco na ten temat -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/03/prawda-nie-prawda-i-gowno-prawda.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Rzecz w tym, że nie o wiedzę samą w sobie chodzi bijącym się o ów sekret krajom i nacjom, lecz o prawne usankcjonowanie roszczeń do kawałka ziemi, który jedni poprzez święte teksty, inni z racji pochodzenia, śmią nazywać swoim. Gdzież zatem wspomniany na okładce element zaskoczenia? Pierwiastek niewiadomy, który w książkach Browna przynajmniej poruszał podstawami dogmatycznego myślenia? Gdzież ów św. Graal wszystkich mędrców i siewców teorii spiskowych? Przecież autorowi danej książki chodziło wyłącznie o to aby udowodnić, że ziemia, która na mapie świata widnieje jako "Izrael" w ogóle nie należy się Żydom. Ale czy ziemia na której leży (dzisiejszy) Teheran&amp;nbsp; "n a l e ż y" się Arabom? Ziemia, gdzie leży Polska należy się Polakom? Przecież każdy, nawet mało rozgarnięty historyk wie, że przed Polakami zamieszkiwali tę ziemię Celtowie, kraje arabskie należały do ludów wywodzących się z Indii... Więc o co tyle krzyku? O to, moi kochani, że nikt nie podważa prawa do mieszkania w Arabii -- Arabom, Polakom w Polsce, czy Francuzom we Francji. Historia to jedno, a wspólne egzystowanie to, co innego. Jedynym problemem jest dla świata, zwłaszcza muzułmańskiego, samo istnienie Żydów i tego, niestety, większość z lemingów nie dostrzega. Wmawia się im, że do zniszczenia świata zawsze i wszędzie prowadzili tylko Żydzi, a to zakrawa o ten sam język, którym posługiwał się Hitler czy Stalin. Nie tędy droga, tylko czy ktoś to jeszcze rozumie?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-znE9ESW_3vg/Tux9Odn39QI/AAAAAAAAOC0/yUzZMUat0QA/s1600/Gilmore_Library+of+Alexandria_Detail.100ppi.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://2.bp.blogspot.com/-znE9ESW_3vg/Tux9Odn39QI/AAAAAAAAOC0/yUzZMUat0QA/s400/Gilmore_Library+of+Alexandria_Detail.100ppi.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tu nie chodzi o bogów, o jakiekolwiek "prawdy objawione", lecz o samo prawo do istnienia. Żaden z narodów świata nie musiał nigdy z taką mocą, aż po dziś dzień, udowadniać, że ma prawo istnieć, mieszkać spokojnie, móc tworzyć własną kulturę, jak -- naród izraelski. Może się wam to nie podobać, ale taka jest prawda, jeśli tylko zdejmiecie klapki z oczu i spojrzycie na to, co się dzieje na świecie. Jeśli się komuś zdaje, że tzw. Wiosna Ludów Arabskich, to próba wprowadzenia demokracji, wolności, etc, jest tak samo rozgarnięty jak Steve Berry, który (pomimo iż tworzy wyłącznie fikcję literacką) twierdzi, że gdyby nie ukryte przez wieki, przez jakieś Tajne Bractwo, zasoby najwspanialszej z bibliotek starożytnego świata, współcześni Żydzi nie byliby w stanie stworzyć czegokolwiek. I to właśnie oni, jak sugeruje autor, są odpowiedzialni za największe przekłamania historii, tekstów religijnych etc, gdyż bronią w ten sposób dostępu do prawdy, iż ziemia, na której żyją, wcale im się nie należy. A czy ziemia Arabów należy się Arabom? Przecież gdy doń dotarli też wymordowali do nogi wszystkie lokalne plemiona. Tak samo czynili Europejczycy, Amerykanie, etc. Może więc zacznijmy pisać dzieje historii świata na nowo, zaczynając od masowego Exodusu wszystkich naszych nacji, uwzględniając to, co naprawdę "n a m" się należy. Co wy na to? Amerykę oddajmy Indianom, Amerykę Pd. plemionom wywodzącym się od Majów, Europę całą: Germanom i Celtom, zaś Bliski Wschód -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Bx9OWjO97rk" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Hindusom&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, bo to właśnie stamtąd przywędrowały ludy semickie, o czym wielu z was, stojących twardo za tym, że całe zło świata wywodzi się od żydów-masonów, zapomina. No dalej, bądźmy konsekwentni, nie udawajmy Greków, podczas gdy nie mamy w sobie ani krzty czystej krwi.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiem jedno... Istnieją ludzie, dla których prawdziwa mądrość nie ma żadnego znaczenia, i tacy "nawiedzeńcy", którzy twierdzą, że studiując uważnie teksty starożytności można odnaleźć ów tajemniczy kamień filozoficzny, ba, sięgając nieba odkryć sposób na nieśmiertelność. Niestety ani jedni, ani drudzy nie szukają ze sobą wspólnego języka, lecz za pomocą gróźb, kłamstw i wszelkich innych knowań, prowadzą miliony ludzi na świecie ku wojnie totalnej wszystkich ze wszystkimi. Nie wiem w imieniu czego to robią, ani jaki los dla samych siebie szykują, kiedy nas już nie będzie, ale pewnym jest, że udaje im się ta "sztuczka" tylko dlatego, że większość ludzkiej populacji tonie w ignorancji, nie zadając sobie żadnych pytań, niczego nie oczekując, co najwyżej manny z nieba. Łatwiej bowiem "oskarżyć" jakichś wyimaginowanych masonów o wszelkie życiowe niepowodzenia, aniżeli spojrzeć w lustro i stwierdzić szczerze, że sami tworzymy wroga na własne podobieństwo.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Nie wiem jak Wy, moi kochani, ale ja stoję tam, gdzie odchodzą pingwiny, na Ziemi, która nie należy tak naprawdę do nikogo i interesuje mnie tylko "czysta wiedza" [Weda]. &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/Bwc_KmzFYDk?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/Bwc_KmzFYDk?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;Kolejne części filmu powyżej:&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: blue;"&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=aRIPSyg3Mdg&amp;amp;feature=related" target="_blank"&gt;Cz. 2&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;;&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=cbaqERKfEiY&amp;amp;feature=related" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Cz. 3&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;;&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=9a5ZSNNUYdo&amp;amp;feature=related" style="color: #cc0000;" target="_blank"&gt;Cz. 4&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;;&amp;nbsp; &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=8sQuDGBYq2c&amp;amp;feature=related" style="color: #b45f06;" target="_blank"&gt;Cz. 5&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-1380205674639896100?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/1380205674639896100/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=1380205674639896100&amp;isPopup=true' title='Komentarze (6)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/1380205674639896100'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/1380205674639896100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/zagadka-aleksandryjska-steve-berry.html' title='&quot;Zagadka Aleksandryjska&quot; -- Steve Berry. Głupota jest zawsze wystarczająca, mądrość nigdy.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-joWQo5PVUzs/TuxqdcKJRGI/AAAAAAAAOCE/Sxxm9ZQ8Hp4/s72-c/22.GIF' height='72' width='72'/><thr:total>6</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-4424017060226757293</id><published>2011-12-14T13:37:00.000+01:00</published><updated>2011-12-14T13:37:39.873+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Powieść historyczna'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kinoteka Anhellego'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kryminał'/><title type='text'>"Srebrne świnki" -- Lindsey Davis. W roku czterech cesarzy.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-gIqe0jd8_3o/Tuh6IT6yiDI/AAAAAAAAOA8/bxERPtpNCj8/s1600/sappho_and_alcaeus-huge.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="238" src="http://2.bp.blogspot.com/-gIqe0jd8_3o/Tuh6IT6yiDI/AAAAAAAAOA8/bxERPtpNCj8/s400/sappho_and_alcaeus-huge.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b style="color: #0b5394;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;...I'm so fraking tired....&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Raz na jakiś czas każdy z nas czuje przesyt. Po przeszło roku czytania różnych gatunkowo i jakościowo książek, doznałam lekkiego wstrząsu, który objawia się tym, że nie mogę już patrzeć na cokolwiek. Mózg mi paruje, jeśli to w ogóle możliwe. Za ponad tydzień wyjeżdżam do ciotki za ocean a przez to robię się coraz bardziej niecierpliwa. Odłożyłam ambitniejszą lekturę na później. Bilety już są, klasa ekonomiczna -- &lt;b&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;a co się będę telepać byle gdzie, z byle kim?&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; -- chociaż z drugiej strony pierwsza klasa byłaby lepsza.... Tyle że będzie mnie na nią stać jeśli sprzedam nerkę, ktoś potrzebuje?? Ale bądźmy optymistami. Cioteczka pisze mi słodkie maile, rozpościerając przede mną wspaniałe widoki, choć skromne jeśli chodzi o wykonanie. Widzicie, nie zamierzamy mieszkać w żadnym hoteliku, motelu etc. Wypożyczony od sąsiadów cioteczki camper, grill, spory zapas kawy i silne postanowienie, że nie padnę trupem z wrażenia stając na słynnym tarasie widokowym &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.grandcanyonskywalk.com/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Sky Walk"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; oraz to, że ani słowem nie wspomnimy o jakichkolwiek świętach, oto cały nasz bagaż. Chcemy się dobrze bawić. Zrozumcie, nie widziałyśmy się od... ponad dziesięciu lat? Kurczątko, ależ ten czas leci. Będzie tam też moja kuzynka i jej psiapsióła, której rodzice balują już od tygodnia w Italii, tak więc nie będzie ani cicho, ani nudno. Po co ja właściwie tam jadę? O_o&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-045mW_gppQs/Tuh-LUMvzwI/AAAAAAAAOBI/2uYH516E2yo/s1600/16.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-045mW_gppQs/Tuh-LUMvzwI/AAAAAAAAOBI/2uYH516E2yo/s320/16.jpg" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mniejsza o to. Próbuję się tylko wytłumaczyć, dlaczego nagle naszło mnie na kryminały. Jestem pewna, że każdy z was ma jakiś ulubiony przedział literacki, nawet jeśli nie za bardzo zdaje sobie z tego sprawę, do którego jednak wraca najczęściej. Kiedyś pisałam w dosyć ostrzejszym tonie, że ludzie którzy ignorują kryminał, gdyż wydaje się on im płytki, nie pojmują jak mocno pobudza on szare komórki i ile daje przyjemności. No cóż... Dzisiaj już nie jestem taka radykalna. Każdy ma prawo czytać co chce i zachwycać się czym chce, nawet jeśli są to małe, białe myszki na stole, czy różowy słoń tańczący &lt;b&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/c/c0/Lautrec_la_troupe_de_mlle_eglantine_%28poster%29_1895-6.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;kankana&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Wasza wola.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ja osobiście, dzięki kryminałowi pozwalam umysłowi odpocząć, zrelaksować się. Uporządkowałam w głowie gatunki literackie, które kocham najbardziej i dzisiaj już wiem, czego powinnam się trzymać, aby nie tracić czasu na pierdoły. A mianowicie:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: #990000;"&gt;&lt;b&gt;-- &lt;u&gt;książki naukowe&lt;/u&gt;: historyczne (gł. związane ze starożytnością, różnymi zamierzchłymi cywilizacjami etc.), antropologia i astronomia;&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: #990000;"&gt;&lt;b&gt;-- sf (z tymże te starsze, od lat 70' do 90' XX w.); &lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: #990000;"&gt;-- kryminały (klasyka oraz różnego rodzaju miksy z historią w tle).&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znając więc główne przedziały literackie, które na pewno mnie zadowolą jako czytelnika, natknęłam się w bibliotece na intrygującą pozycję amerykańskiej pisarki, &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.lindseydavis.co.uk/photoalbum.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Lindsey Davis&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Dlaczego "intrygującą"? Gdzieś bowiem z pokładów pamięci wychylił się obraz głównego jej bohatera, &lt;u&gt;Marka Dydiusza Falko&lt;/u&gt;. &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Falko, Falko... Skąd ja znam to imię?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, pomyślałam i nagle mnie olśniło. Czy to nie ten sam zabawny człowieczek, skądinąd detektyw, którego cięte riposty zwalają z nóg? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-S3uEVLvvJ_w/TuiCkndsgFI/AAAAAAAAOBU/tFEkVwK6GCM/s1600/epoha-verolomstva.jpeg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-S3uEVLvvJ_w/TuiCkndsgFI/AAAAAAAAOBU/tFEkVwK6GCM/s320/epoha-verolomstva.jpeg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie wiem czy kojarzycie film pt. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/film/Wiek+zdrady-1993-33518" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Wiek zdrady"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; z 1993 r. z genialną rolą &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Bryan+Brown-8100" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Bryana Browna&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (to ten pan po lewej, zdjęcie obok). Jak się okazuje powstał on na podstawie całej serii przygód rzymskiego detektywa. Rozpoczyna się ona jednak od "Srebrnych świnek", w 70 r. n.e., w Rzymie pod panowaniem cesarza Wespazjana. Już samo to trąci myszką, czyż nie? Sympatycy kryminałów przywykli bowiem do zamglonych, ponurych uliczek Europy XIX w., nie zaś do parnej scenerii Cesarstwa Rzymskiego w całym jego rozkwicie. Mnie urzekła ta sceneria, jako że kocham starożytność na zabój. Przy okazji mogłam dowiedzieć się kolejnych ciekawych faktów o tej epoce i miejscu, jak np. o tym,&amp;nbsp; w jaki sposób senatorowie Rzymu rozjaśniali swoje słynne, powłóczyste togi. Nie zgadlibyście ;)- Za pomocą "uryny". Tak, tak... Kiedy podzieliłam się tą cenną wiedzą z pape, ten zaśmiał się mówiąc: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;że to dlatego kamień w "wc" schodzi dużo łatwiej, kiedy nań uporczywie sika&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; X,D Prawda, że nigdy nie wiadomo, czego się dowiemy z książek??&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czytając "Srebrne świnki" nie od razu dostrzegłam, że film na podstawie tej książki traktuje w zasadzie o tym samym, gdyż szelma-reżyser &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Kevin+Connor-48504" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Kevin Connor&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; pozmieniał nieco detale. Akcja zaczyna się w bardzo upalny, nawet jak na Rzym, dzień, na Forum Romanum. Młode dziewczę o imieniu -- Sozja Kamillina, uciekając przed goniącymi ją porywaczami, wpada nagle na zauroczonego jej powabnymi kształtami i kręconym, farbowanym na blond włosem, Falko, który w powieści tej jest znacznie młodszy niż w&amp;nbsp; w.w. filmie; ma zaledwie 29 lat. Prosząc go o pomoc, Sozja trafia do obskurnego mieszkania Falco na drugim czy trzecim, pal licho, piętrze, tuż nad pralnią swojej przyjaciółki Lenii, którą reżyser nazwał jednak Niobe (?) (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Sophie+Okonedo-4347" style="color: purple;" target="_blank"&gt;czarnoskóra&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; aktorka na zdjęciu powyżej). To dzięki niej dowiedziałam się o cwanej sztuczce senatorów przy wybielaniu tog. Wyobraźcie sobie, że mieszkańcy takich kamienic, mieli tylko dwa sposoby na załatwianie potrzeb, gdy ich nagle przycisnęło. A więc: pralnia albo przez balkon ;D&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-e02snifbDXo/TuiIufbZw1I/AAAAAAAAOBg/Fn_n3KIoUe0/s1600/800pxMaccariCicero_400x400.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="250" src="http://1.bp.blogspot.com/-e02snifbDXo/TuiIufbZw1I/AAAAAAAAOBg/Fn_n3KIoUe0/s400/800pxMaccariCicero_400x400.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Sozja Kamillina była siostrzenicą senatora. Jak się dowiadujemy, została porwana z własnego domu a wszystko przez tajemniczą skrytkę, w której znajdował się ponoć wielki skarb. Tenże skarb, jak to często bywa w kryminałach, okazał się samym utrapieniem, nie tyle przez to iż był cenny, lecz dlatego, iż jego pochodzenie, jak i osoba odpowiedzialna za jego znalezienie się w Rzymie, mogły zdemaskować uknuty przez wysoko postawionych ludzi spisek. Spisek na życie cesarza Wespazjana. Nie zdradzę czym jest ów skarb, powiem tylko tyle, że dotyczy on tytułu książki. Falko zapobiegliwie go ukrył i to w takim nieprzyjemnym miejscu, że jest mało prawdopodobne, aby ktoś poń sięgnął. Niestety jedyny świadek, mogący doprowadzić Falko do spiskowców, czyli Sozja, ginie nagle w nieprzyjemnych okolicznościach. W filmie, postać Sozji została enigmatycznie zastąpiona niejakim Kato. Zresztą, jeśli zapoznacie się z tą książką i filmem, sami dostrzeżecie różnice. Zaręczam jednak, że zarówno książka jak i film godne są mojego polecenia. Świetna, zabawna, niezobowiązująca rozrywka a przy tym nic głupiego, czy naiwnego. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejnym atutem książki jest niewątpliwie przeniesienie przez autorkę akcji z Rzymu do starożytnej Brytanii. Jeśli ciekawi was jak wyglądało ówczesne Londinium, sanatoria w których kurowali się chorzy czy też sieć kopalniano-handlowa, że tak się wyrażę, macie jedyną w swoim rodzaju okazję, do zajrzenia za kurtynę czasu. Nie przyzwyczaicie się jednak do Londinium, gdyż wnet trzeba będzie wrócić do stolicy cesarstwa. Mnie osobiście najbardziej urzekła prywatna strona życia Marka Dydiusza Falko. W przeciwieństwie bowiem do współczesnego typu detektywa, Falko ma dużą, głośną rodzinę. Jako młodszy brat bohatera wojennego, musi jednak znosić cierpkie słowa od swej jędzowatej matki, która wpada do jego stancji jak burza, wyłapując młode dzierlatki spod jego łóżka, uszczypliwości od starszej siostry, która stale nazywa go "utrapieniem", lecz przy tym czerpie wiele radości z licznej gromadki siostrzeńców, urwipołciów, którzy przydają się podczas całodziennego szpiegowania niewiernych mężów czy żon. Sielska atmosfera rodzinnego domu Falko, jest czymś tak odmiennym od typowego obrazu prywatnego detektywa, iż człowiek zapomina na śmierć, że fabuła rozgrywa się w I w. n.e. w Rzymie, że popełniono jakąś zbrodnię, i że za chwilę może dojść do jeszcze większej na szczytach władzy. Falko nie szczędzi nam również ciętych ripost, zabawnych przemyśleń, przy których co rusz chichotałam pod nosem i muszę przyznać, że jak na kryminał, doskonale, łagodnie, bez nachalności, wprowadził mnie w gatunek, z którym zamierzam w najbliższym czasie zakopać się po uszy. Jako że moja biblioteka posiada kolejnych kilka tomów przygód Falko a na necie można znaleźć ang. wersje kolejnych, na pewno zapoznam się z całą serią. Warto, więc i wam polecam :)&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Tutaj macie film &lt;b&gt;&lt;a href="http://offlimit.pl/index.php?q=main&amp;amp;w=ppdemo&amp;amp;v=Wiek%20zdrady%20/%20The%20Age%20of%20treason%20%281993%29%20po%20polsku" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Wiek zdrady"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; z polskim lektorem, z tymże że trzeba się zarejestrować, aby obejrzeć. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;Na koniec zaś dorzucam ten oto utwór (poniżej), który zapewne dobrze znacie. Czytając książkę pani Davis, zwłaszcza fragment rozgrywający się w Anglii, stale słyszałam tę tonację w głowie. Ps: Coś za często słyszę w głowie jakąś muzykę... Może powinnam się przebadać?? : /&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-SNuISwmIAc?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-SNuISwmIAc?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-4424017060226757293?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/4424017060226757293/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=4424017060226757293&amp;isPopup=true' title='Komentarze (7)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/4424017060226757293'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/4424017060226757293'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/srebrne-swinki-lindsey-davis-w-roku.html' title='&quot;Srebrne świnki&quot; -- Lindsey Davis. W roku czterech cesarzy.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-gIqe0jd8_3o/Tuh6IT6yiDI/AAAAAAAAOA8/bxERPtpNCj8/s72-c/sappho_and_alcaeus-huge.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>7</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-3816299167436610587</id><published>2011-12-11T13:47:00.000+01:00</published><updated>2011-12-11T13:47:00.225+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Happy Go Lucky - Na poprawę humoru'/><title type='text'>"Księżyc: Biały wampir, który pożyczonym blaskiem wysysa ze świata wszystkie barwy" -- Erich Maria Remarque.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-k0ca4Xjfwec/TuSVLe_T21I/AAAAAAAAN_0/v_HcOf_hAIY/s1600/1211223269_1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-k0ca4Xjfwec/TuSVLe_T21I/AAAAAAAAN_0/v_HcOf_hAIY/s400/1211223269_1.jpg" width="350" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Ponoć każdy człowiek jest jak księżyc...&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeszcze wczoraj rano, śmiałam się z sąsiadką przy kawie niemal do łez, dumając nad słowami pewnej nawiedzonej fanki astrologicznych portali, która miała Doni powiedzieć, że w godzinach popołudniowych, będzie miało miejsce tzw. &lt;b style="color: purple;"&gt;"zaćmienie umysłów"&lt;/b&gt;. A wszystko z powodu całkowitego zaćmienia księżyca, które było obserwowane nad wschodnią Polską; tam też było najlepiej widoczne. Ponoć kolejne takie będzie miało miejsce dopiero za trzy lata. Całkowite z. k. ma miejsce wówczas, kiedy &lt;u&gt;w jednej linii&lt;/u&gt; ustawią się ze sobą: &lt;u&gt;Słońce, Ziemia i Księżyc&lt;/u&gt;. Wtedy też księżyc jest w stanie skryć się za nami, a przez to nie odbija promieni słonecznych. I tyle. Cała magia tkwi w prostocie tego ustawienia. Jako zjawisko astronomiczne, zaćmienie to nie wywołuje we mnie żadnej anormalnej reakcji, jak przykładowy rechot podczas poranno-kawowych ploteczek, ale już sama jego interpretacja, przynajmniej w wykonaniu co poniektórych ludzi... A i owszem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czyż nie śmieszy was, kiedy słyszycie z ust jakiejś nawiedzonej astrolożki, wróżki, etc, że wasze życie zależy od ruchów ciał niebieskich? Nie od ilości wypitej kofeiny, nie od stresu w pracy, nieudanego małżeństwa czy cholesterolu we krwi, ale od szaro-burego kamienia wiszącego nad łbem nas wszystkich jakieś 384403 km stąd? Hm... Mnie bardzo, gdyż słysząc, że może mi się przydarzyć, czy tego chcę, czy nie, jakoweś "zaćmienie umysłu", w pierwszej chwili pomyślałam, że dostanę "pomroczności", czy cuś... Ale na szczęście nie mam ani prawa jazdy, ani ferrari ;D Niemniej wielu ludzi w to wierzy, ba, i z jakichś względów tego dnia, stają się deczko... nerwowi lub podnieceni; bo widzicie, nie dość, że wczoraj miało miejsce chwilowe zaćmienie księżyca, to jednocześnie, tuż po nim rozgorzała nad nami pełnia jak w mordę strzelił. Parafrazując słowa Kasi Nosowskiej sprzed lat: &lt;b&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;Księżyc hak, gwoździe gwiazd przytrzymują niebo, co na głowę chce mi spaść&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Szczerze... Z ręką na sercu, na mnie pełnia działała dotąd tylko w tym znaczeniu, że wiedząc o niej, zwykle snułam ze znajomkami dzikie fantazje na temat ewentualnego wyjścia z siebie w bardziej włochatej postaci, nie zaś żeby przez to choć odrobinę miało podskoczyć mi ciśnienie. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-lfgmsuPOAcQ/TuSZyt2GpII/AAAAAAAAOAA/stZzJ6AM7bI/s1600/43+%25284%2529.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="314" src="http://4.bp.blogspot.com/-lfgmsuPOAcQ/TuSZyt2GpII/AAAAAAAAOAA/stZzJ6AM7bI/s320/43+%25284%2529.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A jednak to, co wydarzyło się zeszłej nocy i trwało niemal do rana, przez co przypominam dzisiaj z wyglądu &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.kudlatytercet.pl/plik/32.jpg" style="color: purple;" target="_blank"&gt;basseta&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, wstrzymując się od jakichkolwiek racjonalnych, logicznych analiz, nazwać można, najprościej, bo wierzcie mi, nie da się inaczej -- &lt;u&gt;"Animal Planet, w wydaniu małomiasteczkowym"&lt;/u&gt;. Przez co najmniej pięć godzin miałam wrażenie, że uczestniczę w jakiejś masowej histerii, na wzór tych średniowiecznych pochodów obłąkanych apostołów. Spłoszona jak sarna na widok wygłodniałego stada wilków, chowałam się za firankami domu, mając tylko nadzieję, że ten szympansi szał pseudo-homo sapiens na drodze opodal, nie wtargnie z impetem na naszą posesję. Wyobraźcie sobie grupę młodych, przypuszczam że przed osiemnastką, wyrostków, plus dwie dziewczyny, jakże eufemistycznie przez resztę nazywane -- "kozaczkami", która w pijackim amoku doprawianym amfą, skacze sobie do gardła jak kotłująca się latem chmara bzyczących much nad krowim plackiem, a towarzyszą temu dzikie wrzaski i piski, przekleństwa oraz donośny plask za każdym razem, gdy któryś z owych smarkaczy dostanie w szczękę lub nochal. Tego nie da się opisać, więc daruje sobie szczegóły. Dość, że jak zaczęli o północy (tyle właśnie spałam: "do północy" i ani min. więcej), tak skończyli dopiero o piątej z hakiem.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-ZWskXFUUpig/TuSgBxfRo5I/AAAAAAAAOAM/ratexYbraUs/s1600/moondan.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-ZWskXFUUpig/TuSgBxfRo5I/AAAAAAAAOAM/ratexYbraUs/s320/moondan.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Policję wezwał pape. No cóż, nie można powiedzieć, że nie przyjechała, ale zaraz też zniknęła. Nie mam pojęcia, dokąd ta banda prze-teleportowała się w ten czas, ale dosłownie po pięciu minutach, znów zmaterializowała się dosłownie w tym samym miejscu, rozbijając ogrodzenia, łamiąc młode drzewka, ciskając kamienie gdzie popadnie a przy tym wyjąc tak opętańczo, jakby rój os wleciał im przez odbyt do brzucha i miotał nimi jak szmacianymi kukiełkami. No więc za drugim razem, przyjechał większy radiowóz. Wysocy panowie ubrani na czarno ogarnęli na sobie policyjne wdzianka, po czym z zaciętymi mordkami ruszyli wyłapywać z ulicy te białe śmiecie. Oj działo się, działo... Także razem z Donią, w zarzuconych na pidżamy płaszczach, rozgrzewając się czekoladą z termosu, kiwając głowami jak dwie kokoszki, mruczałyśmy do siebie popijając słodki nektar te oto słowa: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Jak stado szympansów... No dosłownie, jak stado szympansów&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedyne co mogę na dzień dzisiejszy powiedzieć o zajściach z zeszłej nocy, to iż księżyc śmiał się do nas z wysokości jak zadowolony z siebie mąciwoda, opodal najjaśniejsze z konstelacji Oriona gwiazdy mrugały do nas porozumiewawczo, także o dziwo, nikomu nic się nie stało. Ponoć jeden z wyrostków zaprosił do siebie koleżków na imprezkę, jego matka w ciąży znajdowała się w szpitalu. Podczas nocnej libacji pokłócił się z innym wyrostkiem, skądinąd łysą pałą, tak iż księżyc odbijał się na jego pustym czerepie jak w tafli wody, no i skoczyli sobie do gardeł. Ażeby nie demolować domu, imprezka przeniosła się na głuche i puste uliczki miasteczka, a że u nas większość mieszkańców to starsi ludzie, nie dziwota, że dopiero gdy banda dotarła na obrzeża, czyli pod nasze dwa domostwa, ktoś (= pape) odważył się zadzwonić po Smurfy. Ja wciąż mam przed oczami tą groteskową kotłowaninę, z której ciężko mi wyłowić ludzkie kształty. Wyobraźcie sobie ok. dziesięć osób bijących się ze wszystkimi jednocześnie, niczym piorun-kula, przetacza się coś takiego w jednej chwili, siejąc zamęt i zniszczenie. No Animal Planet na żywo, słowo daję ;D To tyle. Jeśli ma ktoś jeszcze wątpliwości, że jednak pochodzimy od małp, zaręczam, że po wczorajszym, ja osobiście nie mam już żadnych. W życiu czegoś takiego nie widziałam. O_o &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Z poważaniem. Idę "TO" odespać....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/2EIeUlvHAiM?