Przejdź do głównej zawartości

"Masz to po mnie" ~ Marta Szarejko. Z potrzeby serca!

 



Z potrzeby serca postanowiłam napisać tę krótką recenzję tej książki. Jako iż od ponad 3 lat jestem dumną matką mej koffanej Szelmy, przyszło mi do głowy - z racji tego iż zmuszona jestem wychowywać swą córkę samotnie - iż kompletnie brak mi odniesienia jak do tego się zabrać. Sama od 4 roku życia wychowywałam się bez matki, brakowało też w mym życiu wszelkich ciotek, babć, kuzynek, sióstr ani choćby braci... A że wychowywał mnie schorowany ojciec, dorastałam także w kompletnej izolacji stąd przez cały okres dorastania żyłam samotnie, bez przyjaciół i znajomych. Na moje szczęście w nieszczęściu udało mi się odmienić nieco mój żałosny byt gdzieś pod koniec swej długiej edukacji, zwiedziłam wtedy spory kawałek świata.... Niemniej tamten etap swego życia uważam za bądź co bądź niebyły, gdyż byłam wtedy inną osobą... Dosłownie! Tamta ja nie byłaby w stanie poznać ojca swego dziecka, przerzucić się na domowe pielesze, obiadki a w krótkim czasie na późne macierzyństwo. Dziś widzę, że z jednej strony gdyby nie wydarzenia sprzed 8 lat nie byłoby na świecie dzisiaj mojego największego życiowego szczęścia! Jednak za sprawą mojego własnego śp. pape dziś widzę jak na dłoni iż podążam w ścieżce życiowej dokładnie krok po kroku śladami mego ojca! 

Po pierwsze i najważniejsze urodziłam Szelmę w wieku kiedy mój własny pape został ojcem po raz ostatni, tzn. w wieku 39 lat. Znowu też powielam ten schemat co on, wychowując swoją córkę samotnie, z racji śmierci mego męża! A że nadal nie posiadam grona znajomych, przyjaciół, ba, rodziny - oprócz tej jej części, która jest spokrewniona z Szelmą (dużo starsze jej rodzeństwo z pierwszego związku mego męża) także przeczuwam iż koniec mój będzie podobny jeśli nie taki sam jak mego pape, tzn. za moją trumną tudzież urną (zdecydowanie jestem za kremacją, co też spotkało mego pape i męża) pójdzie jedna osoba (przy dobrych wiatrach). Jeśli rzecz jasna nie spartolę tego najważniejszego w mym życiu zadania i zachowam dobre relacje z własnym dzieckiem do kresu swych dni. Daj Boże! 🙏🙏



Sięgnęłam zatem po tę książkę z racji mych prywatnych poszukiwań odpowiedzi na zasadnicze pytanie: W jaki sposób zabrać się za wychowywanie swej córki, co by nie powielać błędów poprzednich pokoleń? A jako że nie wychowywała mnie osobiście kobieta (matka), trudno mi było przywołać z pamięci kluczowe zwroty zasłyszane od mego pape! Po prawdzie nie dane mi było usłyszeć w swym życiu wszystkich tych sztampowych powiedzonek przekazywanych przez matki swym córkom... Od mego taty słyszałam za to zawsze iż większość rzeczy w swym dorosłym życiu będzie zależeć ode mnie i od nikogo innego. Czyli „jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”! Nie wiem czy będę go używać w przyszłości, na pewno zależałoby mi aby moja córka stała się samodzielną i odpowiedzialną za swe życie młodą kobietą! 

Książka pani Szarejko podzielona jest na 13 rozdziałów, z których każdy jest stricte wywiadem z jedną z wybranych przez autorkę ekspertek z psychologii, psychoterapii, pedagogiki, socjologii, czy pomocy w sprawach przeciwdziałania przemocy w rodzinie. Tak więc poprzez dogłębną analizę kobiecych emocji, poprzez okres połogu i skupiając się na cielesności każdej z matek autorka stara się dojść do sedna w czym tkwi zależność między wychowaniem i życiowym doświadczeniem każdej z nas na sposób wychowania kolejnych pokoleń. Jak wiele zahamowań kobiet sprzed dekady ma wpływ na zahamowania w sferze seksualności obecnych młodych kobiet? W jaki sposób podchodziły do miłości i macierzyństwa panie sprzed kilkudziesięciu lat i jak owe uczucia wpływają na dzisiejsze młode matki. A kiedy weźmie się pod uwagę niezależność lub ręcz przeciwnie zależność finansową od partnera, czy my nie młode już pokolenie matek jesteśmy w stanie uchronić nasze potomstwo przed niekończącą się spiralą przemocy... A co za tym idzie, autorka uchyla przed nami rąbek odwiecznej zagwozdki: "Czy relacja matka-córka musi być trudna?" Daj Boże bym miała odrobinę lżej w tym odwiecznym procesie dorastania kolejnego pokolenia, aniżeli matka fikcyjnej Meridy Walecznej.... 🙏🙏🙏

