W tym roku (dokładnie w czerwcu) minęły 2 lata od śmierci mego męża, jednakże nie pojechałam na jego cmentarz przekładając wizytę na wrzesień kiedy moja Szelma pójdzie już do przedszkola. Wszystko z racji fatalnego dojazdu na obydwa cmentarze, jego i mojego papy, który także leży w Rudzie Śląskiej. Po ostatniej mej wizycie w tych dwóch miejscach spoczynku, wróciłyśmy totalnie zajechane do domu i wkurzyło mnie to niemiłosiernie, a nie chce by moja wizyta na grobach kończyła się w ten sam sposób, bo dopóki moje dziecko nie podrośnie takie przesiadki do dziesiątków autobusów jest ponad jej siły. Stąd z góry odłożyłam swoje wizyty tu i tam na wrzesień. Niemniej tematyka śmierci towarzyszy mi nieustannie od początku tego roku.... Tęsknota to inna sprawa. Moja córcia (3,5 roku) zagięła mnie totalnie kiedy pierwsze jej słowa do mnie dotyczyły dokładnej (niewyjawionej ani razu od 2 lat) przyczyny śmierci mego męża. A jako że nie za bardzo mam ochotę ją jej zdradzać, co by nie rozpaplała jej w przedszkolu obcym osobom, stąd staram się oswoić jej jakże trudną tematykę śmierci, co by ukoić jej małe rozterki dziecięcego serduszka.
Stąd właśnie powód dla którego przez ostatnie tygodnie czytałam tę książkę, która według swego opisu miało na celu w przystępny sposób opisać temat śmierci na przykładzie odchodzących z tego świata zwierząt, które jeśli znacie Stary Testament, także w dużej mierze posiadają duszę. Głównym bohaterem jest tytułowy lis ~ Przewodnik Dusz, do którego zgłaszają się w noc swej śmierci błąkające się po Martwym Lesie dusze w drodze do jednych z 4 zaświatów, zwanych: Pokój, Postęp, Przyjemność i Płacz. Nazywa się ów lis Bazyl i 6 lat wcześniej wpadł on pod samochód, tracąc przy tym oko i ucho oraz część wąsów, przez co stara się zamaskować swą szpetotę ludzkim monoklem oraz płaszczem który jest jego wizytówką, podobnie jak długa, gęsta srebrno-lawendowa kita. 6 lat wcześniej leżąc na jezdni i umierając spotkał odchodzącego z tego świata na zawsze poprzedniego Przewodnika, który oferował mu długie "nieumarłe" nie-życie podczas których stanie się on Przewodnikiem dla dusz, dzięki czemu odsunie w czasie ostateczną śmierć. Rzecz jasna przyjął on tę propozycję, i odtąd pełnił swe obowiązki niezwykle sumiennie. W międzyczasie hodował w ogrodzie swej leśnej chatki grzybnie różnego rodzaju, znajdując w swym samotnym dość nie-życiu jedynego przyjaciela jakim stał się największy biały grzyb zwany przezeń Kapitanem.
Jak to bywa w takich opowieściach, zjawiła się w nie-życiu Bazyla pewna borsuczy a o imieniu Coniemiara, przez własnego ojca i liczne rodzeństwo uznana za bezużyteczną, co jednak okazało się nietrafioną oceną, gdyż już po jednej dobie w Martwym Lesie uratowała parę razy Bazyla... Jak się okazuje miała ona wypełnić swe przeznaczenie, nie zaś udać się w jedne z 4 zaświatów. Sfrustrowany niemożnością odesłania Coniemiary w odpowiednie dla niej zaświaty, Bazyl odkrywa w końcu iż koniec końców to on wydaje się być dla Zaświatów zbędnym elementem i z początku stawia temu opór. Niepogodzenie ze śmiercią, tak swoją jak i bliskich nam osób nie jest łatwym brzemieniem do dźwigania, wiem coś o tym i szczerze współczułam Bazylemu, który przez 99% tej opowieści starał się zapobiec nieuchronnej zamianie ról, która prędzej czy później dopada każdego z nas. Czy mu się udało? Musicie sami sobie odpowiedzieć na to pytanie, sięgając po tę przeuroczą książeczkę nie tylko dla dzieci, zapewniam! 😉
W czym jednak dana powieść pomogła mnie? Ano wiem już w jaki sposób wytłumaczyć swemu dziecku czym jest śmierć sama w sobie i dokąd mogą wieść nas ścieżki naszego życia, bo od wiary w życie po życiu w dużej mierze zależy jak będziemy spoglądać na chwilę przejścia z tego świata, w Zaświaty. Moja wiara na całe szczęście nie straszy ludzi Piekłem ani jakimkolwiek cierpieniem w życiu po życiu. Dlatego biorąc pod uwagę jak ciężkie miał dorastanie śp. papa mojej Szelmy, jak pracowitym był człowiekiem przez całe swe życie i jak wielkie serce dzięki czemu na przekór całemu światu (a zwłaszcza negatywnej oceny własnej rodziny) przyszło na ten świat nasze małe wielkie szczęście, dzięki temu jestem spokojna iż pewnego dnia wszyscy się spotkamy raz jeszcze i tym razem nic nas już nie rozdzieli więcej. Z tą nadzieją wychowuje swe dziecko i dzięki tej uroczej, lekko nostalgicznej powieści, będę w stanie przedstawić swemu dziecku rozsądne ... Przyczyny śmierci jej ojca. Taką mam nadzieję! 😊👍♥️

Komentarze
Prześlij komentarz