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/2EIeUlvHAiM?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-3816299167436610587?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/3816299167436610587/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=3816299167436610587&amp;isPopup=true' title='Komentarze (10)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3816299167436610587'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3816299167436610587'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/ksiezyc-biay-wampir-ktory-pozyczonym.html' title='&quot;Księżyc: Biały wampir, który pożyczonym blaskiem wysysa ze świata wszystkie barwy&quot; -- Erich Maria Remarque.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-k0ca4Xjfwec/TuSVLe_T21I/AAAAAAAAN_0/v_HcOf_hAIY/s72-c/1211223269_1.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>10</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-3609960590358514299</id><published>2011-12-05T13:41:00.000+01:00</published><updated>2011-12-05T13:41:06.845+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura niemiecka'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura rumuńska'/><title type='text'>"Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze" -- Aglaja Veteranyi.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-2fIanJUAC2w/TtyUtUqbRAI/AAAAAAAAN5Q/ppaHdtoEj-4/s1600/4189803703_9a20bddc38_o.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-2fIanJUAC2w/TtyUtUqbRAI/AAAAAAAAN5Q/ppaHdtoEj-4/s400/4189803703_9a20bddc38_o.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #38761d;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;h1 class="firstHeading" id="firstHeading"&gt;&lt;a href="http://www.flickr.com/photos/reneoberholzer/page14/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Aglaja Veteranyi&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/h1&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niezwykle rzadko zdarza się, aby twórczość jakiegoś pisarza lub pisarki tak silnie była związana z jej/go własnym życiem, jak Aglai właśnie. Jeszcze rzadziej, po wyrazie twarzy można poznać emocje, które towarzyszyły danemu twórcy w procesie kreacji.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy zeszłej nocy spacerowałam bez celu po mieścinie, w której mieszkam, równie wzburzona od środka jak wiatr, który szalał wokoło z furią dzikiego zwierza, nie potrafiłam odpędzić od siebie pewnej myśli; właściwie było to raczej rozważanie. Być może zdarza się wam w duchu, np. podczas spaceru, toczyć z samym sobą wewnętrzny dialog, bo kto was zna lepiej, niż wy sami? Tylko w zaciszu własnego umysłu, można zadać sobie pytania, na które nigdy nie udzielilibyśmy odpowiedzi komuś obcemu, a które stale nam towarzyszą, drażniąc nasze nerwy, czy też wywołując całą gamę innych odczuć. Wiem, że tak jest, więc zaprzeczanie nic wam nie da.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I kiedy tak toczyłam ze sobą tę dziwną dysputę, w pewnym momencie ogarnęło mnie przemożne uczucie -- iluminacją tego nie nazwę, gdyż bardziej przypominało to dotyk czegoś ciepłego, miękkiego, rozkosznie otulającego -- po którym wszystko stało się jasne. Nie wiem czy inni twórcy doświadczają czegoś podobnego, mogę mieć tylko nadzieję, że kiedy wysyłają w świat swoje wiekopomne dzieła, z ręką na sercu mogą przyznać, że oddali część siebie (dosłownie) temu, co spłodzili, nie zaś dla picu czy mamony, tworzyli kolejny produkt uboczny psycho-biotycznego &lt;i&gt;ja&lt;/i&gt;, w duchu śmiejąc się z szerokiego audytorium, cmokając z powagą swymi obmierzłymi wargami i kiwając głową z tą schizofreniczną obłudą, która bez względu na kolor i kształt jakiegoś pisuaru, śmie nazywać paszkwil czy tandetę -- dziełem sztuki. Pragnę w to wierzyć, bo nie wyobrażam sobie, że można tworzyć dowolny rodzaj (gatunek) literatury, nie przelewając na papier cząstki siebie. Tylko taki produkt jest wart tego, aby poń sięgnąć, bez względu na koszt, okładkę, reklamę/rozgłos.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-oLthjPYiqEc/TtyZDBB1XiI/AAAAAAAAN5c/fy5EkJOOA6E/s1600/3.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-oLthjPYiqEc/TtyZDBB1XiI/AAAAAAAAN5c/fy5EkJOOA6E/s320/3.jpg" width="197" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Znam (jako czytelniczka ale nie tylko) wielu pisarzy, którzy poza samą nazwą nie mają w sobie nic z artysty. Współczesność zachłystuje się coraz to nowszymi nazwiskami i tytułami, ale prawda o byciu pisarzem, ba, w.w. artystą, jest dużo bardziej skomplikowana. Osobiście nie wierzę, że każdy jest w stanie napisać książkę (dzieło a nie kolejną makulaturę), namalować obraz czy też stworzyć coś z niczego za pomocą gliny. Nie wierzę również, że prawdziwy talent można odkryć na castingu czy w inszym plebiscycie/konkursie. Ale cóż... Jestem, na to wygląda, w mniejszości. Współczesność bowiem opiera się na -- &lt;u&gt;rzemiośle&lt;/u&gt;, które mylnie ubiera się w szaty artyzmu, talentu, wybitności a nawet, w skrajnych przypadkach, geniuszu. To dlatego właśnie pierwsza lepsza mamka, eks-sprzątaczka czy kura domowa, jest nazywana -- pisarką; niewydarzona dziennikarka wpada któregoś ranka na pomysł zostania primabaleriną czy piosenkarką; dziecko, które winno być w szkole, za to tylko że nie fałszuje Niemena (rany, niedobrze mi się robi, jak go słyszę... Kiedyś było inaczej, ale obrzydzili mi go pseudo-muzycy), nagradza się i wpuszcza na salony, zaś aktorzyna odtwarzający główną rolę w pewnym modnym serialu pseudo-medycznym, zostaje okrzyknięty filozofem, guru jakimś co najmniej jak Budda.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To tak jak z "inteligencją". Przez pięć lat studiów, próbowałam uczulić znajomych, nauczyć ich prawidłowego rozumienia tego słowa, ale na próżno. Jakbyśmy mówili do siebie w dwóch różnych językach. Inteligencja to nie to samo, co -- wiedza, moi kochani. Stopnie naukowe, dyplomy, czy nazywanie siebie intelektualistą, jeszcze z nikogo nie uczyniły osoby "inteligentnej". Przez tysiąclecia pojawiały się na świecie jednostki inteligentne, ale nie każda z nich miała ukończone studia, tytuły czy dokonania naukowe na koncie. O wielu nie mamy do dzisiaj pojęcia. Z inteligencją można się tylko urodzić, jest to pierwiastek niewiadomy, jakiś szczególny blask zamknięty w czasami najlichszym opakowaniu; gwiezdny pył (ad: S. Hawking czy Einstein). Może wypłynąć na wierzch z gałęzi, która nie wykazywała nigdy takich predyspozycji, bez względu na czas i miejsce. Myślę, że tak jak w świecie roślinnym, tak też u nas, zachodzi wciąż ów słynny proces ewolucji, z pozoru bezwładnie, ujawnia się w najmniej spodziewanym miejscu, osobie, aby pchnąć nasz gatunek na wyższy poziom. To się naprawdę dzieje, tyle że w natłoku sprzecznych danych, urojonych ambicji, czy inszych geo-politycznych zagrywek, w tym całym szumie informacji, łatwo taką jednostkę przeoczyć. Podobnie jest z "talentem", "darem do tworzenia nowych światów" za pomocą -- wyobraźni. Czy zatem ktoś celowo zasypuje nas tonami krewetek, by w tym wielkim oceanie ukryć te nieliczne z nas jednostki, które mogłoby pchnąć ludzkość na wyższy poziom abstrakcji? Takie mam wrażenie, od dawna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-LZ3c3bv1BEo/TtyearQwY0I/AAAAAAAAN5o/r3EsUixLs8o/s1600/4259718472_0b12296c4c.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-LZ3c3bv1BEo/TtyearQwY0I/AAAAAAAAN5o/r3EsUixLs8o/s320/4259718472_0b12296c4c.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jednym z moich największych marzeń jest móc napisać taką powieść, która w pełni by mnie usatysfakcjonowała. Mnie -- podkreślam, a nie Was (zaraz wyjaśnię, co przez to rozumiem). Jest w tym głębszy sens. Jeśli uda mi się przelać na papier mnie samą, oczywiście w postaci fikcji, ale spleść ją niewidzialną dla was, lecz dla mnie bardzo trwałą nicią osobistych doświadczeń i emocji, wówczas bez lęku będę mogła posłać taką książkę na rynek, ba, walczyć o nią, bez względu na słowa poparcia czy sprzeciwu innych, bo będę miała pewność, że broniąc jej, stoję twardo na tym miejscu, które sama sobie wybrałam. Ostatnie pięć książek, a nie zliczę już ile napoczętych i porzuconych, wciąż nie jestem gotowa. Ale jestem młoda, mam jeszcze na to czas.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Może się mylę, ale gro pisarzy tworzy jakby na siłę, tworzy coś nie bardzo nawet wiedząc po co i na co. Kiedy czytam ich książki (nie przeczę, że niektórzy potrafią ładnie ubierać w słowa kolejne akapity), to jednak mam uczucie, jakby silili się sami z sobą, składali jakieś metafizyczne strusie jajo, ba, niektórzy nawet sami się do tego przyznają, mówiąc: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;że męczą jakąś książkę (tzn. piszą), że jest to dla nich spory wysiłek, że najwspanialszy jest dla nich moment, kiedy wreszcie ją skończą&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Jakież to przeraźliwie smutne, depresyjne, zahaczające o osobistą tragedię. Czy warto zatem brać do ręki ich książki? Kupować takie "anty-dzieła", męcząc je potem śladem autora w ramach jakiejś subiektywnej pokuty? &lt;b&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;Skoro on mógł, to i ja się z tym zmierzę, a co mi tam? Przecież samoudręczanie jest także i moją drugą naturą, a co?!&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Istnieją jednak wyjątki od tej przeraźliwej większości tworów pseudo-literackich, które w tysiącach egzemplarzy zagracają półki księgarń na całym świecie. Pojawiają się nagle między nami, jak rozbłysk supernowej gdzieś na drugim krańcu znanego nam Wszechświata, czy też ocierając się o nasz błękitny padół, niczym kometa sunąca po nocnym niebie, w ślad za którą rozpruta przestrzeń kryształków lodu, wskazuje nam wyraźną granicę między "dziełem", czymś wyjątkowym a stertą kosmicznych śmieci, które sami, jakże często, tworzymy w tym dziecięcym szale niszczenia wszystkiego, co popadnie. Gdyby było inaczej, to czy właśnie takie wybitne jednostki, tak prędko wypalałyby się od środka, znikały niczym zgaszony wilgotnymi palcami płomień świecy? Nie będę sypać przykładami, ale z pewnością można zaliczyć do takich: Keatsa, Woolf, Plath i Aglaję chociażby. Patrzę na jej drobną twarz i z dreszczem znajduję w jej uśmiechu także mój własny egzystencjalny smutek, z tymże mnie na razie ani w głowie się poddać. Dziwne to jednak uczucie, gdy zliczy się długą listę nazwisk, które odeszły z tego świata na własną prośbę, a przy tym jedyne spośród miliardów zasługiwały na to, aby żyć. Dlaczego tak się dzieje? Nie uwierzę, że ich psychika była ułomna, bo też sama się za taką nie uważam. Niczym komputer wchłaniam dziennie zbyt dużo informacji, nie nadążam za samą sobą, przez to chyba nie mogę też spać i wędruje jak kot ciemnymi ścieżkami. Dlaczego zatem Oni to robią? Nie pytam o ich smutek, natrętną myśl w głowie, którą sama słyszę pięć razy dziennie, ale o "przyczynę". Chyba nigdy tego nie pojmę.... A chciałabym, bo i mnie ten smutek dotyka.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-XKm1abL6K6o/TtykgRzoJFI/AAAAAAAAN50/mqtth07-LVQ/s1600/4341087617_7be3bc2209.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://2.bp.blogspot.com/-XKm1abL6K6o/TtykgRzoJFI/AAAAAAAAN50/mqtth07-LVQ/s400/4341087617_7be3bc2209.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;...Jakbym widziała siebie.... Uwielbiam takie kawiarenki...&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;O książce "&lt;u&gt;Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze&lt;/u&gt;", dowiedziałam się ponad rok temu, przy okazji odwiedzin czyjegoś bloga, nie pamiętam już u kogo. Pamiętam za to, że tło dla tej powieści podziałało na mnie jak magnes. Zafascynowana życiem cyrkowym, ale tym urojonym, nie zaś realnym, mając w pamięci serial &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/02/lets-go-to-carnivale.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"Carnivale"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, przy pierwszej nadarzającej się okazji rzuciłam się nań łapczywie. I nie zawiodłam się. Znalazłam w niej piękno, ale i więcej ukrytego piękna, jak gdyby prawdziwy talent Aglai jeszcze w pełni się nie rozwinął. Piękno to miało wiele odsłon. Oczami wyobraźni, czułam kolory, kształty a nawet ruch, ekspresję postaci, tkwiących na kartach debiutanckiej powieści pewnej rumuńskiej dziewczynki, która do nastu- lat nie potrafiła jeszcze czytać i pisać, która za to znała przemyślne figury i tricki rodziny cyrkowej, dla której miłość miała w sobie więcej goryczy, niż ciemna, parzona kawa z Kolumbii. Miałam ochotę ją przytulić, zapewnić, że nie jest sama na tym świecie, że życie to nie tylko strach przed końcem, że ludzie nie zawsze uciekają od miłości dlatego, że nie potrafią sami jej okazać, że jeśli znajdzie się w sobie dostatecznie dużo sił, upiór nocy nie wydaje się już tak straszny, a nostalgia za tym co minione oraz opuszczonymi w biegu za lepszym życiem krewnymi, zdaje się mniej dokuczliwa, kiedy komuś zaufamy, choćby na przekór nam samym.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tak jak w powieści, tak i w rzeczywistości, Aglaja wyemigrowała z rodzicami na Zachód i poprzez niezliczone miasta, miasteczka i wsie, wędrowała bez końca po obrzeżach tego, co Wy, zwyczajni ludzie, nazywacie życiem. Jak kot, jedną nogą na tym świecie, drugą gdzie indziej; tylko gdzie? Aglaja musiała znosić niewygody, samotność, gorzki posmak wolności, która z wolnością miała tylko tyle wspólnego, iż &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.videobomb.pl/video/Egzekucja_malzenstwa_Ceausescu_" style="color: red;" target="_blank"&gt;Ceaucescu&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; już im nie zagrażał. Miała zostać aktorką, lecz nikt nie zadbał nawet o to, aby poszła do szkoły; w krótkie noce lub chwile wyrwane w biegu, razem z przyszywaną siostrą (córką jej ojca z innego związku) tworzyła wciąż na nowo coraz to wymyślniejsze wersje pewnej opowiastki, od której wziął się tytuł danej książki i chociaż słowa tego dziecka płyną do nas w prosty, bezpretensjonalny sposób, tak iż czyta się tę książkę bez przerwy, nie licząc minut ani godzin, stale towarzyszy człowiekowi wrażenie, że rozmawia z samym sobą, tylko znacznie starszym; z kimś kto wie więcej, bo dłużej i więcej przeżył... I tyle w tym inteligencji, oryginalności, talentu, iż człowiek wzdycha porównując siebie do autorki (Czy uda mi się kiedyś tak szczerze nakreślić jakąś postać i historię?).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Cóż wam mogę powiedzieć ponad to, co już napisałam? Musicie przeczytać tę książkę, koniecznie. Nie ręczę jak na nią zareagujecie, to mocna rzecz, ale jestem pewna, że zostanie z wami na długie lata, tak jak sama autorka, wzór i ostrzeżenie zarazem. Dla mnie &lt;span style="color: black;"&gt;Aglaja Veteranyi jest autentyczna do szpiku kości, jest i zawsze będzie prawdziwą artystką, której imię nigdy nie rozmyje się na tle tumultu milionów innych nazwisk. Celowo nie porównuje jej do klasyków, gdyż mamy w jej osobie do czynienia z &lt;i&gt;novum&lt;/i&gt;, które jest pewnego rodzaju znakiem czasu i konkretnych doświadczeń. Dla mnie osobiście, pod względem talentu i zawzięcia, jest wzorem do naśladowania. Nie każdy wszak byłby w stanie, nie posiłkując się żadną wiedzą, rodzinną tradycją czy przekazaną w genach ambicją, zauważyć, że czegoś mu (= wiedzy) brakuje. Nie każdy byłby w stanie z pół-alfabety stać się pisarzem w zupełnie &lt;b&gt;&lt;a href="http://miezemedusa.wordpress.com/2011/08/07/aglaja-veteranyi-warum-das-kind-in-der-polenta-kocht/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;obcym języku&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (niemieckim), tak iż z gminu powędrował na salony i &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.e-teatr.pl/pl/artykuly/126823.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;deski teatru&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; całej Europy. To po czymś takim, poznać można tę iskrę, która świeci krótko, ale jakże jasno na tle gwiezdnych konstelacji. Staram się nie myśleć o tym, że 3 lutego 2002r. wybrała za miejsce swego spoczynku wodę, tak jak ja, marzę kiedyś w odległej przyszłości... Zbieram za to kawałeczki jej istnienia z sieci, układając je w nowy wzór i czytam je wciąż od nowa, do czego i was zachęcam jeśli cenicie prawdziwe piękno, a nie błyszczącą tandetę, o której wszyscy prawią wokoło. A kto nie ma możliwości przeczytania tej książki, ciężko ją dostać w sklepie, zachęcam do wysłuchania audiobooka, który mam i mogę przesłać, więc jakby co proszę pisać na maila (znajdziecie go w moim profilu* bloga). &lt;b style="color: #38761d;"&gt;:)&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;b style="color: black;"&gt;&lt;a href="http://www.salonkulturalny.pl/aglaja-veteranyi-%E2%80%9Ekto-znajduje-zle-szukal%E2%80%9D-recenzja/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt; znajdziecie ciekawą recenzję kolejnej książki Aglai. Polecam :)&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;b style="color: black;"&gt;A poniżej... Hm, jakby to nazwać: trailer przedstawienia teatralnego na podstawie mamałygi? (&lt;u&gt;po niemiecku&lt;/u&gt;) ;D&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;b style="color: black;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;|&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;|&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/3VFmHNLqwfk?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/3VFmHNLqwfk?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: black;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-3609960590358514299?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/3609960590358514299/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=3609960590358514299&amp;isPopup=true' title='Komentarze (16)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3609960590358514299'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3609960590358514299'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/dlaczego-dziecko-gotuje-sie-w-mamaydze.html' title='&quot;Dlaczego dziecko gotuje się w mamałydze&quot; -- Aglaja Veteranyi.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-2fIanJUAC2w/TtyUtUqbRAI/AAAAAAAAN5Q/ppaHdtoEj-4/s72-c/4189803703_9a20bddc38_o.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>16</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-2275433021567739936</id><published>2011-12-01T18:56:00.001+01:00</published><updated>2011-12-04T11:33:50.194+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Ulubione filmy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>"Kontakt" (1997) -- Carl Sagan. "Szczerość jest jeszcze trudniejsza od matematyki".</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-Bfc0qmakSrY/TtdkVSWFMWI/AAAAAAAAN3U/zNTHILLAuJs/s1600/contact_1997.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="256" src="http://2.bp.blogspot.com/-Bfc0qmakSrY/TtdkVSWFMWI/AAAAAAAAN3U/zNTHILLAuJs/s400/contact_1997.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://movies.mspot.com/movie/1801319" style="color: #666666;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Trailer filmu "Contact"&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jedno z największych marzeń ludzkości, odkąd dotarło do nas, że poza naszą galaktyką istnieją miliardy innych, jest odkrycie najmniejszego choćby śladu życia w kosmosie. Kino przyzwyczaiło nas do widoku ufoludków, przyjaznych lub mało sympatycznych stworów, które z bezmiarów kosmosu zjawiają się u nas bez zapowiedzi, siejąc zamęt, rzadziej jednak mamy okazję przyjrzeć się bardziej racjonalnym, hipotetycznym wersjom pierwszego kontaktu. To czy istnieje inteligentne życie gdzieś daleko stąd czy nie, jest równie prawdopodobne jak to, że którykolwiek z nas trafi kiedyś szóstkę w Lotka, ale jeśli wziąć pod uwagę fakt, iż w samej tylko Drodze Mlecznej istnieje ok. &lt;u&gt;400 miliardów&lt;/u&gt; gwiazd, a co roku średnio powstaje od 1 do 3 nowych, z których przynajmniej część może mieć dokładnie taki sam lub podobny układ planetarny, no cóż... Jak powiedział &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.carlsagan.com/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Carl Sagan&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, &lt;b&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;gdybyśmy w tym wielkim kosmicznym oceanie byli sami, byłoby to niesamowite marnotrawstwo przestrzeni&lt;/i&gt;. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Film &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Robert.Zemeckis" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Roberta Zemeckisa&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; z 1997r. (dziwny to był rocznik, świat oszalał wówczas na punkcie Titanica, podróże kosmiczne zeszły na dalszy plan) nie umknął mej uwadze i to właśnie na niego udałam się do kina, zrażona wzdychającymi do DiCaprio fankami. Nie przepadam za tłumami, co tu dużo mówić, zawsze byłam na bakier z własnym rodzajem, ale dzięki temu właśnie nigdy nie umknęły mi takie produkcje, ani też inne niszowe dzieła. Pamiętając słynną maksymę Kierkegaarda, że "prawda zawsze jest w mniejszości" (bez względu na to, co rozumiecie pod pojęciem -- prawda), po raz kolejny odnalazłam cząstkę siebie w czymś, co umknęło innym. Hollywood narzucił ludziom pewien szablon obcych form życia i pomimo iż mam wielki sentyment do kosmicznych sag, takich jak: "Obcy", "Predator", "Gwiezdne Wojny", "Gwiezdne Wrota" czy &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/10/battlestar-galactica-all-along.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Battlestar Galactica"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, bliższa jestem wizji Sagana, w której kontakt nie jest nachalny, lecz stopniowy i na odpowiedni dystans, przez co rasa ludzka nie musi czuć lęku ani obiekcji przed pozytywnym odpowiedzeniem nań. Sagan zawarł w swej książce jak gdyby to wszystko, co rozumiemy dzisiaj pod pojęciem "internetu". Czy nie jest tak, że bliżsi są nam często ludzie żyjący gdzieś daleko od naszego miejsca zamieszkania, zaś sąsiedzi zza ściany wydają się przybyszami z kosmosu? Tak a nie inaczej winno się odbierać tę książkę, jak i film, który powstał na jej podstawie; dokładnie rok po śmierci Carla i to właśnie jemu jest dedykowany. [Polecam dział poświęcony Carlowi na moim profilu &lt;a href="http://www.youtube.com/user/83Dell?feature=mhee#p/c/C2DBD526F18DB866" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/user/83Dell?feature=mhee#p/c/C2DBD526F18DB866" style="color: purple;" target="_blank"&gt;You Tube&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, gdzie znajdziecie filmy z cyklu: "Kosmos"].&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-Ls49D7OBPYk/Tted8zU31ZI/AAAAAAAAN3g/gzqQzvuidW8/s1600/w9gfo.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" src="http://1.bp.blogspot.com/-Ls49D7OBPYk/Tted8zU31ZI/AAAAAAAAN3g/gzqQzvuidW8/s1600/w9gfo.jpg" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #990000;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=kNAUR7NQCLA" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kiedy szepczecie, kosmos Was słucha&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po czternastu latach od jego premiery, po raz kolejny zalałam się łzami. Od razu uprzedzam, że najlepsza pora na jego projekcję, to cicha i spokojna noc, wtedy tylko można w pełni poczuć siłę przekazu, smutek i dystans dwojga ludzi, których dzieli niemal wszystko, lecz łączy jedno: wiara. Pisząc o dwojgu ludzi mam na myśli wiele par, typów osobowości i pokrewieństwa. Jest to bowiem złożona opowieść. Z pozoru rzecz dotyczy wyłącznie głównej bohaterki, &lt;b style="color: purple;"&gt;Ellie Arroway&lt;/b&gt; (w tej roli: Jena Malone, młoda Ellie; &lt;u&gt;Jodie Foster&lt;/u&gt;, dorosła E.A.), lecz jak wnet się przekonacie, mamy sposobność ujrzeć cały przekrój naszego gatunku, niestety najczęściej w najgorszej jego formie. Co nie znaczy jednak, że Sagan czy reżyser filmu skupili się wyłącznie na wadach naszego społeczeństwa, bynajmniej. I w tym celu użyłam sformułowania: wiara. Możecie się ze mną zgodzić lub nie, ale gdyby świat składał się wyłącznie z ludzi, którzy wierzą w Boga, prawdopodobnie unicestwilibyśmy się już dawno temu. Tymczasem wiara jest czymś, co łączy wielu, choć niekoniecznie musi zawierać w sobie pierwiastek metafizyczny. Postać Ellie Arroway jest tego najlepszym przykładem. Jest to trzydziestoparoletnia kobieta, która wierzy, a i owszem, ale tak jak Fox Mulder, wierzy że nie jesteśmy sami we wszechświecie, w naukę, w potęgę ludzkiego umysłu, matematyki. Od dziecka rozwijała w sobie wielką pasję do nawiązywania kontaktu z drugim człowiekiem, choć początkowo było to małe, domowe radyjko o wąskiej częstotliwości. Wpatrzona w nocne niebo, bardzo wcześnie załapała bakcyla astronomii a wrodzony talent do nauk ścisłych, zaowocował błyskawiczną karierą naukową. Nie ukrywam, że zazdroszczę takim ludziom. Zazdrość to brzydka rzecz, fakt, ale jeśli działa na nas jak doping, to czemu nie?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rLw85E8ubP8/TteiFMaiP5I/AAAAAAAAN3s/tEBS307czqs/s1600/xw949_Screenshot7.png" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="190" src="http://1.bp.blogspot.com/-rLw85E8ubP8/TteiFMaiP5I/AAAAAAAAN3s/tEBS307czqs/s400/xw949_Screenshot7.png" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;W przypadku Ellie, samoistny doping zaprowadził ją do &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Obserwatorium_Arecibo" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Arecibo&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (projekt &lt;b&gt;&lt;a href="http://setiathome.ssl.berkeley.edu/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;SETI&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;). Patrząc na takich ludzi jak ona, marzę o dniu w którym świat będą zamieszkiwać wyłącznie takie osobniki. Jak dla mnie, a mogę mówić wyłącznie za siebie, tylko ludzie autentyczni, którzy żyją pasją, zasługują na miano "człowieka", bo jak już mówiłam wiele razy, nie wystarczy mówić, chodzić na dwóch nogach i wyciągać rękę po jeszcze, ażeby nim być. Ale żeby zrozumieć Ellie, trzeba cofnąć się w czasie, gdy miała 9 lat i mieszkała ze swym ojcem. Matka Ellie zmarła przy porodzie. Ted Arroway (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/David+Morse-3454" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;David Morse&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;) zadbał jednak o to, aby Ellie nigdy jej nie brakowało, żeby nie czuła się sierotą. To dzięki jego otwartemu na świat spojrzeniu, Ellie nabrała potrzebnych do samorozwoju cech takich jak: pewność siebie, asertywność, o wyobraźni nie zapominając. Niestety śmierć ojca zakończyła tę sielankę. Ellie musiała odtąd sama zmagać się z życiem, ale tego nie znajdziecie w filmie (polecam więc książkę). Ellie która interesuje nas najbardziej, jest już dojrzałą panią astronom, uporczywie poszukującą zarówno: odpowiedzi na nurtujące ją pytania, jak i... dotacji na dalsze badania. Z tym jednak jest krucho. Ameryka czasów Clintona, a więc skupiona bardziej na gospodarce, zasobach aniżeli urojonych wizjach o zielonych ludkach, nie spogląda już w niebo tak jak kiedyś. Prędzej pod kątem zagrożenia tudzież własnej korzyści. Ludzie z ideą są na cenzurowanym. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-7bFtmgbZL1c/Tten5EXzuSI/AAAAAAAAN34/bMnsbWbYqXQ/s1600/dimg3.php.png" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-7bFtmgbZL1c/Tten5EXzuSI/AAAAAAAAN34/bMnsbWbYqXQ/s320/dimg3.php.png" width="230" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I wtedy zjawia się on -- Palmer Joss (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/person/Matthew+McConaughey-2556" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Matthew McConaughey&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;), niedoszły ksiądz, obecny pisarz i doradca Białego Domu w kwestiach, że tak powiem... moralności). Nie jest to jednak typ konserwatysty, purytana czy też innego rodzaju fanatyka. Prawdę mówiąc pierwsze co robi po zapoznaniu się z Ellie, to zaciąga ją do łóżka i chociaż nie bez powodu znalazł się w Puerto Rico, niemal z biegu zaiskrzyło coś między tym dwojgiem. Tyle że Ellie nie zamierza się z nikim wiązać, za bardzo się boi, że mogłoby to ją odciągnąć od celu, ku któremu zmierza, ale także tego, że gdy już oddałaby cząstkę siebie drugiej osobie, ukochany zniknąłby z jej życia tak jak ojciec. Powiem wam szczerze, że spośród wielu filmów, jakie widziałam, w tym jednym autentycznie mi żal biednego Palmera, gdy po rozkosznym figlowaniu w łóżku, Ellie porzuca go o wczesnej porze pół-nagiego, obiecując, że... zadzwoni ;)-&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Los czy może przypadek, pal licho, chciał, że tych dwoje spotkało się kolejny raz dopiero kilka lat później. Punkt kulminacyjny w karierze Ellie jest aż nadto widoczny, gdyż kończą się z takim trudem wywalczone granty. Nie chcę wam streszczać całego filmu, powiem tylko, że po raz kolejny sprawdziła się teoria, iż nadzieja (cokolwiek przez nią rozumiemy) przychodzi zazwyczaj wtedy, gdy wszystko wydaje się stracone. Kiedy już nie ma nic poza nią, staje się dla ludzi czymś o wiele cenniejszym niż życie, czymś, za co warto nawet umrzeć, byleby tylko jej nie utracić. Ellie myślała tak samo i ten wielki trud, jaki włożyła przez całe swe życie, aby usłyszeć odpowiedź z drugiej strony, w końcu się opłacił. Co najważniejsze, choć prawda ta szczypie także mnie, bo pod wieloma względami na własnej skórze doświadczałam podobnych ludzkich zachowań w przeszłości, Ellie osiągnęła to wszystko sama (&lt;i&gt;no, może nie tak do końca, ale tego dowiecie się z filmu&lt;/i&gt;); ludzie którzy stawali na jej drodze albo byli cwaniaczkami gotowymi przywłaszczyć sobie jej dokonania, albo zabobonnymi głupcami (nie mam tu na myśli wyłącznie ludzi religijnych, żeby było jasne).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-O7P4IjG4agU/TtevSFBwKMI/AAAAAAAAN4E/M3QuZe1nI5g/s1600/images.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="224" src="http://1.bp.blogspot.com/-O7P4IjG4agU/TtevSFBwKMI/AAAAAAAAN4E/M3QuZe1nI5g/s400/images.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Tak naprawdę &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Vps2RKg2mzQ&amp;amp;feature=fvsr" style="color: purple;" target="_blank"&gt;nie macie bladego pojęcia&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, jak piękny jest Wszechświat&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ażeby zamknąć spójnie, choćby w minimalnym stopniu, ten subiektywny opis, chciałabym na koniec podzielić się z wami pewną uwagą czy też refleksją.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest wiele ciekawych wątków, które porusza ten film, począwszy od naszego pochodzenia (jako rodzaju ludzkiego), roli we wszechświecie, naszej wspólnej przyszłości o ile w porę otrzeźwiejemy z samozachwytu, bo niestety jak na razie krucho z tym; kończąc na relacjach ogólnoludzkich, tak jakby kataklizmy i choroby nie dość dzieliły nasz gatunek, to jeszcze dzielimy się sami, na tych, co wierzą i nie wierzą, na białych i kolorowych, na płcie, orientacje, języki i narodowości, tak że można stracić rozeznanie w tym wszystkim (szczerze zatem współczuję każdemu obcemu*, który zechciałby nas "podglądać"). Mnie jednak najmocniej poruszył konkretny fragment filmu, w którym Ellie odpowiada na szereg pytań przed komisją i wszystko wskazuje na to, że jest idealną kandydatką na nawiązanie bezpośredniego kontaktu z obcą rasą. Niestety wtedy włącza się do rozmowy Palmer, zadając jedno, jakże banalne pytanie, ale które, okazuje się decydujące w ostatecznym wyborze tejże komisji. "Czy wierzysz w Boga?". Hm... Co wy byście odpowiedzieli? Ellie nie potrafi skłamać, chociaż wie, że w danej chwili straci wszystko. Jest więc szczera i mówi to, co czuje. Tymczasem chwilę później, ktoś inny, wiedząc jakiej odpowiedzi oczekuje rada, ciska bezczelnie kłamstwo i ok, wszystko gra. Przechodzi pan dalej, gratulacje. Tyle że człowiek ten niedługo potem, ponosi za swe kłamstwo surową karę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ten moment filmu uświadomił mi, że w życiu wcale nie chodzi o zdobywanie kolejnych szczytów za wszelką cenę, że nie liczy się tak naprawdę to, co pomyślą o nas inni, że jedynym sędzią przed jakimkolwiek staniemy jesteśmy my sami, a jeśli patrząc we własne odbicie nie jesteśmy w stanie zachować się godnie, cóż znaczą w takim razie nasze życiowe osiągnięcia, czy ma jakikolwiek sens czemukolwiek oddawać się bez reszty? Dzisiaj, z perspektywy czasu, jak na dłoni widzę swoją niemoc, która rozdzierała mnie od środka, bo konieczność i to co wypada, było dla mnie ważniejsze niż to, co naprawdę czułam. Żyłam w kłamstwie a w takim razie czy którekolwiek z moich szumnych deklaracji miało jakiekolwiek znaczenie? Nie mogłam przecież zaznać szczęścia, stale zaprzeczając wewnętrznemu głosowi, tej intuicji czy też zdrowemu rozsądkowi, który mówił mi, że to nie tak, że jest inaczej. Podobnie było z Ellie. Tyle że ona była odważna i chociaż na szali postawiła swoje największe marzenie, twardo trzymała się tego, w co... wierzy; a wierzyła, że Boga nie ma.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;To, że ponad 90% ludzi na Ziemi w coś wierzy nie jest jeszcze dowodem na to, że mają oni rację, czyż Kierkegaard, a więc sam "wierzący", nie powiedział, że "prawda zawsze jest w mniejszości?". Ale to jedna rzecz, jeśli im jest dobrze w wierze, to ich sprawa. Z jakiej jednak racji o wyborze najlepszego z kandydatów do podróży kosmicznej miałaby przesądzać ludzka maniera? Jakieś hobby czy urojenie? Dlaczego wolny wybór miałby przysługiwać wyłącznie wierzącym? Ellie była wierna samej sobie i dzięki temu nie dość, że przeżyła tę próbę charakteru, ale i dopięła swego. Może zatem rację mają ci, którzy twierdzą, że nawet jeśli mylimy się my, a rację macie wy, to czy stwórca wszechrzeczy miałby być aż tak małostkowy, ażeby bardziej cenić posłuszne i głupie ciele aniżeli człowieka, który również żyjąc moralnie, szuka jednak dowodów? Jednego jestem pewna, po niedawnym seansie filmu "Kontakt", bez względu na to w co (jeśli w ogóle wierzycie), jedno nie ulega wątpliwości: Lepiej być gorącym lub zimnym, aniżeli letnim. A jak jest w ostateczności i tak czas pokaże....&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;Tutaj możecie obejrzeć ten film lub go ściągnąć:&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;|&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="font-size: large;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://veehd.com/video/2060408_Contact-1997-SEANGOQSS" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"Contact"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;[A &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.film.org.pl/prace/kontakt.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;TUTAJ&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; ciekawą analizę zawartych w nim efektów specjalnych, tylko radzę przeczytać po seansie].&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/CSzyO86Npj0?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/CSzyO86Npj0?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-2275433021567739936?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/2275433021567739936/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=2275433021567739936&amp;isPopup=true' title='Komentarze (18)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/2275433021567739936'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/2275433021567739936'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/12/kontakt-1997-carl-sagan-szczerosc-jest.html' title='&quot;Kontakt&quot; (1997) -- Carl Sagan. &quot;Szczerość jest jeszcze trudniejsza od matematyki&quot;.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-Bfc0qmakSrY/TtdkVSWFMWI/AAAAAAAAN3U/zNTHILLAuJs/s72-c/contact_1997.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>18</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-4470731645922552994</id><published>2011-11-27T12:28:00.001+01:00</published><updated>2011-11-27T17:00:18.545+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura amerykańska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Fantastyka'/><title type='text'>"Sto Tysięcy Królestw" -- N.K. Jemisin.  O snach, symbolach i niepotrzebnych--bogach</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-T7wE6qlO6UE/TtIAzQ1y3KI/AAAAAAAAN08/X1WbpSpC4JU/s1600/clouddragonskies.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="321" src="http://1.bp.blogspot.com/-T7wE6qlO6UE/TtIAzQ1y3KI/AAAAAAAAN08/X1WbpSpC4JU/s400/clouddragonskies.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Moje sny stają się coraz intensywniejsze. Każdej nocy, bardziej realne niż rzeczywistość, a kiedy budzę się skulona w kącie, z dala od łóżka, czuję się co najmniej tak, jakbym obudziła się w obcym ciele, czasie i przestrzeni. Znowu też śni mi się nocne niebo. Gwiazdy -- spadają; planety, o kolorach, które najlepsza plazma nie byłaby w stanie ukazać, ustawiają się powoli w równym szeregu. Po raz który widzę ten sam obraz? Trzeci? Nie pamiętam... Nie mam snów takich jak inni. Zwykło się uważać, że śnimy o tym wszystkim, co przeżywamy na co dzień, ja jednak stale widzę: &lt;u&gt;symbole&lt;/u&gt;. Geometryczne kształty, kolory, których nie potrafię nazwać, bo nie występują w przyrodzie (a może widzę je w snach takimi, jakimi są naprawdę?), czuję każdy kamień, o który się potykam, uciekając przed czymś, co mnie goni.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: purple;"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;i&gt;To najczęstszy motyw moich snów: Uciekam. Z tymże o ile kiedyś gonili mnie jacyś ludzie, raz zamaskowani, to znowuż kryjący się w mroku, wynaturzeni, o dziwnych rysach i grymasach na twarzy, o tyle teraz ścigają mnie:&amp;nbsp; żywioły.&amp;nbsp;&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niebo nade mną zamienia się w smołę, dosłownie. Chmury niczym zaciśnięta pięść albo jakieś szpony, sięga w dół nie zważając na krzyk i przerażenie ludzi, którzy nie są w stanie w porę uciec. Słyszę jak krzyczą, płaczą, umierając. Biegnę jednak coraz szybciej, najpierw uliczkami, zaułkami, a pod moimi stopami drży ziemia, jestem pewna, że lada moment się rozstąpi; potem klatkami schodowymi, piwnicami, mrocznymi tunelami, raz po raz oglądając się przez ramię. Czerń, jak pustka z &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;Niekończącej się opowieści&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;, zmiata po kolei kolejne budynki, zrywa asfalt, obala wieżowce, słupy, ciska samochodami na prawo i lewo, jak wściekły kierowca szukający pod stertą rupieci zgubionych kluczyków, śpieszący do pracy. Tak ten kolos obala na swej drodze mur i beton, wyrywa drzewa z korzeniami, wygładza wzniesienia, a wszystko po to tylko... aby mnie znaleźć, dogonić... zniszczyć? Nie wiem, bo nie zamierzam czekać, aż mnie znajdzie. Wiem tylko, że muszę uciekać, muszę. Nie wolno mi się zatrzymać. I gdzie nie spojrzę widzę liczbę: &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;22&lt;/b&gt;. Na zegarze miejskim, na drogowskazie, na murze budynku (psychodeliczne graffiti).&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-8IFAqV2zuYw/TtIa0EDjGnI/AAAAAAAAN1s/_NdENreq42s/s1600/gateway-to-the-city-of-rock-hill-south-carolina.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-8IFAqV2zuYw/TtIa0EDjGnI/AAAAAAAAN1s/_NdENreq42s/s400/gateway-to-the-city-of-rock-hill-south-carolina.jpg" width="197" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ciężko jest uciekać, gdy się nie wie, dokąd niosą nas nogi, ani przed czym się chowamy. Tyle razy odtwarzałam w snach tę samą scenę, wryła mi się w pamięć. Jest jak fatum, którego nie potrafię rozgryźć, nie mam pojęcia do czego mnie wiedzie. Ale nie jestem sama. W tym jednym śnie, nie byłam sama. Miałam przewodnika, kogoś kto ponaglając mnie niemiłosiernie, narzucał mi tempo, który wskazywał nieuczęszczane ścieżki, to dzięki niemu wydostałam się z miasta, słysząc w oddali zgrzyt wyginanego i obalanego żelastwa. Biegnąc za nim, przekraczałam strumienie i rzeki, aż w końcu dotarliśmy do rozstajnych dróg. Cztery strony świata, setki aut wokoło, korek, zastój. A ja w samym środku tego krzyżyka na mapie, patrzę w niebo. Dzień zmienia się w noc, miliony spadających gwiazd* kreśli na krystalicznie czystym niebie (&lt;b&gt;&lt;i&gt;ha, od razu widać, że to sen... w realu niebo przypomina rozlane mleko, tyle w nim chemii&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;) głębokie bruzdy, przez które wdziera się do tego świata tajemnicze światło. Ach, gdybyście mogli ujrzeć te kolory i twarze bogów planetarnych kroczących na swoje miejsca: Mars trzymający za rękę Wenus, Jowisz podtrzymujący Gaję, Merkury a obok Selene, etc... Nic dziwnego, że po przebudzeniu znalazłam się w kącie, pod samym oknem. Przez chwilę bowiem kroczyłam razem z nimi.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I gdy tak patrzyłam w to niebo, usłyszałam czyjś głos. Ja to mam szalone sny, myślę tak sobie teraz. Głos ten powiedział: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;Jest dokładnie 88 gwiazdozbiorów, po 22 na każdą stronę świata&lt;/i&gt;&lt;/b&gt;. Hm... Cóż to miało znaczyć? Rano myślałam nad tym i myślałam, ale rzeczywiście, sprawdzając w leksykonie znalazłam tabelę w której widnieje jak byk: 88 konstelacji. Ja zaś, w tym śnie, stałam dokładnie w środku, wokół mnie przepływały ławice samochodów, śmierdzące skorupiaki, które najchętniej zgniotłabym stopą; cztery drogi -- cztery strony świata... Każdy kierunek to: 22 gwiazdozbiory. Ja naprawdę mam popaprane sny. Za dużo czytam, za dużo chłonę a potem... tyle że sny takie jak te nawiedzają mnie od szkoły podstawowej, a wtedy jeszcze nie miałam pojęcia o niczym z tego, co prześladuje mnie dzisiaj. Zresztą, następnego dnia (nocy) przyśnił mi się mój stary dom, ten wokół którego rósł gęsty las, stał tam samiutki, opuszczony, jak kiedyś, lata temu zanim go wyburzono. Nie wiem dlaczego ciągle doń wracam. Raz jako człowiek, raz jak coś innego, przefruwam nad nim, widzę cienie dawno nieżyjących ludzi błądzących po pustych korytarzach. Ale jak skończył się ten mój sen? Ten o gwiazdach? Nie wiem... Urwał się nagle, wiecie, w tym najlepszym momencie, kiedy być może usłyszałam odpowiedź. Dygocząc z zimna patrzyłam nieprzytomnym wzrokiem na łóżko, za mną opętańczo tańcował wiatr w gałęziach drzew, ależ wtedy była zawierucha na dworze. Jeszcze nigdy tak się nie bałam, patrząc jak nad moim domem, przepływają skłębione bałwany, szaro-czarne. Płynęły jednak na zachód, nie widziały mnie, jestem za mała.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-dt9hTIeT-Uk/TtILNfzPaMI/AAAAAAAAN1U/-AV5pfymzuE/s1600/340x_0316075973_bg.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-dt9hTIeT-Uk/TtILNfzPaMI/AAAAAAAAN1U/-AV5pfymzuE/s320/340x_0316075973_bg.jpg" width="207" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Książkę &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.amazon.com/N.-K.-Jemisin/e/B0028OIVC0" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Nory K. Jemisin&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, "Sto Tysięcy Królestw" (cykl: "Trylogia Dziedzictwo") przeczytałam niedawno, leżała jako nowość w bibliotece. Zaintrygowała mnie, gdyż w zasadzie niewiele jest czarnoskórych pisarek na świecie. Jako że tak lubianego obecnie G.R.R. Martina nie mam ochoty nawet brać do ręki (nie wiem dlaczego, jestem najzwyczajniej w świecie uprzedzona), postanowiłam zacząć od czegoś lżejszego. Zasadniczo nie kręcą mnie dworskie intrygi i tego typu bzdety, dosyć ich widzę wokół w realnym świecie, jednak w tym wypadku podziała na mnie magia: okładki, opisu, oraz ciekawość. Skoro nominowano ją do Nebuli i Hugo, to chyba Nora rzeczywiście potrafi pisać a w takim wypadku, jest fenomenem, z którym warto się zapoznać. Od czasu Moersa, kurczątko, nie czytałam żadnej dobrej książki fantasy. Ale cóż... Powiem najszczerzej jak się da: Nora została wyróżniona chyba wyłącznie przez wzgląd na swoją płeć i rasę. Jakże boleśnie się na niej zawiodłam. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po pierwsze, sama postać głównej bohaterki i zarazem narratorki, Yeine Darr, kojarzyła mi się od samego początku z biedną, opuszczoną gąską, taką typową dziunią, która ni to jest delikatna i nieśmiała, a zarazem drzemią w niej, jak w Ally McBeal dzikie żądze. Po nagłej śmierci matki, Yeine trafia do wielkiego miasta Sky, gdzie niemal z biegu staje się obiektem -- a i owszem, "dzikich" -- knowań zepsutych kuzynów, etc. Rozchwiana emocjonalnie, musi z dnia na dzień przetrawić nieznaną przeszłość swej matki, swoje królewskie korzonki, i jak to zwykle bywa w takich bajeczkach, korona i tron już czekają na nią. Pamiętając jednak iż w opisie książki stało jak byk: &lt;i&gt;"Bogowie i śmiertelnicy",&lt;/i&gt; z biegu dosłownie zderzamy się z pradawnymi bóstwami, które -- doprawdy -- nie mają nic innego do roboty, jak uwodzić dzikuskę z Północy podczas gdy ona, jakże rozdarta na pół a nawet ćwiartkę, walczy ze sobą aby tym podszeptom nie ulec. Bądźmy ze sobą szczerzy, były już: elfy, magowie, wampiry, wilkołaki, demony... Czemu by nie pobawić się "bożkami"? Niejaki Nahadoth, stwórca wszechświata (hm... a co się będziemy ograniczać ;) zapałał wielką namiętnością do wnuczki króla Dekarty, władcy Imperium Arameryjskiego (??, o ile nie przekręciłam nazwy), pod którego pieczą znajduje się owych sto tysięcy królestw. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I na tym zasadniczo zasadza się cała powieść. Nużące to jak diabli, co najmniej tak samo jak ściek w rozlewisku, głupie jak seks w wielkim mieście, choć tam przynajmniej pojawia się inteligentne poczucie humoru plus klimat NY; płaskie i seplate, jak powiedziałaby koffana Donia, także -- zdecydowanie nie polecam, chyba że kręcą was romansidła, przeplecione dla niepoznaki pseudo-intrygą, paranormalnymi bzdetami z pogranicza "&lt;span class="short_text" id="result_box" lang="en"&gt;&lt;span class="hps"&gt;Teletubbies", czyli macie z naście lat, jesteście dziewicami w wybujałą wyobraźnią i kręcą was psychodeliczne demony, pół-bogowie z odzysku, gdyż domowy wibrator już nie wystarcza. Wiem, jak to zabrzmi, znów będę posądzona o rasizm, ale po raz kolejny wyszło na moje, że wśród ciemnoskórych nad wyraz rzadko zdarzają się intelektualiści, ludzie uzdolnieni pod kątem pisarskim. Na palcach jednej ręki można takich wymienić i tylko dlatego, że pochodzili z mieszanych rodzin. Nie pojmuję, jak można z taką premedytacją oszukiwać czytelników.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="short_text" id="result_box" lang="en"&gt;&lt;span class="hps"&gt;Moja rada dla was, kochani: Jeśli przeczytacie kiedyś na okładce jakiejkolwiek książki, że była nominowana do wielu prestiżowych nagród, etc-, ale nie dostała żadnej z nich (O, Dziwo!), od razu niech włączy się w waszej głowie alarm. Gdyby to rzeczywiście był taki talent, no cóż... Chyba by jednak jakąś nagrodę dostała, czyż nie? To akurat, że tak wielu ludzi kupiło na Amazon.com jej książki jeszcze o niczym nie świadczy. Średnio na jednego białego w Ameryce przypada sześciu-ośmiu innej nacji, niech by tylko połowa z nich kupiła jej książki... Rozumiecie do czego piję? ;]- I w du... żym poważaniu mam jak to brzmi. Jak mnie irytuje śmieciowa-literatura, nie macie pojęcia, zwłaszcza w dobie sukcesywnego wyniszczania lasów amazońskich, powinno się kogoś za takie marnotrawstwo najzwyczajniej w świecie powiesić za jądra, a niech czuje, za co ta kara! A co??&amp;nbsp; &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;];]-&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-m_S0v3JiLFY/TtIYUOd7-FI/AAAAAAAAN1g/gq3pMO70vf8/s1600/NK+Jemisin.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-m_S0v3JiLFY/TtIYUOd7-FI/AAAAAAAAN1g/gq3pMO70vf8/s400/NK+Jemisin.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;A oto sprawczyni całego zamieszania:&amp;nbsp; &lt;a href="http://nkjemisin.com/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Nora K. Jemisin&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-4470731645922552994?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/4470731645922552994/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=4470731645922552994&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/4470731645922552994'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/4470731645922552994'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/sto-tysiecy-krolestw-nk-jemisin-o-snach.html' title='&quot;Sto Tysięcy Królestw&quot; -- N.K. Jemisin.  O snach, symbolach i niepotrzebnych--bogach'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://1.bp.blogspot.com/-T7wE6qlO6UE/TtIAzQ1y3KI/AAAAAAAAN08/X1WbpSpC4JU/s72-c/clouddragonskies.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-3737649762004217814</id><published>2011-11-22T18:45:00.000+01:00</published><updated>2011-11-22T18:45:31.312+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura klasyczna (Grecja-Rzym)'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura angielska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura irlandzka'/><title type='text'>"Mity greckie" -- Robert Graves. Część II:  Io Saturnalia</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-4YqcNfipSmI/TstyTC-HM3I/AAAAAAAANyM/37q-TreAzaY/s1600/saturn.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-4YqcNfipSmI/TstyTC-HM3I/AAAAAAAANyM/37q-TreAzaY/s400/saturn.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Zaiste najpierw Chaos powstał, potem Gaja&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Rozłożysta, bezpieczna podstawa dla wszystkich&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;[Nieśmiertelnych, co śnieżnym władają Olimpem,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I mglisty Tartar w głębi pod rozległą ziemią],&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I Eros, najpiękniejszy z nieśmiertelnych bogów,&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;(...) Z Chaosu Ereb się wyłonił i Noc czarna,&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;A z Nocy Eter oraz Dzień się narodziły&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;[Poczęte, kiedy legła z Erebem w miłości].&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Gaja zaś urodziła najpierw Uranosa&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Równego jej, gwiezdnego, by ją okrył zewsząd&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;I by dla szczęsnych bogów pewną był siedzibą;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;(...) a po nich&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: #990000; text-align: center;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;Najmłodsze, najgroźniejsze potomstwo: Kronosa&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: #990000;"&gt;&lt;b&gt;Przebiegłego; ten ojca krzepkiego nie cierpiał"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -- &lt;b&gt;Teogonia, Hezjod&lt;/b&gt; (116-123 i n.).&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-kBptZR3PgTU/Tst3aJz-kkI/AAAAAAAANyY/y5xAikimLQE/s1600/Uranos-gaja.jpeg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-kBptZR3PgTU/Tst3aJz-kkI/AAAAAAAANyY/y5xAikimLQE/s320/Uranos-gaja.jpeg" width="217" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Uranos i Gaia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mit o "skastrowaniu Uranosa", przywędrował najprawdopodobniej z Azji Mniejszej, tak przynajmniej twierdzi Graves. Według mojej wiedzy, mit ten istniał już w Sumerze, na długo przed zasiedleniem Azji Mniejszej przez plemiona semickie, wędrujące z tzw. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,18" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;"Raju"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; w Indiach. Istotną rzeczą w przeobrażeniu tego mitu jest fakt, iż początkowo Uranos nie był bogiem, lecz -- boginią. Od imienia tejże bogini, wzniesiono &lt;u&gt;państwo-miasto Ur&lt;/u&gt;, o czym pisałam w notce poprzedniej (-- &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/10/mity-greckie-robert-graves-czesc-i-noz.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Część I&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;). Ważne jest zatem prawidłowe rozumienie samego aktu, który z historycznego punktu widzenia, miał amputować (w przenośni) władzę kobiet-kapłanek, poprzez zakończenie składania raz do roku w ofierze: króla-boga.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Po przejęciu przez Achajów ziem dawnych Pelazgów, a więc zawładnięciu sferą sacrum, nowy &lt;u&gt;bóg&lt;/u&gt; Uranos zrzucił zbuntowanych cyklopów do Tartaru (odpowiednik naszego piekła, szeolu), sam zaś -- cóż za wygodniś -- spłodził z Matką Ziemią, &lt;u&gt;Tytanów&lt;/u&gt;. Ci zaś, pod przewodnictwem najmłodszego == &lt;b style="color: purple;"&gt;Kronosa&lt;/b&gt; (Chronos = Ojciec Czas, od imienia Aeon), za namową swej matki, napadli na ojca kiedy spał. Dosyć to absurdalna wizja, gdy wiemy już, że atak ów był wymierzony w -- "boginię". Hm...&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kojarzy mi się to nieco z mitem o Potopie (Rdz 7, 6-24) czy też późniejszym o Locie (brat Abrahama), z którym spółkowały jego dwie córki, po uprzednim upojeniu ojca winkiem (Rdz 19, 30-38) tuż po ucieczce z Sodomy. W jednym i drugim wypadku mamy bowiem do czynienia ze świadectwem masowych mordów dokonanych na ludziach wyznających inną wiarę, ludzi posiadających unikalną, starożytną wiedzę (wszak Cyklopi -- ad. część I, to byli świetni inżynierowie, budowniczowie czy lekarze) a wszystko po to, aby starożytna wiedza, przepadła. &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wUipNfEFlH0/Tst9zqCGZ-I/AAAAAAAANyk/Z8sOFsJ_FuE/s1600/Uranos-Kronos.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="150" src="http://4.bp.blogspot.com/-wUipNfEFlH0/Tst9zqCGZ-I/AAAAAAAANyk/Z8sOFsJ_FuE/s400/Uranos-Kronos.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Uranos i Kronos&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kamiennym sierpem (który symbolizuje -- Księżyc), Kronos skastrował swego ojca Uranosa (co też do dzisiaj uchodzi za zły omen, np. u Arabów, dla których lewa ręka jest nieczystą. Podobnież rozumowała chrześcijańska Inkwizycja, skazując ludzi na śmierć w płomieniach za to tylko, że byli: leworęczni). Z krwi skapującej na ziemię miały się ponoć zrodzić trzy wredne &lt;u&gt;&lt;b&gt;Erynie&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; (które, co śmieszy mnie niezmiernie, mają mścić od tej pory zbrodnię ojcobójstwa i krzywoprzysięstwa... tyle że zaraz, zaraz... Przecież Trzy Erynie to jedna z personifikacji Triady Bogini, więc jak to? Najpierw nasyła ona swoje dzieci aby urżnęły wacusia tatusiowi a zaraz potem zaczęła je ścigać za to? Taki nonsens mógł zrodzić się wyłącznie w głowie tępych kapłanów, gdyż spiesząc się nie przyłożyli się zbytnio do fałszowania historii). Erynie te nosiły imiona: &lt;b style="color: purple;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;Alekto ("Nieustająca"), Tyzyfona ("Mścicielka zabójstwa") i Megajra ("Zazdrościć", "Zaczarować złym okiem"). &lt;/b&gt;Pierwotnie, moi kochani, mściły one krzywdę wyrządzoną ich matce. No upss, mały szczegół, prawda? &lt;/blockquote&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-39SSDT_JTrY/Tsu-gtiaRyI/AAAAAAAANyw/IxRwwx-MKBg/s1600/Cronos_y_Rea.