Na pytanie zatem czy znalazłam odpowiedź której szukałam dla siebie, po skpńczonej lekturze, niczym gotowej recepty: Bynajmniej! Czuję niestety niedosyt po danej lekturze... Nie byłam tak naiwna aby spodziewać się gotowej odpowiedzi, jednakowoż liczyłam na jakiś klucz, wstępny zarys problemu tymczasem po jej przeczytaniu mam niestety jeszcze większy mętlik w głowie! No cóż... Na pytanie jednak czy polecam daną książkę? Odpowiem dość przewrotnie: Jeśli szukacie "inspirującej ksiażki o tym, jak nieświadomie dziedziczone przekonania kształtują kolejne pokolenie kobiet... Z pewnością otrzymacie 1 punkt wyjścia do świadomej refleksji ~ Co teraz chcesz z tym zrobić?" Albo znacznie krócej... „Jak sobie pościelesz, tak się wyśpisz”! 👌

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

"Totalna magia" ~ Alice Hoffman. W każdej z nas jest coś z wiedźmy?

  Do przeczytania drugiej części tej "magicznej" sagi zabierałam się dość długo... Totalnie zauroczona jej filmową ekranizacją. Jakież było moje zaskoczenie po przeczytaniu pierwszego rozdziału, gdy uświadomiłam sobie w jak wielkim stopniu  twórcy filmu odbiegli od jego książkowego oryginału. Sama nie wiem co myśleć o filmie, tak czarownym i uwielbianym przez wielu fanów, tak drastycznie odbiegającym od treści książki. No bo ani Gillian nie jest rudowłosa, ani nie jest niedoszłą ofiarą Jimmy'ego Angelova, który nie jest ani Bułgarem ani nie nosi takiego miana w fabule powieści i nie ginie on także z ręki Sally wskutek napaści na Gillian (nie ma też na sumieniu żadnych innych kobiet, gdyż jedynym jego przewinieniem to jest handel narkotykami wśród napalonych studentów), ot po prostu wysiada mu serce wskutek przedawkowania.... 👈Które biedna Gillian, krótkowłosa blondynka bierze za swą sprawkę... Niesłusznie.  Na domiar złego akcja powieści jedynie na samym początku rozgryw...

"Idzie lasem Pani Jesień, jarzębinę w koszu niesie".

  Nastała wreszcie moja najukochańsza pora roku: Jesień! Nie ma słów aby opisać jak bardzo koffam jej barwy, zapach i smak. To czas na prędce sporządzanych ostatnich przetworów.... Poza kilkadziesięcioma słoikami ogórków kiszonych, botwinki, Leczo oraz kompotami z sezonowych papierówek, musów owocowych a także różnego rodzaju mięs i kurczaka.... Na czarną godzinę, moja spiżarnia pęka w szwach, także zbliżająca się powoli zima mi nie straszna. Robię takie zapasy każdego lata i jesienią.... Są nieocenione kiedy na dworze mróz. Pytanie jedynie jaka zima będzie w tym roku? Gdyby kierować się mądrością ludową, to po upalnym lecie winna przyjść sroga zima ... Jednakże to okropne lato w tym roku nie rozpieszczało nas swą temperaturą, prawdę mówiąc od lat nie pamiętam już tak paskudnej letniej aury! 😥 Nie żebym narzekała.... Bynajmniej. Sęk w tym iż całe to "globalne ocieplenie" na pierwszy rzut oka nie pasuje do mojej oceny sytuacji.... A jako iż nadejście chłodów zawsze wyczuwałam...

Zielnik: Ostropest plamisty, Głóg i Melisa

  1 . Ostropest ("Milk thistle") ~ Ostropest plamisty jest pomocny przy wielu dolegliwościach, w tym schorzeniach wątroby, problemach trawiennych, migrenach i kamicy żółciowej.   Wspomaga detoksykację wątroby Chroni komórki wątroby przed uszkodzeniami Łagodzi skutki uboczne przyjmowania wielu leków Zapobiega marskości wątroby Leczy stłuszczenie wątroby, wirusowe zapalenie wątroby, alkoholową chorobę wątroby. Wspomaga trawienie Pomaga przy wzdęciach, zgadze, braku łaknienia Działa lekko przeczyszczająco Migreny Łagodzi objawy migreny, Przeciwdziała chorobie lokomocyjnej.  Kamica żółciowa Zapobiega powstawaniu kamieni żółciowych.  Inne zastosowania Leczy osteoporozę, Profilaktyka rozpadu erytrocytów, Łagodzi objawy endometriozy, Reguluje czas krwawienia miesiączkowego, Wspomaga terapię łuszczycy i trądziku.  Ostropest plamisty zawiera sylimarynę, która ma silne działanie antyoksydacyjne, detoksykujące, antynowotworowe i przeciwzapalne. ~ Ziółko które piłam d...