Z potrzeby serca postanowiłam napisać tę krótką recenzję tej książki. Jako iż od ponad 3 lat jestem dumną matką mej koffanej Szelmy, przyszło mi do głowy - z racji tego iż zmuszona jestem wychowywać swą córkę samotnie - iż kompletnie brak mi odniesienia jak do tego się zabrać. Sama od 4 roku życia wychowywałam się bez matki, brakowało też w mym życiu wszelkich ciotek, babć, kuzynek, sióstr ani choćby braci... A że wychowywał mnie schorowany ojciec, dorastałam także w kompletnej izolacji stąd przez cały okres dorastania żyłam samotnie, bez przyjaciół i znajomych. Na moje szczęście w nieszczęściu udało mi się odmienić nieco mój żałosny byt gdzieś pod koniec swej długiej edukacji, zwiedziłam wtedy spory kawałek świata.... Niemniej tamten etap swego życia uważam za bądź co bądź niebyły, gdyż byłam wtedy inną osobą... Dosłownie! Tamta ja nie byłaby w stanie poznać ojca swego dziecka, przerzucić się na domowe pielesze, obiadki a w krótkim czasie na późne macierzyństwo. Dziś widzę, że z jednej strony gdyby nie wydarzenia sprzed 8 lat nie byłoby na świecie dzisiaj mojego największego życiowego szczęścia! Jednak za sprawą mojego własnego śp. pape dziś widzę jak na dłoni iż podążam w ścieżce życiowej dokładnie krok po kroku śladami mego ojca!
Po pierwsze i najważniejsze urodziłam Szelmę w wieku kiedy mój własny pape został ojcem po raz ostatni, tzn. w wieku 39 lat. Znowu też powielam ten schemat co on, wychowując swoją córkę samotnie, z racji śmierci mego męża! A że nadal nie posiadam grona znajomych, przyjaciół, ba, rodziny - oprócz tej jej części, która jest spokrewniona z Szelmą (dużo starsze jej rodzeństwo z pierwszego związku mego męża) także przeczuwam iż koniec mój będzie podobny jeśli nie taki sam jak mego pape, tzn. za moją trumną tudzież urną (zdecydowanie jestem za kremacją, co też spotkało mego pape i męża) pójdzie jedna osoba (przy dobrych wiatrach). Jeśli rzecz jasna nie spartolę tego najważniejszego w mym życiu zadania i zachowam dobre relacje z własnym dzieckiem do kresu swych dni. Daj Boże! 🙏🙏
Sięgnęłam zatem po tę książkę z racji mych prywatnych poszukiwań odpowiedzi na zasadnicze pytanie: W jaki sposób zabrać się za wychowywanie swej córki, co by nie powielać błędów poprzednich pokoleń? A jako że nie wychowywała mnie osobiście kobieta (matka), trudno mi było przywołać z pamięci kluczowe zwroty zasłyszane od mego pape! Po prawdzie nie dane mi było usłyszeć w swym życiu wszystkich tych sztampowych powiedzonek przekazywanych przez matki swym córkom... Od mego taty słyszałam za to zawsze iż większość rzeczy w swym dorosłym życiu będzie zależeć ode mnie i od nikogo innego. Czyli „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”! Nie wiem czy będę go używać w przyszłości, na pewno zależałoby mi aby moja córka stała się samodzielną i odpowiedzialną za swe życie młodą kobietą!
Książka pani Szarejko podzielona jest na 13 rozdziałów, z których każdy jest stricte wywiadem z jedną z wybranych przez autorkę ekspertek z psychologii, psychoterapii, pedagogiki, socjologii, czy pomocy w sprawach przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Tak więc poprzez dogłębną analizę kobiecych emocji, poprzez okres połogu i skupiając się na cielesności każdej z matek autorka stara się dojść do sedna w czym tkwi zależność między wychowaniem i życiowym doświadczeniem każdej z nas na sposób wychowania kolejnych pokoleń. Jak wiele zahamowań kobiet sprzed dekady ma wpływ na zahamowania w sferze seksualności obecnych młodych kobiet? W jaki sposób podchodziły do miłości i macierzyństwa panie sprzed kilkudziesięciu lat i jak owe uczucia wpływają na dzisiejsze młode matki. A kiedy weźmie się pod uwagę niezależność lub ręcz przeciwnie zależność finansową od partnera, czy my nie młode już pokolenie matek jesteśmy w stanie uchronić nasze potomstwo przed niekończącą się spiralą przemocy... A co za tym idzie, autorka uchyla przed nami rąbek odwiecznej zagwozdki: "Czy relacja matka-córka musi być trudna?" Daj Boże bym miała odrobinę lżej w tym odwiecznym procesie dorastania kolejnego pokolenia, aniżeli matka fikcyjnej Meridy Walecznej.... 🙏🙏🙏
Na pytanie zatem czy znalazłam odpowiedź której szukałam dla siebie, po skpńczonej lekturze, niczym gotowej recepty: Bynajmniej! Czuję niestety niedosyt po danej lekturze... Nie byłam tak naiwna aby spodziewać się gotowej odpowiedzi, jednakowoż liczyłam na jakiś klucz, wstępny zarys problemu tymczasem po jej przeczytaniu mam niestety jeszcze większy mętlik w głowie! No cóż... Na pytanie jednak czy polecam daną książkę? Odpowiem dość przewrotnie: Jeśli szukacie "inspirującej ksiażki o tym, jak nieświadomie dziedziczone przekonania kształtują kolejne pokolenie kobiet... Z pewnością otrzymacie 1 punkt wyjścia do świadomej refleksji ~ Co teraz chcesz z tym zrobić?" Albo znacznie krócej... „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”! 👌


Komentarze
Prześlij komentarz