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-39SSDT_JTrY/Tsu-gtiaRyI/AAAAAAAANyw/IxRwwx-MKBg/s320/Cronos_y_Rea.jpg" width="244" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Kronos i Rea&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Według olimpijskiego mitu o stworzeniu, Tytani wyzwolili Cyklopów a władzę nad Ziemią oddali Kronosowi. Ledwo jednak Kronos objął władzę, po raz kolejny zesłał Cyklopów i Sturamiennych do Tartaru (prawda, że przyjemniaczek?), obawiał się bowiem przepowiedni swego ojca, Uranosa, że i jego pokona zbuntowany syn. Czyż nie tak samo rozumują współcześni nam panowie, rzadko przyjmując pod swe skrzydła synów z nieprawego łoża? &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Mnie jednak interesuje najbardziej ewolucja tegoż bóstwa-planetarnego, które u boku ze swą siostrą, tytanką Reą, miało przenieść starożytną wiedzę pod zmienionym imieniem do Rzymu i tam już pozostać. Przyjęło się uważać, że rzymski bóg Saturn jest właśnie spadkobiercą greckiego Kronosa. Istnieją różne tłumaczenia tego imienia. Podstawowe pochodzi od słowa: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;saturare&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; ("nasycać"), gdyż jak wiadomo, bóg ten sycił się swoimi dziećmi, pożerając dni, miesiące i lata jako bóg czasu; był niszczycielską mocą czasu, która trawi i pochłania własne dzieła, z obawy przed tym, aby samemu nie zostać pokonanym. No cóż... Takie jest tłumaczenie Cycerona. Jednak dla samych przodków Rzymian, Etrusków, większe znaczenie miała moc obfitości, którą zawdzięczali temu bóstwu. Słowa: &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;satus&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; = siew czy &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;sator&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; = siewca, wskazują jednak na pierwotne pochodzenie tego bóstwa, z czasów poprzedzających hellenizację Rzymu. Zwierzęciem totemicznym Saturna miał być kruk, zaś w dłoni dzierżył sierp lub kosę. Wiąże się to z czasem końcowych, jesiennych siewów, które w Rzymie, w przeciwieństwie do Grecji, obchodzono nie w połowie lata, czyli w lipcu, lecz pod koniec grudnia&lt;b&gt;: &lt;a href="http://ancienthistory.about.com/od/saturnalia/a/saturnalia.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"Saturnalia"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jedna z legend głosi, że zdetronizowany przez swego syna Zeusa (zgodnie z przepowiednią), Kronos zbiegł na Zachód, a więc do dawnej Italii. Lękając się gniewu swego syna, zmienił przede wszystkim swe imię. Nazwał się Saturnem. Osiadł na lewym brzegu rzeki, gdzie zbudował gród Saturnia na urwistym wzgórzu, które w wiekach późniejszych miało zasłynąć na cały świat jako -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.rzym.it/przewodnik/ciekawe-miejsca-w-rzymie/rzym-miasto-na-siedmiu-wzgorzach/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Kapitol&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&amp;nbsp; [Ale jest ... &lt;b&gt;&lt;a href="http://amerykaija.blogspot.com/2011/05/kapitol-w-waszyngtonie.html" style="color: red;" target="_blank"&gt;t e ż&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; ... ]. Kraj nad dolnym Tybrem, którym ów wygnaniec władał bezpośrednio, przybrał nazwę Latium, od wyrazu &lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;i&gt;latere&lt;/i&gt;&lt;/b&gt; = "ukrywać się". Rządy Saturna były, jak utrzymywano wiekiem złotym, synonimem szczęścia, kiedy to urodzaj i dobrobyt szedł w parze ze swobodą i naturalnością spokojnego życia w ładzie i pokoju. Istny paradoks, czyż nie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-6E_5xqttRSg/TsvK1ch1DQI/AAAAAAAANy8/_-E4vbtFzqA/s1600/Lo-Saturnalia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="266" src="http://3.bp.blogspot.com/-6E_5xqttRSg/TsvK1ch1DQI/AAAAAAAANy8/_-E4vbtFzqA/s400/Lo-Saturnalia.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Saturnalia&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na pamiątkę owych baśniowo szczęsnych czasów corocznie, &lt;u&gt;17 grudnia&lt;/u&gt;, rozpoczynały się dni wesołych zabaw, uczt, wesołych pochodów. Niewolnicy, jak to było ponoć w Wieku Złotym, zasiadali do stołów z panami, którzy im usługiwali. Od czasów Augusta trwały one trzy dni, od Kaliguli -- cztery, od Dominicjana -- pięć, aż w końcu stanęło na siedmiu. W te dni znikała wszelka nierówność stanów, wszelka nieprzyjaźń, zawieszano sądy i wykonywanie wyroków na skazańcach. Ponoć nie rozważano wtedy nawet planów wojennych. Znajomi przesyłali sobie podarunki, zaś po mieście chadzały poprzebierane gromady, które okrzykiem: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Io Saturnalia&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, wyciągały śpiochów z łóżek. Cesarze organizowali dla swego ludu wspaniałe igrzyska a młodzież szkolna miała wolne od nauki. Coś wam to mówi??&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Pewnie niektórym z was jest wiadomym jak to Chrześcijanie przywłaszczyli sobie pogańskie święta-daty, maskując ich prawdziwe znaczenia własnymi imputowanymi-mitami. Otóż Saturnalia są kolejnym przykładem na kopiowanie i przywłaszczanie sobie starożytnych dat i symboli przez tę niemowlęcą religię, która gdyby nie "kłamstwo" zaczerpnięte z egipskich podań, nie miałaby prawa istnieć, ale cóż.... któż dba o takie szczegóły, kiedy w grę wchodzą "prezenty", czyż nie? (&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.histurion.pl/historia/starozytnosc/rzym/saturnalia_i_ich_zwiazek_z_bozym_narodzeniem.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Ciekawy Link&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;).&lt;/blockquote&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-Exh_I6EAhfU/TsvNluzXl3I/AAAAAAAANzI/ktInnURb0FU/s1600/Kronos.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://4.bp.blogspot.com/-Exh_I6EAhfU/TsvNluzXl3I/AAAAAAAANzI/ktInnURb0FU/s400/Kronos.jpg" width="187" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="color: purple; font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;Saturn&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Na cześć Kronosa-Saturna ok. roku 500 p.n.e. wzniesiono temuż bogu okazałą świątynię, której zachowane szczątki, a mianowicie 8 kolumn na &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:ForumRomanum.jpg&amp;amp;filetimestamp=20050111164400" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Forum Romanum&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, można podziwiać w Rzymie. Starożytni wierzyli, że Saturn (planeta) jest miejscem do którego wędrują dusze i skąd inne dusze, schodzą na ziemię. Poświęconym mu dniem była -- sobota, czego pozostałości można uświadczyć w angielskim słowie: saturday. Było to jednak bóstwo dwoiste. Z jednej strony, bóg obfitości, życia, a zarazem, jego przeciwieństwo. Pożerając kolejno swe dzieci: Hestię, Demeter, Herę, Hadesa i Posejdona, Saturn ukazuje swe ponure, złowieszcze oblicze. Należy jednak pamiętać, że w dłoni dzierży długi sierp czy też kosę, czy nie tak do dzisiaj wyobrażamy sobie Śmierć Kostuchę?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mit o Kronosie i jego sferycznym położeniu znany był znacznie wcześniej. Pelazgowie zapożyczyli ów kult od plemion semickich, które z Dalekiego Wschodu dostarczyły im także język. Znany dzisiaj powszechnie: &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=AQt7XIhxL-w" style="color: purple;" target="_blank"&gt;heksagram&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, który jest np. symbolem Izraela, odwołuje się do hinduskiej &lt;b&gt;&lt;a href="https://mocreiki.wordpress.com/category/yantra/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Yantry&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, w której wyraźnie mamy do czynienia z żeńskim i męskim odpowiednikiem boskiej mocy. Także Kabała wyraźnie nawiązuje do złączenia pierwiastka męskiego El z żeńskim pierwiastkiem mocy, Szekiną. W każdym z wypadków, trójkąt zwrócony ostrym końcem ku górze reprezentuje -- boginię. Ażeby w pełni zrozumieć tę dziwną zależność, należy zdać sobie sprawę z tego, jakim nieodwracalnym szkodom zostały poddane wszelkie, współczesne, obrządki monoteistyczne. Dawniej, boginie-kapłanki posiadały amulety obrzędowe z: srebra, obsydianu, kwarcu = jako symbol życia i płodności. Wraz z przejęciem sfery sacrum przez męskich kapłanów, zmieniono rekwizyty na: żelazo i brąz, a więc: symbol śmierci. Współcześnie proces ten nazwano w książkach przechodzeniem z neolitu do ery żelaza, które jak wiadomo "opłaca się" dużo bardziej. Tylko dla kogo się opłaca, skoro Natura obumiera a ludzie toczą krwawe, niekończące się wojny?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-wZlpQtMld44/TsvQ2T_KLWI/AAAAAAAANzU/q2zeShHo8Ic/s1600/Kronos.gif" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="291" src="http://4.bp.blogspot.com/-wZlpQtMld44/TsvQ2T_KLWI/AAAAAAAANzU/q2zeShHo8Ic/s320/Kronos.gif" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rea podająca "kamień" zamiast dziecka, Saturnowi&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wraz z wyparciem kultu bogini, a więc życia i płodności, w świecie antycznym zaczął dominować inny, o wiele gorszy -- gdyż siejący zamęt, wojnę i cierpienia -- kult śmierci. Był to czas panowania okrutnych Eolów, barbarzyńskich zwycięzców o hetyckim pochodzeniu. Czasy te obfitowały wprawdzie w bohaterów i wielkie wyprawy, lecz wciąż krew niewinnych lała się obficie. Czego ucieleśnieniem są właśnie pożarte przez ojca-kanibala-Saturna dzieci. Czy może być coś bardziej niewinnego? Jako synonim utraconych lat i możliwości, dzieci Saturna należało wyswobodzić z pęt śmierci, dając im moc, dzięki której Natura na nowo się odrodzi. Dlatego też przemyślna Rea, chociaż posłuszna woli swego męża, postanowiła ukryć ostatnie dziecko, Dzeusa, podając jego ojcu kamień zawinięty w pieluszkę. Samego zaś Zeuska ukryła w grocie Dikte na górze Ajgejskiej ("Koziej") na wyspie Lyktos. Opiekowała się nim nimfa-koza, zwana pod imieniem &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Amaltea&lt;/b&gt;.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;u&gt;W istocie znowuż mamy do czynienia z trójcą bogini&lt;/u&gt;: "młoda-dziewica" [u Greków Artemida przykładowo, u Chrześcijan -- Maria]; Io -- "orgiastyczna bogini nimfa" [Maria Magdalena] oraz Adrastea "nieunikniona", wieszcza starucha jesieni [Nemezis, Śmierć, Maryja w kwiecie wieku]. Jak już pisałam w poprzedniej notce, naiwne określenie opiekunki Zeusa -- kozą, jak uczynił to Parandowski, pisząc swą "Mitologię" dla przedszkolaków, wydaje się z gruntu nie trafione. Czy gdyby chodziło o zwykłą kozę, Achajczycy umieściliby jej podobiznę* na nieboskłonie? A tkwi tam do dzisiaj, pod postacią: Gwiazdozbioru Koziorożca. Słynny "róg obfitości" z kolei to inaczej "Cornucopia". Istotny jest także fakt, iż mitologiczną matką tych trzech nimf miała być niejaka Melissa, bogini w postaci królowej-pszczoły, która co roku zabijała swego małżonka-króla. &lt;i&gt;Hm... If you know what I mean...&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-AWznd-0m1dw/TsvVFpf1opI/AAAAAAAANzg/3PxsWDtlSvI/s1600/Amaltea+Nicolas+Poussin.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-AWznd-0m1dw/TsvVFpf1opI/AAAAAAAANzg/3PxsWDtlSvI/s400/Amaltea+Nicolas+Poussin.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Amaltea" --&amp;nbsp;&lt;a href="http://www.nicolaspoussin.org/" target="_blank"&gt; &lt;span style="color: #38761d;"&gt;Nicolas Poussin&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy Kronos (Saturn) zorientował się w podstępie, zaczął ścigać Zeusa, jednak po raz kolejny został przechytrzony. Zeus zamienił się bowiem w węża a jego piastunki w niedźwiedzice (konstelacje o tych samych nazwach). Po raz kolejny do obalenia boga-tyrana przyczyniła się jedna z tytanek. Przemożna siła żeńska, raz na jakiś czas przejmuje bowiem kontrolę nad światem, w nawet najmroczniejszych czasach. Wszystko po to, aby znowu zwyciężyło życie i światło. Tym razem los padł na Metydę (mieszkającą nad rzeką Oceanem). Dała ona Zeusowi specjalny wywar, którym napojono Kronosa. Napój ten doprowadził boga do wymiotów i tak -- choć niezbyt to apetyczne -- powrócili do życia bracia i siostry Zeusa. W zamian za to, że Rea a także Metyda pomogły Zeusowi zwyciężyć-przepędzić Kronosa, wyznawcy boga Olimpu zachowali ich kult. Rea jako idiogram to "Era", ewen. "Terra" = Ziemia, zaś jej zwierzęciem totemicznym jest gołąb (czyli jak u Bogini Matki, Eurynome). Z chwilą powrotu do żywych boskiego rodzeństwa, rozpoczęła się bodajże największa wojna w dziejach mitologicznych, zwana wielorako na całym świecie: &lt;u&gt;Wojna z Tytanami&lt;/u&gt;. Uwolnieni bowiem przez Kronosa Tytani, który był już za stary (hm.... Czy "bogowie" mogą się starzeć?), pod wodzą Atlasa, ruszyli na bój z Zeusem, Cyklopami i Sturamiennymi. Ci ostatni składali się jednak z ludzi, od słowa: Centuria "Sto".&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwycięstwo Zeusa przypieczętowało zatem panowanie Achajów. Tych prawdziwych, z krwi i kości. Gdyż cały sens mitologii greckiej, ale i nie tylko, zasadza się na: prawdziwych zdarzeniach ubranych w szaty fantazji oraz konkretnych punktów na mapie nieba. Na potwierdzenie tego, posiłkując się nie tylko opinią Gravesa, ale licznych historyków, trzej męscy bogowie: Hades, Posejdon i Zeus reprezentowali trzy etapy helleńskich inwazji na Peloponez (czyli: jońską, eolską i achajską). Kult życia, zachwiany chwilowo przez kult śmierci, przez znaną nam część Antyku, przerodził się w coś na wzór harmonii. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, że po tym czasie, znowuż nastały Wieki Ciemne i niestety, trwają one do dzisiaj. W przeciwieństwie jednak do naszych przodków, nie mamy przed sobą tak jasnej przyszłości. Stoimy przed bolesną alternatywą, zwłaszcza iż wszystkie moce tego świata dążą do zaprzepaszczenia osiągnięć naszych przodków, ba, do samego zatarcia wiedzy o nich. Szkoda tylko, że coraz mniej ludzi zgłębia starożytną wiedzę, aż strach pomyśleć, co zostanie po nas.... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/GSmJ5UXtUnk?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/GSmJ5UXtUnk?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-3737649762004217814?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/3737649762004217814/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=3737649762004217814&amp;isPopup=true' title='Komentarze (2)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3737649762004217814'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/3737649762004217814'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/mity-greckie-robert-graves-czesc-ii-io.html' title='&quot;Mity greckie&quot; -- Robert Graves. Część II:  Io Saturnalia'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-4YqcNfipSmI/TstyTC-HM3I/AAAAAAAANyM/37q-TreAzaY/s72-c/saturn.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>2</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-5604243002925309064</id><published>2011-11-16T12:51:00.000+01:00</published><updated>2011-11-16T12:51:55.472+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura francuska'/><title type='text'>"Babunia" -- Deghelt Frédérique.  Dlaczego kobiety czytają książki?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FZQ9c9nI3xA/TsKIoOI23mI/AAAAAAAANjg/l4xyiowsHJg/s1600/9782742780396.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-FZQ9c9nI3xA/TsKIoOI23mI/AAAAAAAANjg/l4xyiowsHJg/s400/9782742780396.jpg" width="212" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powroty, nawroty..... Nie sądziłam, że domek w mazurskich chaszczach o tej porze roku może być tak rozkosznie przytulny. Złamałam swoją żelazną zasadę, ażeby zimować na południu, wiecie przecież jak ciepłolubne ze mnie zwierzę, jednak z co najmniej dwóch powodów, uznałam że w tym roku musi być inaczej. Po pierwsze moja psiapsióła Donia czekała na dobre wieści, a że bidula nienawidzi internetu (komórkę posiada, ale.... trzyma w niej drewno na opał), tak więc dopiero mój powrót przyniósł jej pociechę. Pomimo iż zajechałam do domu z lekkim przeziębieniem, gorączka i te sprawy, to jednak łyk gorącej herbaty z imbirem plus palce lizać ciasteczka marcepanowe, domowej roboty, raz dwa postawiły mnie na nogi. Dla takiego powitania warto telepać się naście godzin :( przez słowiańskie zadupie. Po drugie -- nie powiem, że mniej ważne -- bliżej mi będzie stąd na &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.heathrowairport.com/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Heathrow&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, gdyż właśnie stamtąd czeka mnie pod koniec roku wylot do USA. Nie wiem tylko czy uda mi się zabookować bezpośredni do Dallas, skąd byłoby najbliżej do Kolorado, ale to jeszcze przede mną...... Tak, moi kochani. Tym razem to już na bank. Czuję rozpacz, że moja wielka wyprawa sprzed miesięcy nie doszła do skutku. Postanowiłam uczcić swoje wyzdrowienie w spektakularny sposób: Kolorado przyzywa. :D&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Jest taka reklama batonu Mars (może widzieliście), na której dwoje rdzennych mieszkańców Ameryki wędruje pod górkę; z przodu idzie starzec, za nim jego potomek. Nagle starzec zwraca się do syna: &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"To dobry dzień żeby umrzeć..."&lt;/b&gt;, czy jakoś tak. Ponoć znowu puścili ją w TV. (Tak na marginesie, na końcu widać, mały znaczek w rogu, który sugeruje, że reklamę tę nakręcono w tym roku. Que? Przecież puszczano ją w TV ponad dziesięć lat temu, w pierwszej połowie lat 90', ale cóż.... kto by tam pamiętał te zamierzchłe czasy?). Tak mi się przypomniała, jako iż widać na niej, zwłaszcza pod koniec, kiedy dziadek decyduje się żyć dalej, wznoszącą się majestatycznie rzeźbę skalną, tzw. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.gatewaycanyons.com/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Wrota Kolorado&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. XD Jestem w nich zadurzona od pierwszej chwili, gdy je ujrzałam. Ale mniejsza o to.......&lt;/blockquote&gt;Książkę, którą wam dzisiaj polecam, dostałam parę miesięcy temu od Doni z dedykacją: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Od Starowinki&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Dając mi ją powiedziała, że jest to wspaniała powieść, pełna ciepła, choć zawiera także szczyptę goryczy. Na pewno wzmocni mnie podczas trudnych chwil, jest to bowiem punkt przecięcia między tym, co dojrzałe i tym, co dopiero wkracza w życie. Nie wiem czy miała na myśli siebie i mnie, czy może wręcz przeciwnie. Kiedy się rozstawałyśmy, to ona tryskała życiową energią, podczas gdy ja, z podkrążonymi oczami, wychudzona i przestraszona, raczej stałam na przeciwnym biegunie. Ale nie myliła się.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-RAXpHajGxlg/TsOS_JubQDI/AAAAAAAANjs/cQUjQH3t_vo/s1600/lo+res+gateway+to+valhalla.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-RAXpHajGxlg/TsOS_JubQDI/AAAAAAAANjs/cQUjQH3t_vo/s320/lo+res+gateway+to+valhalla.jpg" width="250" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdy ma się przykładowo dwadzieścia osiem lat, myśli o starości rzadko nachodzą człowieka. Co najwyżej, przechodząc chodnikiem opodal żebrzącej staruszki, czy też widząc kogoś na wózku inwalidzkim, budzi się w nas na chwilę przestrach, co ja bym zrobił(a), gdybym nagle musiał(a) zamienić się z nią/nim miejscem? Wielu ludzi, jestem tego pewna, w takich chwilach, a więc dostrzegając w tłumie wolno idącą starszą osobę czuje pewien rodzaj satysfakcji. Myślą zapewne, że sami dożyją setki, jeszcze długa przed nimi droga po rynnie czasu. Każdy z nas zakłada, wciąż mnie to zdumiewa, że przed nami jeszcze wiele, długich lat.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;Kurczątko, czyżbyśmy wszyscy potrafili przewidzieć przyszłość? A może jakiś dajmonion informuje nas radiowęzłem z drugiego końca wszechświata, którędy winniśmy iść, aby nie wpaść w kolizję z innym bytem?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kiedy parę dni temu obiegła Polskę informacja o śmierci czworga ludzi w awionetce lecącej z Włoch do Katowic, pierwsza moja myśl była następująca: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Oni też myśleli, że mają przed sobą jeszcze wiele, długich lat&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Hm.... Dlatego każdy powinien sobie wziąć do serca słowa, że długość życia w zasadzie nie ma znaczenia, tak naprawdę liczy się jego jakość. Niektórzy z nas o tym wiedzą, inni przespali swoją szansę, jeszcze innych presja otoczenia zmusiła do pewnych poświęceń, które, kiedy spogląda się na nie z perspektywy czasu, wydają się absurdalnie śmieszne i niedorzeczne. Przy siedmiomiliardowej populacji, czy naprawdę najważniejsze jest to, aby spłodzić kolejną, wygłodniałą paszczencję, dorobić się plazmy na ścianie własnego m-4?&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;Są jednak chwile w życiu, kiedy młodość i starość przeplatają się ze sobą, tworząc kompozycję z surreala, żywą groteskę albo i arabeskę, niczym wykwintne danie, czujemy na języku zarazem gorycz, jak i pikanterię. Młodość wzburzona przelewa się przez twarde brzegi doświadczenia życiowego i chociaż kotłują się w nas emocje, raz dobre, raz złe, jedno nie ulega wątpliwości: jedna i druga strona czerpie z tego jakąś &lt;u&gt;korzyść&lt;/u&gt;. Nam -- młodym, może się zdawać, że osoby starsze mówią innym językiem, że nic nie pojmują, ale to właśnie My jesteśmy w początkowej fazie pojmowania, zgłębiania. Za jakieś piętnaście-dwadzieścia lat, wibrujące we mnie hormony przysiądą na egzystencjalnej dupie a wtedy z większym dystansem zacznę przyglądać się tak sobie jak i innym, raczej w sobie doszukując się wad, aniżeli słabostek drugiej strony. Być może wtedy pogodzę się ze stratą jednej trzeciej życia, może wybaczę to, co zasługuje na wybaczenie... a może i nie, ale nie będzie mi wtedy już tak zależeć (kolejne słowo, którego nie lubię: "zależeć" nieodmiennie kojarzy mi się z "zależnością" od czegoś. Czy gdy "zależy" nam na czymś, jesteśmy jeszcze wolni czy może nieświadomie sami zniewalamy siebie marząc o czymś, co tak naprawdę nie jest nam w ogóle potrzebne?).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-iJLHTzy8LhM/TsOUPG7VmSI/AAAAAAAANj4/1BNzT5-fxfc/s1600/17.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-iJLHTzy8LhM/TsOUPG7VmSI/AAAAAAAANj4/1BNzT5-fxfc/s320/17.jpg" width="200" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;Tymczasem -- niejako z pierwszej ręki -- wiem na czym polega opieka nad starszą osobą. To praca całodobowa, bez wytchnienia, bez słowa żalu, wypominania, bez doszukiwania się przyczyn, gdyż gdybym tak czyniła, to znaczy szukała uzasadnienia we wszystkim, dojść bym musiała do straszliwego wniosku, że nie warto było; że gdybym skręciła w inną życiową uliczkę, dzisiaj byłabym wolna.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: purple;"&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;Tylko co to właściwie znaczy?&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Czy wolność oznacza zapominanie o tych, którzy są nam bliscy? Czy wolność to zachowywanie się jak zbuntowany jastrząbek, któremu za ciasno w rodzicielskim gnieździe? Nie raz już słyszałam, że powinnam zacząć żyć własnym życiem, ale powiedzieć takie słowa może tylko ten, kto nie ma pod swą opieką człowieka schorowanego, ba, kto nie jest jedynym żyjącym jego krewniakiem. Może gdyby był mi zupełnie obcy...... Ale nie jest. Kto ma serce ten wie, że nawet psa z kulawą nogą nie porzuca się w trudnej chwili a co dopiero ojca, matkę, czy innego krewnego, który nagle zachorował, cierpi. No cóż.... Wprawdzie mój pape choruje od 1986 r. z niewielkimi przerwami, ale w sumie stale coś mu dolega. Nie wyobrażam sobie odesłać go do jakiegoś przytułku, domu spokojnej starości, etc. Tak niedawno, kiedy to ja byłam w potrzebie, był przy mnie 24/h, nie zapominając o większej części mojego życia zresztą, i nawet jeśli nie zawsze było między nami różowo, nie mogłabym tak po prostu go porzucić i.... zacząć żyć własnym życiem. Kiedy wreszcie ludzie pojmą, że nasi krewni, zwłaszcza ci starsi wiekiem, mają o wiele więcej nam do zaoferowania niż stare, zabytkowe krzesło czy kredens, a przecież nawet tego nie wyrzucilibyśmy na śmietnik od tak?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0u7BdH_2k6c/TsOUuRFaUMI/AAAAAAAANkA/K7IqdgJn_LY/s1600/frederique_deghelt_2_2.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-0u7BdH_2k6c/TsOUuRFaUMI/AAAAAAAANkA/K7IqdgJn_LY/s320/frederique_deghelt_2_2.jpg" width="213" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #38761d;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.frederiquedeghelt.com/" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Frédérique Deghelt&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;I dlatego właśnie od razu zaprzyjaźniłam się z Frederique, jej nietuzinkowe, pełne wyczucia, delikatności, ekspresji a przy tym w nienachalny sposób proste, kiedy trzeba dosadne, podejście do tematu starości, przemijania, urzekło mnie dokładnie tak samo, jak kilka lat temu zaczarowała mnie Joanne Harris swoją "Czekoladą" (ach, szkoda, że tak się popsuła ta pisarka...). Nie mogłam się oprzeć tej historii, jest w niej coś magicznego, nie od razu dostrzegalnego, gdyż trzeba czytać ją uważnie, ażeby nie przeoczyć, czy też nie przekręcić w swym mniemaniu jakiegokolwiek słowa. Jak na moje oko, jedno więcej czy mniej, mogłoby zaburzyć tę idealną harmonię.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Główna bohaterka, prawie tak jak ja, stoi u wrót życia (tym bowiem jest dla mnie liczba 30'), ponadto trudni się pisaniem, jest dziennikarką. Podobnie też jak ja, nie potrafi do końca sprecyzować swojej roli życiowej, miota się pomiędzy pracą a kolejnymi sympatiami, głęboko pod tym skrywając największe marzenie o zostaniu pisarką. Muszę przyznać, że podczas lektury w miejsce Jade stale wklejałam zarówno siebie, jak i samą Fredzię. Jej zaraźliwy uśmiech dodawał mnie samej otuchy, gdyż chyba nic tak bardziej nie dzieli mnie na pół, jak owe "pisarstwo". Z jednej strony chcę i wiem, że powinnam, przynajmniej spróbować, ale przerażenie mnie ogarnia na samą myśl, że musiałabym pod tym kątem podporządkować całe życie, kiedy niepokorny duch we mnie stale się wyrywa: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;dalej, prędzej, nie teraz, potem&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;..... Jade ma już w zasadzie poukładane życie jeśli chodzi o zawód, który wykonuje. Na tym polu o wiele łatwiej rozpocząć karierę pisarską, niż z pozycji chodnika. Poza tym mieszka w kraju, gdzie ceni się takie metamorfozy, emancypacja jest daleko posunięta*. W życiu takiego wolnego strzelca, jakim jest Jade nie może dziać się lepiej a zarazem gorzej. Rzadko widuję takie kobiety w Polsce. Nasza słowiańska kultura jest wciąż do tyłu jeśli chodzi o wyzwolenie ze sztywnych ram, porządku.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlatego, gdy Jade postanawia nagle "zaadoptować" swoją babcię, prostą kobiecinę ze wsi, tak skrajnie z pozoru niedopasowaną do jej nowoczesnego życia w wielkim mieście, może wydawać się to dla niejednego totalnym szaleństwem. Tylko kto powiedział, że postępowanie w zgodzie z duchem czasów zawsze wychodzi na dobre? Czy XXI wiek jest grubą, czerwoną krechą, która ma oddzielać od siebie pokolenia tak jak czynił to drut kolczasty w obozie zagłady? Jade nie mogła pogodzić się z przedmiotowym podejściem do człowieka na prowincji, który skazywał babunię na przytułek tylko dlatego, że raz się poślizgnęła i upadła. Ileż to razy my, młodzi i doskonali potykamy się i padamy na swój zadufany w sobie zad? A jednak nikt nie śmie odebrać nam za to swobód obywatelskich.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ADp3nws_8FU/TsOapW9b6qI/AAAAAAAANkM/dmEGUIQaWsU/s1600/00c907sf+%255BDesktopNexus.com%255D.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="298" src="http://2.bp.blogspot.com/-ADp3nws_8FU/TsOapW9b6qI/AAAAAAAANkM/dmEGUIQaWsU/s400/00c907sf+%255BDesktopNexus.com%255D.jpg" width="400" /&gt;&amp;nbsp;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Nie jest to jednak wyłącznie opowieść o spotkaniu ze sobą dwóch pokoleń, co raczej prezentacja podobieństw, które w uniwersalny sposób łączą ze sobą wszystkich, bez względu na wiek, płeć, język. &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Książki&lt;/b&gt; -- jeden z tematów przewodnich, staje się dla dwóch pań pomostem do zrozumienia siebie, do większej otwartości, bliskości. W miarę czytania, tak było ze mną, zaczynamy się rozluźniać i w pewien sposób zazdrościć bohaterce tego szczególnego związku, tej szansy, jaką zaznała poprzez zwykły odruch serca, ażeby zabrać babcię do siebie. Więź która powoli się między nimi rodzi, niczym balsam dla duszy, zbudził we mnie żal do mojej własnej babci, która de facto babcią nigdy nie była. Przez kilka lat odwiedzałam ją często, ale stale miałam poczucie, że nie jestem u siebie, że nie jestem chciana. Nawet te nieliczne okazje, kiedy zjeżdżała się cała rodzina, gdy razem zwiedzałyśmy Niemcy, Czechy albo rodzinne strony Omy (babci), bledną z porównaniu z sytuacjami, kiedy słyszałam takie słowa: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;Na co mi to kupiłaś? Teraz ja będę musiała coś ci kupić na urodziny&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Hmmm.... Nie ma to jak "babcia", prawda?&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Jade ma okazję poznać samą siebie, wielkie pokłady czułości, o którą siebie nie posądzała a w miarę jak starowinka się na nią otwiera, młoda kobieta, dowiaduje się również, jak niesłusznym jest osądzanie kogoś na podstawie miejsca i czasu urodzenia, jak niegodnym współczesnego człowieka jest założenie, że "prostota" oznacza nudę, pustkę. O życiu tytułowej babuni można powiedzieć to wszystko, jeśli nie zna się niezgłębionej toni kobiecego serca, która potrafi ukryć -- nie tylko przed całym światem, ale i przed -- bliskimi, prawdziwą wartość siebie jako jednostki. Na tej samej zasadzie, ocenianie wszystkich muzułmańskich kobiet przez pryzmat ich burki, zdaje się być niesprawiedliwe. Życie stale nas zaskakuje, a co dopiero -- człowiek. Tak właśnie jest z babcią Jade. Na zasadzie targu wymiennego, każda ze stron zaczyna zwierzać się drugiej stronie a wnioski z tego, płynące głównie dla nas, jako niemych odbiorców, są bezcenne. Jade prosi babunię o obiektywną ocenę jej pierwszej książki. Z kolei babunia, zdradza wnuczce długie dzieje swego życia, w którym "czytanie" nie było mile widziane. Ciężka praca w domu i wokół niego, była dla krewniaków o wiele cenniejsza niż sztuka. Przykre, ale nawet dzisiaj stykam się z dokładnie takim samym podejściem do książek, muzyki czy innych form sztuki, z tymże dzisiaj na buractwo nikt już nie zwraca uwagi, prawda? Na koniec dodam, ażeby nie odbierać wam przyjemności z czytania tej książki, a na pewno będziecie ją czuli, bo jest przepiękna, wartościowa, iż każdy etap tej powieści jest ważny, wart smakowania, cytowania i doń powracania, nie zapominając o samym finale, który może zaskoczyć ;) Także gorąco polecam :))&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Większość czytelników stanowią kobiety. Sądzę, że  kobiety tak dużo czytają, ponieważ potrafią usłyszeć to, co  niewypowiedziane, i nie obawiają się, że uczucia pozostawią w nich  ślady, ponieważ one już są w ich sercach”&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; -- Frederique Deghelt.          &lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-5604243002925309064?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/5604243002925309064/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=5604243002925309064&amp;isPopup=true' title='Komentarze (11)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5604243002925309064'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/5604243002925309064'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/babunia-deghelt-frederique-dlaczego.html' title='&quot;Babunia&quot; -- Deghelt Frédérique.  Dlaczego kobiety czytają książki?'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-FZQ9c9nI3xA/TsKIoOI23mI/AAAAAAAANjg/l4xyiowsHJg/s72-c/9782742780396.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>11</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-69089777292646793</id><published>2011-11-11T17:17:00.002+01:00</published><updated>2012-01-19T17:51:20.673+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Kinoteka Anhellego'/><title type='text'>W poszukiwaniu Utraconej Cywilizacji:  "Poznaj Samego Siebie".</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-qUdmqOsOCzQ/TrqUZty3nJI/AAAAAAAANf8/UHa_pVOD6jY/s1600/RB_Sfinks.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://2.bp.blogspot.com/-qUdmqOsOCzQ/TrqUZty3nJI/AAAAAAAANf8/UHa_pVOD6jY/s400/RB_Sfinks.jpg" width="276" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Filozofia zawarta jest w tej wielkiej księdze, którą mamy przed oczami --  mam na myśli wszechświat -- ale nie uda się nam jej zrozumieć, dopóki  nie poznamy właściwego języka i symboli, jakimi ją napisano"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; — Galileo Galilei (Galileusz).&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wiele lat zajęło mi zrozumienie tych słów. Oczywiście symbole i ich znaczenia, poznałam stosunkowo szybko, czytając różne książki, słuchając różnych ludzi. Później, przyszedł czas na własne poszukiwania. Po to właśnie się kształciłam. Nie dlatego, że kazał mi tak System Edukacji w Polsce, bo gdyby był to jedyny przymus, pewnie wyemigrowalibyśmy z pape do jakiegoś cywilizowanego miejsca. Formalny tok nauczania zawsze traktowałam z przymrużeniem oka. Mnie interesowała nauka, sztuka i wszystko to, co kryje się pod powierzchnią ludzkich dociekań. Niestety jedynym ogranicznikiem w moim życiu okazało się samo wychowanie, rodzina i cały ten śmietnik, który odziedziczyłam w spadku, przez co, jak teraz widzę, sama podkopywałam pod sobą filary prawdy. Ilekroć zbliżałam się w swych poszukiwaniach do czegoś ważnego, pięknego, tylekroć popadałam w coś na wzór pokuty, która to kazała mi rugować z umysłu wszystko to, co przypadkowo odkryłam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jak myślicie, co łączy ze sobą: planetę &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=jnlWgIwKueM" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Arrakis&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; z książki Diuna (F. Herberta), znaki zodiaku, znane naszej niemowlęcej cywilizacji, posągi z Wyspy Wielkanocnej, Sfinksa w Egipcie, kompleks świątynny z Angkor czy pisarza H.P. Lovecrafta? Jeśli na to z pozoru trudne pytanie odpowiem: &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Precesja" style="color: purple;" target="_blank"&gt;"precesja"&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, jestem pewna, że nie każdy od razu pojmie w czym rzecz. A właśnie pod tym tajemniczym pojęciem, kryje się fascynujący fragment naszej przeszłości, który z bliżej nieokreślonego powodu, został odepchnięty, ukryty w labiryntach największych bibliotek, niektóre nawet z tego powodu swego czasu &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2010/03/prawda-nie-prawda-i-gowno-prawda.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;zostały zniszczone&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; i aż do dzisiaj ludzie, którzy badają tę nieznaną szerszej populacji prawdę o naszych pra-przodkach, w najlepszym razie, określani są bluźniercami. Dawniej, z pewnością skończyłabym na stosie za to, co mam wam do przekazania, a co w sumie od jakiegoś czasu nie jest już żadną tajemnicą. Sieć aż roi się od wzmianek, ale ja, postanowiłam zebrać je w jednym miejscu; po swojemu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Większość użytkowników internetu, trwoni całe dnie na: gadu-gadu i inne pierdoły, podczas gdy prawda (żywa wiedza) jest w mniejszości a ci, którzy ją głoszą, nie raz giną bez wieści. Ja osobiście, nie miałabym bladego pojęcia, o tym, co dzisiaj wam streszczę (a jest to temat bardzo szeroki, być może o niektórych sprawach z nim związanych jednak słyszeliście), gdyby po raz kolejny nie przyszedł mi z pomocą mój przyjaciel. Emanuel dotarł w swych podróżach do wielu odległych zakątków świata i tam też poznał ludzi, którzy pomogli mu swego czasu zrozumieć, że cała współczesna historia, wszystkie światowe systemy polityczne i religijne, to jedno wielkie kłamstwo, które stworzono wyłącznie po to, abyśmy nigdy się nie dowiedzieli, kim jesteśmy, skąd przychodzimy i dokąd zmierzamy. Zdaję sobie sprawę, że część z was się obruszy, jeszcze parę miesięcy temu sama bym się obruszyła, ale jestem w tym szczęśliwym położeniu, że wiem odrobinę więcej niż wtedy i wciąż się kształcę. A wy? Czy szukacie odpowiedzi? Czy może wierzycie w hasła, że niebezpiecznie jest zadawać pytania? Bez wiedzy jesteście niczym (kiedy to wreszcie zrozumiecie?), wasz mózg obumiera. Stajecie się mięsem dla innych-mądrzejszych.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-AmrO35gLmYA/Trqbq1AHkAI/AAAAAAAANgI/OD0tP_qTbK0/s1600/precession.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="268" src="http://2.bp.blogspot.com/-AmrO35gLmYA/Trqbq1AHkAI/AAAAAAAANgI/OD0tP_qTbK0/s320/precession.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tuż po tym, jak zaczęłam wyzwalać się z choroby, która mnie męczyła, przypomniałam sobie sen z przeszłości, bardzo sugestywny zresztą, pełen kolorów i wrażeń, który przyśnił mi się jak dotąd aż... trzy razy. W przeciwieństwie do innych snów, ten zawsze był przeze mnie tłumaczony dosłownie, bez doszukiwania się w nim jakiegokolwiek znaczenia. Pierwszy raz przyśnił mi się pod koniec podstawówki; drugi raz w szkole średniej; a trzeci na studiach. I właśnie ten trzeci raz, jak się okazuje, był kluczowy. Kilka dni temu, Emanuel odkrył w sieci w archiwum NASA, &lt;b&gt;&lt;a href="http://science.nasa.gov/science-news/science-at-nasa/2004/21apr_planets2/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;pewien zapis&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, który odnosi się do dnia, w którym trzeci raz, nawiedził mnie ów sen o ustawiających się w równym szeregu na nocnym niebie, tuż nad mym domem, planetach. Piałam o tym luźno po wielokroć na blogu. Dlaczego teraz do tego nawiązuję? Ano z prostej przyczyny, że bez względu na to, czy my -- współcześni -- wierzymy w oddziaływanie planet na nas, czy nie, nasi przodkowie wierzyli w to z całą pewnością. W tym miejscu bowiem zbiegają się ze sobą: nauka i wierzenia (zaznaczam jednak, że pisząc: wierzenia, mam na myśli warstwę psychologiczną, pewien system ponawiających się w różnych kulturach, symboli), mitologiczne warianty, których nie można lekceważyć, jeśli pragnie się poznać całą prawdę o naszym gatunku. Droga, w którą pragnę was dzisiaj zabrać, wiedzie poprzez znane wszystkim zakątki świata, do tych mniej znanych, ale wszystkie one, prowadzą w -- przestrzeń kosmiczną. A wspomniana wcześniej "precesja" okazuje się być kluczem do zrozumienia tej pre-historycznej zagadki. Myślę, że władni tego świata wiedzą o niej, tylko rozpaczliwie boją się utracić władzę, przez co trzymają was, biedne owieczki, w niewiedzy. Gdybyście tylko mogli zobaczyć to, co ja i to zrozumieć, jestem pewna, że cały świat -- na nowo -- by was zachwycił. Ale do rzeczy.... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-EU6oJZOFa1w/TrqfTUCDWLI/AAAAAAAANgU/7px-ql7tZZo/s1600/a101_angkor1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="263" src="http://3.bp.blogspot.com/-EU6oJZOFa1w/TrqfTUCDWLI/AAAAAAAANgU/7px-ql7tZZo/s400/a101_angkor1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;a href="http://archeowiesci.pl/2007/03/18/angkor-potega-zbudowana-na-ryzu/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Angkor Wat&lt;/a&gt; (Kambodża)&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Któż z was nie słyszał o stolicy państwa Khmerów, której Angkor miała być główną świątynią? Leżąca nad jeziorem Tonle Sap, została odkryta w 1586r. przez portugalskiego mnicha -- &lt;u&gt;António da Madalena&lt;/u&gt; (nie zaś w XIX w. jak błędnie podaje wiele encyklopedii... i znowuż mamy do czynienia z fałszerstwem czasowym; błąd ten pewnie wziął się stąd że w II poł. XIX w. Kambodża przeszła pod jurysdykcję Francji). Ale to jeszcze nic, do czego zaraz przejdę. Angkor Wat przykuła moją uwagę naście lat temu, kiedy gromadziłam co miesiąc wydania National Geographic, do dzisiaj pamiętam wypieki na twarzy, kiedy zagłębiając się w lekturze, podążałam nieziemskim szlakiem korytarzy, które przeplatały potężne korzenie miejscowych drzew. &lt;b&gt;&lt;a href="http://pilgrim-in-the-palace.com/Pilgrim/Angkor_Wat.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Tutaj&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; znajdziecie krótki filmik o tym miejscu, polecam.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Niech wam się jednak nie zdaje, że to, co o Ankgor mówią oficjalne źródła jest prawdą. Gdyby tak było, trzeba by nam założyć, że świątynię tą wzniesiono w XII w. n.e; z tymże dla badaczy z całego świata: &lt;u&gt;archeologów&lt;/u&gt;, &lt;u&gt;architektów&lt;/u&gt;, &lt;u&gt;religioznawców&lt;/u&gt;, &lt;u&gt;astronomów&lt;/u&gt; i nie tylko, oczywistym jest, że ów kompleks świątynny miał odmienne znaczenie (niż piszą w książkach). Staje się to jednak oczywiste dopiero wówczas, gdy zna się naturę symboli, matematyczno-astronomiczną precyzję, z jaką odwzorowywano każdy dosłownie element tej rozciągniętej na pow. ok. 100 km/2&amp;nbsp; mozaiki i za pomocą współczesnej technologii, można cofnąć się niejako w czasie, ażeby na nocnym niebie sprawdzić, czy rzeczywiście twórcy Angkor byli starożytnymi astronomami. A byli, byli nawet czymś więcej. Przyzwyczajono was, że z całą pewnością takim ludem byli Egipcjanie czy Majowie, ale ilekroć niektórzy odważni naukowcy zaczną zadawać niewygodne pytania, jak np. dlaczego na wszystkich kontynentach mieszczą się takie same budowle, symbole a nawet powiązania astronomiczne, wówczas zapada niezręczna cisza, po której przychodzi czas na istny jazgot. Zupełnie jak gdyby "prawda" nie leżała w naturze większości naukowców, jak gdyby ktoś miał interes w tym, aby prawdziwy wiek odkryć archeologicznych na zawsze pozostał w ukryciu. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.momguesthouse.com/temples-angkor-tours-siem-reap.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Angkor&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; jest tego doskonałym przykładem.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-JKzmvZYhPWE/TrqmfHx9YzI/AAAAAAAANgg/XpRiL4pdWE0/s1600/Cambodia+Angkor.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="211" src="http://2.bp.blogspot.com/-JKzmvZYhPWE/TrqmfHx9YzI/AAAAAAAANgg/XpRiL4pdWE0/s320/Cambodia+Angkor.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Dzięki takim osobom jak &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.grahamhancock.com/biog.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Graham Hancock&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, dowiedziałam się jak precyzyjne były pomiary budowniczych Angkor, co podobnie jak w przypadku starożytnych Egipcjan czy Majów, budzi wielki podziw, gdyż nauczono nas postrzegać naszych szacownych antenatów jako wysoce mniej rozwiniętych technologicznie od nas, a na pewno dużo bardziej przesądnych. Ale nie ma nic bardziej mylnego w takim założeniu, gdyż było dokładnie na odwrót. Większość geologów badających wiek Angkor, jak też astronomów, powtarza dzisiaj jak mantrę, szkoda tylko, że &lt;i&gt;System&lt;/i&gt; w którym żyjemy za wszelką cenę to tłumi (głównie środowiska duchowe*), iż układ Angkor Wat to doskonale precyzyjna mapa nieba sprzed tysięcy (nie zaś jednego niespełna) lat. Długość i szerokość każdej alejki, którą widać na zdj. powyżej, odpowiada dokładnym miarom przekątnych i przybliżonym odległościom --&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;(oczywiście w skali ziemskiej - pomniejszonych, coś jak topografia kosmosu przeniesiona na skrawek ziemi wokoło; co rzekomo udało się ludziom dopiero w czasach antycznej Grecji a potem Średniowiecza) &lt;/blockquote&gt;-- gwiazd względem Ziemi, a także precyzyjnym wyliczeniom co do dni, miesięcy i lat, potrzebnych do nastania kolejnych koniunkcji. Także liczba posągów w kompleksie świątynnym, zwłaszcza na wychodzącym ze świątyni na północnym pomoście, odpowiada dokładnej liczbie lat, jakie będą potrzebne do kolejnej, pełnej -- &lt;b style="color: #38761d;"&gt;precesji. &lt;/b&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ażeby pojąć na czym opierali swoje wierzenia czy zamierzenia budowniczowie Angkor, wpierw należałoby zwrócić uwagę na fakt, jak wielką atencją darzono w tej kulturze &lt;u&gt;węże&lt;/u&gt;. Wąż w mitologiach całego świata pojawia się dosłownie na każdym kroku, zwłaszcza zaś na Dalekim Wschodzie, gdzie pod postacią Smoka, jest częścią Genesis. Chińczycy np wierzą, że pierwszy ich władca przyleciał z gwiazd we wnętrzu "smoka". Także budowniczowie Angkor Wat czcili wężowo-smoczą postać stwórczo-opiekuńczą, ale najistotniejsze w tym jest (nie chcę bowiem wdawać się w szczegóły khmersko-wedyjskiej mitologii) iż w oparciu o ówczesny rozkład gwiazd na niebie, mieszkańcy Angkor wznosili tę oszałamiającą budowlę, z pasją graniczącą z obsesją.&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;br /&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dragonsblood.za.pl/gwiazdy/gwiazdy.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Gwiazdozbiór Smoka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, był dla Khmerów dosłownie tym samym, co dla Egipcjan -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=fKyEGNZ5bEA" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Orion&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, a mianowicie niebiańskim odpowiednikiem Północy, &lt;u&gt;gwiazdą przewodnią&lt;/u&gt;, stałą na firmamencie, której blask oświetlał nie tylko grobowiec władcy dynastii Sailendra, lecz emanował na ziemski odpowiednik zaświatów, w które wierzyli pradawni. Nie dziwi zatem, że centralna świątynia zwrócona była (czołem -- że tak powiem) w stronę pojawiającej się raz do ro roku Konstelacji Smoka, tak jak np. egipskie piramidy zwrócone są na &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/Orion_%28constellation%29" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Gwiazdozbiór Oriona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. I w tym miejscu, stykamy się jednak z dogmą, która bezczelnie, negatywnie nastawiona do argumentów, zmienia znaną nam historię, podając ludzkości błędne dane. &lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-nvxQHlH0mlE/Tru4ZAYtyFI/AAAAAAAANgs/rMIIAcIJ1PQ/s1600/Angkor_Wat_2601.JPG" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-nvxQHlH0mlE/Tru4ZAYtyFI/AAAAAAAANgs/rMIIAcIJ1PQ/s320/Angkor_Wat_2601.JPG" width="214" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Spróbuję wam to wytłumaczyć najprościej jak się da, bo nie jest to łatwe dla umysłu humanistycznego (jakim jest i mój, i wasz zapewne również). Otóż.... Przez lata badań archeologicznych naukowcy odkryli, że w kompleksie świątynnym pojawiają się ciągle takie liczby jak: &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;23,5&lt;/b&gt;* -- &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;72&lt;/b&gt;* a także &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;12&lt;/b&gt;* lub &lt;b style="color: #cc0000;"&gt;13&lt;/b&gt;*. Dopóki nie zaczęto snuć luźnych dywagacji na temat powiązania każdego ze świątynnych elementów z firmamentem niebieskim, dopóty liczby te nie łączyły się ze sobą w żaden sposób. Przełom nastąpił w chwili, gdy ludzie tacy jak w.w. Hancock, &lt;b&gt;&lt;a href="http://robertbauval.co.uk/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Robert Bauval&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, czy &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=CZ2grfGvTEk&amp;amp;feature=related" style="color: purple;" target="_blank"&gt;John Anthony West&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (wybitni archeolodzy, egiptolodzy, mający na swym koncie udaną karierę uniwersytecką oraz liczne publikacje, tłumaczone na kilkadziesiąt języków) zaczęli spoglądać w to samo niebo, które fascynowało także starożytnych Khmerów.&amp;nbsp; I co odkryli? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak dowiecie się z encyklopedii, oś Ziemi została odkryta w 130 r. p.n.e. przez &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.astro.bielack.pl/slowniczek/hipparchos-z-nikei.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Hipparcha z Nicei&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (ok.190-125 p.n.e.), greckiego astronoma i matematyka, żyjącego w Aleksandrii, który:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Zmierzył okres obiegu Ziemi dookoła Słońca, obliczył odległość Ziemia-Księżyc, nachylenie ekliptyki, precesję punktów równonocy; zapoczątkował rachunek trygonometryczny; określił związki między współrzędnymi astronomicznymi i geograficznymi"&lt;/b&gt;, Mała Encyklopedia PWN, Warszawa 1999.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;Tyle mówią nam podręczniki, szkopuł w tym, że jak stwierdzono w Angkor, Khmerzy znali wszystkie te dane, tysiące lat przed Hipparchem. Dobrze przeczytaliście: &lt;u&gt;&lt;b&gt;Tysiące&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;. Prawdziwy wiek Angkor Wat wykracza bowiem tysiące lat wstecz, poza znany skostniałym akademikom wykres a dowodem na to, są pomiary matematyczno-astronomiczne dokonane w tym miejscu. Począwszy od liczby posągów (reprezentujących postaci mitologiczne Khmerów, z których każda ma swój dokładny odpowiednik w gwiazdach) --&amp;gt; 72, kończąc na powtarzającym się ciągu liczb 23,5 oraz 12 (znaki zodiaku) czy 13 (liczba miesięcy księżycowych -- stąd też kult wody, jej przemian oraz zamieszkującego kosmiczną toń Smoka, najwyższe bóstwo) na długości, szerokości czy wysokości elementów świątynnych (ścian, komnat, alejek, stopni-schodów, etc), a także samo rozlokowanie przestrzenne kompleksu, idealnie odwzorowuje mapę nieba. Nie mamy tutaj do czynienia z przypadkowością, gdyż gdyby tak było, pomiary cyfrowe wykazałyby różnice, choćby minimalne. Tymczasem tak na ziemi, jak i pośród gwiazd, każdego roku w przesilenie, taniec Słońca-Księżyca, oraz gwiazd, zbiega się w Angkor z matematyczną dokładnością. Czyż nie dzieje się tak samo w Egipcie, w Ameryce Środkowej i Południowej, a także u nas w Europie (Stonehenge)?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-2y9BV2O9lT8/TrvBGMj6EQI/AAAAAAAANg4/nJ0U6hd8Vsw/s1600/angkor-thom.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://2.bp.blogspot.com/-2y9BV2O9lT8/TrvBGMj6EQI/AAAAAAAANg4/nJ0U6hd8Vsw/s400/angkor-thom.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;w.w. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.abckambodza.pl/angkor-wat/angkor-thom-serce-angkoru.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;posągi&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; ustawione wzdłuż pomostu wchodzącego z Angkor&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Mamy więc świątynię zwróconą czołem ku Gwiazdozbiorowi Smoka (Północ), mamy jej strażników oraz wszelkie potrzebne wytyczne, aby "precesja" mogła mieć miejsce. Czym zatem jest "precesja"? Wyobraźcie sobie kulę ziemską, która nie dość, że kręci się wokół własnej osi, to jeszcze przy okazji, obraca się jak bączek wprawiony w ruch. Zakreślając w ten sposób powierzchnię boczną stożka, jak możecie to zaobserwować chociażby na stronce z wiki, którą wkleiłam na samym początku tekstu pod hasłem: precesja. A zatem Ziemia, obiegając Słońce przez 365 dni, obraca się także wokół własnej osi, tyle że czyni to w dość pijany sposób. Ruch ten spowodowany jest przez pochylenie Ziemi względem ekliptyki Słońca o dokładnie 23,5° (ruch stożkowy) a że na dodatek, Ziemia nie jest idealnie kolista (to pewnie już wiecie), ruch jej po nieboskłonie odbywa się nieregularnie. Zgodnie z dostępną nam wiedzą (podziękować Hipparchowi*), ruch ten odbywa się średnio: 1° na -- 72 lata. Tworzy się wówczas tak zwany "biegun niebieski". Pełny obrót osi ziemskiej trwa przez to ok. 26 tyś. lat -- jest to tzw. "rok platoński". Wyczuwacie do czego zmierzam?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Starożytni Khmerowie rozgryźli tę wyliczankę znacznie wcześniej niż sam Pitagoras, podobnież jak Egipcjanie, Majowie, Celtowie. Prawdopodobnie, bo jak to inaczej tłumaczyć, wiedza ta była przekazywana z pokolenia na pokolenie w oparciu o bogate, archeologiczne znaleziska. Dzięki nim, a także wiedzy mitologicznej, w na pozór obcych sobie kulturach, pojawiali się ci sami, niebiańscy bogowie, których prezencja na niebie właśnie w ramach "precesji" (nie zawsze bowiem na naszym niebie były widoczne te same gwiazdy), pozwoliły stworzyć dokładną mapę wszechświata w czasach, kiedy rzekomo cały świat skuty był lodem. To właśnie dzięki tym liczbom, współczesnym naukowcom-pasjonatom, udało się odkryć prawdziwy wiek Angkor oraz wszystkich innych budowli starożytnych naszego świata. Jeśli bowiem założyć, że kompleks Angkor wzniesiono ku czci boskiego-kosmicznego węża (smoka) a odnosi się do tego cała dostępna nam mitologia tej cywilizacji, a także to, że ówcześni badacze odwzorowali ruch ciał niebieskich na tym skrawku ziemi, wówczas logicznym się zdaje, że linia prosta wychodząca z serca Angkor winna (jak w przypadku piramid w Gizie), wieść ku... &lt;u&gt;Konstelacji Smoka&lt;/u&gt;. I tak było.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-ZLzVYYH3ZcA/TrvGjiUrkJI/AAAAAAAANhE/oZLgTrps4cw/s1600/Dracourania.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="277" src="http://2.bp.blogspot.com/-ZLzVYYH3ZcA/TrvGjiUrkJI/AAAAAAAANhE/oZLgTrps4cw/s400/Dracourania.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: #38761d;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Dracourania&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dlaczego zatem współcześni akademicy, nie raczą przyjrzeć się temu odkryciu z należytą powagą, skoro tak wiele dostępnych dowodów, będących w rękach -- także -- naukowców, nie żadnych tam szaleńców, amatorów, etc, wskazuje iż założenie, że Angkor zbudowano między VII a XII w. n.e. jest fałszywe? Graham Hancock, jak i wielu jego przyjaciół, prześledził rozkład gwiazdozbiorów na niebie Kambodży sprzed tysiąca lat i nic się nie zgadza. Ostatni bowiem raz kiedy nad Angkor, był widoczny Gwiazdozbiór Smoka, to &lt;b style="color: #38761d;"&gt;&lt;u&gt;10.500 lat p.n.e&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;. Ni mniej, ni więcej. Czy ludzie, będący w stanie, zbudować tak precyzyjny względem ciał niebieskich, ruchu samej Ziemi, kompleks świątynny, co do dnia, budowaliby to wszystko bez celu? Dlaczego zatem obrali ten a nie inny kierunek? Dlaczego precyzja ich obliczeń wiedzie wprost w przestrzeń kosmiczną, jeśliby nie wskazywali konkretnego (jak w przypadku Egipcjan) miejsca? W końcu, dlaczego ktoś tak kurczowo wstrzymuje nasze umysły, przed podążaniem w kierunku rozszyfrowania bodajże największej zagadki wszech czasów, dlaczego wmawia się nam, że nasi przodkowie byli głupsi od nas? Zapewne ci sprzed dwóch tysięcy lat takimi byli pod pewnymi względami, gdyż w czasach Hipparcha tworzono fałszywy obraz dziejów, ale np. piramidy egipskie wzniesiono tysiące lat przed naszą erą, więc gdzie tu logika, skoro to ponoć Hipparch jako pierwszy miał sformułować teorię o osi świata? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-_RERJ4ECAyY/TrwCM0u8xtI/AAAAAAAANhQ/KTwHsLeCnx8/s1600/047_great_sphinx.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://4.bp.blogspot.com/-_RERJ4ECAyY/TrwCM0u8xtI/AAAAAAAANhQ/KTwHsLeCnx8/s400/047_great_sphinx.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://sacredsites.com/africa/egypt/sphinx.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Sfinks&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, za nim piramida Chefrena (Giza)&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wymieniony wcześniej kilkukrotnie Starożytny Egipt, jest wam zapewne najlepiej znany. Na pewno wielu z was (sądząc po statystykach, że najczęściej Polacy odwiedzają Egipt) chociaż raz w życiu widziało piramidy. Zapewne podobnie do mnie, kiedy po raz pierwszy dotykaliście ścian tych wspaniałych budowli, mrużąc oczy odczuwaliście wprost nieziemską przyjemność w wyobrażaniu sobie, że znajdujecie się w czasach, kiedy były wznoszone. Przynajmniej ja tak miałam, wiem jednak, że wielu ludzi odczuwa ten sam stan, kiedy na żywo styka się z reliktem zamierzchłej przeszłości. Jednak dla wymowy tego postu, Giza ma o tyle znaczenie, iż w ten sam sposób, historycy i wszelkiej innej maści badacze, na przestrzeni setek lat (głównie końca XX w.) dopuścili się szeregu przekłamań, i nawet dziś, wielu z nich, jak np. &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.drhawass.com/" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Zahi Hawass&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, stoi na straży datowania takich monumentów jak: Sfinks, piramida Cheopsa, etc, notorycznie, z uporem maniaka odrzucając każdą hipotezę czy dowód, który mógłby obalić ich własne analizy. Zahi, którego osobiście mam w szczerej pogardzie od lat, jest przykładem cepa, który za pieniądze przywódców religijnych Afryki Pn, próbuje nie tylko wyolbrzymić swoją i swego plemienia rolę w dziejach świata, lecz także, miesza się w dzieje zakątków ziemi, które raczej nie powinny go interesować jako egiptologa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli ktoś jeszcze tego nie wie, powiem teraz, że sama idea iż Sfinks jest mitologicznym przedstawieniem cielesnej postaci z historii &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/wiki/Stare_Pa%C5%84stwo" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Starego Państwa&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, a więc że pierwotnie zbudowano go (wymyślono) po to, aby strzegł znajdujących się za nim grobowców, zwłaszcza tego należącego do Chefrena, jest skrajnie naiwna. Według tych datowań, a przy nich stoi jak murem imć Hawass, Sfinks powinien mieć jakieś 4500 lat-?- (tak jakoś) i to od tej prezentacji miały rozpełznąć się po świecie antycznym późniejsze przedstawienia pół-lwa, pół-człowieka. Dlaczego zatem posążki "sfinksa" odkryto stosunkowo niedawno w Turcji, w &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=Xo0ZkgqM1TE" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Göbekli Tepe&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, gdzie wykopane koliste zabudowania architektoniczne sięgają lekko, jak wskazuje datowanie węglem, na 9500 przed naszą erą?? No dlaczego, panie Hawass?? Może to dlatego, że Sfinks -- takim jaki był pierwotnie -- wcale nie wywodzi się z kultury staroż. Egiptu, ale został zbudowany dużo, dużo wcześniej?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powróćmy jednak do opisanej przy okazji Angkor "precesji" a co za tym idzie, do astronomicznej inklinacji wszelkich wznoszonych przez Starożytnych budowli. Jak już pisałam, Starożytni Egipcjanie mieli niewielką obsesję* na punkcie Oriona, dokładnie jego "pasa" &lt;b&gt;(&lt;/b&gt;jak wiadomo każdemu znawcy mitologii greckiej, był utożsamiany z synem Posejdona, Orionem, Wielkim Łowcą, który przez własną pychę zginął podczas polowania ukąszony przez skorpiona; nas jednak interesuje inne, wcześniejsze przedstawienie, a mianowicie egipskie --&amp;gt; &lt;u&gt;Ozyrysa&lt;/u&gt;, który jako wcielenie dobroci, był ucieleśnieniem późniejszych greckich herosów-tytanów i przez to także został zamordowany przez swego brata, Setha. Mówi wam coś ta przypowieść? Wspomnę tylko, że personifikacją boga Ozyrysa było bóstwo lunarne &lt;b&gt;&lt;u&gt;Jah&lt;/u&gt;&lt;/b&gt; = późniejszy Jahwe, cóż za przypadek...&lt;b&gt;)&lt;/b&gt;. ;]-&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I znowuż, podobnie jak w przypadku Khmerów, czy też całej starożytnej kultury opartej na Wedach (Polecam &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.youtube.com/watch?v=rY4Q2xx7BTc&amp;amp;feature=channel_video_title" style="color: purple;" target="_blank"&gt;3-częściowy film&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;), kluczem do odgadnięcia prawdziwego wieku zarówno Sfinksa, jak i np. niektórych piramid, są trzy najjaśniejsze punkty na niebie starożytnego Egiptu: Alnitak, Alnilam oraz Mintaka. Jeśli nic wam to nie mówi, dodam, że w kulturze latynoskiej owe trzy gwiazdy w gwiazdozbiorze Oriona, nazywane są "Trzema Królami" a ich najlepsza widoczność na niebie osiąga pełnię właśnie na początku stycznia. To właśnie w tym miejscu, miał według wierzeń Egipcjan, zamieszkać po śmierci Ozyrys; tam też przenosili się wszyscy późniejsi faraonowie. Miejsce "odrodzenia", wiecznej szczęśliwości, miejsce powrotu do żywych. Czwartą gwiazdą, która lśni na niebie w towarzystwie Wiecznego Łowcy-Darczyńcy, jest jego wierny przyjaciel:&amp;nbsp; Syriusz (Psia Gwiazda).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-eDB8v0cj42U/TrwSR6rYwjI/AAAAAAAANhc/Wjxoptbjmsk/s1600/sphinx-and-pyramid.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://3.bp.blogspot.com/-eDB8v0cj42U/TrwSR6rYwjI/AAAAAAAANhc/Wjxoptbjmsk/s320/sphinx-and-pyramid.jpg" width="256" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Trzy wielkie piramidy: Piramida Cheopsa, Chefrena i Mykerinosa, zostały ustawione w taki sposób, aby odwzorować na Ziemi dokładny układ trzech gwiazd z Pasa Oriona. Trudno sobie wyobrazić, aby komuś z obecnie żyjących udała się ta sztuczka, a co dopiero w XXVI w. p.n.e. Egipcjanie, podobnie jak Khmerzy, ustawili owe piramidy zgodnie z czterema stronami świata, tak iżby poprzez wydrążone wewnątrz komnaty, o oznaczonych porach (przesilenia), padały promienie słońca, ale co istotne, ażeby dusza zmarłego władcy mogła bezpośrednio poszybować ku konstelacji Oriona, stworzono dodatkowe, po przeciwnych stronach. Tak iż jeden wychodzi na Gwiazdozbiór Oriona, drugi --&amp;gt; na Gwiazdozbiór Smoka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Południk biegnący przez piramidę Cheopsa jest najdłuższym biegnącym         przez ląd. Dzieli on jednocześnie morza i kontynenty na dwie równe części a przechodząc przez środek piramidy tworzy z równoleżnikiem przechodzącym przez piramidę Mykerinosa i z linią prostą łączącą         te dwa punkty, &lt;u&gt;trójkąt pitagorejski&lt;/u&gt;. Od końca lutego do połowy października nie rzuca w południe             żadnego cienia, tak więc piramida była zegarem słonecznym, pokazującym pory i długość             roku. Nie dziwi jednak sam fakt, że tego dokonali, kiedy zna się Angkor, czy inne relikty przeszłości, lecz sam fakt, iż współcześni naukowcy rękoma i nogami zapierają się, ażeby nikt nigdy nie śmiał obalić ich kluczowych tez, a mianowicie o czasie powstania tychże budowli. Czy można jednak nie zadawać pytań, gdy tak wiele szczegółów, uderza w oczy poprzez czas i przestrzeń, łącząc się dokładnie w tym samym punkcie?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Opodal piramidy Chefrena stoi w.w. Sfinks. To właśnie dzięki niemu, badacze pokroju Hancocka zaczęli doszukiwać się podobieństw także w innych odkryciach archeologicznych. Wiek tego gigantycznego posągu, wykonanego z jednej ze znalezionych rzekomo na miejscu budowy skały, pozostaje do dzisiaj zagadką, choć egiptolodzy tacy jak Hawass już zamknęli sprawę, oznajmiając że ma on co najwyżej:&amp;nbsp; 4500 lat. Z tymże, nigdy nie wzięli pod uwagę pomiarów rzeźby, jego licznych przeróbek, tak by zamiast głowy lwa, powstało oblicze faraona Chefrena a nawet odkryć geologicznych, które ujawniły liczne, bardzo głębokie wyżłobienia na jego powierzchni, które -- według obecnej wiedzy -- mogły powstać wyłącznie po... długotrwałym wystawieniu posągu na działanie wody. Tak jakby na Sfinksa spływały kaskady wody, np. monsunowe deszcze. Hm..... : /&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;"Tyle, że 4500 lat temu, Egipt był już taką samą kupą piachu jak teraz, jedynym źródłem wody był Nil, więc skąd te wodniste-bruzdy"?&lt;/blockquote&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.ianlawton.com/as1.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Colin Reader&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, angielski geolog specjalizujący się w zabytkach Starożytnego Egiptu, wysunął bardzo interesującą hipotezę, którą następnie zaczęło rozważać &lt;a href="http://www.robertschoch.com/" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="color: purple;"&gt;wielu badaczy&lt;/span&gt;&lt;/b&gt; &lt;/a&gt;z innych dziedzin. Otóż, ostatni raz, według pomiarów geologicznych, Egipt był żyznym, zazielenionym miejscem, pełnym wody, bujnej roślinności.... co najmniej 5-6 tysięcy lat wcześniej od wymienianej przez egiptologów daty. Hancock powędrował śladem odkrycia Readera i udało mu się odtworzyć w komputerze dokładną mapę nieba nad Egiptem, w hipotetycznym okresie zbudowania Sfinksa. Wzięto również poprawkę na lokalizację względem trzech pozostałych piramid tegoż regionu, a także fakt, iż wcześniej &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.dailymail.co.uk/sciencetech/article-1092827/The-Great-Sphinx-Giza-reborn-lion-desert.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;był on przedstawieniem lwa&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. I cóż się okazało? Całkiem przypadkowo wyszło na to, że Lew wpatrywał się w.... &lt;b&gt;&lt;a href="http://wikisky.org/?object=Leo&amp;amp;zoom=2" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Gwiazdozbiór Lwa&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, co jest logiczne, gdy zważy się, iż zanim, stoi Wieczny Łowca zamierzający się swą dzidą, czy co tam miał pod ręką.... A teraz najlepsze: Kiedy to miało miejsce? Zgodnie z ruchem precesyjnym, ostatni raz układ taki miał miejsce: &lt;u&gt;10.500 lat p.n.e&lt;/u&gt;. Jakieś wnioski?&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-0DaYOyWzBgk/TrzrmvoglOI/AAAAAAAANho/DU-hQkTAoGA/s1600/callanish_standing_stones_1028.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="225" src="http://3.bp.blogspot.com/-0DaYOyWzBgk/TrzrmvoglOI/AAAAAAAANho/DU-hQkTAoGA/s400/callanish_standing_stones_1028.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.megalithic.co.uk/article.php?sid=29" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Callanish&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jak wspomniałam na wstępie, nie tylko Angkor, Egipt, Majowie, mogą pochwalić się tego rodzaju specyfikacją. Przykładowo zgrupowanie menhirów w Szkocji (powyżej), odzwierciedla w tym samym przedziale czasu: &lt;b&gt;&lt;a href="http://wikisky.org/?object=Taurus&amp;amp;zoom=2" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Konstelację Byka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Czy to nie dziwne, że po raz kolejny, Starożytni byli w stanie precyzyjnie określić położenie interesujących je gwiazd, tak iż raz do roku, podczas przesilenia, Słońce widziane przez was na zdjęciu stawało się więźniem kręgu, a także sam fakt, iż po raz kolejny, tym razem w Europie, Starożytni znali Oriona i oddawali mu cześć? Wielki Łowca polujący, jak nie na lwa, w końcu 10.500 lat temu, to właśnie Byk znajdował się w precesyjnym obwodzie ruchu nad Callnish. Do dzisiaj nie jest natomiast znane przeznaczenie skupiska ponad 3 tyś. megalitów znajdujących się na francuskiej wyspie &lt;b&gt;&lt;a href="http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/b/bb/Menhirs_carnac.jpg" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Carnac&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Trzeba by jednak ciężkiego idioty, aby założyć, że twórcy tego imponującego zgromadzenia, męczyli się jak woły bez powodu. Ponoć trwają prace nad dopasowaniem ułożenia megalitów podług gwiazdozbiorów nad tym regionem. Kolejnym ciekawym miejscem jest &lt;b&gt;&lt;a href="http://rosset.org/photography/nazca/nazca01.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Nazca&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; w Peru. Formacje zwierzęce i abstrakcyjne, wyżłobione w płaskowyżu, średnio liczące po kilkadziesiąt metrów wielkości v. szerokości, które rzekomo stworzył lud Nazca między 300 a 850 r.n.e. Z tymże po raz kolejny Hancockowi udało się potwierdzić, że jedno z najsłynniejszych wzorów przedstawiających -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://rosset.org/photography/nazca/set02.htm" style="color: purple;" target="_blank"&gt;pająka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, dokładnie &lt;u&gt;10.500 p.n.e.&lt;/u&gt; odpowiadało znajdującemu się na niebie Peru &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.tajemnice51.strefa.pl/pedros/rys-40a.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Gwiazdozbiorowi Oriona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (tyle że pod innym kątem). Zbieg okoliczności?&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-HZNnXFxC84k/TrzzuTao5CI/AAAAAAAANh8/iyv9P_G2W1Q/s1600/easter-island.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="293" src="http://2.bp.blogspot.com/-HZNnXFxC84k/TrzzuTao5CI/AAAAAAAANh8/iyv9P_G2W1Q/s400/easter-island.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.world-mysteries.com/easter_island.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Wyspa Wielkanocna&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Wyspy Wielkanocnej chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Jest ona doskonałym obrazem tego, jakiemu praniu mózgów poddawani są ludzie na całym świecie. Prościej bowiem wmówić ludziom, że opóźniony w rozwoju, chory na urojenia lud pochodzący z Hawajów, miał zasiedlić tę wyspę ok. 300-400 r.n.e. Jednak w miarę upływającego czasu, datę tę stale przesuwa się bliżej, tak by odebrać tajemniczemu ludowi zasiedlającemu tę wyspę najmniejsze choćby pozory inteligencji. A jednak jak udowodnili naukowcy, głównie z takich dziedzin jak: astronomia, widać wyraźnie, że wznosząc gigantyczne posągi, astronomowie Rapa Nui kierowali się deczko innym spojrzeniem na rzeczywistość, niżbyśmy chcieli, my -- chorzy na przyrost ego współcześni. Podobnież odmawia się prawa do godności Indianom z Jukatanu, co najlepiej zobrazował &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.filmweb.pl/Apocalypto" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;film Mela Gibsona&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;Twórcy Moai wpatrywali się w niebo, a jakże. I cóż tam widzieli, Ci rzekomo prymitywni, ogarnięci wyłącznie zabobonnym lękiem, po utracie wodza? Ano: &lt;u&gt;Aldebarana&lt;/u&gt;, &lt;u&gt;Wenus&lt;/u&gt;, &lt;u&gt;Marsa&lt;/u&gt; i &lt;u&gt;Księżyc&lt;/u&gt;. Ta pierwsza gwiazda, to najjaśniejszy obiekt w Gwiazdozbiorze Byka. Dzisiaj już wiemy, że Aldebaran jest 150 razy jaśniejszy od naszej gwiazdy, to tzw. "czerwony olbrzym". Dlaczego zatem prymitywni mieszkańcy Rapa Nui, ustawiali moai wpatrzone dokładnie w ten punkt, skoro rzekomo czynili tak wyłącznie po to, aby dostrzec zbliżających się zza linii horyzontu bogów? Jakież to dogodne, dla białych, którzy przypłynęli w jakiś czas później. Czyż nasze spaczone ego nie rośnie od samego myślenia, że ktoś mógłby nas wziąć za bogów? Tymczasem Aldebaran świecił nad tą wyspą tysiące lat przed tym, jak przypłynęli tam biali. Czy prymitywni post-Hawajczycy znali zatem "precesję"??&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-FuRlROKFNac/Trz4sP_tDlI/AAAAAAAANiI/OgCBni50FQc/s1600/yonaguni_4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://2.bp.blogspot.com/-FuRlROKFNac/Trz4sP_tDlI/AAAAAAAANiI/OgCBni50FQc/s400/yonaguni_4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.morien-institute.org/yonaguni.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Yonaguni&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; -- &lt;b&gt;Japonia&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Istnieje wiele hipotez na temat daty cofnięcia się lodowców po tzw. Epoce Lodowej. Jedna z nich zakłada, że miało to miejsce plus-minus: 11 - 13 tyś. lat temu. Wówczas to, na wskutek ocieplania się klimatu (ps: kolejny haczyk, sama waham się między paroma tezami, ale ręce i nogi wydaje się mieć ta, o zderzeniu się z naszą planetą jakiejś komety w tym czasie), w przeciągu kilku stuleci, oblicze Ziemi zmieniło się radykalnie. Coraz większe fale, rzeczony Potop, zmiotły praktycznie całe życie z powierzchni ziemi. To by mogło tłumaczyć odkrycie w 1987r, zatopionego przez ocean starożytnego kompleksu, wykutego w wulkanicznej skale, długiego niemal na kilometr. Przez wiele lat istnienie &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Yonaguni&lt;/b&gt; było obiektem badań, do dzisiaj zresztą środowisko naukowe waha się z jednomyślnym datowaniem. Jednak tacy geolodzy jak dr Robert Schoch, czy profesorowie z japońskich uniwersytetów, twierdzą, że budowla ta, zlokalizowana jest dokładnie na linii &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/File:World_map_with_tropic_of_cancer.svg" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Zwrotnika Raka&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (który ok. 9-10 tyś. lat p.n.e. przecinał Yonaguni). Mogłoby to wskazywać, iż budowniczowie tej zatopionej budowli, doskonale znali się na astronomii i matematyce. Ponadto czcili Księżyc. Na tej samej linii, co najistotniejsze moim zdaniem, leżały: Indie, Egipt oraz Meksyk, gdzie poza Majami, zagadkowy lud &lt;u&gt;Olmeków&lt;/u&gt; do dzisiaj wydaje się być tematem tabu. Z jednej strony, istnieje szereg poświęconych im witryn, ale każda, z uporem powtarza rzecz następującą iż lud ten wywodził się z plemion Mezoameryki. Tymczasem pozostawione przez Olmeków posągi (kilku metrowe głowy), gdyż wszelkie inne struktury architektoniczne zostały zdewastowane, wskazują rzecz zastanawiającą: &lt;b&gt;&lt;a href="http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:Mexico.Tab.OlmecHead.01.jpg&amp;amp;filetimestamp=20050504201201" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Czy tak wyglądają twarze Indian?&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; Istnieje hipoteza, że Olmekowie nie pochodzili ani z Ameryki, ani z Azji, lecz....&amp;nbsp; z Afryki. Ciekawym tematu polecam: &lt;b&gt;&lt;a href="http://en.wikipedia.org/wiki/La_Venta" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;La Ventę&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-tJ1xnXvOIyA/Tr0B4BePYYI/AAAAAAAANiU/cgfpDyVgRIk/s1600/w250.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-tJ1xnXvOIyA/Tr0B4BePYYI/AAAAAAAANiU/cgfpDyVgRIk/s320/w250.jpg" width="231" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Miasta-Zabytki takie jak: &lt;b&gt;&lt;a href="http://cudaswiata.pl/ameryka_polnocna/teotihuacan.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Teotihuacan&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; (zwłaszcza widok z piramidy Księżyca, która daje pełne wyobrażenie jak pięknym musiało być to miejsce w czasach istnienia Imperium Majów, zalane wodą, po której wybrani przez bogów mieli dryfować ku gwiazdom); &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.atlantisquest.com/prehistcity.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Tiahuanacu&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; w Boliwii, przy datowaniu którego pracował austriacki inżynier, archeolog-odkrywca, polskiego pochodzenia (o ile dobrze mi wiadomo), Arthur Posnansky; &lt;b&gt;&lt;a href="http://skarby-swiata.pl/peru/peru/machu_picchu.html" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Machu Piccu&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; w Peru, czy choćby &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://www.archeolog.pl/pl33/teksty115/nan_madol_%E2%80%93_wenecja_pacyfiku" style="color: purple;" target="_blank"&gt;Nan Madol&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; znajdujące się na wyspie Pohnpei w Mikronezji, które swego czasu zainspirowało samego &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.lovecraft.ovh.org/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;H.P. Lovecrafta&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; do napisania książki "Zew Cthulhu", a którego serce kryje się głęboko pod daną wyspą -- można tam znaleźć mianowicie olbrzymie kolumny, co najmniej 4 razy większe od dorosłego człowieka, bramę do zaświatów, wszystkie te miejsca łączy jedno: czas ich powstania.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdumiewa za to ignorancja pewnych warstw, które z kompletnie niejasnych powodów, twierdzą, że podobieństwa między starożytnymi cywilizacjami są całkowicie przypadkowe, a przez to odmawia się im dostatecznej inteligencji, ażeby mogli tego wszystkiego dokonać, ba, by mogli tworzyć coś na wzór wielkiej, ogólnoświatowej cywilizacji. A przecież w &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.scotese.com/newpage8.htm" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Pangeę&lt;/a&gt;&lt;/b&gt; wierzą.&lt;br /&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Podejście to można porównać nieco do stwierdzenia, które kiedyś, na początku szkoły średniej usłyszałam od polonistki, która po przeczytaniu mojego wypracowania stwierdziła, że &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"nie mogła tego napisać czternastoletnia dziewczynka, a więc na pewno zerżnęłam z bryku. Siadaj, jedynka"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Dokładnie to samo podejście do naszych dziejów wykazują środowiska naukowe, które przecież najbardziej powinny być zainteresowane w rozwikłaniu tej zagadki. Choćby po to, aby ukrócić "fałszywe mniemania", jeśli rzekomo takimi są. Każdy wszak może się mylić, czyż nie?&lt;/blockquote&gt;Owszem, gdyby tylko na czele większych ośrodków badawczych nie stali ludzie z przyciasną, często &lt;u&gt;religijną&lt;/u&gt; tudzież &lt;u&gt;polityczną&lt;/u&gt; ideologią przed oczami, która nie pozwala im wyjść na przeciw oczekiwaniom ludzi, lecz to my mamy dopasować się do ich wizji świata. Wszystko, co wam tu opisałam, jest znane szerszej, zachodniej społeczności od wielu lat i są to fakty potwierdzone przez wybitne w swoich dziedzinach jednostki. Wystarczy poszperać w necie. Prawda, którą rzekomo przekazują wam podręczniki szkolne i akademickie, jest równie przestarzała jak wiara ludzi sprzed setek lat, że to Słońce krąży wokół Ziemi. Mniej więcej dwanaście tysięcy lat temu, istniała na świecie wysoko rozwinięta Cywilizacja, której naczelnym zadaniem, a także posłannictwem dla przyszłych pokoleń była komunikacja z określonym punktem w odległej galaktyce, którą pod różnymi imionami skrywa Pas Oriona. Można w to wierzyć lub nie, ale przynajmniej ten fakt pokrywa się z danymi, zaś wiara we wróżki i święte krowy -- nie. Wiedza, którą dysponowali nasi Antenaci jest wprost oszałamiająca i jeśli ktokolwiek temu zaprzecza, na dzień dzisiejszy, albo jest skończonym kretynem albo ma jakiś ważny powód, dla którego trzyma ludzkość w niewiedzy. Wszystkie bowiem drogi prowadzą do tego miejsca w czasie i przestrzeni. Może zatem pora odrzucić stare schematy, bzdurne wierzenia i przesądy, gdyż odpowiedź mamy tuż pod nosem i to ją winniśmy zgłębiać z całą mocą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;u&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;Tutaj znajdziecie film G. Hancocka, który zainspirował mnie do napisania tego tekstu:&lt;/b&gt;&lt;/u&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="287" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/-yz1DfTF3-E?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/-yz1DfTF3-E?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="287" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-69089777292646793?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/69089777292646793/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=69089777292646793&amp;isPopup=true' title='Komentarze (19)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/69089777292646793'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/69089777292646793'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/w-poszukiwaniu-utraconej-cywilizacji.html' title='W poszukiwaniu Utraconej Cywilizacji:  &quot;Poznaj Samego Siebie&quot;.'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://2.bp.blogspot.com/-qUdmqOsOCzQ/TrqUZty3nJI/AAAAAAAANf8/UHa_pVOD6jY/s72-c/RB_Sfinks.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>19</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-6547732562578655431</id><published>2011-11-05T14:22:00.000+01:00</published><updated>2011-11-05T14:22:36.569+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malarze-Obrazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura indyjska'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><title type='text'>"Głodne kamienie" -- Rabindranath Tagore.... Stracony jest cały ten czas ....</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://3.bp.blogspot.com/-1ASdfgpcIW0/TrUCJuV3rvI/AAAAAAAANeI/D8YAW-nLzRU/s1600/india4.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="273" src="http://3.bp.blogspot.com/-1ASdfgpcIW0/TrUCJuV3rvI/AAAAAAAANeI/D8YAW-nLzRU/s400/india4.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;"Człowiek ma w sobie milczenie morza, zgiełk ziemi i muzykę powietrza"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; — Rabindranath Tagore.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ktoś, kto zna mnie wyłącznie z blogosfery, dzięki strzępom słów, którymi bawię się od lat, ubierając wspomnienia w obraz, dźwięk a nawet smak, jestem tego pewna, że postrzega moją osobę jako stały punkt na mapie świata, pomimo iż zmienne stany ducha, co rusz miotają mną na wszystkie strony (istny paradoks, czyż nie?). Zapewniam was jednak, że mam za sobą zarówno bardzo spokojne okresy życia, jak i o stokroć bardziej zwichrowane niż teraz, kiedy to nawet czas i przestrzeń nie potrafiły nade mną zapanować, nie mówiąc o papie. Pomyśleć, że jeszcze jedenaście lat temu, byłam kimś zupełnie innym; w tym sensie, że potrafiłam zdobyć się na prawdziwe szaleństwo, takie którego wspomnienie zostaje w nas na całe życie, ale im dłużej żyjemy, coraz mniej mamy wyrzutów sumienia, wobec siebie i bliskich.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Pozwoliłam sobie zacząć ów post od chyba najbardziej znanego na świecie zdjęcia Taj Mahal, gdyż zawiera w sobie całą, romantyczną otoczkę tego cudownego kraju, jakim są Indie. Naprawdę zazdroszczę każdemu, komu dane było wyemigrować w tamte strony, tym bardziej, że raz jeden, przed laty, byłam w Indiach i na własnej skórze poznałam, czym jest wolność. Trwała ona krótko, to fakt, zaangażowanych było w to przedsięwzięcie wiele osób, w tym moja szalona ciotka ze Stanów, ale to, co zostało we mnie po tej zwariowanej eskapadzie, jest bezcenne, jak głosi pewien slogan reklamowy. Moja przygoda z Indiami zakończyła się na Bombaju i okolicach, jednej, krótkiej wycieczce nieoficjalnym szlakiem, po którym został mi w głowie obraz przewodnika ze strzelbą bez naboi na sznurku i ruszającym się w półmroku wychodku; w tym czasie mój pape był święcie przekonany, że spędzam wakacje w Detroit u cioteczki a ona też kryła mnie jak długo mogła, podczas gdy niepełnoletni smród razem z bandą studentów, głównie lądem i statkiem, dotarł do jednego z największych portów Indii. Chociaż wydarzyło się to zaledwie naście lat temu, mam wrażenie, jakby dotyczyło kogoś zupełnie innego, jakbym w ciągu jednego życia przeżyła dwa wcielenia (posiłkując się orientalną przenośnią). A jednak także i to jest częścią mojego życiorysu, który pozostanie we mnie bez względu na to, czy kiedykolwiek jeszcze -- mam nadzieję, że jednak spełnię swoje marzenie o Kanionie Kolorado czy Australii -- będzie mi dane "zaszaleć". Wodnik we mnie (piszę to w przenośni, spokojna głowa) dosłownie rozrywa mnie na strzępy, tak bardzo chciałabym być tam, a nie tutaj.....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-YtfRT9PYLAg/TrULt1zMnwI/AAAAAAAANeU/FXmMH8jKk28/s1600/tagore1.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-YtfRT9PYLAg/TrULt1zMnwI/AAAAAAAANeU/FXmMH8jKk28/s320/tagore1.jpg" width="262" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://quotationsbook.com/quotes/author/photos/7111/" target="_blank"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Rabindranath Tagore&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zwlekałam z napisaniem tej notki bardzo długo, niepewna czy będę w stanie wyrazić, jak wielki szacunek mam dla kultury indyjskiej i jej zacnych przedstawicieli. Ale to dobrze, gdyż jeszcze do niedawna egzystowały w mojej głowie, niczym jakieś implanty kosmitów, fałszywe mniemania, które niepotrzebnie rzutowałyby na moją ocenę geniuszy, wywodzących się z tego kraju. Co ja mówię, z tego Imperium, bo tym dla mnie właśnie są Indie. To, coś więcej niż punkt na mapie, co prawda rozległy, goniący w zaludnieniu nawet Kraj Środka, ale właśnie przez wzgląd na swą bogatą przeszłość, Indie są pulsującym życiem, świadectwem, skąd pochodzimy i dokąd zmierzamy. To nie to samo, co martwe relikty starożytnych kultur, coś więcej niż puste piramidy, obeliski, grobowce, to wciąż żywa opowieść, która rozgrywa się na naszych oczach. Począwszy od czasów najdawniejszych, kiedy to powstały Wedy, wiedza o świecie wciąż zahacza o Indie, dzisiaj wiemy już, że nie byłoby także naszego, słowiańskiego języka, gdyby nie powstał sanskryt. Stamtąd w końcu wychodzili przez millenia wielcy ludzie, mędrcy, i gdybyśmy my sami, nie podzielili się na różne języki, państwa i obrządki, z pewnością cały świat wyglądałby tak jak Indie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Niestety nawet Indie nie są pozbawione religijnych prześladowań, lecz jak udowadnia wielu słynnych myślicieli, tylko ludzka głupota i upór, stoją na drodze jedności, w której obok siebie mogą żyć ludzie wszystkich nacji, języków i wyznań. Tym właśnie są Indie; nie twierdzę, że wolne od naszych, zachodnich słabości, ale jeśli przyjrzycie się im dokładniej, dostrzeżecie z pewnością, jak wiele możemy się odeń nauczyć. Indie to tygiel, tak jak wszędzie żyją tam i dobrzy, i podli ludzie, Indie nie są utopią, lecz właśnie poprzez swoje zalety i wady dają nam możliwość przejścia na wyższy poziom; poziom wspólnej, pokojowej egzystencji, umiłowania życia, bez zawistnego oglądania się na to, w co wierzy lub nie wierzy sąsiad. Być może nie zgodzicie się z moim spojrzeniem na ten kraj, zdaję sobie sprawę z tego, że gdy coś kocham szanuję lub tylko podziwiam, moje osądy mogą być ciut przesadzone, wyidealizowane. Ale cóż, jestem zwichrowaną głową, która marzy o czymś więcej, co większość z was uważa za spełnienie. Mnie nie wystarczą cztery ściany, wypielęgnowany ogródek, samochód w garażu, plazma na ścianie czy dobrze płatna praca. Powiem wam szczerze, że moim wielkim marzeniem jest dzielić się z innymi swoją wiedzą wyłącznie w zamian za jedzenie, dach nad głową, choćby codziennie gdzie indziej, za ciepły uśmiech i samą świadomość, że komuś pomogłam. Jak cenne są te sprawy, wie tylko ten, kto nie był w stanie nikomu pomóc, zwłaszcza gdy patrzy się na niemoc lub cierpienie kogoś, kogo się kocha. Dlatego wierzcie mi, że za każdym razem, kiedy piszecie do mnie czułe, pełne życzliwości i atencji słowa, dajecie mi o jedną iskierkę życia więcej, jak świetliki pełne dobrych uczuć, emocji, podtrzymujecie we mnie wolę życia, która niekiedy jest tak słaba, iż każda "nicość" wydaje się wytchnieniem. Indie, kiedy tak o tym piszę, są dla mnie wszechświatem całym, podobnie jak Australia czy Kolorado, gdzie mogłabym odetchnąć pełną piersią; są jak morze/ocean, w którym kiedyś pragnę spocząć.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-cKLoaoL_SYE/TrUSlc4HziI/AAAAAAAANeg/hjV0cXHV4mw/s1600/Hindoo+%2528Gangadharesvara%2529+Temple+Bangalore.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="282" src="http://1.bp.blogspot.com/-cKLoaoL_SYE/TrUSlc4HziI/AAAAAAAANeg/hjV0cXHV4mw/s400/Hindoo+%2528Gangadharesvara%2529+Temple+Bangalore.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;"Świątynia&amp;nbsp; Bangalore"&lt;/b&gt; -- &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.worldgallery.co.uk/art-print/A-Hindu-Temple-in-the-Fort-of-Rohtas-103193.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Thomas i William Daniell&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tagore był pierwszym poetą/pisarzem z Azji, który otrzymał nagrodę Nobla w dziedzinie literatury (1913r). Był wnikliwym obserwatorem i komentatorem otaczającej go rzeczywistości, filozofem, który z rzadkim darem do pięknego a zarazem prostego wyrażania uczuć, tchnął w kulturę Zachodu, zafascynowanego ongiś Orientem, ducha transcendencji, ale nie wymyślną retoryką, czy abstrakcją, lecz obrazując codzienność ludzi, którzy w istocie niewiele różnią się od białych, rzadko też są tak dobrze wykształceni, lecz częściej, co zdumiewa nawet dzisiaj wielu badaczy, potrafią pojąć odwieczne prawa natury, dostosować się doń, opiewając każdego dnia, drobiazgami, złożoność życia i jego piękno. Powiem wam szczerze, że im dłużej przyglądam się ludziom Zachodu, tym bardziej zazdroszczę delfinom czy pingwinom, więcej w nich umiłowania życia i radości zeń, niż w tych wszystkich pnących się do nieba drapaczach chmur, które nie przetrwałyby jednej nawałnicy a które ludzie czczą nie mniej, niż święte posążki i pisma. Jest taka piosenka, Robbiego Williamsa, która zawsze kiedy jej słucham, przenika mnie do głębi, gdyż padają w niej takie oto słowa: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;I've got more than I need&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;... No właśnie.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;A skoro mamy z natury, więcej niż nam potrzeba, po co zamykamy się w pudełkach, szufladkach, po co trwonimy życie na ciułanie grosza za groszem, po co dajemy sobą rządzić i manipulować, po co spełniamy czyjeś oczekiwania, po co malujemy horyzont bzdurnymi tezami, że nad tym kawałkiem Ziemi można przelecieć samolotem, a nad drugim nie? Dlaczego tyjemy, gnuśniejemy, kiedy świat czeka aby zgłębiać jego tajemnice, zachłystując się dosłownie tajemnicami, które jeszcze skrywa? Dlaczego na klęczkach przepraszamy za to, że potrafimy myśleć, czuć, bojąc się, że nasza subiektywna ocena rzeczywistości, wtargnie w przestrzeń myślenia drugiej osoby, skoro po to właśnie mamy mózg (umysł), aby go rozwijać, i przede wszystkim.... &lt;u&gt;by zadawać pytania&lt;/u&gt;. Kiedy poznaję Hindusów, takich jak: Tagore, Ghandi (którego jeszcze do niedawna, przez klapki na oczach postrzegałam inaczej, za co przepraszam) czy de Mello, a więc ludzi z gruntu odmiennych światopoglądowo, widzę niczym nieskrępowaną przestrzeń abstrakcji, w której o to właśnie chodzi, aby budzić w ludziach ów pierwiastek wolności, indywidualności, ażeby nie bali się głośno mówić co myślą i czują, bo jeśli naprawdę w to wierzą, jeśli ich wizja życia może przynieść drugiemu człowiekowi korzyść, to nie tyle głupotą, ale skrajnym egoizmem byłoby nie próbować go poderwać z tych klęczek, stagnacji, w którą od tysięcy lat wpychają nas na każdym kroku władni tego świata.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-rodSLrAGCOE/TrUa2vtzeFI/AAAAAAAANes/LctjYJ62vDo/s1600/4.jpg" imageanchor="1" style="clear: right; float: right; margin-bottom: 1em; margin-left: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://1.bp.blogspot.com/-rodSLrAGCOE/TrUa2vtzeFI/AAAAAAAANes/LctjYJ62vDo/s320/4.jpg" width="204" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Każde z ponad dwudziestu opowiadań zamieszczonych w tym tomie (tytuł odnosi się do jednego z nich), w pewien sposób, poprzez morał, ukazuje nam na czym tak naprawdę zasadza się życie człowieka. Przywykliśmy, piszę to z całą odpowiedzialnością za swe słowa, do egzystowania w równo przyciętych ramach. Przy okazji tekstu o &lt;b&gt;&lt;a href="http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/10/venus-project-przyszosc-nalezy-do-tych.html" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;The Venus Project&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, pisałam o trzech monolitach, które spajają nasz świat. To właśnie one są prawdziwą świętą księgą, którą rodzaj ludzki czci od pokoleń. To bardzo ciasne myślenie, zwłaszcza gdy zważy się czym w istocie jesteśmy wobec bezmiaru Wszechświata. Chciałabym jednak, żebyście rozważyli jeszcze inną, o wiele głębszą zależność, które rodzaj ludzki podlega, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Nie twierdzę, że ja sama byłam od tego wolna. Wręcz przeciwnie, nadal z tym walczę.....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Otóż... Potrójny Monolit*, któremu oddajecie cześć, jest najbardziej powszechnym i widocznym. To on napędza nasz świat. Ci z was, którzy wierzą: politykom, przykładowo, dają sobą manipulować na poziomie najniższym. Tym ludziom, którzy wierzą, że na świecie istnieje demokracja (ta, którą wynaleźli Grecy), chodzą potulnie do wyborów i podniecają się przemówieniami polityków, elitarnej kasty kłamców, którzy pełnią tę samą funkcję, co aktorzy w Hollywood. Są przekaźnikiem, za pomocą którego pewne sprawy są wam przekazywane. Grają, bo taka jest ich funkcja. Opowiadanie &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Noc ziszczenia"&lt;/b&gt; jest doskonałym przykładem na to, jak błądzimy wierząc w System, na nim opierając swoje życie. Marzenia nie spełniają się w ramach ustroju, społeczeństwa wszak są tak zaprojektowane, ażeby dostarczać środków do życia wąskiej grupie "przedstawicieli-mas", owych Władców Marionetek, a nie wam. Dopóki ludzie nie zdadzą sobie z tego sprawy, dopóty będą wierzyć, że ich marzenia mogą się spełnić, że ich głos się liczy, nie zaś jest obliczany w zaciszu gabinetów na miesiące przed rzekomo wolnymi wyborami.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Załóżmy jednak, że nie wierzycie politykom, ani wolnym wyborom, i sikiem po przekątnej olewacie wszystkie medialne bzdety. Nie stajecie się przez to wolni, gdyż waszym życiem, z całą pewnością, rządzi pieniądz. I znowuż gołym okiem widać, że poza garstką -- "kastą-biznesmenów-złodziei", to nie wy spijacie śmietankę, lecz przez połowę swego życia napierdzielacie jak dzikie świnie, ażeby zapełnić ich brzuchy, ażeby mogli spędzać każdy weekend na Karaibach powiedzmy, czy mogli co rusz kupować najdroższe marki samochodów. Czynicie tak, bo nie widzicie wyjścia z tego labiryntu. Wmówiono wam, że wasze życie ograniczone jest przez przestrzeń, język, przez zasobność portfela, tymczasem Wasza jest CAŁA ZIEMIA, a nie jałowy spłachetek słowiańskiej-Czarnej Dziury, która reszcie świata służy wyłącznie do zrzucania śmieci do lasów, zarabianiu na waszej ignorancji, czy radioaktywnych cząsteczek z nieba, które wdychacie pełną piersią, dziwiąc się później, że tak wielu z was umiera przed 40-ką, na: zawały, nadciśnienie, cukrzycę, nowotwory, etc. Wy jednak macie dom, garaż i musicie zarabiać, bo co będziecie jeść, czy tak? Tymczasem nie widzicie, że nie zarabiacie na jedzenie, że wszystko, czego wam trzeba jest tuż pod waszym nosem, że Natura tylko czeka, abyście zaczęli o nią dbać, a wtedy mogłaby wam ofiarować swoje plony, o nie... wy pracujecie wyłącznie po to, aby podtrzymać przy życiu System, który jest przeciwko Wam. Czyż to nie z tych pieniędzy, znienawidzeni przez was politycy-kłamcy i złodzieje, dorabiają się fortun, a kiedy wy konacie z głodu czy bólu, odmawiają wam nawet lekarstwa? Jeśli doczytacie &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Kapłankę Wisznu"&lt;/b&gt;, kolejne opowiadanie Tagore, być może odkryjecie w nim cząstkę samych siebie, jak ja znalazłam ją w piosence Robbiego. &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-osBklXoR_2U/TrUhLgzOtLI/AAAAAAAANe4/5knsMMyxkwM/s1600/Einstein+and+Tagore+Plumb+the+truth.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="303" src="http://1.bp.blogspot.com/-osBklXoR_2U/TrUhLgzOtLI/AAAAAAAANe4/5knsMMyxkwM/s400/Einstein+and+Tagore+Plumb+the+truth.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr style="color: purple;"&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Einstein i Tagore -- Zgłębiając Prawdę &lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ale co jeśli, ani jeden typ zapatrywań, ani drugi, nie jest dla was najważniejszy, gdyż wierzycie w życie po życiu, transcendencję, nieśmiertelną duszę, w Boga -- w jakiejkolwiek postaci? Kapłani wszelkiej maści, od dziecka wpajali wam, że należy oddzielić z całą surowością: sacrum od profanum, gdyż tak jak materia ma dla was znaczenie wyłącznie w tym życiu, o tyle duch -- jako luminescencja wszelkich życiowych wyborów, znaczyć winna dla was o wiele więcej, tak więc bez sensu jest zamartwianie się polityką, ekonomią, gdyż to, co liczy się najbardziej nie pochodzi z tego świata. Czy zatem jesteście bardziej wolni od zniewolonego materią świata? Na pewno wielu z was wierzy, że tak jest w istocie. Ba, ja sama wierzyłam, że istnieją dwa światy, jeden obok drugiego, że tutaj jestem z jakiegoś konkretnego powodu i przyświeca mi jakiś cel, bo inaczej po co bym się tu znalazła, ale jeśli przeczytacie opowiadanie &lt;b style="color: #38761d;"&gt;"Głodne kamienie"&lt;/b&gt;, zrozumiecie jak koszmarnym życiem jest egzystowanie w dwóch światach jednocześnie, że w końcu, to, co w nas żywe, obumiera, tracimy kontakt z rzeczywistością, niemal każde pierdnięcie komara tłumacząc wolą boską, jak miało to miejsce ostatnio, po wspaniałym lądowaniu awaryjnym Boeinga, przez kpt. Wronę.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Dosłownie dzień po, dał się słyszeć głos jakiegoś odurzonego czadem kadzidlanym kapłana, który wyskoczył z nonsensem, że lądowanie to było cudem, jako iż na pokładzie przewożono jakieś relikwie JPII.... =&amp;gt; Nie, moi kochani, podążając tą drogą, nie stajecie się wolni, lecz wciąż żyjecie pod kloszem, który trzyma nad wami System.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Wszak kapłani od tysięcy lat trzymają z władcami a nie z wami. Kiedy to wreszcie pojmiecie? Poprzez pieniądz rosną w siłę, a gdy urastają ponad was, wystarczy jedno krytyczne słowo na temat rzekomej moralności pewnej św. księgi, a mają czelność obrażać was w majestacie prawa, przeklinać, przyszywać rogi, jak bydlęciu na łące, a przecież, jeśli to Wy macie rację, a Ja się mylę, czyż Bóg może mieć żal do mnie o to, że z rozwagą czytam każde zapisane tam słowo? Że nie uważam jakiejś świętej księgi za wyznacznik moralności, gdyż wówczas musiałabym uwierzyć w to, że pedofilia i kazirodztwo jest ok, podobnież jak masowe mordy na ludości cywilnej, bo on tak rzekomo każe? Sorry, Winnetou, ale tę czy inną księgę napisał człowiek i to w czasach, gdy to Słońce było Bogiem ;]-&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-gcYSDiQIuYI/TrUlSspBK7I/AAAAAAAANfE/hEVqzyHDb6w/s1600/Samrat_Yantra_and_Jai-Prakash_Yantra%252C_Jantar_Mantar%252C_Delhi%252C_early_19th_century.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="285" src="http://1.bp.blogspot.com/-gcYSDiQIuYI/TrUlSspBK7I/AAAAAAAANfE/hEVqzyHDb6w/s400/Samrat_Yantra_and_Jai-Prakash_Yantra%252C_Jantar_Mantar%252C_Delhi%252C_early_19th_century.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b style="color: purple;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Jantar Mantar" (okolice Delhi) -- T. i W. Daniell&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Tagore powiedział kiedyś: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Nie przystawaj dla zbierania kwiatów, by je zachować,  ale idź naprzód, a kwiaty będą ciągle kwitnąć na twojej drodze"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Odbieram jego słowa w następujący sposób. Odrzucając każdy z w.w. monolitów, jestem na najlepszej drodze do kompletnego zrozumienia istoty swego istnienia. Pamiętajcie, że wszystko, czego nam trzeba jest w nas [o ile kształcicie się, połykacie nowe doświadczenia, bo po prawdzie, &lt;u&gt;bez wiedzy&lt;/u&gt;, własnego wysiłku, macie tylko lub aż tyle, że żyjecie, ale czy jesteście w stanie sobie poradzić, nie potrafiąc rozpalić przykładowo ogniska? &lt;u&gt;Wiedza to klucz&lt;/u&gt;, a więc nie: ideologia, pieniądz czy dogmat, kochani].&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Powiedzmy zatem, że uwolniliście się od monolitów, musicie jednak wiedzieć, że świat nie pozostanie wobec tego bez echa. Dla skostniałej hierarchii, znaczycie więcej niż myślicie, bez was, nie może on istnieć, widać jej zakłamanie, słabości. Więc to, co wydaje się wam "wyzwoleniem", czyli mnożące się jak grzyby po deszczu "teorie spiskowe", różne alternatywne systemy duchowe, astrologia a nawet wiara w UFO, są wam podsuwane*, jako alternatywa dla.... monolitów. Nie może być tak, byście całkiem wolni, jak nowo-narodzone dziecko, delfin w oceanie czy atom, egzystowali na tym świecie bez najmniejszej nawet kontroli waszych umysłów. Nie dziwcie się zatem, gdy widzicie ludzi, rzekomo "przebudzonych", nastawionych anty- do: władzy, pieniądza i religii, a którzy przy tym wierzą w reinkarnację, gadzie-kosmiczne twory na Ziemi, buddyzm zen, czy choćby rozpaczliwie chwytających się mitologii masońskiej, bez względu na to, czy tacy masoni istnieją czy nie, jako substytutu tego, czego się wyrzekli. Oni po prostu nie potrafią lub nie chcą żyć bez czegoś, co kierowałoby nimi, napędzało, uzasadniało życie. A przecież System światowy także ma w interesie zachowanie waszego zniewolenia. To on tworzy konspiracje, jako &lt;u&gt;alternatywę&lt;/u&gt;. Nie chcesz ufać politykom, nie zależy ci na kasie, nie wierzysz w Boga? Ok, tylko wierz w takim razie w kosmitów, wierz w dharmę, wierz w czary i znikanie, tylko nie waż się: &lt;u&gt;Wierzyć w Siebie&lt;/u&gt;. Wiele jest mostów i schodów, po których każą się nam wspinać, rzekomo tam właśnie znajduje się cel. A wasze życie jest tak krótkie, że mylicie cel z szansą jedną na milion. Tracimy czas, kochani, wspinając się na góry, które oni przed nami piętrzą. To w ich imieniu nienawidzimy siebie nawzajem, a często też, przez nie, odbieramy sobie życie, nie potrafiąc sprostać czyimś oczekiwaniom. Tymczasem:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Jeśli pokryjemy skrzydła ptaka złotem, już nigdy nie wzbije się w powietrze&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (Tagore); &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b style="color: #38761d;"&gt;l&lt;/b&gt;&lt;b&gt;ecz pomimo, że rozpadające się iluzje boleśnie ranią&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (de Mello), &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie, choć najpierw będą cię ignorować, potem wyśmieją a na końcu będą z tobą walczyć&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (Ghandi), &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;gdyż znane są tysiące sposobów zabijania czasu, ale nikt nie wie jak go wskrzesić&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; (Einstein)".&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;br /&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/oiBr33_FCAA?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/oiBr33_FCAA?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-6547732562578655431?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/6547732562578655431/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=6547732562578655431&amp;isPopup=true' title='Komentarze (14)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6547732562578655431'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/6547732562578655431'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/godne-kamienie-rabindranath-tagore.html' title='&quot;Głodne kamienie&quot; -- Rabindranath Tagore.... Stracony jest cały ten czas ....'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://3.bp.blogspot.com/-1ASdfgpcIW0/TrUCJuV3rvI/AAAAAAAANeI/D8YAW-nLzRU/s72-c/india4.jpg' height='72' width='72'/><thr:total>14</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-8969708989847991864</id><published>2011-11-01T13:59:00.000+01:00</published><updated>2011-11-01T13:59:36.324+01:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Malarze-Obrazy'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Muzyczne szlaki'/><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Literatura kanadyjska'/><title type='text'>"Chata" -- William P. Young.  "Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi"</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-3Johik1wf4Q/Tq_FiXh98MI/AAAAAAAANac/mKg9qZ6bTUU/s1600/Ukojenie+II+....jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-3Johik1wf4Q/Tq_FiXh98MI/AAAAAAAANac/mKg9qZ6bTUU/s320/Ukojenie+II+....jpg" width="317" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Ukojenie II ..."-- &lt;a href="http://www.kostuj.com/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Leszek Kostuj&lt;/a&gt; (Frodok)&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Każdy musi umrzeć. Dla mnie śmierć jest niczym, śmierć jest snem. Tłumaczę to sobie jeszcze tak: miałem ukochane miejsce w świecie? Wyspy Zielonego Przylądka. Ukochane było dawno temu, kiedy nie było tam tych wszystkich hoteli, tłumu turystów, hucznych imprez, a ja mogłem łowić ryby. Ale mnie na tych Wyspach nie ma. Nie żyję tam, nie żyję i już. To samo dotyczy innych miejsc na świecie. I naturalną koleją rzeczy kiedyś nie będzie mnie też tu"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; — Zbigniew Religa.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Od razu zaznaczę, żeby nie było, że popadam w nostalgię albo inne traumatyczno-cmentarne wynurzenia: --&amp;nbsp; &lt;u&gt;Nie znoszę tego pseudo-święta&lt;/u&gt;. Drażni mnie nawet bardziej niż Walentynki czy Mikołajki, tyle że w wypadku tamtych zabaw, można przynajmniej porządnie zjeść, uśmiech nie schodzi z twarzy a serca nie truchleją na każdym kroku, jak mysz złapana za ogon przez kota sadystę. W końcu świętuje się to, co pozytywne: życie, miłość... PREZENTY*. Co nie znaczy, że w swoim życiu omijałam cmentarze szerokim kołem. Wręcz przeciwnie. Praktycznie przez całe dzieciństwo co rusz zahaczałam o któryś (zwykle na rowerze -- lądując każdorazowo na którymś nagrobku, bo do dzisiaj mylą mi się: prawa i lewa strona, a jakoś ścieżki między grobami nie potrafią lub nie chcą się do tego dostosować), śpiesząc do domu ze szkoły, a później z uniwerku do biblioteki. Byłam też ze trzy, cztery razy na pogrzebie. Pierwszy z nich dotyczył jednego z sąsiadów. W kilka rodzin składaliśmy się na wieniec, ale powiem szczerze, że jedyne co pamiętam z tamtego dnia -- byłam mała -- to wstrętny, słodkawy zapach starczego ciała jednego z żałobników. Niestety wstręt ów pozostał mi do dzisiaj. Tak bywa, kiedy starsze osoby, oszczędzając na mydle, wylewają na siebie całe flakoniki perfum, czyniąc z siebie za życia zmumifikowaną groteskę ożywionego trupa. Milan Kundera w "Księdze śmiechu i zapomnienia", napisał kiedyś: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;"Śmierć ma dwie postacie: po pierwsze, oznacza niebyt. Po drugie zaś, oznacza przerażający materialny byt trupa"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Nie potrafię wyrzucić z głowy jego słów, gdyż do dzisiaj prześladuje mnie ów starczy uwiąd. Przysięgam, że gdybym miała popaść w taki nihilizm, most na Hradczanach czeka, tak jak to kiedyś pisałam... &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: left; margin-right: 1em; text-align: left;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://2.bp.blogspot.com/-OxjAcHyOxks/Tq_KDqJK2AI/AAAAAAAANao/fpiXOcL6Zpg/s1600/Dwa+%25C5%259Bwiaty.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; margin-bottom: 1em; margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://2.bp.blogspot.com/-OxjAcHyOxks/Tq_KDqJK2AI/AAAAAAAANao/fpiXOcL6Zpg/s320/Dwa+%25C5%259Bwiaty.jpg" width="248" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;"Dwa światy" -- Leszek Kostuj&lt;/span&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Następny raz dziwne koleje losu zawiodły mnie na pogrzeb dziadka ze strony matki, skończonego sukinsyna, który jedyne co zrobił dobrego w swoim życiu, to właśnie to, że odszedł ze świata, długo przed moim pape, którego szczerze za życia nienawidził. Wiem, wiem... O zmarłych się tak nie mówi, ale wierzcie mi, to szczera prawda i żadne pudrowanie nie mogłoby zakryć wad tego typa, który nawet zza grobu straszy i odpycha (niezamierzony rym*). Tak więc także i tamten pogrzeb, wspominam źle. Jak peś, to peś.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zdarzyło mi się też uczestniczyć w bodajże dwóch pogrzebach "szkolnych", że tak powiem. Przyjaźniłam się kiedyś z pewną rodziną, po sąsiedzku, której młodsza córka została potrącona przez samochód na autostradzie. A wszystko przez to, że skorzystała ze skrótu, który wiódł do jej domu, dość popularny (istnieje do dzisiaj), nie bacząc na ostrzeżenia. Potrącił ją młody kierowca, odwożący do domu swych rodziców. Zmarła w szpitalu, po dwóch dobach próżnej nadziei.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Drugi przypadek dotyczył kolegi z klasy w liceum. Miał 16 lat. Któregoś dnia pomagał swej matce założyć antenę satelitarną na dachu. Coś mu się stało, nie znam szczegółów, zasłabł, stracił przytomność i spadł na ziemię. Zginął na miejscu. Do dzisiaj pamiętam obrazek wycięty z kadru. Pół szkoły, jeśli nie cała, zalewa cmentarz, z tymże im dalej od kaplicy, w której leży ciało, tym głośniejsze-wyraźniejsze stają się śmiechy, dymek papierosowy wskazuje kurhan tępoty i znieczulenia. W jednym czasie śmiech i płacz, a obok -- woskowa twarz kolegi, śpiącego w trumnie snem, z którego nic go już nie zbudzi. Pomyślałam wtedy: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Szczęściarz. Przynajmniej już się nie męczy&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Jestem pewna, że wielu z was jak mantrę powtarza często ten sam nonsens. Ktoś nam go wlał do głów i powtarzamy te brednie. Co innego, gdy ktoś zwija się z bólu za życia i nie można mu pomóc; ale młody, zdrowy chłopak, mający marzenia, ambicje? Cóż może być wspanialszego od życia? &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="float: right; margin-left: 1em; text-align: right;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;b&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-rEDDBK6HYnM/Tq_P2QAfuoI/AAAAAAAANa0/dU7hI3LCocY/s1600/Kraina+zapomnienia.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-rEDDBK6HYnM/Tq_P2QAfuoI/AAAAAAAANa0/dU7hI3LCocY/s320/Kraina+zapomnienia.jpg" width="247" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;"Kraina zapomnienia" -- Leszek Kostuj&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Jak to co?? Alternatywa -- Nieba. Czyż wizja ta nie jest prawdziwym powodem, dla którego tak kurczowo trzymamy się cmentarza? Czyż sama idea cmentarza (poza praktycznymi względami) nie zasadza się na złudnej nadziei jakiegoś -- "potem"? Zaprojektowano mnie w taki sposób, żebym wierzyła w to "potem", więc nie dziwota, że jeszcze do niedawna, w tym właśnie iluzorycznym miejscu upatrywałam dla siebie ukojenia, wytchnienia. Jako że mam leśną naturę, pomimo iż pociąga mnie ocean i bezludne wyspy, ten wyimaginowany, oparty na pobożnych życzeniach raj, kojarzył mi się z lasem. Wielką, prastarą, nie skażoną przez człowieka &lt;i&gt;Puszczą&lt;/i&gt;. Wierzyłam nawet, że raz było mi dane ją ujrzeć i kurczowo trzymałam się tego snu, w nim pokładając nadzieję. Dzisiaj już wiem, że las to synonim mojej poturbowanej przez religię jaźni, która szukała schronienia przed nonsensem świata, z którym kłóci się rozum, czysta logika, w końcu jako filozof, bliżej mi do niej, niż do buddyzmu zen; staruszek z siwą brodą na wozie,&amp;nbsp; w którym pełno paproci i inszych chwastów, to mój skrywany głęboko animus, ucieleśniający wyrzuty sumienia, za to, że nie jestem tak dobra i doskonała, jakby chcieli tego bliscy oraz poczucie niższości wypływające z Syndromu Smutnej Pani. Rozumiem też doskonale dlaczego nie znoszę tzw. święta zmarłych, bo opierając się właśnie na zdrowym rozsądku, jak można czcić trupa? To, co leży w ziemi, to mięso. To nie jest ten człowiek, z którym się rozmawiało, którego się kochało. To tylko mięso, kości oraz budzące się w mękach narodzin cywilizacje maleńkich robaczków, dla których wasz kres, jest biesiadnym stołem, wielką ekspresją życia, którą nawet one, robaczki, potrafią docenić. Ale przecież my mamy &lt;i&gt;Niebo&lt;/i&gt;, żyjemy nadzieją, a więc żyjemy -- śniąc na jawie.&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;Są jednak pośród nas ludzie, którzy sen ubierają w kolory, sprawiają, że staje się namacalny, że można ułagodzić bezsens przechodzenia z życia w nicość, bez odwoływania się do sił wyższych. Są ludzie, którzy nie każą się nam biczować, oszukiwać, ażeby pojąć naturę piękna a przez to, stają się nieśmiertelni. Najprościej rzecz ując, jeśli w danej chwili gdzieś daleko umrze jakiś pan X, ja nigdy się o tym nie dowiem, bo nic mnie to nie obchodzi. Lecz kiedy zapatrzę się w dzieło tegoż pana X i uznam, że jest piękne, wyjątkowe, pamięć o nim przetrwa we mnie i w wielu innych, bez względu na to, czy istnieje jakiś Raj czy nie. Właśnie w ten sposób i żaden inny, stajemy się nieśmiertelni. Tylko czy tłoczący się w korkach żałobnicy zdają sobie z tego sprawę? Cóż takiego dokonał ów pan X czy Y, iż po równo każdego roku, wylewa się nad nim wiadro łez? Samo to, że żył jest powodem dla którego żyć będzie dalej? Ile to krów ubija się rocznie na steki, a jakoś nikt nie rozpamiętuje poszczególnych osobników tej rasy.&lt;/span&gt; W dodatku: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Wielu żywych zasłużyło na śmierć, a czasem umierają ci, którzy zasłużyli na życie"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;, słowa — Tolkiena. Tymczasem my czcimy pamięć przodków po równo, choć przecież każdy ma w swych genach jakiegoś skończonego sukinsyna.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-M9-VWg9GQJI/Tq_WFkmFM7I/AAAAAAAANbA/cDTtKu6QhO0/s1600/57.jpg" imageanchor="1" style="clear: left; float: left; margin-bottom: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="320" src="http://4.bp.blogspot.com/-M9-VWg9GQJI/Tq_WFkmFM7I/AAAAAAAANbA/cDTtKu6QhO0/s320/57.jpg" width="191" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie obruszajcie się tylko. Pisząc to nie mam na celu ranić czyichkolwiek uczuć. Większość zmarłych to bliscy wam ludzie, kochali i byli kochanymi. Więc kiedy myślę o tym święcie, machinalnie przenoszę się do krajów latynoskich czy choćby na cmentarze romskie. Widzę ludzi, którzy troszkę z zadumą, ale przeważnie z radosnym śpiewem, uśmiechem i blaskiem w oczach, wspominają krewnych takimi, jacy byli za życia: &lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Oo... Pamiętasz jakiej lubił słuchać muzyki? A jak nie znosił tego czy tamtego? Nie znosił cebuli, ale czosnek połykał jak orzeszki ziemne. A pamiętasz jak biegał za tamtą? Był dobrym mężem, synem, ojcem, etc....&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Czyż wspomnienie ostatniego wspólnie spędzonego lata nie jest stokroć wartościowsze, niż setne -- jak co roku -- wspominanie, jakim był na łożu śmierci? Śmierć jest naturalną koleją rzeczy. Amerykanie twierdzą, że jest tak samo pewna jak podatki, ale moim ulubionym powiedzonkiem jest to Sir Terry'ego Pratchetta:&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq" style="color: #38761d;"&gt;&lt;i&gt;&lt;b&gt;"Jest śmierć i podatki, ale podatki są gorsze, bo śmierć przynajmniej nie trafia się człowiekowi co roku".&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Czym jednak jest Święto Wszystkich Świętych? Kościół śmie twierdzić, że obchodzenie tego dnia inaczej, niż chce tego chrześcijański obrządek jest pogaństwem, ale w sumie, jakby na to patrzeć, samo czczenie przodków jest starożytnym, sięgającym w odległe tysiące lat wstecz rytuałem, pewnym zaklinaniem rzeczywistości, z której nic nie wynika ponad to, że wracamy zeń do domu z podkrążonymi od łez oczami, zapchanym od zadymki zniczo-kadzidlanej nosem oraz porządnym wyrzutem sumienia, że czegoś nie dopatrzyliśmy, o czymś zapomnieliśmy, że nie dane nam było powiedzieć bliskiej osobie, jak bardzo ją kochamy albo że to ona nigdy nie wysiliła się na to samo. Jedni płaczą, bo nie potrafią pojąć, że rodzic kiedyś odejdzie; inni że to dziecko odeszło pierwsze (no cóż, ten ból jest akurat racjonalny, gdyż odwołuje się do tzw. &lt;u&gt;kontynuacji genowej&lt;/u&gt;, poza tym każdy z nas cierpi, kiedy odbierze się mu cząstkę niego, nawet jeśli jest to tylko palec, noga albo ząb... A co dopiero dziecko?!).&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Właśnie o tym jest książka pana Younga, która dobitnie ukazuje ból i gniew narastający w człowieku po stracie latorośli. Cierpimy, kiedy odchodzi ona wskutek choroby, a co dopiero, gdy porywa się na jej życie seryjny morderca. Mnie samą, przyznaję, nachodzą niekiedy myśli, jak też musiała cierpieć ta czy inna osoba przed swą śmiercią, ale jest to nic w porównaniu z traumą, jaka drąży rodzica, który na milion sposobów, każdego dnia doświadcza wizji śmierci ukochanego dziecka. Ludzka wyobraźnia jest nieskończona jak Wszechświat, więc wcale mnie to nie dziwi. W wypadku Macka -- gł. bohatera "Chaty", cierpienie jest tym sroższe, że nie dane jest mu należycie zadbać o szczątki dziecka, a wie przy tym, że ono na pewno nie żyje. Koszmar, ale zaręczam was, że dużo bardziej koszmarne jest to, że w oparciu o tak traumatyczną historię, autor snuje subiektywną wizję Nieba, Boga, którego znienawidził Mack, co w moim odczuciu miało przekonać czytelnika, że obwinienie Boga o zło, które dokonuje człowiek jest co najmniej niestosowne. Macie rację, zgadza się = jest niestosowne. Bo Boga nie ma, dlaczego zrozumienie tego zajęło mi prawie trzydzieści lat? Chyba właśnie prze te wszystkie rytuały. Narzucone przez rodzinę obrządki, tak realne jak słońce na niebie, dlaczego? Bo to akurat tatuś nam je wpaja, a tatuś nie może się przecież mylić.&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-mRvZWSSDUqE/Tq_d1AIpPGI/AAAAAAAANbM/nrbkDZid6To/s1600/Le%25C5%259Bny+m%25C4%2599drzec+VI.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="400" src="http://1.bp.blogspot.com/-mRvZWSSDUqE/Tq_d1AIpPGI/AAAAAAAANbM/nrbkDZid6To/s400/Le%25C5%259Bny+m%25C4%2599drzec+VI.jpg" width="312" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;"Leśny mędrzec VI" -- Leszek Kostuj&lt;/b&gt; (&lt;b&gt;&lt;a href="http://frodok.digart.pl/" style="color: #38761d;" target="_blank"&gt;Frodok&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;)&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;&lt;br /&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Posiłkuje się obrazami Leszka Kostuja nie bez powodu. Po pierwsze, o czym pisałam wyżej, należy on do tego szczególnego rodzaju ludzi, którzy potrafią uchylić zasłonę niewiadomego, przenieść nasze sny na płaszczyznę rzeczywistości -- tak przynajmniej dzieje się w moim przypadku; jego obrazy bardzo mocno na mnie oddziałują, są najbliższe moim własnym snom i widziadłom -- a przy tym nie czynią naszego życia mniej realnym, raczej pełniejszym, obfitującym w pozytywne kontrasty, czyli nie podział na: &lt;u&gt;życie i śmierć&lt;/u&gt;, ale na: &lt;u&gt;sen i jawę&lt;/u&gt;, albo po mojemu: &lt;u&gt;zajawkę i kapę&lt;/u&gt;.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;u style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt;Zajawka&lt;/b&gt;&lt;/u&gt; to stan permanentnego uzależnienia od systemu 24 godzinnego, w którym napieprzamy jak świnki morskie w obracającym się kółku, zatrzymując się na chwilę w wyznaczonych przez: władzę świecką i duchową -- terminach. Łapiemy wtedy oddech, przed kolejną górką osypującego się po bokach łajna, jakim są nagromadzone -- rzeczy. A potem od nowa. Więc dlaczego łapiemy się któregoś dnia za głowę, stojąc nad grobem: &lt;i style="color: #cc0000;"&gt;&lt;b&gt;To już?&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; Ahaa... Pociąg na nikogo nie czeka.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Natomiast &lt;b&gt;&lt;u style="color: #38761d;"&gt;kapa&lt;/u&gt;&lt;/b&gt;, to coś, co bardzo często mi się zdarza, to podążanie w równym szeregu do czasu, aż rozsznuruje się nam but i jak ten słup soli, wryjemy się w pamięć tego, który pędzi za nami, wypiętym doń tyłkiem. Nie wiem jak wy, ale ja wprost uwielbiam robić zator czy też sztuczny tłum. Mam wtedy poczucie (moje własne, skromne), że na chwilę udało mi się wstrzymać świat w tym szaleńczym biegu. Bo po prawdzie, gdybyście tak nie biegli jak pies za kością, może nauczylibyście się liczyć.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Kolejny rok na cmentarzu, zamiast w ciepłym, egzotycznym raju? Przecież na litość, zmarli żyją w nas: dosłownie i w przenośni. Dosłownie jako kod DNA, nigdy nie pozbędziecie się ich upierdliwego swędzenia pod lewą łopatką, bo już wasz pradziadek nosił w tym samym miejscu brodawkę z piegiem. A w przenośni: Czyż wspominanie nie odbywa się w naszym umyśle? Gdyby ktoś chciał uszyć najpojemniejszy bagaż na świecie, jestem pewna, że nie dałby rady przy użyciu wszystkich dostępnych środków, bo tak ogromne są zasoby ludzkiej pamięci.... A wy co? Próbujecie je skurczyć do niewiele ponad metr na ciasnej ścieżce cmentarnej, czcząc (za pomocą honorów i tysięcy zł) płytę nagrobną z pseudo-greckimi cherubinkami ze sterczącymi siusiakami. Dlaczego w takim razie nie czcić drzew miejskich, jako miejsc kultu, wszak co rusz siusia na nie jakiś piesek, okazując całą gamę uczuć dla tego pomnika natury. I to, co najbardziej mnie mierzi: Kwiaty. Pominę już, że drażnią mnie bukiety -- zabijanie życia dla próżnej uciechy, sam fakt, że zmarłemu mogłoby zależeć na kwiatach, wydaje mi się cokolwiek niesmaczny: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;O jakże mi miło, że umarłem. Dziękuję za pamięć, no wiecie.... Przez całe życie nie dostałem ani jednego kwiatka ;D Szkoda, że umiera się tylko raz.&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;&amp;nbsp;&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="color: black; text-align: justify;"&gt;Na koniec zacytuję Sørena Kierkegaarda, ale zaznaczam, że jest to błędne rozumowanie w drugiej jego części. Kierkegaard jako romantyczny poeta i prekursor tzw. filozofii egzystencjalnej, z nurtu chrześcijańskiego, powielał tę samą ułudę, jakiej podlegamy tu i teraz, także w czasie tych pogańskich świąt:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Gdy śmierć jest największym niebezpieczeństwem, pokłada się nadzieję w życiu; ale gdy się zna jeszcze straszniejsze niebezpieczeństwo, pokłada się nadzieję w śmierci". &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jeśli pod to większe niebezpieczeństwo wpiszecie wizję nieba i piekła, to i&amp;nbsp; owszem. Macie się czego bać, ja do dzisiaj muszę leczyć skutki tego duchowego molestowania, jakim zatruto mi całe młode życie. Jeśli jednak w życiu doznajecie cierpienia, jak przykładowo mój pape (nie ma dnia, aby nie cierpiał), wówczas nie ma nic piękniejszego od wizji śmierci. Śmierć to sen, jak mówił Zbigniew Religa, po długim, owocnym lub nie, życiu, przychodzi czas na odpoczynek. Pula genowa poszła w świat albo uczyniliście coś innego dla kontynuacji lub pamięci, ale na tym koniec. Dość umartwiania się, tracenia czasu, na coś, co i tak przyjdzie prędzej czy później. Nie żyjcie tak, jakby tylko śmierć miała sens. Nie biczujmy się za życia, nie dajmy się uspokajać, kontrolować, mamić. Czasu jest tak niewiele a możliwości bez liku. Więc zamiast rozpaczać nad trupami, po których łażą robaki (o ile nie wolicie kremacji i rozsypania prochów, jak ja), zróbcie coś, ażebyście wy sami nie stali się tylko tym drogim nagrobkiem, ażeby zostało po was coś więcej niż łzy, rozpacz. Bierzcie przykład z Religi, zróbcie coś, żeby Was zapamiętano, jak &lt;b style="color: #38761d;"&gt;Leszka Kostuja&lt;/b&gt;, zaczynając na początek od -- zbudzenia się. Śpicie, dzieci a czas ucieka....&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;object height="223" width="380"&gt;&lt;param name="movie" value="http://www.youtube.com/v/6h4j3ezy10g?version=3&amp;amp;hl=en_US"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowFullScreen" value="true"&gt;&lt;/param&gt;&lt;param name="allowscriptaccess" value="always"&gt;&lt;/param&gt;&lt;embed src="http://www.youtube.com/v/6h4j3ezy10g?version=3&amp;amp;hl=en_US" type="application/x-shockwave-flash" width="380" height="223" allowscriptaccess="always" allowfullscreen="true"&gt;&lt;/embed&gt;&lt;/object&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/1157739339672728593-8969708989847991864?l=anhelli-anhelli.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='replies' type='application/atom+xml' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/feeds/8969708989847991864/comments/default' title='Komentarze do posta'/><link rel='replies' type='text/html' href='http://www.blogger.com/comment.g?blogID=1157739339672728593&amp;postID=8969708989847991864&amp;isPopup=true' title='Komentarze (15)'/><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/8969708989847991864'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/1157739339672728593/posts/default/8969708989847991864'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://anhelli-anhelli.blogspot.com/2011/11/chata-william-p-young-umrzemy-i-to.html' title='&quot;Chata&quot; -- William P. Young.  &quot;Umrzemy i to czyni z nas szczęściarzy. Większość ludzi nigdy nie umrze, ponieważ nigdy się nie narodzi&quot;'/><author><name>Barbara Silver</name><uri>http://www.blogger.com/profile/07102161600386086319</uri><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='25' height='32' src='http://1.bp.blogspot.com/-NJb-Q5cxXLY/TmKcA7jl1-I/AAAAAAAAMXY/Hzzlm2V5ifg/s220/Silver.jpg'/></author><media:thumbnail xmlns:media='http://search.yahoo.com/mrss/' url='http://4.bp.blogspot.com/-3Johik1wf4Q/Tq_FiXh98MI/AAAAAAAANac/mKg9qZ6bTUU/s72-c/Ukojenie+II+....jpg' height='72' width='72'/><thr:total>15</thr:total></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-1157739339672728593.post-6631499535348971972</id><published>2011-10-27T13:38:00.000+02:00</published><updated>2011-10-27T13:38:45.304+02:00</updated><category scheme='http://www.blogger.com/atom/ns#' term='Na marginesie'/><title type='text'>Łabędzi śpiew znaku: Część IV -- Dlaczego Chaos zawsze wygrywa z Porządkiem?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;table align="center" cellpadding="0" cellspacing="0" class="tr-caption-container" style="margin-left: auto; margin-right: auto; text-align: center;"&gt;&lt;tbody&gt;&lt;tr&gt;&lt;td style="text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-5Tc9se9M20U/TqkYwpedrrI/AAAAAAAANRM/T3MUDtXehaU/s1600/AKa1GbFEMVebaYGrTB.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: auto; margin-right: auto;"&gt;&lt;img border="0" height="265" src="http://1.bp.blogspot.com/-5Tc9se9M20U/TqkYwpedrrI/AAAAAAAANRM/T3MUDtXehaU/s400/AKa1GbFEMVebaYGrTB.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;tr&gt;&lt;td class="tr-caption" style="text-align: center;"&gt;&lt;span style="font-size: small;"&gt;&lt;b&gt;"&lt;u&gt;Ponieważ jest lepiej zorganizowany&lt;/u&gt;"&lt;/b&gt; — &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.pratchett.pl/" style="color: #38761d;"&gt;Terry Pratchett&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;&lt;/span&gt;&lt;/td&gt;&lt;/tr&gt;&lt;/tbody&gt;&lt;/table&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Do napisania tego jakże jednokierunkowego tekstu (ode mnie "do" -- ) skłoniła mnie pewna kupiona na pchlim targu książka; mniejsza o tytuł. Uradowana jak mały brzdąc, który natrafił na żabę czy jaszczurkę i dumny z siebie niesie ją do domu (tak przy okazji, sama w dzieciństwie co rusz straszyłam panie z kolonii znalezionymi w trawie jaszczurkami... No cooo??) aby pokazać rodzicom czy rodzeństwu, tak i ja niosłam to cudo w złudnym przekonaniu, że gdy za niedługi czas zasiądę do jej lektury, jedyne czego będę miała w nadmiarze, to czystą esencję myśli autora, która spłynie na mnie jak rześki deszcz. Niestety ledwo zasiadłam do jej lektury, obowiązkowo z kubkiem kawci na trójnożnym stoliczku, zmysły moje zostały poruszone tak mocno, iż nieomal spadłam na ziemię z tego wygodnego piedestału a przecież w Polsce jeszcze nie ma trzęsień ziemi, a może się mylę... Dlaczego zatem?&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: left;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;Hm... Cieszcie się moi kochani, że &lt;u&gt;j&amp;nbsp; e&amp;nbsp; s&amp;nbsp; z&amp;nbsp; c&amp;nbsp; z&amp;nbsp; e&lt;/u&gt;&amp;nbsp; internet nie oferuje wam pełnej dozy wrażeń (mam na myśli wrażenia związane ze zmysłem powonienia), gdyż podobnie jak mnie, tamtego pamiętnego dnia, uderzyłby was w nozdrza koszmarny fetor papierosowy, zmieszany z czymś, co można by określić -- posiłkując się kolokwialnym językiem -- słodkawym zapachem kocich wymiocin. Właśnie tak.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Teraz już wiecie, mniej więcej, jakiego szoku doznał mój nos, od dziecka wyczulony na subtelną woń starych książek. Oczekiwałam wszystkiego, a więc: zapachu skóry, różnego rodzaju olejków i tak znanej wszystkim &lt;u&gt;molom książkowym&lt;/u&gt;, woni czcionki drukarskiej, pomnożonej rzecz jasna przez ilość dekad, przez które było jej dane leżakować jak wytrawnemu winu w piwnicy. Z doświadczenia wiem również, że książka przesiąka także zapachem perfum tych spośród nas, którzy wystarczająco mocno zatopią się w jej treści. No cóż.... Wrażenia zapachowe po otwarciu tej książki uzmysłowiły mi, a zaręczam, że na dworze nie było tego -- a to ci zagadka -- czuć, iż osoba, która jako ostatnia miała to cudo w swym posiadaniu musiała być zdeklarowanym wrogiem książek w ogóle, jak też wrogiem mydła i wody, bo gdyby było inaczej, nigdy, ale to nigdy, nie przypaliłaby brzegów owej książki, papierosem i nie zamieniłaby swego obejścia w chlew. Czy można bowiem nazwać inaczej dom palacza? Drogie meble czy też książki (przykładowo) a wszędzie wokół stęchły zapach tytoniowych wyziewów. "Istny &lt;u&gt;r&amp;nbsp; a&amp;nbsp; j&lt;/u&gt;&amp;nbsp; dla astmatyków". Naprawdę nie pojmuję, jak można palić papierosy a przy tym uważać siebie za pasjonata książek; już nie chodzi nawet o zapach -- czy też jego brak, bo czy smród kocich rzygów to jeszcze "zapach"? -- ale o same przesłanie, jakie puszcza się z dymkiem, iż książki, które rzekomo się czyta NIC W ISTOCIE NAS NIE NAUCZYŁY.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-F2gyduCdKhs/Tqkd_dnsRLI/AAAAAAAANRY/55goQJ2px3Y/s1600/PICT0056.JPG" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="240" src="http://1.bp.blogspot.com/-F2gyduCdKhs/Tqkd_dnsRLI/AAAAAAAANRY/55goQJ2px3Y/s320/PICT0056.JPG" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jest takie stare porzekadło niemieckie, które doskonale obrazuje kolejną część mojego subiektywnego wywodu, a mianowicie: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Pożerać książki bez ich trawienia jest niezdrowe"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. No ba, czyż nie od szkoły podstawowej słyszymy, iż sama &lt;u&gt;sztuka czytania&lt;/u&gt; jeszcze nie czyni z nikogo intelektualisty? Wszak nawet Kali w Afryce (zaręczam, że są tam tacy, o ile koran nie zabronił im tego z wiadomych względów, któż by wtedy kupował te biedne dziewice na targu wielbłądów czy ruszające się menu w koszu na bazarze?) jest w stanie coś wydukać. Ażeby nazwać siebie "myślącym" a więc prawdziwym człowiekiem, nie zaś czymś pomiędzy krówką na łące czy szympansem na drzewie, należałoby jeszcze czytać ze "zrozumieniem", tymczasem ku świętej naiwności, w niemal każdym zakątku świata, powielany jest ten sam stereotyp, że "książkę czyta się dla zabicia nudy ergo czasu" (pominę już frazeologię, bo doprawdy wywracam się do góry nogami, gdy słyszę ten durnowaty przekręt słowny) a więc jak w każdym przypadku "zabijania" czynność tę należy dopracować do perfekcji, "zabijając" samą esencję czytania, czyli -- &lt;u&gt;książkę&lt;/u&gt;.&lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt; &lt;/b&gt;&lt;/i&gt;&lt;/div&gt;&lt;h1 class="firstHeading" id="firstHeading" style="text-align: center;"&gt;Voilà !&lt;/h1&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: purple;"&gt;&lt;b&gt; "A niech ma, ta skubana, za swoje! Ja jej pokażę, co ona sobie myśli? Robić ze mnie intelektualistę na siłę. Jak ona śmie...? Przecież mam święte* prawo tkwić w debilizmie umysłowym. Ha, jest to nawet przewidziane w ustawie&lt;/b&gt;&lt;/i&gt; [patrz przypis w Deklaracji Niepodległości o "prawie do szczęścia"]. Nie jest to wyłącznie moje spostrzeżenie, zaręczam. Pozwolę sobie nawet zacytować pewną podchwytliwą wypowiedź Sir Terry Pratchetta, brzmiącą następująco:&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Ktoś, kto całe życie &lt;a href="" id="a_nsitsp_1" style="display: inline; float: none; margin: 0px; padding: 0px; text-decoration: none; text-indent: 0px; z-index: 0;"&gt;&lt;span id="nsitsp_1" style="border-bottom: 1px solid rgb(0, 0, 0); cursor: pointer; display: inline; float: none; font-weight: bold; margin: 0pt; padding: 0px 0px 1px; text-decoration: underline;"&gt;&lt;/span&gt;&lt;/a&gt;spędził pod gołym niebem, umie docenić solidną, grubą księgę. Jeśli  człowiek ostrożnie wyrywa kartki, taka księga wystarczy na cały rok  rozpalania ognisk. Nieraz garść wilgotnych gałązek i sucha książka mogą  ocalić życie. A kiedy ma się ochotę zapalić i nie można znaleźć fajki,  książka jest niezastąpiona"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Gdyby tak spoglądać na tę kwestię, a Ci, którzy niszczą książki jako żywo biorą sobie owe założenie do serca, nie dziwi wcale, że w Średniowieczu palono książki na wielkich stosach, wszak zimy wtedy były pieruńskie. ;]- To dlatego także nazywamy ów okres Ciemnymi Wiekami (nie dość, że nie zachowało się zbyt wiele prac naukowych, poza traktatami całymi o tym, co było pierwsze: kura czy jajko?, to jeszcze jak przetrzebiło populację ludzką, hm? I'm wonder....), nie trudno bowiem domyślić się, co miało miejsce tuż po tym, kiedy skończyły się książki.... Czymś wszak trzeba było podtrzymać ów stos ;]-&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://4.bp.blogspot.com/-U9WcCMQjkWY/TqklHLG9smI/AAAAAAAANRk/wNwonW_cUEc/s1600/mcescher2.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="318" src="http://4.bp.blogspot.com/-U9WcCMQjkWY/TqklHLG9smI/AAAAAAAANRk/wNwonW_cUEc/s320/mcescher2.jpg" width="320" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Ponoć &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"przyszłość jest jak książka, której jeszcze nie czytaliśmy"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. Mocne słowa, jak na człowieka, który co rusz wpadał do więzienia za to, iż nie potrafił przewidzieć, że talent do złodziejstwa nie jest dany każdemu, podobnież jak talent pisarski. O kim mowa? Oczywiście o &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.karl-may-gesellschaft.de/index.php" style="color: #38761d;"&gt;Karolu Mayu&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;. Utrafił jednak w samo sedno kolejnej brzydkiej przypadłości niektórych pseudo-czytelników, czyli: &lt;u&gt;pisania w&amp;nbsp; i&amp;nbsp; po książkach&lt;/u&gt;. Nie wiem jak wy, ale kiedy otwieram dowolną publikację (począwszy od beletrystyki, kończąc na podręcznikach) i widzę w niej esy-floresy, jakże często nawet nie ołówkiem (które można dosyć łatwo wytrzeć gumką -- doświadczam tego stanu na okrągło, jako że cierpię na manię natrętnego gumowania książek), ale długopisem lub innym markerem popełnione, jakby ku niesłychanej uciesze demona-destrukcji, nieustannie myślę sobie w ten sposób (UWAGA: Za chwilę bluzgnę, pardon):&amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: right;"&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;i&gt;&lt;b style="color: #cc0000;"&gt;"A ludzie się dziwią, że żyjemy w takich popieprzonych czasach"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;. OoO Przecież już Einstein mówił, że: &lt;i style="color: #38761d;"&gt;&lt;b&gt;"Jeżeli zabałaganione biurko jest oznaką zabałaganionego umysłu, oznaką czego jest puste biurko?"&lt;/b&gt;&lt;/i&gt;.&amp;nbsp;&lt;/blockquote&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Nie dziwcie się zatem, kochani, widząc liczne perturbacje homo-sapiens na ulicach świata, mnożeniu się sekt wielorakich, wybuchającymi wojenkami, bezproduktywnymi debatami, których sedno zawrzeć można w dwóch słowach: &lt;u&gt;Czarna Dziura&lt;/u&gt;, [dla innych wersja ze smaczkiem, którą popełniłam na studiach: "&lt;u&gt;Czarcia Dupa&lt;/u&gt;"], ani temu, że młodzi ludzie, którzy wchodzą w dorosłe życie, stają się niejako sztandarem wyzwolenia czy jak to ładnie ujął mój znajomy, "dotlenienia starczych uwiądów" (hm... brzmi perwersyjnie jak na moje ucho, taka słowna-viagra, nie sądzicie?), gdyż skoro już u swych podstaw ludzie ci mają bardzo niskie mniemanie o książkach, nie znają szacunku dla tego, co starsze od nich (średnio każdy burek z pchłami*, ale kto by tam bawił się w arytmetykę), takoż i duch czasów domaga się przewartościowania wszystkiego, łącznie z kulturą osobistą.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Zewsząd słyszymy o maksymalizacji zysków przy minimalizacji kosztów/czasu, co z tego wynika? Otóż tyle, że przeciętny czytelnik (czyli zapędzony do literackiej katorgi przez nauczyciela) zagląda doń wyłącznie z w.w. powodów: "Zakuć-Zdać-Zapomnieć-Zalać". Po co niszczyć kolejne połacie lasów amazońskich, sięgając po jakiś zeszyt czy inną wolną kartkę papieru, kiedy cały esej na zajęcia można zawrzeć na stronach jednej książki. Liczy się bowiem święta zasada "max i minimum". Jaka szkoda, że zasada ta odbywa się kosztem samego delikwenta niszczącego książkę. Jaka szkoda, że "uczy się" on będąc duchem zupełnie gdzie indziej. ==&amp;gt; W tym miejscu polecam krótki skecz Billa Hicksa, który znajdziecie w prawej kolumnie mojego bloga pod hasłem: "Po co czytam?". Polecam, bo jak nikomu przed nim, udało się Billowi zawrzeć w tym prostym, z życia wziętym epizodzie, zawrzeć całą "bezmózgą" część światowego społeczeństwa.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;blockquote class="tr_bq"&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Jestem pewna, że bijący się na świecie (-- Oburzeni --), raczej nie czytają w wolnych chwilach Tołstoja czy choćby Pratchetta, jak już to "Sztukę Wojny", Sun Zi, czyli najprościej rzecz ujmując: Jak pokonać wroga? Ano wprowadzając w jego szeregi chaos lub "Ku nowej demokracji", Mao Zedonga -- świadczyć o tym może "zaciśnięta pięść" z czasów dywerchy &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.baader-meinhof.com/" style="color: #38761d;"&gt;Baader-Meinhof&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;; są przecież niemiłosiernie zajęci wprowadzaniem lewackich haseł pod pozorem wyzwolenia ludzkości spod okrutnego jarzma Cywilizacji, a to grając na gitarce czy goląc się w biały dzień na środku ulicy.&lt;/div&gt;&lt;/blockquote&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="separator" style="clear: both; text-align: center;"&gt;&lt;a href="http://1.bp.blogspot.com/-e1J9HJdMcdA/TqksXp5Z8cI/AAAAAAAANRw/a7tXqI1xbhg/s1600/p1.jpg" imageanchor="1" style="margin-left: 1em; margin-right: 1em;"&gt;&lt;img border="0" height="300" src="http://1.bp.blogspot.com/-e1J9HJdMcdA/TqksXp5Z8cI/AAAAAAAANRw/a7tXqI1xbhg/s400/p1.jpg" width="400" /&gt;&lt;/a&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: center;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Coś wam powiem na koniec, bo wierzcie mi, słowem nie dałabym rady wyrazić antypatii dla niszczycieli książek, szał w jaki wpadam widząc zniszczoną książkę, popisaną, zasmarkaną, poplamioną tylko biolodzy w laboratorium raczą wiedzieć czym, śmierdzącą gorzej niż tyłek pawiana po wizycie w przydrożnym wychodku, w porównaniu z którym szał Hitlera na widok cebuli na talerzu i czystej wyborowej firmy &lt;b&gt;&lt;a href="http://www.cymespoznan.pl/" style="color: #38761d;"&gt;Cymes&lt;/a&gt;&lt;/b&gt;, jest niczym, przyrównać mogę tylko do szału w jaki wpadać miał zbudzony nagle bożek Pan w mitologii greckiej. Nie dziwota zresztą, jeśli zważy się, że tylko podczas tych krótkich chwil wytchnienia mógł nieszczęsny obłapić jakąś ponętną nimfę. Tak i ja, kiedy w magiczny sposób odnajdę w zapomnianym zakamarku jakiegoś białego kruka, od dekad nie wznawianą publikację znanego autora, książkę, o której zdążyłam była nasłuchać się niesamowitych opowieści, zahaczających z grubsza o mit jakiś czy legendę, i widząc później w jak opłakanym jest stanie, nie przez nieubłagany czas, lecz za sprawą ludzkiej ręki, a częściej po prostu z powodu chronicznej absencji mózgu, czuję.... lekko mówiąc, zawód.&amp;nbsp;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;Takich okrutnych mąk nie życzę naj
